Z polskiej ziemi do Bożego nieba

Św. Wojciech - biskup i męczennik


Sw. Wojciech Męczennik          W 999 r. papież Sylwester II dokonał kanonizacji św. Wojciecha, biskupa i męczennika, głównego patrona Polski. Wydarzenie to wywarło ogromny wpływ na życie religijne i narodowe i miało epokowe znaczenie dla rodzącego się na ziemiach piastowskich Kościoła i państwa. Było kamieniem węgielnym, na którym zbudowano struktury kościelne i niezawisłość państwową. Otworzyło drogę do przełomowego Zjazdu Gnieźnieńskiego w 1000 r., na którym w obecności cesarza Ottona III, Bolesława Chrobrego i legata papieskiego proklamowano pierwszą polską metropolię w Gnieźnie, przyłączając do niej biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Od tego czasu Polska - pod duchowym przewodnictwem swojego pierwszego Patrona - zaczyna wchodzić do wspólnoty krajów europejskich.

          Ziarno świętości, ewangelizacji, ofiary i poświęcenia św. Wojciecha w przedziwny sposób padło w naszą ojczystą glebę i po dzień dzisiejszy przynosi owoc obfity w postaci trwania przy wierze i polskości. Był on synem narodu czeskiego, ale Polska stała się dla niego drugą ojczyzną. "Wielki ten patron Polski był przez całe swoje życie jej przyjacielem. Czechem był z rodu, ale z serca Polakiem. Uznawał i innym wykazywał, że dobro powszechne wymaga, żeby Polska była silna w Europie" - pisze prof. Feliks Koneczny w dziele Święci w dziejach narodu polskiego. Przyszedł do kraju Piastów z prawdą o Chrystusie, utwierdził w nim wiarę, ukazał wzór chrześcijańskiej służby, umocnił jedność społeczeństwa i własną krwią zaczął pisać dzieje Kościoła w Polsce i dzieje naszego narodu. Powiedział o nim Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Gniezna w 1979 r.: "Świadectwo śmierci męczeńskiej, świadectwo krwi, przypieczętowało w sposób szczególny chrzest, jaki przed tysiącem lat przyjęli nasi praojcowie. Męczeńskie zwłoki apostoła, biskupa Wojciecha, legły u fundamentów chrześcijaństwa na całej polskiej ziemi".

          Poznaniu życia, działalności i męczeństwa św. Wojciecha, czczonego także pod imieniem Adalberta, służą przede wszystkim dwa żywoty napisane po jego śmierci przez Jana Kanapariusza (999 r.) oraz przez św. Brunona z Kwerfurtu (1002-1004 r.). Podają one, że Święty urodził się ok. 956 r. w Libicach (Czechy) jako syn możnego rodu Sławników. Już w dzieciństwie został przeznaczony ślubem rodziców do stanu duchownego. W wieku 16 lat oddano go pod opiekę i naukę św. Adalberta. Kształcił się w szkole katedralnej w Magdeburgu przez 10 lat. Po śmierci św. Adalberta w 981 r. Wojciech przybył do Pragi, gdzie niebawem otrzymał święcenia kapłańskie, a w 983 r. wybrano go biskupem. Wbrew przyjętemu zwyczajowi nie objął on diecezji w paradzie, manifestacyjnie, ale boso. "Przyszedł do swojego kraju - zanotował biograf - pięknie rządząc duszą własną i pasąc na najlepszych pastwiskach lud sobie powierzony". Już wtedy odznaczał się wybitną świętością osobistą. Mówiono o nim, że "o jednym myślał, do jednego dążył: niczego nie pragnąć, niczego nie szukać oprócz Chrystusa". Podziwiano jego przykładne życie i wysiłki apostolskie. "Dobrze żył, dobrze nauczał; tego, co usty głosiły, nigdy nie zaprzeczył czynami". Swoje skromne dobra biskupie przeznaczył na utrzymanie budynków i sprzętu kościelnego, na potrzeby kleru i własne oraz na dzieła miłosierdzia. Wielką troską otaczał ubogich, krzywdzonych, prześladowanych, więźniów, a także zajął się wykupem chrześcijańskich niewolników, których wywożono do krajów muzułmańskich.

          Trudne było pasterzowanie św. Wojciecha w Pradze. Niektórzy duchowni opornie i niechętnie podporządkowywali się jego decyzjom, a nawet podburzali przeciw niemu możnych. Jeszcze trudniej szła walka o wierność zasadom życia chrześcijańskiego wśród świeckich: o jednożeństwo i wierność małżeńską, o zakaz związków małżeńskich wśród bliskich krewnych, o poszanowanie niedziel i świąt oraz zachowywanie postów. Pięć lat pracował niestrudzenie nad utrwaleniem chrześcijaństwa w Czechach, nie zniechęcając się oporami. Gdy sprawa kościelna zamieniła się w zwadę książęcych rodów, Wojciech opuścił za zgodą papieża stolicę praską i udał się do Rzymu, gdzie wstąpił do benedyktynów i złożył śluby zakonne, "by swobodniej z Niebem obcować". Powierzone zajęcia spełniał z poświęceniem i wielką pokorą. W 992 r. powrócił jeszcze do Pragi, ale wskutek waśni dwóch możnych rodów: Wrszowców i Sławników, by uniknąć wojny domowej, udał się przez Morawy na Węgry, gdzie miał udzielić chrztu św. Stefanowi, a stąd znów do Rzymu, gdzie poznał się z cesarzem niemieckim Ottonem III.
          Z powodu napiętej sytuacji nie mógł już podjąć obowiązków biskupich w Pradze. Schronienie znalazł w Polsce, dokąd przybył na początku 997 r. Przyświecała mu ewangeliczna myśl, że "było tu wkrąg wiele narodów, którym mógłby zanieść łaskę chrztu". Król Bolesław Chrobry, jak podają najstarsze źródła historyczne, przyjął go bardzo życzliwie, "darząc wielkim uszanowaniem i wiernie wypełniając jego pouczenia i zarządzenia".

          Święty wyraził chęć pracy misyjnej wśród pogan i z pomocą króla zorganizował wyprawę misyjną do Prus. Wiosną 997 r. udał się do Gdańska, gdzie przez kilka dni głosił Ewangelię i udzielił chrztu licznej rzeszy Pomorzan. Niebawem wyruszył w dalszą drogę, docierając prawdopodobnie w okolice dzisiejszego Elbląga. Gdy napotkani tubylcy zapytali go, w jakim celu do nich przybywa, wyznał: "Przyczyną naszej podróży jest wasze zbawienie, abyście porzucili głuche i nieme bałwany, uznali Stwórcę waszego, który jest jedynym Bogiem i poza którym nie ma innego boga; abyście wierząc w imię Jego, mieli życie i zasłużyli na zażywanie w nagrodę niebiańskich rozkoszy w wiecznych przybytkach". Jego misja spotkała się ze sprzeciwem ze strony pogan, którzy z wrogością odnosili się do nowej nauki. Pojmali oni Biskupa i haniebnie zamordowali. Jan Kanapariusz opisuje, jak przed śmiercią "pokorne modły słał do Pana o swoje i prześladowców zbawienie" oraz przypomina ostatnie jego słowa: "Cóż mężniejszego, cóż piękniejszego nad poświęcenie miłego życia najmilszemu Jezusowi?" I dodaje: "Umęczon był zaś Wojciech, święty i pełen chwały męczennik Chrystusa, 23 kwietnia, i to w piątek; stało się tak oczywiście dlatego, aby w tym dniu, w którym nasz Pan Jezus Chrystus cierpiał za człowieka, także ten człowiek cierpiał dla swego Boga". W ten sposób spełniło się jego gorące pragnienie męczeństwa, które już od dłuższego czasu nosił w swoim sercu. Mówił bowiem przy różnych okazjach: "Chrystus umarł dla mnie, ja też powinienem umrzeć dla Chrystusa!" Jego krew męczeńska zrosiła naszą ziemię i była nasieniem, z którego w ciągu wieków wyrosły zastępy chrześcijan.

          Św. Wojciech odegrał wybitną rolę nie tylko w dziejach naszej ojczyzny, ale również całego kontynentu europejskiego. Przez swoje życie i męczeństwo na trwałe wpisał się w pamięć narodów i stał się ich duchowym spoiwem. Z całą pewnością zasłużył na miano "arcybiskupa Polaków" i "człowieka Europy". Wymownie podkreśla to prof. Feliks Koneczny: "Był to mąż wielki, a święty nie tylko z modłów i umartwień, lecz z czynów wielkich, z czynów pełnych doniosłości historycznej. Trzeba by na to kilku potężnych monarchów, żeby zdziałać tyle, co św. Wojciech, nie posiadający żadnego wojska na swe rozkazy. Był politykiem, ale wielkim, na skalę europejską. Jeżeli się robi politykę ze stanowiska katolickiego, dla chwały Bożej i dla wzmożenia Kościoła, czyż nie musi taka polityka ogarniać od razu więcej krajów i narodów, skoro Kościół jest powszechny? A słuchano głosu św. Wojciecha nie tylko w Czechach, w Polsce, w Niemczech, ale również w Rzymie i w Paryżu; jak silny wywierał wpływ, dość powiedzieć, że przyczynił się do triumfu cywilizacji łacińskiej w Niemczech nad bizantynizmem i nawet sprowadził przyjaźń polsko-niemiecką".

          Od tysiąca lat trwa w Kościele powszechnym sława świętości i męczeństwa biskupa Wojciecha. Jego relikwie, spoczywające w katedrze gnieźnieńskiej, stały się ogniwem łączącym Polaków, Czechów, Węgrów, Niemców... Na przestrzeni minionych dziesięciu wieków ożywiały religijność, umacniały w wierze, przypominały niezmienne zasady Chrystusowej nauki. U grobu Męczennika liczne pokolenia krzepiły ducha, czerpały natchnienie i twórcze moce do życia w prawdzie i miłości. "Od kołyski męczeńskich narodzin św. Wojciecha, apostoła Polski, głosiciela Ewangelii, który - jak Chrystus - umarł za lud, żeby nie zginął cały naród (zob. J 11, 50), miłosierny Bóg rozniecił tu znak ofiary i poświęcenia, wiecznie płonący krzew porywającej miłości, aby gorzał niezniszczalnie i rozświecał narodowi drogi w jego wędrówce przez polską ziemię do Bożego nieba" (kard. Stefan Wyszyński).

O. Sławomir Gajda