Spowiednik św. Faustyny

Ks. Michał Sopoćko (1888-1975)


       Michał Sopoćko urodził się w rodzinie zubożałej szlachty 1 listopada 1888 r. w Juszewszczyźnie na Litwie. Mimo trudnych warunków materialnych rodzice starali się o wykształcenie Michała. Gdy miał 18 lat zmuszony był jednak przerwać naukę z powodu braku środków. Wkrótce sam zaczął nauczać w parafialnej szkole polskiej w Zabrzeziu, a ucząc innych nadrabiał własne braki. Swoją polszczyznę poprawiał między innymi przez czytanie literatury pięknej, zwłaszcza dzieł polskich klasyków takich jak Mickiewicz. Odkrywał przy tym piękno i bogactwo kultury polskiej.
       Dzięki pomocy dobrych ludzi i szczególnej opiece Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia po dwuletniej przerwie Michał ukończył gimnazjum w Wilnie. Trudności jednak nie ubywało i przez rok musiał czekać na zgodę władz carskich, aby wstąpić do seminarium. Wreszcie w sierpniu 1910 r. przekroczył progi Seminarium Duchownego w Wilnie. Po latach napisał: "Sięgając [...] wstecz aż do lat dziecinnych, widzę jedno pasmo objawów nieskończonego Miłosierdzia Bożego, które pozwoliło mi urodzić się z bogobojnych rodziców chrześcijańskich, którzy odmawiając sobie rzeczy koniecznych troszczyli się mimo wielkich trudności o moje wychowanie, pobudzając w podświadomości zamiłowanie do kultu. To miłosierna Opatrzność stawiała na drodze mojej idealnych kapłanów będących po dziś dzień dla mnie niedościgłym wzorem, a przede wszystkim sprawiła, iż poznałem Józefa Zmitrowicza i Jadwigę Waltz, którzy w najkrytyczniejszym momencie podali mi rękę i ułatwili najbliższe przygotowanie i wstąpienie do Seminarium Duchownego, gdzie również znalazłem wzorowych Wychowawców i Profesorów".

       15 czerwca 1914 r. otrzymał święcenia kapłańskie, a Mszę prymicyjną odprawił w dniu 29 czerwca w kościele parafialnym w Lebiedziewie, gdzie jako zarządca majątku przebywał jego ojciec. Matka Księdza Michała nie doczekała radości uczestniczenia w jego prymicyjnej Mszy - zmarła podczas jego studiów seminaryjnych.
       Po święceniach Ksiądz Michał Sopoćko skierowany został do parafii Taboryszki. Jako wikariusz przez 4 lata zajmował się katechizacją, organizował sieć szkół na terenie parafii, zaczął kompletować bibliotekę. Aby umożliwić uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej zorganizował kaplice w odległych od Taboryszek miejscowościach: Miednikach Królewskich i Onżadowie.

       Ożywiona działalność Księdza Michała ściągnęła uwagę okupantów, dlatego musiał opuścić Taboryszki. Wyjechał do Warszawy, gdzie zamierzał podjąć dalsze studia na tworzącym się tam polskim uniwersytecie. Zamiast studentem został jednak kapelanem wojskowym. Obowiązki te pełnił aż do 1929 r. W tym czasie kontynuował przerwane wskutek wojny na wschodzie studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Po powrocie do Wilna w 1924 r., oprócz obowiązków kapelana wojskowego otrzymał jeszcze zadanie organizowania katolickich stowarzyszeń młodzieży, następnie mianowany został ojcem duchownym w seminarium w Wilnie. Świadom wielkiej odpowiedzialności, jaka ciąży na ojcu duchownym w formacji przyszłych kapłanów, starał się przez pogłębione studium duchowości a także pracę nad sobą spełnić wymagania, jakie sam stawiał ojcu duchownemu: "Ojciec duchowny - pisał - winien być dobrym kapłanem, mężem wypróbowanej cnoty i uczciwości, poważnym, roztropnym i ozdobionym wszelakiego rodzaju cnotami, człowiekiem, który by był zdolny przez swój przykład zachęcić alumnów do pobożności i cnoty oraz słowem i przykładem przewodniczyć im pod każdym względem. Przede wszystkim ma odznaczać się miłością, by ukochać swych wychowanków w Bogu, darzyć ich szacunkiem i zaufaniem, a w ten sposób zjednać ich zaufanie ku sobie, bez którego oddziaływanie wychowawcze jest prawie niemożliwe. Miłość serdeczna alumnów jest najlepszym środkiem wychowawczym" (Wspomnienia, V).

       Na początku lat trzydziestych Ksiądz Sopoćko poprosił o zwolnienie z obowiązków ojca duchownego w seminarium, aby móc się poświęcić dalszym studiom, koniecznym w pracy wykładowcy w seminarium i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
       W 1933 r. Ksiądz Sopoćko, jako spowiednik kilku żeńskich zgromadzeń zakonnych spotkał się z Siostrą Faustyną Kowalską. Jako spowiednik i ojciec duchowy poprowadził ją drogą doskonałości, okazał się niezastąpioną pomocą w rozeznawaniu jej wewnętrznych doznań oraz objawień. Z jego inicjatywy powstał "Dzienniczek" Siostry Faustyny, doprowadził też do namalowania w 1934 r. obrazu Miłosiernego Zbawiciela, a następnie umieszczenia go w kościele świętego Michała w Wilnie.

       Co pomogło Księdzu Sopoćce wypełnić rolę spowiednika i ojca duchowego tak niezwykłej penitentki, jak Siostra Faustyna? Niewątpliwie pomocą była pogłębiona wiedza z zakresu teologii ascetycznej i mistycznej, ale uwierzenie w jej objawienia wymagało już osobistej wiary. Ksiądz Sopoćko podjął się dzieła apostolstwa Miłosierdzia nie dlatego, że nalegała na to Siostra Faustyna, ale dlatego, że przez studium nauki objawionej sam odkrył, czym jest Boże Miłosierdzie, poznał jego moc i prawdę o niezbędności zwrócenia się do niego w życiu chrześcijan. Pisał w swym "Dzienniku": "Są prawdy, które się zna i często o nich się słyszy i mówi, ale się nie rozumie. Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy wspominałem o tej prawdzie w kazaniach, powtarzałem w modlitwach kościelnych - szczególnie w psalmach - ale nie rozumiałem znaczenia tej prawdy, ani też nie wnikałem w jej treść, że jest najwyższym przymiotem działalności Boga na zewnątrz. Dopiero trzeba było prostej zakonnicy Siostry Faustyny ze Zgromadzenia Opieki Matki Bożej (Magdalenek), która intuicją wiedziona powiedziała mi o niej, krótko i często to powtarzała, pobudzając mnie do badania, studiowania i częstego o tej prawdzie myślenia. [...] Z początku nie wiedziałem dobrze o co chodzi, słuchałem, niedowierzałem, zastanawiałem się, badałem, radziłem się innych - dopiero po kilku latach zrozumiałem doniosłość tego dzieła, wielkość tej idei i przekonałem się sam o skuteczności tego starego wprawdzie, ale zaniedbanego i domagającego się w naszych czasach odnowienia, wielkiego życiodajnego kultu".

Obraz Jezusa Miłosiernego       Spotkanie z Siostrą Faustyną nadało nowy wymiar życiu i kapłaństwu Księdza Sopoćki. Z całą energią zaangażował się w apostolstwo Miłosierdzia, a Siostra Faustyna duchowo je wspierała modlitwą i ofiarą. W ostatnim swoim liście do Księdza Sopoćki pisała: "Prosiłam Boga, aby raczył Ojca zachować na długie lata przy dobrym zdrowiu, bo potrzeba dla dzieła tego. [...] Pomimo [...] tego, że sam Bóg kieruje tym dziełem, jednak jesteśmy zobowiązani czynić wszystko, co jest w naszej mocy by je pchnąć naprzód, choćby trudy nasze pozornie były daremne, jednak na nich buduje się dzieło Boże".
       Siostra Faustyna szybko odeszła do Boga (+1938), Księdzu Sopoćce pozostawione zostało wielkie i trudne zadanie kontynuacji dzieła, które wspólnie rozpoczęli. Wydał wiele publikacji na temat Miłosierdzia Bożego i potrzeby święta Miłosierdzia, występował z memoriałami do biskupów. W tym samym celu udał się też osobiście do Rzymu.

       W niecały rok po śmierci Siostry Faustyny wybuchła druga wojna światowa. Litwa została włączona w skład Związku Sowieckiego, a w czerwcu 1941 r. do Wilna wkroczyli Niemcy. Ksiądz Sopoćko, zaangażowany w akcję ratowania Żydów, musiał się ukrywać. Mimo wojny zaczęła gromadzić się wokół niego grupa osób pragnących poświęcić się Miłosierdziu Bożemu w życiu zakonnym. Pierwsza śluby złożyła Jadwiga Osińska, przyjmując imię zakonne Faustyna. W ten sposób powstało nowe dzieło - Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego, którego ojcem był Ksiądz Sopoćko.
       Po zakończeniu działań wojennych zarówno Ksiądz Sopoćko jak i jego podopieczne zmuszeni byli wyjechać z Litwy. Ksiądz Michał zamieszkał w Białymstoku, gdzie wykładał w tamtejszym seminarium, a Siostry Jezusa Miłosiernego lub "faustynki" - jak je popularnie nazwano - znalazły dla siebie miejsce w Myśliborzu. Ksiądz Michał starał się je co roku odwiedzać. Głosił im konferencje, mówiąc o miłosierdziu, o duchowości świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Zapytany kiedyś, dlaczego tyle miejsca poświęca Teresce, a prawie nic Faustynie, wyjaśnił: skoro święta Tereska była bardzo bliska duchowości Siostry Faustyny, może o niej, uznanej już przez Kościół, mówić ze spokojem. Tłumaczył, że nie chce uprzedzać wyroków Stolicy Apostolskiej.

       A w 1959 r. Kongregacja Świętego Oficjum ogłosiła notę, w którym stwierdzono, że przeżycia Siostry Faustyny nie mają źródła nadprzyrodzonego. Dekret nie był niespodzianką dla Księdza Sopoćki, gdyż - jak zanotował w swych wspomnieniach - w propagowaniu kultu Miłosierdzia Bożego zbyt duży nacisk położono na nadzwyczajne objawienie Siostry Faustyny i wyniesienie jej na ołtarze, a nie na dogmatyczne i liturgiczne uzasadnienie kultu Miłosierdzia.
       Trzeba było dwudziestu lat cierpień i ukrytej pracy Księdza Michała, który starał się propagować prawdę o Bożym Miłosierdziu tylko w oparciu o nauczanie Kościoła. Dopiero w roku 1978 Stolica Apostolska, po zapoznaniu się z oryginalną dokumentacją oraz po interwencji ówczesnego Arcybiskupa Krakowa, Kardynała Karola Wojtyły zniosła zakaz propagowania objawień o Bożym Miłosierdziu. Nie doczekał tego jednak Ksiądz Michał Sopoćko. Umarł w Białymstoku 15 lutego 1975 r.
        Kiedyś Faustyna zapytała Pana Jezusa, dlaczego utrudnia jej spowiednikowi to, co mu jednocześnie nakazuje, i usłyszała w odpowiedzi: "tak postępuję z nim na świadectwo, że dzieło to Moim jest. Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok Mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to. Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam" (Dzienniczek, 90).

Pogadanka Godziny Różańcowej