"Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Ga 6, 14). Ojciec Pio z Pietrelciny, jak św. Paweł Apostoł, ośrodkiem swego życia i apostolatu uczynił krzyż Pana - źródło mocy, mądrości i chwały. Żarliwa miłość do Jezusa sprawiła, że upodobnił się do Niego w całkowitej ofierze z siebie dla zbawienia świata. Naśladował Chrystusa ukrzyżowanego w sposób tak wielkoduszny i doskonały, że mógł powiedzieć: "Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 19-20). Skarby łaski, jakimi Bóg nieustannie go obdarzał ze szczególną hojnością, wykorzystywał w służbie ludziom, którzy licznie do niego przybywali i stawali się jego duchowymi synami i córkami. O. Pio został beatyfikowany w maju 1999 r., natomiast jego kanonizacja odbyła się w czerwcu 2002 r.

Zadziwił cały świat

Św. o. Pio kapucyn-stygmatyk (1887-1968)


          Ten wierny uczeń św. Franciszka z Asyżu urodził się 25 maja 1887 r. w Pietrelcinie, w archidiecezji Benevento jako syn Grazio Forgione i Marii Giuseppy De Nunzio. Na chrzcie, który odbył się następnego dnia, otrzymał imię Franciszek. W wieku lat 12 przyjął sakrament bierzmowania i pierwszą Komunię św. 6 stycznia 1903 r., mając 16 lat, wstąpił do nowicjatu Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Morcone i w tym samym miesiącu przywdział habit franciszkański oraz przyjął imię Pio. Po rocznym nowicjacie złożył śluby proste, a 27 stycznia 1907 r. śluby uroczyste. Po święceniach kapłańskich, które otrzymał 10 sierpnia 1910 r. w Benevencie, ze względu na zły stan zdrowia mieszkał do 1916 r. u swej rodziny. We wrześniu tegoż roku został wysłany do klasztoru w San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci.

Padre Pio kapucyn        Ojciec Pio gorąco kochał Boga i bliźniego. Swe powołanie do pracy nad zbawieniem człowieka przeżywał pełniąc specjalną misję, której poświęcił całe swoje życie, a realizował ją poprzez kierownictwo duchowe ofiarowane wiernym w konfesjonale oraz sprawowanie Eucharystii. Szczytowym momentem jego działalności apostolskiej była celebracja Mszy św. Dla wiernych, którzy w niej uczestniczyli, zetknięcie się z jego duchowością było wielkim przeżyciem. Nie szczędził sił, by nieść ulgę cierpiącym i wspomagać ubogie rodziny. W tym celu zbudował "Dom ulgi w cierpieniu" w San Giovanni Rotondo, otwarty 5 maja 1956 r.

        Wiara była dla niego życiem: wszystkiego pragnął i wszystko czynił w świetle wiary. Modlił się nieustannie. Cały dzień i dużą część nocy spędzał na rozmowie z Bogiem. Mawiał: "W książkach szukamy Boga, w modlitwie Go znajdujemy. Modlitwa jest kluczem, który otwiera Serce Boże". Wiara zawsze prowadziła go do zaakceptowania tajemniczej woli Bożej. Przebywał zawsze w rzeczywistości nadprzyrodzonej. Był nie tylko człowiekiem nadziei i całkowitego zawierzenia Bogu, ale wpajał te cnoty słowem i przykładem wszystkim, którzy się do niego zbliżali. Miłość Boża napełniała go i przenikała każdy jego dzień: pragnął sam kochać Boga i sprawiać, by inni też Go kochali. Zabiegał tylko o to, by wzrastać w miłości i przyczyniać się do jej wzrostu u innych.

        Kochał bliźniego ponad wszystko. Przez ponad 50 lat przyjmował rzesze ludzi, którzy korzystali z jego posługi, zwłaszcza w konfesjonale, szukając u niego rady i pociechy. Wierni potrafili znaleźć go wszędzie: w kościele, w zakrystii, w klasztorze. A on obdarowywał sobą wszystkich, ożywiając wiarę, rozdzielając łaskę, ukazując światło. Przede wszystkim jednak w ubogich, cierpiących i chorych widział obraz Chrystusa i oddawał się im w sposób szczególny. Działał i udzielał rad szukając światła w Bogu i rozwijając cnotę roztropności. Pragnął tylko chwały Bożej i dobra dusz. Traktował wszystkich sprawiedliwie, lojalnie i z wielkim szacunkiem.

        Odznaczał się cnotą męstwa. Bardzo wcześnie zrozumiał, że jego droga będzie prowadziła przez krzyż i poszedł nią odważnie i z miłością. Doświadczał przez wiele lat cierpień duchowych, z zadziwiającą pogodą znosił również ból fizyczny. Przyjmował pokornie liczne uwagi przełożonych i milczał w obliczu oszczerstw. Stale się umartwiał, aby doskonalić cnotę umiarkowania, zgodnie z praktyką franciszkańską. Cnota ta cechowała jego sposób myślenia i życia. Świadom zobowiązań, jakie nakłada życie konsekrowane, wielkodusznie zachowywał złożone śluby. Zawsze był posłuszny poleceniom przełożonych. Jego posłuszeństwo było nadprzyrodzone w intencji, powszechne co do zasięgu, całkowite w wykonaniu. Praktykował ducha ubóstwa z abnegacją, żyjąc w oderwaniu od dóbr ziemskich, wygód i zaszczytów. Szczególnie miłował cnotę czystości, był skromny zawsze i wobec wszystkich. Uważał się szczerze za sługę nieużytecznego, niegodnego darów Bożych. Powtarzał: "Pragnę być jedynie ubogim bratem, który się modli".

        Już od młodości był słabego zdrowia, a w ostatnich latach życia poważnie chorował. Umarł przygotowany na śmierć i pogodny dnia 23 września 1968 r., w wieku 81 lat. W jego pogrzebie uczestniczyły ogromne rzesze ludzi. 20 lutego 1971 r. - trzy lata po śmierci Ojca Pio - papież Paweł VI, przemawiając do przełożonych zakonu kapucynów, powiedział o nim: "Spójrzcie, jak wielką sławę zyskał sobie Ojciec Pio! Jak wielu ludzi zjednoczył przy sobie! Ale dlaczego? Czy był filozofem? Czy był mędrcem? Czy miał jakieś środki do dyspozycji? Dlatego, że pokornie odprawiał Mszę św., spowiadał od rana do wieczora i był przedstawicielem Chrystusa Pana, naznaczonym Jego stygmatami. Był człowiekiem modlitwy i cierpienia".

        Już za życia Ojciec Pio cieszył się opinią świętości dzięki swym cnotom, duchowi modlitwy, ofiary i całkowitego poświęcenia dla dobra dusz. Sława jego świętości i cudów stale rosła po jego śmierci, przybierając zasięg ogólnokościelny, rozpowszechniony w całym świecie i w wielu środowiskach. Szczególną cechą tej postaci był właśnie ogromny kontrast między sławą, jaka go zawsze otaczała, a "prostotą" codziennego życia i posługi. Żył on w prowincjonalnym klasztorze na południu Włoch, modlił się, spowiadał, odprawiał Msze św.; nie miał tytułów naukowych, nie był człowiekiem światowym, nie reprezentował żadnych ośrodków władzy. Pozostał na swoim miejscu przez kilkadziesiąt lat, podczas gdy we Włoszech i w całej Europie dokonywały się wielkie tragedie i wielkie przemiany stulecia. Unikał wystąpień publicznych, ukrywał się przed natarczywością środków społecznego przekazu. Nie szukał własnej chwały, wystrzegał się zwłaszcza wszelkich form kultu jednostki. Pozostawał nade wszystko pokornym synem Kościoła, nie chciał stawać na czele jakiegoś nowego ruchu czy nurtu, bardzo rygorystycznie przestrzegał natomiast wierności Ewangelii, tradycji i hierarchii kościelnej. Lud chrześcijański potrafił dostrzec "niezwykłą normalność" tego zakonnika pośród zgiełku i zamieszania XX wieku i odkrywał w nim niezawodny punkt odniesienia. Kto szukał tanich wzruszeń i sensacji, prędzej czy później odchodził rozczarowany trzeźwością i prostotą nauczania i świadectwa Ojca Pio. Ale kto słuchał go wytrwale, znajdował w nim jakby towarzysza drogi w codziennym życiu i nauczyciela wiary.

        Beatyfikacja Ojca Pio z Pietrelciny odbyła się 2 maja 1999 r. w obecności około 300 tys. pielgrzymów zebranych na placu przed bazyliką watykańską, na placu Piusa XII i via della Conciliazione. Rzesze wiernych, które zgromadziły się przed rzymską bazyliką św. Jana na Lateranie i przy kościele w San Giovanni Rotondo, uczestniczyły w uroczystości dzięki specjalnym połączeniom telewizyjnym. W homilii beatyfikacyjnej Ojciec święty Jan Paweł II powiedział: "Ten pokorny zakonnik ze zgromadzenia kapucynów zadziwił świat swoim życiem oddanym bez reszty modlitwie i słuchaniu braci. Niezliczone rzesze ludzi przybywały do klasztoru w San Giovanni Rotondo, aby się z nim spotkać, i to pielgrzymowanie nie ustało nawet po jego śmierci. Podczas moich studiów w Rzymie ja sam miałem sposobność poznać go osobiście, a dziś dziękuję Bogu, że pozwolił mi wpisać go w poczet błogosławionych... Czymże innym było życie tego pokornego syna św. Franciszka, jeśli nie nieustannym wysiłkiem wiary, pobudzanym przez nadzieję nieba, gdzie dane nam będzie przebywać z Chrystusem?"

Opr. red. RN