Padre Pio - kapucyn z Pietrelciny - został beatyfikowany w maju 1999 r., natomiast jego kanonizacja odbyła się w czerwcu 2002 r. Poniższy tekst jest rozważaniem z okazji beatyfikacji tego Świętego.

Ukrzyżowany bez krzyża

Św. o. Pio z Pietrelciny (1887-1968)


Beatyfikacja o. Pio z Pietrelciny (1887-1968)          Już od dawna wierni Kościoła katolickiego czekali z taką radością na beatyfikację (2 maja 1999 r.) na pl. Św. Piotra w Rzymie pod przewodnictwem Jana Pawła II. Również dla Chrystusowego Namiestnika wyniesienie na ołtarze tej osoby jest szczególnie bliskie. O. Pio - główny bohater uroczystości majowych - skutecznie pomógł Papieżowi, gdy ten jeszcze jako biskup Krakowa prosił go w liście o modlitwę w intencji chorej na raka kobiety, matki czworga dzieci. Kobieta dzięki wstawiennictwu tego Błogosławionego została całkowicie uleczona. Jan Paweł II także, dzięki swojej osobistej interwencji, rozpoczął w marcu 1983 r. proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym, a w r. 1987 przybył do San Giovanni Rotondo, by modlić się przy sarkofagu świątobliwego Kapucyna. Kim jest ten, co jak magnes przyciąga niezliczone rzesze wiernych, a jego portret wisi w coraz większej ilości domów na całym świecie? W czym tkwi sekret jego osobowości, że wywiera żywe zainteresowanie wiernych w Kościele i poza nim? Dlaczego dzięki niemu Bóg dokonywał i dokonuje tyle cudów?

          O. Pio urodził się w Pietrelcinie, w wiosce położonej niedaleko od Benevento, w południowych Włoszech, dnia 25 maja 1887 r. Był piątym z ośmiorga dzieci Józefiny de Nunzio i Gracjana Forgione. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już od maleńkości zdradzał zamiłowanie do modlitwy i samotności. W wieku 5 lat, mając wizję Jezusa, złożył swoją pierwszą obietnicę "oddania się na zawsze Panu". Gdy ukończył 15 lat, rozpoczął nowicjat, przywdział habit kapucyński i otrzymał imię Pio. W rok później złożył śluby zakonne i przygotowywał się do kapłaństwa, studiując filozofię i teologię. Od samego początku swojej drogi zakonnej nie miał mocnego zdrowia, a gdy nawiedzały go choroby, lekarze byli bezradni: pękały termometry, ponieważ temperatura dochodziła aż do 48 stopni. By wzmocnić swój osłabiony organizm, często powracał do rodzinnej miejscowości. Pomimo trudności zdrowotnych Bóg obdarzył go łaską kapłaństwa: dnia 10 września 1910 r. otrzymał je. Choroby jednak nie ustępowały także po święceniach, a przełożeni zakonni myśleli już dla niego o ewentualnej sekularyzacji. Wobec niego Bóg miał wszakże inne plany. Po kilku latach kapłaństwa o. Pio został powołany do służby wojskowej. Tam też, przebywając w koszarach i obserwując innych, poznał, co oznacza grzech i nauczył się kochać grzeszników. Wyostrzonym wzrokiem wiary potrafił poprzez moralne "błoto" dostrzec nieśmiertelną duszę, spętaną i zniekształconą przez grzech, ale wciąż Bożą "córę". Służbę wojskową przerywał jednak znów na skutek słabego zdrowia. Przez kilka miesięcy pozostał w klasztorze w Foggi, w którym raz po raz toczył ciężką walką z diabłem, wprawiając w zakłopotanie braci, z którymi mieszkał. Dnia 28 lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał już do końca swojego życia. W tym klasztorze był kierownikiem duchownym młodzieży franciszkańskiej, ucząc słowem i własnym przykładem życia zakonnego i modląc się gorąco za powierzoną mu owczarnię.

          Początek Boskich doświadczeń miał jednak dopiero się rozpocząć. Dnia 20 września 1918 r. podczas modlitwy w chórze przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Wizja tajemniczej postaci, którą zobaczył, spowodowała na jego dłoniach, nogach i boku pojawienie się znaków męki Zbawiciela. W wyniku tajemniczego ukrzyżowania podobnego, jakie przeżył św. Franciszek z Asyżu na Górze Alwerni, tym razem jego duchowy syn osiągnął najwyższe poznanie Bóstwa. Skutki mistycznych doznań ujawniły się już wkrótce w spotęgowanej miłości do ludzi, którzy przychodzili do niego, by się wyspowiadać i prosić o modlitwę w najrozmaitszych intencjach. Stygmaty, które stały się udziałem pokornego Kapucyna pojawiły się najprawdopodobniej rok po jego święceniach kapłańskich, ale do tej pory pozostawały niewidoczne. Od tej chwili nie mógł ich ukryć. Do San Giovanni Rotondo zaczęły ściągać niezliczone rzesze pielgrzymów, dostojników kościelnych, dziennikarzy. Wszyscy chcieli zobaczyć niezwykłego Kapucyna i jego przedziwne znaki. Niezwykłe zjawiska i przeżycia, które nie opuszczały go, były przedmiotem szczególnych badań również ze strony kościelnej i lekarzy. Tym lekarzom przedstawiciele Kościoła zlecili przeprowadzenie dokładnych badań, którym o. Pio musiał się poddać w duchu posłuszeństwa przełożonym.

          Analizy lekarskie spowodowały, że władza kościelna zakazała mu przez ponad 2 lata publicznie sprawować Mszę św. i spowiadać wiernych. Chociaż nad tym bardzo ubolewał, tę próbę znosił z wielką pogodą ducha. Były nawet pomysły przeniesienia go do innego klasztoru, ale skończyły się tylko na rozważaniach. W tym okresie próby nie ustawały wizytacje apostolskie, a niektóre z nich o. Pio nawet proroczo wypowiadał do swoich współbraci: "Ojcze, poślij bryczkę na stację, bo właśnie przybywa pewien pasjonista, wysłany osobiście przez Ojca Świętego". Opinie na temat nadzwyczajnych charyzmatów były podzielone. Jedni zaprzeczali, drudzy widzieli w nim wzór zakonnika i prosili go o modlitwę. Musiał dopiero zjawić się dr Festa, który nie traktował o. Pio jako osobowości klinicznej, ale jako człowieka normalnego. Jego wyniki analiz medycznych były następujące: uszkodzenia tego rodzaju nie są dostępne nauce, a natura tych ran nie podlega ocenie nauki w dzisiejszym stanie. Po 2-letniej przerwie o. Pio odzyskał prawo publicznego odprawiania Mszy św. i spowiadania wiernych. Klasztor w San Giovanni Rotondo znowu zapełnił się pielgrzymami.

          Chociaż o. Pio prowadził najzwyklejsze życie zakonne, był wielkim mistykiem. Trudno tu opisać wszystkie nadzwyczajne uzdrowienia, które stały się jego udziałem. Splatały się one na przemian z surowym życiem pokutnym, niezwykłymi cierpieniami fizycznymi i gorliwością w życiu kapłańskim. Nie brakowało w jego życiu nadzwyczajnych wizji. Podczas rozmowy z jednym ze współbraci dziwił się, że nigdy w swoim życiu nie widział Matki Boskiej. Współbracia widzieli go często w ekstazach, w których doznawał głębokiego uniesienia ducha. Miał wizje Męki Pańskiej, Maryi, Świętej Rodziny, Dzieciątka Jezus, swojego anioła stróża. Widział ludzi z zaświatów, spotykał się z błogosławionymi, świętymi, rozmawiał z duszami z czyśćca. Szczególną moc posiadał podczas spowiedzi. Ten sakrament bowiem stanowił charakterystyczny rys jego osobowości kapłańskiej. Czytał w duszach penitentów i widział na odległość, zawsze dla dobra i ku nauce drugich, nigdy dla pozyskania sobie szacunku. Dzięki aniołowi stróżowi, który go o wszystkim informował, mógł skutecznie pomagać nawet wówczas, gdy otrzymał zakaz pisania listów. Kiedy jeden z pielgrzymów przybył do San Giovanni Rotondo się wyspowiadać, nalegając braci zakonnych, by przyprowadzili mu niezwłocznie o. Pio, ten nie rozmawiając jeszcze z pielgrzymem spokojnie zaprorokował do jednego ze współbraci, ujawniając stan duszy tego pielgrzyma: "Spieszy się? 25 lat namyślał się, czy przyjść do spowiedzi i teraz nie może poczekać 5 minut".

          O. Pio przepowiadał proroczo wiele spraw dotyczących życia licznych osób. Mocą Boskich charyzmatów wiedział, komu potrzebne są słowa pociechy i słowa napomnienia. Daremne były próby ukrycia jakiś grzechów. W niezwykłe prostych słowach przypominał podstawowe prawdy ewangeliczne: "Zachowaj spokój i pogodę ducha, bo naprawdę nie masz się czego obawiać. (...) Jezus i Maryja są zawsze z tobą i nic złego ci się nie stanie". Ganił grzech, a penitentowi przypominał, by nie szukał okazji. W jego wypowiedziach nie było żadnych wskazań psychologicznych, żadnej psychoterapii. Głęboka nauka wiary, gorąca miłość do Boga i nienawiść do grzechu jako głównej przyczyny wszelkiego zła były podstawą jego skutecznego kierownictwa duchowego. Nie ucząc się nigdy języka francuskiego, greckiego czy niemieckiego, doskonale nimi władał. Obdarzony był darem bilokacji. Podczas bitwy wojennej, przebywając w klasztorze, o. Pio ostrzegł nieznanego kapitana na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym przebywał. Kapitan został uratowany, gdyż na miejsce, w którym uprzednio przebywał, spadł granat. Swoją duchową obecność oznajmiał przemiłym zapachem, którego mogli doświadczyć wierni.

          Mąż nieustannej modlitwy, jakim był o. Pio, przypominał i uczył innych tej trudnej sztuki rozmowy z Bogiem. Odpowiadając na apel Ojca Świętego, zakładał "grupy modlitwy". Wokół niego gromadziło się wielu młodych ludzi, którzy słuchali jego nauk, patrzyli na jego życie, dostrzegali zgodność słów z postępowaniem. Grupy modlitwy zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu na całym świecie. Szczególną siłę czerpał z Eucharystii i żył nią. We Mszy św. znajdował pokarm, światło i moc do wszelkiej posługi w dziele zbawienia ludzi. Eucharystia dawała mu energię do codziennego apostolstwa. Przypominał stale, że Eucharystia i ofiara stanowią jedność i nie można ich odłączyć. Znamienne były jego długie godziny przygotowywania i dziękczynienia przed i po Mszy św. W okresie, gdy nie mógł ich odprawiać wraz z wiernymi, trwał na niej aż do 3 godzin. Pewnego razu, gdy ktoś go zapytał, gdzie mają się udać po jego śmierci, odpowiedział z prostotą: "Idźcie przed tabernakulum, tam spotkacie Jezusa, a w Nim także i mnie". Nie rozstawał się z różańcem. Zachęcał innych do jego odmawiania, ponieważ widział w nim miłość do Maryi: "Staraj się kochać Maryję i czyń dużo, by Ją kochano. Odmawiaj zawsze różaniec, a ułoży się wszystko dobrze. Szatan chce zniszczyć tę modlitwę. Jeśli tego nie uczyni, to nie wyrządzi krzywdy. Ta modlitwa jest tryumfem Tego, który jest Panem wszystkiego".

O. Pio z Pietrelciny          W r. 1922 dobroczynne zrzeszenie religijne wysunęło propozycją wybudowania w San Giovanni Rotondo szpitala. O. Pio natychmiast poparł ideę, ponieważ sam doświadczając bólu był szczególnie wrażliwy na cierpienia innych. Podczas spotkania z inicjatorami budowy kliniki pierwszy sięgnął do kieszeni i wyciągnął złotą monetę, ofiarowaną mu przez kogoś na cele dobroczynne. "Składam pierwszą ofiarę - powiedział - na Dom Ulgi w Cierpieniu". Bóg błogosławił w budowie szpitala, a gdy rodziły się trudności finansowe, Boża Opatrzność interweniowała w pomyślne załatwienie dzieła. Brakujące 400 mln lirów dostarczył jeden z przedstawicieli ONZ, który przyjechał do o. Pio, by podziękować mu za łaskę nawrócenia z protestantyzmu na katolicyzm. Nawrócenie nastąpiło dokładnie w chwili, gdy jego narzeczona prosiła o. Pio o tę szczególną łaskę. Szpital rozrastał się z dnia na dzień coraz bardziej. Pielgrzymi nieustannie przybywali do świątobliwego zakonnika. Podjęto też decyzję o budowie nowego kościoła, ponieważ stary nie mógł pomieścić wszystkich odwiedzających San Giovanni Rotondo. Coraz więcej było osób, którzy przez jego wstawiennictwo otrzymywali łaski. Kroniki przytaczają całe stosy uzdrowień z najrozmaitszych chorób. Wraz z rozwojem dzieła o. Pio coraz bardziej zaczęły opuszczać siły. Ciągłe choroby, otwarte stygmaty i utrudzenie codziennością sprawiły, że pokorny zakonnik zaczął upadać na zdrowiu. Odszedł do Pana 23 września 1968 r. Na kilka dni przed śmiercią znikły z jego rąk stygmaty.

          O. Pio był człowiekiem bez ascetycznej pozy, przystępny, otwarty, energiczny, reagujący spontanicznie, życzliwy wobec wszystkich, każdemu chciał przyjść z pomocą, podźwignąć w utrapieniu i w słabościach. Nikt tak jak on nie umiał ukazać wartości cierpienia i zachęcać do ochotnego znoszenia codziennych trudności. Czuło się, że znaki ukrzyżowanego Pana, które nosił na swoim ciele, były dla niego zjednoczeniem z cierpiącym Bogiem, by chociaż trochę odpowiedzieć Mu na Jego niepojętą miłość i wziąć udział w cierpieniach dla "dopełnienia braków udręk Chrystusa" (por. Kol 1, 24). Mistyk na ordynansach Ukrzyżowanego nie oszczędza sobie żadnego trudu, cały oddany Jego służbie i posługiwaniu braciom i siostrom, godzinami spowiadając w konfesjonale. Ta służba ma wieloraki kształt. Najcichsza i najbardziej owocna posługa dotyczy wymiaru duchowego, najbardziej rzucającego się w oczy. Trudno tu opisać w szczegółach wszystkie nadzwyczajne wydarzenia charyzmatyczne. By poznać sylwetką o. Pio, warto na ten temat odwołać się do jego biografii i duchowych notatek. Wynika z nich jasno: pokorny Kapucyn zaprasza każdego z nas do świętości. Jego nadzwyczajne łaski jasno potwierdzają, że Bóg istnieje, a wraz z Nim jest piękniejszy świat, pozbawiony cierpienia i śmierci.

          Jeśli w życiu o. Pio liczyła się miłość do Jezusa i Jego Matki, to również dla każdego z nas te wskazania są wciąż aktualne. Jak temu sprostać? Receptą jest gorąca modlitwa i szczera spowiedź. W obecnych czasach, gdy współczesnemu człowiekowi coraz trudniej zdobyć się na odwagę wyznania grzechów, a konfesjonały w wielu krajach opustoszały, o. Pio przypomina, że spowiedź jest najskuteczniejszą medycyną na wszelkie duchowe choroby. Jego doświadczenie jako spowiednika uczy, że znikomy wynik przynoszą różne terapie psychiatryczne i zabiegi psychologiczne, chcące w bardziej "naukowy" sposób uporać się z poczuciem winy i jej zranieniami. Sakrament pojednania zawsze pozostaje najskuteczniejszą pomocą dla człowieka, borykającego się z samym sobą. Dotyczy on zarówno kapłanów, jak i wiernych. Jedni i drudzy są zaproszeni do oczyszczania swojego wnętrza, aczkolwiek ci pierwsi powinni w szczególny sposób pamiętać o słowach, które o. Pio o sobie kiedyś powiedział do jednego z kapłanów: "Gdybyś mógł poznać, jak cały drżę, gdy mam zasiąść w tym trybunale miłosierdzia Bożego..."

          Z okazji beatyfikacji wszyscy życzmy sobie, by charyzmatyczna działalność o. Pio, inspirowana przez Ducha Świętego, związana z potrzebami osób przychodzących do sakramentu pojednania i korzystających z jego kapłańskiej posługi, była dla nas czytelnym znakiem obecności Boga pośród nas. O. Pio obdarzony niezwykłymi darami unikał wszelkiego rozgłosu o sobie. Chociaż doświadczał nadzwyczajnych łask, nie chciał budować życia wewnętrznego na zachwytach i objawieniach. Budował je na prostym i surowym życiu chrześcijańskim, sprawdzonym w próbach wiary. Niewielu dostąpiło takiego spotkania z Ukrzyżowanym i takiej przemiany jak świątobliwy Kapucyn. Jednak każdy z nas dzięki szczerej modlitwie może doświadczyć Bożego pokoju, który "jest drogą do doskonałości, co więcej: już w pokoju zawiera się doskonałość". Nie zapominajmy: jedynym pragnieniem trawiącym o. Pio było królestwo Boże w duszach. Jego stygmaty, jego charyzmaty, jego cuda mają sens tylko wówczas, gdy zmierzają do poznania i ukochania Boga-Człowieka, który stanowi ostateczny i jedyny cel naszego życia.

O. Paweł Warchoł