"Mały Doktor Kościoła"

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (1873-1897)


Mała Teresa od Dzieciątka Jezus        Episkopat Francji w 1991 r. wystąpił oficjalnie z wnioskiem o przyznanie Świętej Teresie od Dzieciątka Jezus tytułu Doktora Kościoła. Ojciec Święty podczas pobytu w Paryżu, na 12. Światowym Dniu Młodzieży zapowiedział, że 19 października 1997 r. w niedzielę misyjną ogłosi św. Teresę Doktorem Kościoła. I tak też się stało. Poprzez ten akt staje przed nami ponownie postać świętej karmelitanki klauzurowej, żyjącej pod koniec XIX wieku, jako przewodniczka po trudnych czasach końca XX wieku i nauczycielka wiary.
        Postawmy sobie pytanie: czego możemy nauczyć się od skromnej zakonnicy karmelitańskiej? Czy naszym czasom można zaproponować model świętości siostry, która całe swoje życie zakonne spędziła wśród murów klasztornych? Odpowiedź daje życie Świętej oraz jej duchowa "mała droga", która uczy nas, jak realizować i zdobywać świętość w codziennej rzeczywistości. Nie każdego stać na wielkie heroiczne poświęcenia ani na bohaterskie czyny świadczące o wierze. Św. Teresa uczy, jak zdobywać świętość w codzienności.

        Teresa Martin przyszła na świat w Alençon w 1873 r. Umiera na gruźlicę płuc 30 września 1897 r. w klasztorze karmelitańskim w Lisieux, do którego wstąpiła w wieku 15 lat. Będąc posłuszną przełożonej, na jej polecenie pisze najpierw swoje Wspomnienia z dzieciństwa, następnie Rozważania na temat życia monastycznego. Kiedy te pisma zostały opublikowane w 1898 r., w rok po jej śmierci, w dziele pt. Dziennik duszy, wówczas ukazała się wszystkim głębia i piękno duszy młodej zakonnicy, wielkie zalety jej charakteru oraz poznano tajemnicę jej wewnętrznego życia z Bogiem.
        Św. Teresa została określona przez papieża Piusa X w 1914 r. "największą świętą współczesnych czasów". Została kanonizowana w 1925 r., a akta procesowe wykazują ponad 4 tys. cudów przypisywanych jej wstawiennictwu. Autobiografia św. Teresy od Dzieciątka Jezus rozchodziła się w błyskawicznym tempie i została przetłumaczona na 60 języków. Jej postacią i pismami interesują się także teologowie, ludzie kultury, którzy zostali urzeczeni jej osobowością. Święta Teresa jest kochana także przez protestantów, a nawet przez świat arabski. Taką popularnością cieszył się jedynie św. Franciszek z Asyżu.

        Historia św. Teresy z Lisieux jest po części historią licznej rodziny, w której odkryła i pielęgnowała swoje powołanie zakonne. Jest to rodzina, gdzie rodzice żyją dla dzieci i są znakiem wiary i miłości Boga. Niektórzy z dziewięciorga rodzeństwa umierają jeszcze w dzieciństwie. Cała rodzina przeżywa swoje życie jako drogę do Nieba. Ci, którzy umarli już wcześniej i osiągnęli Boga, stają się pośrednikami i przewodnikami dla tych, którzy są jeszcze w drodze. Kto pozostawał na ziemi, dbał o to, by nigdy nie zejść z drogi, prowadzącej do Boga. Tereska taką postawę nazwała "życiem na świętej ziemi".
        Ciągle zapytujemy się, jak był możliwy ten "huragan chwały" - jak się wyraził papież Pius XI o prostej dziewczynie, która żyła jedynie 24 lata, z których 9 spędziła w klauzurze. Odpowiedź znajdujemy w postawie duchowej Teresy, którą nazywa małą drogą dziecięctwa duchowego.
        Gdy zagłębimy się w lekturze pism św. Teresy, zostajemy ogarnięci przez zniewalającą prostotę, z jaką przyjmowała Boga i przeżywała z Nim swoje spotkania. Nie prosi o nadzwyczajne łaski, ani też nie chce być prowadzona przez Niego po drodze świętości w sposób wyjątkowy. Natomiast przylega do Boga w spontanicznym odruchu i potrzebie serca, ofiarowując Mu swoje życie; codzienność, ze wszystkimi niedogodnościami, cierpieniami i radościami.

        Jak się okazuje, nie jest łatwo przeżywać codzienność bez wewnętrznego buntu i oporu. Okazuje się, że nawet w klasztorze można spotkać postawy egoizmu, obojętności i duchowej zarozumiałości. Mała Tereska - jak ją powszechnie nazywamy - nie zniechęca się, wie, że miłość rządzi się własnymi prawami, nie potrzebuje wielkich nadzwyczajnych czynów, ale jest pragnieniem, by własne serce było przeniknięte miłością Jezusa i biło według Jego rytmu. Ważna jest dla niej każda chwila, jaką przeżywa, z jej radościami i smutkami, składając to wszystko Bogu w ofierze.
        Cała jej mądrość polega na odkryciu własnej słabości. Na tym wybudowała "małą drogę". Bóg odsłania jej małość jako miejsce uprzywilejowane, a zarazem roztacza przed nią logikę swojego miłosierdzia. Teresa odkrywa najpierw swą małość: dochodzi do przekonania, że bez Bożej pomocy nic nie osiągnie. Pisze: jestem szczęśliwa z tego, że jestem mała i słaba. Takie słowa w dzisiejszym świecie ambicji, niezależności, dominacji nad innymi, czy sukcesu - są niezrozumiałe. Nikt nie chce być mały, nieznaczny, spychany przez historię, odstawiony do kąta... Teresa bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że najtrudniej zgodzić się, że jest się małym i ubogim... i dodaje: małym i ubogim aż do śmierci. Teresa widzi jedno: Bóg w byciu małym i nieznaczącym zawarł ogromną moc. To swym maluczkim, a nie mądralom wykształconym i zarozumiałym, powierza swe tajemnice!

        Święta z Lisieux roztacza horyzont miłosierdzia. I takie miłosierne znamię nosi jej mała droga: to przede wszystkim człowiek słaby, niedoskonały, grzeszny, ma prawo być blisko Pana. Teresa pragnęła, żeby wszystko było małe i całe swe życie chciała czynić małym. Nie miała "wprawy" - jak mówi - do wielkich cnót, wybierała te nieznaczne dobra. Lubiła dyskretnie składać siostrom płaszcze po nocnej modlitwie, gdy te spieszyły do łóżka. Lubiła małe umartwienia, bo uważała, że do większych nie była zdolna. Zrozumiała, że szczęście leży w ukryciu. Walczyła cicho o sprawy stracone, o zbawienie Pranziniego, który został skazany na śmierć za potrójne morderstwo. I rzeczywiście, przed egzekucją ucałował krzyż. Jej to wystarcza - jako znak wysłuchania. Teresa odkrywa dyskrecję serca. Był czas, że szukała odpowiedzi na to, czym jest jej powołanie. Nie mogła jej znaleźć... Wreszcie, po lekturze św. Pawła o darach w Kościele - odkrywa, że nie tylko chce być ręką czy nogą, chce być tym wszystkim naraz. Odkrywa serce Kościoła, jako dyskretne i najszlachetniejsze miejsce, które "płonie miłością", a jedynie miłość pobudza jego życie. Zna tylko jeden sposób miłowania: rzucanie kwiatów przed tronem swego Króla. Te kwiaty to wszystkie małe okazje, spojrzenia, słowa, drobne gesty, napełnione miłością. Wierzy, że najmniejszy akt czystej miłości jest większy niż wszystkie inne dzieła razem wzięte.

        Mała Tereska nigdy nie chciała pozostać wielką dzięki własnym zasługom. Bóg dał jej dzieciństwo pełne szczęścia. Rodzina była dla niej Kościołem, a Kościół rodziną. Dziewczyna czuła się tak bardzo ogarnięta przez nieskończone Boże miłosierdzie, które pochyla się nad tym, co jest małe i słabe, że dawało jej to poczucie pewności, iż każdym człowiekiem Bóg opiekuje się w sposób, jakby on jedynie istniał na świecie. Jej dzieciństwo było "zanurzone" w Bożym Miłosierdziu. Wyczuwała, że istnieje dla niej tylko jeden sposób osiągnięcia świętości: powinna stawać się coraz "mniejsza", powierzać się całkowicie Miłosierdziu Bożemu. Podobnie jak dzieci nie szukają zasług ani zysków, nie obliczają, lecz spontanicznie pragną odpowiadać na miłość, jaką są otaczani, czyniąc niewiele znaczące i z pozoru mało ważne rzeczy. W maju 1897 r. pisała: Życie w doskonałości wydaje mi się łatwe: wystarczy być świadomym własnej nicości i powierzyć się, jak dziecko, w ramiona dobrego Ojca. Taka postawa znajduje potwierdzenie w Ewangelii: poszukiwałam w świętych księgach wytłumaczenia co do owej windy, przedmiotu mych pragnień i przeczytałam te słowa, które wyszły z ust Przedwiecznej Mądrości: "Jeśli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie". Znalazłam więc to, czego szukałam. Windą, która mnie uniesie aż do Nieba, są Twoje ramiona, o Jezu (Rękopis C, 3 r.).
        Św. Teresa z Lisieux została ustanowiona: Patronką misji katolickich (1927), Opiekunką Rosji (1932) i Patronką Francji. [Od 1997 r. - również Doktorem Kościoła].
        W jednej z ostatnich rozmów Teresa wyznała: Czuję, że moja misja dopiero się zaczyna: misja, której zadaniem będzie doprowadzić ludzi do kochania Boga, tak jak ja Go kocham, i uczenie dusz mojej "małej drogi". Jeśli moje pragnienia zostaną wysłuchane, niebo spłynie na ziemię. Nie spocznę aż do końca świata, dopóki będą dusze potrzebujące zbawienia. Nie umieram, lecz wchodzę w życie.

O. Mirosław Jaremczuk