Przechodzą przez ziemię czyniąc dobrze. Rozniecają wokół siebie iskierki Bożej miłości, dobroci, radości i nadziei. Często pozostają bezimienni. Często rozpoznawani po śmierci jako święci wstawiają się za nami u Boga. Są znakami Bożego działania - w każdej epoce, w każdym czasie, we wszelkiej ciemności Bóg zapala na horyzoncie ludzkości te światła. Takim światłem w oświęcimskim piekle, zgotowanym człowiekowi przez człowieka, był niewątpliwie św. Maksymilian Maria Kolbe. Bóg zapalił tam to światło, by chociaż nieliczni nie utracili wiary, by często wbrew nadziei nie zatracili sensu własnego życia, by mogli odzyskać swoją godność, by mogli pojąć, że zło zwycięża się dobrem, nienawiść miłością, fałsz prawdą, głód dobrocią, a śmierć - odwagą życia.

Książę wśród ludzi

Świadectwo o św. o. Maksymilianie


Maksymilian Kolbe, męczennik oświęcimski (1894-1941), oddał życie ratując ojca rodzinyPosiadamy wiele świadectw z okresu pobytu św. Maksymiliana w obozie zagłady w Oświęcimiu. Ale jedno z nich ma szczególny wydźwięk. Amerykańska pisarka Patrycja Treece w swojej książce pt. A Man for Others. Maximilian Kolbe saint of Auschwitz in the words of those who knew him (Człowiek dla innych. Maksymilian Kolbe, święty z Oświęcimia w wypowiedziach tych, którzy go znali), zamieszcza świadectwo, które musiało przez wiele lat dojrzewać w sercu człowieka, dla którego św. Maksymilian jest "księciem wśród ludzi". Natomiast jego wspomnienia ze spotkań ze Świętym w Oświęcimiu są dla niego "tak bardzo osobiste i cenne", iż nie chciał ich ujawnić nikomu. Ostatecznie zdecydował się na otwarcie własnego serca, gdyż - jak sam zauważa - jest jedynym z żyjących jeszcze polskich Żydów, który poznał dobrze św. Maksymiliana, kiedy był w Auschwitz. Zygmunt Gorson, były pracownik jednego z programów telewizyjnych w Wilmington, opowiada:

"Pochodziłem z dobrego domu, gdzie miłość była słowem-kluczem. Moi rodzice byli dobrze sytuowani i wykształceni. Moje trzy siostry, bardzo ładne, moja mama, która była adwokatem, doktorantem uniwersytetu w Paryżu, mój ojciec i moi dziadkowie, wszyscy zmarli: jedynie ja przeżyłem. Być dzieckiem wychowanym w tak cudownym środowisku i znaleźć się potem niespodziewanie zupełnie sam, w wieku trzynastu lat, w piekle Auschwitz, posiada taki efekt, że inni mogą to zrozumieć z wielkim trudem. Wielu z nas, chłopców, straciło nadzieję, szczególnie wówczas, kiedy naziści pokazywali nam zdjęcia tego, co według nich było bombardowaniem Nowego Jorku. Bez nadziei nie było możliwym przeżyć i dlatego wielu chłopców w moim wieku rzucało się na druty wysokiego napięcia. Ja szukałem zawsze kogoś, kto miałby jakiś związek z moimi zamordowanymi rodzicami, jakiegoś przyjaciela mojego ojca, jakiegoś sąsiada lub kogokolwiek w całym tym tłumie ludzkim, który by ich znał. To dlatego, bym nie czuł się samotnym.

To było wtedy, kiedy błąkałem się - szukając kogokolwiek, z kim mógłbym podzielić się wspomnieniami - jak Kolbe mnie spotkał i rozmawiał ze mną. Był dla mnie jak anioł, i jak matka bierze swe pisklęta pod skrzydła, tak on mnie wziął w ramiona. Ocierał zawsze moje łzy. Od tego momentu wierzę o wiele bardziej w Boga, ponieważ od czasu, kiedy zmarli moi rodzice, pytałem siebie nieustannie: "Gdzie jest Bóg?" I straciłem wiarę. Kolbe mi ją przywrócił! On wiedział, że byłem żydem, lecz to nie stanowiło różnicy. Jego serce nie czyniło rozróżnienia między osobami i nie miało dla niego znaczenia to, czy są żydami, katolikami lub z jeszcze innych religii: on kochał wszystkich i dawał miłość, nic innego jak miłość. Na przykład rozdawał tak dużą część swoich znikomych porcji, że dla mnie było cudem to, iż pozostawał przy życiu. Teraz jest łatwo być uprzejmym, dobroczynnym, pokornym, dopóki panuje pokój i jest dostatek. Mogę jednak powiedzieć, że być takim jak o. Kolbe, w tym czasie i w tym miejscu, to przekracza wszystko, co słowa mogą wyrazić.

Jestem żydem od pokoleń, ponieważ jestem synem matki żydówki, jestem wyznania mojżeszowego i jestem dumny z tego. Mimo to, że pokochałem bardzo mocno Maksymiliana Kolbego, kiedy byłem w Auschwitz, gdzie on okazał się moim przyjacielem, to kocham go także teraz i będę go kochał, aż do ostatniego momentu mojego życia".

Czy potrzebny jest jeszcze jakiś komentarz? Okazałby się zbyteczny. Kiedy słyszy się takie wyznanie, trzeba zamilknąć, ponieważ niesie ono w sobie tajemnicę ludzkiej osoby i to wszystko, co sprawia, że życie ludzkie nabiera blasku. Niesie ono w sobie tajemnicę działania Boga, zapalającego na niebie ludzkości słońce, by mogło oświecić innym drogę ich życia, drogę ich wiary, i by pozwoliło im uwierzyć w drugiego człowieka.
Św. Maksymilian - człowiek, który nie został jeszcze do końca odkryty, nie tylko zadziwił swoich współtowarzyszy niedoli, ale zadziwia wciąż dzisiejszy świat. Przykład jego miłości i jego ofiara wznosi się ponad podziałami, rasami, wyznaniami i przybiera formę modlitwy za tych wszystkich, którzy w szarzyźnie życia zapomnieli, co stanowi ich podstawowe powołanie i co sprawia, że są dziećmi Boga.

O. Jan Maciejowski