Niezłomny obrońca Kościoła na Wschodzie

Bp Rafał Kiernicki, franciszkanin (1912-1995)


        Rafał Kiernicki urodził się 3 maja 1912 r. w niewielkim miasteczku Kułaczkowce w powiecie kołomyjskim, w województwie stanisławowskim. Na chrzcie otrzymał imię Władysław. Do zakonu franciszkanów wstąpił w 1930 r. i rozpoczął nowicjat w Łagiewnikach koło Łodzi, otrzymując imię Rafał. 4 września 1931 r. złożył pierwsze śluby zakonne. Studia filozoficzne odbywał we franciszkańskim seminarium duchownym - we Lwowie i w Krakowie. 4 października 1934 r. poprzez śluby wieczyste związał się na zawsze z zakonem. Studia teologiczne kontynuował na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie w 1939 r. uzyskał magistra teologii moralnej. 25 czerwca 1939 r. przyjął święcenia kapłańskie.
O. Rafał Kiernicki (1912-1995), franciszkanin, biskup, wieloletni niezmordowany duszpasterz we lwowskiej katedrze pw. Wniebowzięcia Matki Bożej        Wraz z wybuchem II wojny światowej zaczął się nowy, bardzo długi okres w życiu o. Rafała, przepełniony ogromnymi trudnościami, które wymagały od niego wielkiego hartu ducha, a nawet heroizmu. Przez trzy lata sprawował funkcję wychowawcy i wykładowcy w zakonnym seminarium duchownym we Lwowie. Równocześnie był tajnym spowiednikiem w szpitalach, do których wstęp duchownym był surowo zakazany. W 1941 r. władze sowieckie zaaresztowały go i osadziły w ciężkim więzieniu, zwanym "Brygidkami", jednak po trzech dniach w budynku wybuchł pożar i o. Rafał podjął udaną ucieczkę.

        Od października 1939 r. należał do konspiracji wojskowej; był kapelanem lwowskiej Armii Krajowej, nosząc pseudonim "Dziunio", a następnie skarbnikiem i szefem oddziału V Komendy Okręgu Lwów. 31 lipca 1944 r. został wraz z oficerami AK aresztowany przez Sowietów i wywieziony najpierw do obozu w Charkowie, a później do obozu dla internowanych w Riazaniu- Diagilewie; w 1947 r. przebywał jeszcze w obozach w Czerepowcu i Driazowcu. Wszędzie tam, zwłaszcza w Riazaniu, gdzie było ok. 3 tys. oficerów i żołnierzy, prowadził konspiracyjną działalność duszpasterską: odprawiał Msze św., udzielał sakramentów, zorganizował Bractwo Różańcowe, urządzał kursy wiedzy religijnej, jednoczył skłóconych, a swoją głęboką wiarą podnosił kolegów na duchu i ratował od popełnienia samobójstwa.
        W kwietniu 1948 r. wrócił do Lwowa i zaraz poszedł w roboczym ubraniu do katedry. Tak o tym wspominał: "Kiedy przyszedłem do katedry, jeden z dwóch księży powiedział: wkładaj sutannę i idź spowiadać! I tak się zaczęło". Odtąd do końca życia, a więc przez 47 lat, pełnych niezmordowanej pracy, wyrzeczenia i rozmaitych szykan ze strony władz sowieckich, katedra stała się dla niego najważniejszym miejscem, prawdziwym domem, bo tu spędzał cały swój czas, a niewielki pokoik obok zakrystii służył mu też za miejsce odpoczynku po całodziennej pracy; katedrę opuszczał tylko wtedy, gdy wyjeżdżał z posługą do chorych. W 1949 r. objął w katedrze obowiązki proboszcza. Po 10 latach spotkał go znowu dotkliwy cios, gdyż władze radzieckie pozbawiły go prawa sprawowania funkcji duszpasterskich (1958-1965). Pracował wówczas jako stróż w Parku Stryjskim, potem jako tragarz, wreszcie jako stróż w sanatorium przeciwgruźlicznym we Lwowie. Niemniej jednak w sposób konspiracyjny nadal apostołował w archidiecezji lwowskiej i w diecezji łuckiej, np. potajemnie nadal spowiadał w katedrze.

        W 1968 r. za pomoc udzieloną kapłanowi z Polski znowu odebrano mu prawo publicznego duszpasterzowania, ale na skutek usilnych starań wielu ludzi po miesiącu mu je przywrócono. Początkowo pomagali mu inni kapłani, ale wyczerpani i schorowani podczas pobytu w sowieckich łagrach rychło odchodzili do wieczności. O. Rafał urządzał im manifestacyjne pogrzeby na cmentarzach lwowskich. Wkrótce pozostał sam, ale katedry nie opuścił, choć namawiano go do wyjazdu do Polski. Co więcej, w niezwykle trudnych warunkach przeprowadził kosztowną odnowę i konserwację świątyni katedralnej. W odnowionej bazylice we Lwowie obchodzono 1 lipca 1989 r. jubileusz 50-lecia kapłaństwa o. Rafała, w którym wzięło udział ok. 5 tys. wiernych z miasta i dalszych okolic.
        Przełom polityczny, jaki dokonał się na początku lat 90. i związana z nim liberalizacja polityki państwowej w dziedzinie religijnej sprawiły, że papież Jan Paweł II mógł reaktywować hierarchię kościelną na Ukrainie. 16 stycznia 1991 r. o. Rafał Kiernicki został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji lwowskiej. Sakrę biskupią otrzymał 2 marca 1991 r. w katedrze lwowskiej. Ta historyczna uroczystość zgromadziła 150 kapłanów z Polski, Ukrainy i Rzymu oraz ok. 8 tys. wiernych z całej Ukrainy, a także z Polski. Jako biskup prowadził nadal taki sam tryb życia, spowiadając długie godziny, głosząc kazania, udzielając sakramentu chorych...
        Bp Rafał zmarł 23 listopada 1995 r. W jego pogrzebie uczestniczyło ponad 200 kapłanów obrządku łacińskiego i greckokatolickiego oraz ogromna rzesza wiernych z Polski, Ukrainy, Rosji, a nawet dalekiej Syberii. Abp Marian Jaworski, metropolita lwowski obrządku łacińskiego, mówił: "Ojcze biskupie! Dzisiaj twoją trumnę otaczają arcybiskupi, biskupi, przedstawiciele twojego zakonu, reprezentanci Kościołów wschodnich, liczni księża, siostry zakonne i niezliczona rzesza wiernych. Oto, jak Pan Bóg wynagrodził cię za twoje trudy". Pogrzeb stał się wielką manifestacją wiary i potwierdzeniem słów, jakie podczas uroczystości 80-lecia urodzin o. Rafała (25 kwietnia 1992 r.) wypowiedział bp Marcjan Trofimiak: "Stałeś się legendą i znakiem. Imię twoje zna cała Ukraina, stepowy Kazachstan i bezkresna Syberia".

        O. Rafała cechowała ogromna pracowitość. Przechodził ciężkie choroby, cztery razy był operowany - w 1955 r. ciężka operacja nerek, później operacja oczu, otwarte rany na nogach. Na wszelkie dolegliwości miał tylko jedno lekarstwo - pracę w katedrze. Nawet zabrany przez pogotowie, zaraz po otrzymaniu pierwszej pomocy wracał do swojej świątyni... Nigdy nie skarżył się na własne cierpienia, nie okazywał zmęczenia czy zniechęcenia. I zawsze miał czas dla innych ludzi.
Lwowska katedra rzymskokatolicka, w której przez wiele lat z niezmiernym oddaniem pracował o. biskup Rafał Kiernicki. W czerwcu 2001 r. katedrę tę nawiedził papież Jan Paweł II w trakcie pielgrzymki apostolskiej do Ukrainy        Pasją jego życia było szafarstwo Miłosierdzia Bożego poprzez konfesjonał. Codziennie spędzał w nim 7, a nawet więcej godzin, zwłaszcza w okresie Adwentu i Wielkiego Postu, gdyż do spowiedzi zjeżdżali się wierni z całej Ukrainy. Podczas uroczystości pogrzebowych abp Jaworski (późniejszy kardynał) porównał go do św. Jana Vianneya i nazwał "więźniem konfesjonału". Był również niestrudzonym kaznodzieją. Jeszcze przed Soborem Watykańskim II wprowadził praktykę głoszenia kazań na wszystkich Mszach św. i nabożeństwach. Reżim komunistyczny niszczył wszelkie przejawy życia religijnego. Nie do pomyślenia była religia w szkołach, a nawet nauczanie młodzieży w kościele, za co groziło więzienie i zamknięcie kościoła. Kazania o. Rafała spełniały właśnie rolę katechezy i wypływały z jego troski o losy Kościoła na Wschodzie. W 1940 r. o. Rafał został kuratorem organizacji młodzieżowej pod nazwą "Juventus Christiana". Było to specyficzne duszpasterstwo młodzieżowe.
        Do końca lat 50. istniało we Lwowie tajne gimnazjum, którego o. Rafał był współzałożycielem - nauka odbywała się w prywatnych mieszkaniach, a o. Rafał uczył dogmatyki, etyki, historii Kościoła, Pisma Świętego, języka łacińskiego. Tworzył też młodzieżowe kółka samokształceniowe. W zakonspirowany sposób, poprzez katechetki, przygotowywał dzieci do pierwszej Komunii św., gromadził zastępy ministrantów i tzw. chorążanek, starszych zaś przygotowywał do zawarcia sakramentu małżeństwa. Według ówczesnej władzy były to przestępstwa. Gdy w 1958 r. wypędzono go z katedry, rozpoczął "wędrowne" duszpasterstwo, polegające na odwiedzaniu chorych, odprawianiu Mszy św. i słuchaniu spowiedzi w domach prywatnych, często przez całą noc, do wczesnych godzin rannych. Kilka razy osadzano go w więzieniu, ale on po zwolnieniu znów podejmował pracę kapłańską w innej dzielnicy.

        Duszpasterstwo chorych to najbardziej charakterystyczna cecha posługi duchowej o. Rafała. Odznaczał się w tym zakresie samarytańskim chryzmatem. W czasie okupacji sowieckiej Lwowa, mimo zakazu władz, odwiedzał szpitale i przy pomocy umówionych lekarzy i pielęgniarek, jako "profesor specjalista" od chorób, zaopatrywał chorych. W późniejszych latach nigdy nie odmówił jazdy do chorego, nie tylko we Lwowie, ale także w miejscowościach odległych nawet o 250 km od miasta. Nic dziwnego, że nazwano go "szaleńcem Bożym". Warto dodać, że jeszcze w latach 80. zaopatrywał w ciągu roku ponad 1500 chorych.
        Całokształt działalności duszpasterskiej o. Rafała był przejawem jego troski o losy Kościoła obrządku łacińskiego i greckokatolickiego na terenach zajętych przez Związek Radziecki po II wojnie światowej. Komunistyczny reżim zwalczał bowiem wszelkie przejawy życia religijnego - zamykano kościoły, likwidowano seminaria duchowne, prześladowano i więziono duchownych, których liczba bardzo szybko zaczęła się zmniejszać. To wszystko napawało o. Rafała wielką troską o przyszłość Kościoła. Swój ból wypowiedział on w 1974 r. podczas pogrzebu ks. Zygmunta Hałuniewicza, gdy został już tylko sam w katedrze: "Czy będzie jeszcze ksiądz, który mnie pogrzebie?" Nie poddał się uwarunkowaniom systemu totalitarnego, ale rozwinął szeroko zakrojoną, choć zakonspirowaną, działalność duszpasterską. Trwałość Kościoła na tych terenach miało zapewnić budzenie nowych powołań kapłańskich i kształcenie tych, którzy okazywali oznaki powołania. Dokonywał tego poprzez tajne nauczanie, organizowanie grup ministranckich, przyjazne kontakty z młodzieżą. Kilku chłopców wysłał do jedynego na terenie ZSRR seminarium duchownego w Rydze i pokrywał koszty ich utrzymania. Z wielką troską zabiegał o zachowanie i rozwój życia zakonnego. Dopomógł w osiedleniu się we Lwowie sióstr niehabitowych (tzw. "skrytek") i okazał się prawdziwym opiekunem Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Przygotowywał też nowe katechetki, które potem zostawały zakonnicami.

        Szczególnie ciężkie ciosy spadły na wyznawców obrządku greckokatolickiego: wszyscy biskupi zostali zaaresztowani i wywiezieni do obozów karnych, duchowni musieli zejść do katakumb, a cerkwie unickie przekazano prawosławnym. O. Rafał otoczył serdeczną opieką wyznawców tego obrządku, narażając się na ogromne niebezpieczeństwa. Chętnie służył im w katedrze, pomagał kapłanom, którzy ukradkiem spowiadali tam swoich wiernych, urządzał dla nich święta według ich obrządku, udzielał chrztu, spowiadał, błogosławił małżeństwa. O. Damian Bohun, ihumen (przełożony) klasztoru bazylianów we Lwowie, pisał [po jego śmierci]: "Umarł ekscelencja Rafał, Bogiem dany nam poratunek. To ręka dana tonącemu. Gdzie bez niego znaleźlibyśmy spowiednika dla chorych, księdza dla ochrzczenia dziecka, dla błogosławienia małżeństwa, itd. On może dla nas droższy był niż dla Polaków... On już na pewno w niebie i jak za życia biegliśmy do niego, biegnijmy i teraz w naszych sprawach do niego w niebie, a on pomoże".
        Wielkie zasługi o. Rafała dla Kościoła podkreślił Ojciec Święty Jan Paweł II, gdy po jego śmierci napisał: "Odszedł do Pana po zasłużoną nagrodę wielki kapłan, gorliwy biskup, wierny świadek Mistrza Jezusa Chrystusa i nieustraszony obrońca wiary. Bp Rafał miłował Kościół, któremu poświęcił całe swoje życie, wszystkie siły i zdolności. Dla niego znosił przez długie lata prześladowania, cierpienia, syberyjskie łagry, więzienne cele i nieludzkie upokorzenia. Pozostanie w żywej pamięci i w sercach ludu Bożego Lwowa jako dobry ojciec, pełen franciszkańskiej prostoty i pokorny sługa, który do końca był wierny, zabezpieczając ciągłość Kościoła w tych trudnych i naznaczonych męczeństwem czasach. Za to heroiczne świadectwo składam mu dzisiaj w imieniu Kościoła z głębi serca płynące podziękowanie".

O. Symeon Józef Barcik, franciszkanin
"Rycerz Niepokalanej dla Polonii", nr 659 (6/2001)