Ofiara kapłańskiego obowiązku

Bł. ks. Stefan W. Frelichowski (1913-1945)


Bł. ks. Frelichowski        Ks. Stefan Wincenty Frelichowski urodził się 22 stycznia 1913 r. w Chełmży w rodzinie wielodzietnej. Z domu wyniósł głęboką wiarę, wyrażającą się szczególniejszym kultem Jezusa Eucharystycznego i czcią Matki Bożej. Uczęszczając do szkoły powszechnej i gimnazjum, zaangażował się w działalność młodzieżowych stowarzyszeń kościelnych, a także w ruch harcerski. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Święcenia kapłańskie otrzymał 14 marca 1937 r. Był najpierw kapelanem i sekretarzem bp. Stanisława Okoniewskiego, a od lipca 1938 r. wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Zasłynął jako wzorowy kapłan, wzięty kaznodzieja, opiekun chorych, serdeczny przyjaciel dzieci i młodzieży, organizator prasy kościelnej, działacz misyjny.
        18 października 1939 r. został aresztowany przez hitlerowców i osadzony w toruńskim Forcie VII. Po 10 tygodniach wywieziono go do więzienia w Gdańsku, skąd na początku stycznia 1940 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Stutthofie, potem do Sachsenhausen- Oranienburga (10 kwietnia - 13 grudnia 1940 r.) i Dachau (od 14 grudnia 1940 r.). Życie obozowe, gehenna szarych dni, głód, ból, poniżenie, maltretowanie fizyczne i moralne znosił z całkowitym zaufaniem wobec Boga. Niósł ludzką i kapłańską pociechę wszystkim współwięźniom. Organizował wspólną modlitwę, potajemne Msze św. i Komunię, spowiadał, prowadził konferencje duchowe, a nawet wydawał dla duchownych Zeszyty rozważań. To on również przygotował w głębokiej konspiracji akt ofiarowania Najświętszemu Sercu Jezusa, odnawiany zbiorowo przez kler polski, więziony w Dachau, przez 13 pierwszych piątków miesiąca aż do momentu wyzwolenia obozu. Ciężar lagrowej egzystencji nie zdołał jednak naruszyć jego wewnętrznej struktury. Własną postawą świadczył o godności powołania kapłańskiego. "Nieraz zdobywał nawet bardzo oporne serca" - opiniował bp Franciszek Korszyński.

        Z szacunkiem wspominali go nie tylko wierzący, ale również ateiści i wrogowie religii. Szczególnie wdzięczni za jego samarytańską pomoc byli chorzy w dachauowskim szpitalu, dla których poświęcił się bez reszty dla ratowania przede wszystkim dusz i ofiarowania ich Miłosierdziu Bożemu.
        Duszpasterskie kontakty z chorymi sprawiły, że podzielił los nieszczęsnych i zaraził się tyfusem, do którego dołączyło się później zapalenie płuc. Zmarł 23 lutego 1945 r., mając zaledwie 32 lata. Po śmierci jego zwłoki zostały wystawione w obozowym szpitalu na widok publiczny. Było to swoiste uznanie dla postawy i poświęcenia polskiego kapłana. Pośmiertny hołd złożyło mu wielu współtowarzyszy niedoli, liczni z nich poznali bowiem wielkość i gorącość jego serca.
        Kard. Adam Kozłowiecki w swoich wspomnieniach z Dachau pt. Ucisk i strapienie napisał, że "duszą odnowienia religijnego w obozie był ks. Stefan Frelichowski z diecezji chełmińskiej; młody, ale gorliwy i święty kapłan". Z kolei w dniu jego śmierci zanotował: "Kapłan idealny, zmarł jako ofiara gorliwości duszpasterskiej. Nie zrażając na niebezpieczeństwo zarażenia się, chodził nielegalnymi drogami na bloki tyfuśników, aby nieść im pociechę religijną i ratować dusze. Zaraził się wkrótce sam i padł jako męczennik swego kapłańskiego obowiązku".
        W pamięci tych, którzy się z nim zetknęli, pozostał jako niezwykły kapłan, wyróżniający się głęboką duchowością, młodzieńczym zapałem, żywiołową radością i entuzjazmem życia. "Dla mnie osobiście - pisał bp Bernard Czapliński w 1947 r. - był to święty człowiek. Wielkość i świętość człowieka nie polega bowiem na wykonywaniu czynów bohaterskich na co dzień, ale na codziennym spełnianiu tych małych swoich zajęć po Bożemu. To zaś pewnie jest najtrudniejsze. Takim właśnie był ks. Wicek: Jego codzienne sprawy Bogiem były przepełnione, do wszystkich swych zajęć podchodził z zapytaniem: Quid mihi hoc ad aeternitatem? I to mu tyle sił dodawało, że przeszedł przez życie, umiłowany przez Boga i ludzi". Potwierdzeniem opinii świętości Sługi Bożego była beatyfikacja, której dokonał w Toruniu Jan Paweł II w dniu 7 czerwca 1999 r.

O. Sławomir Gajda