Abp Zygmunt Szczęsny Feliński przeszedł do historii jako człowiek głęboko miłujący Boga, jako pasterz bez reszty oddany bliźnim, jako wygnaniec, który w dobie zaborów odważnie stanął w obronie wolności Kościoła i prawa narodu do niepodległego bytu.

Niezłomny Pasterz - wygnaniec

Bł. abp Zygmunt Szczęsny Feliński (1822-1895)


          Zygmunt Szczęsny Feliński urodził się 1 listopada 1822 r. w Wojutynie na Wołyniu jako syn Gerarda i Ewy z Wendorffów. Wychowywał się w gronie licznego rodzeństwa. Decydującą rolę w jego życiu odegrała matka, która od najmłodszych lat bardzo umiejętnie pracowała nad jego charakterem. Od niej nauczył się prawdziwej miłości Boga i bliźniego, wyrozumiałości dla drugich, ofiarności, wdzięczności i czynienia wszystkim dobrze oraz wielkiej miłości ojczyzny. Szczęśliwe dzieciństwo zostało wkrótce dotknięte głębokim wstrzasem: ojciec zmarł w 1833 r., a niedługo potem, w 1838 r., matka została wywieziona na Syberię. Rodzeństwo Zygmunta rozproszyło się wśród obcych ludzi. On sam jako 16-letni chłopiec znalazł się w majątku opiekuna, Zenona Brzozowskiego, w Sokołówce na Podolu. Rozbicie gniazda rodzinnego pozostawiło niezatarte ślady w jego umyśle i sercu.

Bł. abp Z. Feliński (1822-1895)          Pierwsze nauki Zygmunt pobierał w szkole parafialnej w Nieświeżu, potem uczęszczał do gimnazjum w Łucku i w Klewaniu, a następnie uczył się prywatnie w Krzemieńcu. W latach 1839-1844 podjął studia na wydziale matematycznym uniwersytetu w Moskwie. Opiekun jego, doceniając zalety i wysoką postawę moralną Zygmunta, pragnął go widzieć wychowawcą swych synów i wysłał go za granicę dla uzupełnienia wykształcenia. Zatrzymał się w Paryżu i rozpoczął studia w College de France i na Sorbonie. Jednocześnie nawiązał serdeczną przyjaźń z emigrantami polskimi i przedstawicielami świata politycznego, naukowego i literackiego, m.in. z Henrykiem Sienkiewiczem, Adamem Mickiewiczem i Juliuszem Słowackim. O młodym Felińskim już wówczas mówiono: "Świątobliwy młodzieniec, całkiem duchowy, czysta i zacna dusza".

          W 1848 r. na wieść o wybuchu powstania w Poznańskiem pośpieszył z pomocą wraz z innymi do kraju. Po upadku powstania pojechał z powrotem do Paryża. W 1851 r. powrócił do kraju, gdzie kierując się pobudkami religijnymi, a może i częściowo patriotycznymi, postanowił zostać kapłanem. W październiku 1851 r. wstąpił do seminarium duchownego w Zytomierzu. Wyróżniał się jako najzdolniejszy alumn i władze duchowne pragnęły kształcić go dalej, a ponieważ wówczas nie było rzeczą możliwą studiować za granicą, został wysłany do akademii duchownej w Petersburgu. Po jej ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie (1855 r.). Pracę duszpasterską rozpoczął w parafii św. Katarzyny w Petersburgu i jednocześnie uczył religii, łaciny i matematyki w szkole prowadzonej przez dominikanów.

          Wkrótce jednak władze duchowne powołały żarliwego kapłana, pełnego gorliwości apostolskiej i o głębokim życiu wewnętrznym, na ojca duchownego alumnów akademii duchownej, a w dwa lata później powierzyły mu katedrę filozofii. Był wzorowym wychowawcą młodzieży duchownej. Jego praca nie ograniczała się tylko do terenu akademii, gdyż troską duszpasterską otaczał miejscowych katolików, wyjeżdżał z rekolekcjami, zajmował się sierotami i starcami pozbawionymi opieki. W tym celu zorganizował dla dzieci ochronkę, zaś dla starców schronisko. Pragnąc dla tych instytucji otrzymać zatwierdzenie władz carskich, połączył je w jedną całość i nadał nazwę "przytułku katolickiego". Przytułek ten powierzył opiece założonego przez siebie w 1857 r. Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Przy pomocy sióstr zorganizował szpitalik dla chorych, szwalnię dla dziewcząt, a później szkółkę. Spędzał odtąd wśród sierot i starszych ludzi wszystkie wolne chwile.

          Dnia 6 stycznia 1862 r. papież Pius IX powołał go na arcybiskupa metropolitę warszawskiego. Po uroczystej konsekracji w Petersburgu udał się do Warszawy. Archidiecezją warszawską rządził zaledwie 16 miesięcy, i to w okresie rewolucyjnego wrzenia, a potem wybuchu powstania styczniowego w 1863 r. Sytuacja dla arcypasterza była niezmiernie trudna. Pracę rozpoczął od rekoncyliacji sprofanowanych świątyń i otwarcia wszystkich kościołów w stolicy, od odrodzenia religijnego i moralnego wiernych; usunął nadużycia i praktyki niezgodne z duchem Kościoła. Piętnował odważnie z ambony dokonywane zabójstwa, walczył z szerzącym się pijaństwem, polecając zakładanie bractw wstrzemięźliwości, wobec władz carskich stawał w obronie uwięzionych kapłanów i zabiegał o usunięcie krwawych represji wojska na ludności. Usunął ingerencję rządu carskiego w sprawy wewnętrzne Kościoła, gorliwie wizytował parafie, zajął się kształceniem zaniedbanych dzieci. Jego zasługą było szerzenie kultu Najświętszego Sakramentu i zaprowadzenie nabożeństw majowych we wszystkich świątyniach.

          W swym pasterzowaniu musiał znieść wiele przykrości i nieufności, oszczerstw i szykan. W okresie walk powstania styczniowego stanął w obronie uciśnionego narodu, za co został uwięziony w Gatczynie koło Petersburga, a następnie skazany i zesłany do Jarosławia nad Wołgą. Opuścił Warszawę 14 czerwca 1863 r. Podczas 20-letniego pobytu na wygnaniu oddał się pracy duszpasterskiej w kolonii katolickiej, na ile tylko pozwalały mu władze policyjne. Modlił się, cierpiał, podejmował umartwienia i prowadził głęboką pracę wewnętrzną, jednocząc się coraz ściślej z Bogiem. Doszedł do takiego wyrobienia, że z jednakowym  spokojem przyjmował biedę i cierpienia, jak i pociechy, albowiem we wszystkim widział wolę Bożą. Katolicy, a nawet prawosławni, przybywali z dalekich okolic, żeby porozmawiać ze świątobliwym biskupem polskim.

          Po wielu latach został zwolniony z wygnania z pozwoleniem wyjazdu, ale tylko za granicę. Na ręce papieża Leona XIII złożył wówczas rezygnację z urzędu arcybiskupa warszawskiego i na resztę lat przyjechał do małej galicyjskiej miejscowości Dźwiniaczka, gdzie oddał się posłudze duszpasterskiej wśród miejscowej ludności. Przy pomocy Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi zorganizował szkołę dla dzieci polskich i ruskich, a biednych chłopców kierował do rzemiosła i kształcił na własny koszt. Siostry objęły swą opieką ludzi starszych, chorych i niedołężnych. Arcybiskup znalazł czas na pisanie książek o treści ascetycznej i apologetycznej oraz własnych pamiętników. Ponadto organizował misje, urządzał rekolekcje, głosił kazania, długie godziny spędzał w konfesjonale.

          Jego świątobliwe życie i budujące nauki, podawane w prosty i przekonywający sposób, ściągały do Dźwiniaczki licznych Polaków i Rusinów. Krzewił wzajemną miłość i zachęcał do jedności. Postać jego tchnęła prostotą, pokorą i dobrocią, a miłość do Chrystusa była heroiczna. Żywił głęboką cześć do Matki Bożej, która stała się dla niego mistrzynią na drodze doskonałości. Pobożność maryjną uważał za niezbędny czynnik życia religijnego, podnoszący duchowo i moralnie człowieka. "Bóg chce - pisał - aby Maryja była początkiem wszystkiego dobra", gdyż Ona jest "naszym wspomożeniem, naszą pocieszycielką, naszą ucieczką wśród tego morza pełnego nawałnic, jakim jest to życie doczesne".

          Przeżyte wygnanie, cierpienia i nieustanna praca dla bliźnich wyczerpały siły arcybiskupa. Zmarł 17 września 1895 r. w krakowskim pałacu arcybiskupim. Pochowano go w Krakowie, ale zgodnie z ostatnią wolą spoczął niebawem w Dźwiniaczce - wśród tych, dla których pracował w ostatnich latach swego życia. W 1921 r. szczątki niezłomnego pasterza-wygnańca zostały przewiezione do podziemi katedry warszawskiej, gdzie spoczywają do dziś. Do chwały błogosławionych wyniósł go papież Jan Paweł II podczas uroczystej Mszy św. sprawowanej 18 sierpnia 2002 r. w Krakowie, wyznaczając jego coroczne wspomnienie liturgiczne na 17 września.

O. Sławomir Gajda