Być pożyteczną dla ojczyzny

Bł. Marcelina Darowska (1827-1911)


Młodość Marceliny

          Marcelina Kotowiczówna urodziła się 16 stycznia 1827 roku w Szulakach na Ukrainie. Od dziecka miała dar spontanicznej modlitwy i żywy kontakt z Bogiem, którego wielbiła w pięknie przyrody, czyniąc dużo dobra w codziennym życiu. W szczególny sposób wykorzystywała swe możliwości w niesieniu pomocy mieszkańcom ojcowskich wsi oraz zaradzaniu potrzebom służby folwarcznej. Po kilkuletniej nauce w domu udała się do Odessy na pensję dla córek ziemian. Wtedy tego typu szkoła była jednak nastawiona tylko na nadanie ogłady pannom, a nie na ich formację intelektualną i duchową. Pan Bóg dał jej jednak wybitne zdolności, jasny umysł i gorące, szlachetne serce, wrażliwe na ludzki los oraz na nieszczęście Ojczyzny, gnębionej przez zaborców, tak że wyróżniała się wśród pensjonarek patriotyzmem i samodzielnością, z natury niejako stając na czele swoich rówieśniczek.

Macierzyństwo cielesne Marceliny

          Od dzieciństwa Marcelina pragnęła życia zakonnego, choć niewiele o nim wiedziała, gdyż na terenach ówczesnego zaboru rosyjskiego klasztory były kasowane i skazane na wymarcie. Jednak na usilnie ponawiane życzenie ojca zdecydowała się zrezygnować z tego osobistego pragnienia. Inteligentna, wykształcona, dobra i zamożna panna Kotowiczówna miała wielu konkurentów. Mając 22 lata wyszła za mąż za Karola Darowskiego-Weryhę. W podróż poślubną udali się do Częstochowy, aby jako votum złożyć u Matki Jasnogórskiej swe obrączki ślubne. Od dnia ślubu Marcelina wyrzekła się też słowa ja i z radością pełniła obowiązki wzorowej żony, matki dwojga dzieci, pani domu i opiekunki poddanych, którzy ją bardzo kochali.
          Szczęście małżeńskie trwało niespełna 3 lata. W rok po nagłej śmierci męża umarł dwuletni synek. Marcelina odczytała te wszystkie wydarzenia jako wezwanie do całkowitego oddania się Bogu i złożyła prywatny ślub dozgonnej czystości, by należeć już tylko do jedynego Oblubieńca Chrystusa. O swych obowiązkach wobec swej córki Karoliny jedynego jej skarbu na ziemi pamiętała zawsze i z serdeczną miłością po kres swych dni. Ta matka-zakonnica, która przygotowała Karolinę do życia rodzinnego, parę miesięcy po jej ślubie pisała: Na teraz, Córuniu moja, bądźże dobrą żoną i panią domu, abyś zasłużyła sobie na łaskę macierzyństwa i przygotowała się do niej odpowiednio. Nie bądź cackiem, zabawką mężowi swojemu, ale żoną, to jest przyjaciółką i współpracownicą, aniołem jego. Kochaj go, szanuj [...]. Przyjmij część trudów jego koło życia zewnętrznego na siebie.
          Zawsze też spieszyła jej z pomocą, pisała do niej mnóstwo listów, pełnych macierzyńskiej czułości i mądrych, praktycznych rad. Była obecna przy każdym porodzie, przybywała na wezwanie w czasie ciężkiej choroby jej lub dzieci, pomagała w wychowaniu wnucząt.

Współzałożycielka i matka Niepokalanek

Marcelina Darowska          Zawezwanie Boże do innego wymiaru macierzyństwa Marceliny przyszło, gdy Karolina miała 2 lata. Podczas pobytu w Rzymie spowiednik O. Hieronim Kajsiewicz, zmartwychwstaniec, zapoznał Marcelinę z Józefą Karską. Przy jego pomocy założyły one Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, którego zadaniem było podjęcie pracy nad duchowym odrodzeniem świata, a zwłaszcza własnej Ojczyzny, przez wychowanie kobiety i moralne podniesienie rodziny. Po rychłej śmierci Józefy (1860 r.) Marcelina została przełożoną zawiązującej się wspólnoty. Uzyskawszy błogosławieństwo papieża Piusa IX na rozpoczęcie pracy nad chrześcijańskim odrodzeniem kraju przez wychowanie dziewcząt, w roku 1863 roku powstania styczniowego przeniosła Zgromadzenie do Jazłowca w zaborze austriackim i otworzyła pierwszą szkołę.
          W r. 1907 wola Boża, potwierdzona poleceniem papieża Piusa X wezwała Matkę Marcelinę także na ziemie zaboru rosyjskiego, gdzie prawie konspiracyjnie otworzyła domy sióstr w Słonimie na Wileńszczyźnie i w Szymanowie koło Warszawy (obecnie dom generalny Zgromadzenia). Serce Matki obejmowało wtedy już kilkaset sióstr i jeszcze więcej wychowanek oraz całe szeregi absolwentek. Dla wszystkich była Matką, do której i o której mówiło się z czułością Mateczka.
          Zlecone jej przez Boga przełożeństwo traktowała jako duchowe macierzyństwo, polegające na rozeznawaniu wraz z siostrami wymagań Bożych w stosunku do ich dusz. To samo dotyczyło powierzonych ich opiece dziewcząt. Na tym polegał jej charyzmat macierzyństwa duchowego. Bogato obdarowana przez Boga nadzwyczajnymi łaskami niejednokrotnie czytała w duszach osób, z którymi miała bliższy kontakt. Pomagała im w odprawianiu rekolekcji, czuła się za nie odpowiedzialna przed Bogiem. On zaś dawał jej na to wiele światła, ale też wymagał macierzyńskiej pieczołowitości, aby dzieci nie zeszły z drogi Bożej, którą odnalazły i by pomagały odnaleźć ją tym, do których zostały posłane, by dla budowania Królestwa Bożego umiały podejmować ryzyko cierpienia i niezrozumienia. Marcelina uczyła tego swoją postawą wewnętrzną. Z każdą siostrą i z każdą wychowanką utrzymywała osobisty kontakt, nawet gdy siedmioosobowa grupa przybyłych z Rzymu Niepokalanek powiększyła się na tyle, że pomimo trudności politycznych i finansowych powstawały kolejne domy, a w nich zakłady naukowo-wychowawcze dla dziewcząt z ziemiaństwa i inteligencji oraz szkoły ludowe.

Wychowawczyni i Matka

          Gdy w Powstaniu Styczniowym ginęli mężczyźni, Marcelina otwierając pierwszą szkołę rozpoczęła bój o kobietę. Zniewolona zaborami Polska była szczególnym wezwaniem do bezinteresownej służby. Miłość Ojczyzny była dla Marceliny dominującym uczuciem od najmłodszych lat. Ta miłość splatała się z miłością do Boga, któremu chciała poświęcić się całkowicie. Obie te miłości Marcelina połączyła zakładając zgromadzenie, którego celem było wychowanie mężnych niewiast ku chwale Boga i dla odrodzenia Ojczyzny. W czasie zaborów rola kobiety i matki była szczególna. Gdy mężczyźni ginęli w powstaniach, byli więzieni i wywożeni na Sybir cały ciężar wychowania, a często i materialnego utrzymania rodziny spadał na kobietę. To one musiały nauczyć się przeciwstawiać nie tylko zaborcy, ale i coraz mocniejszym falom antychrześcijańskim, zalewającym życie społeczne i kulturalne Europy.
          W prowadzonych przez Niepokalanki szkołach, przygotowujących dziewczęta do roli matki, żony i Polki, Matka Marcelina przedstawiała wychowankom oczekujące je zadania: [Matka] nauczy [dzieci] wierzyć i szanować pisała mieć nadzieję i pracować, miłować i cierpieć, słuchać i milczeć; nauczy kochać wolę Bożą, boć Ona jedna mądra, święta i ojcowska; nauczy znaleźć myśl Bożą we wszystkim, co je otacza, co [jest] im dane i wszędzie ją uczcić, i przez wszystko ją szukać. Nauczy kochać Kościół bo On jest przybytkiem Bożym, skarbcem prawd i łask, drogą żywota i w Nim szczerym sercem czcić Ojca Świętego, Namiestnika Chrystusowego na ziemi. [Matka] nauczy [dzieci] kochać kraj swój Ojczyznę, boć to miejsce pracy ich i zadania, które im drogą do Boga, ziemia łask Bożych dla nich i dla ojców ich, ziemia długów i zasług, a tych nie marnować, jak tamte spłacać, obowiązkiem narodu dla każdej jednostki jego; nauczy kochać ludzkość całą, bo cała im bracią w tym Bogu, który jest Ojcem, w tym Chrystusie który wszystkich krwią odkupi. Nauczy wierności obowiązkom, bo te [są] wyrazem woli Bożej względem nas, bo wierność [jest też] kluczem do nieba. A usuwając z prowadzenia dzieci wszystkie środki interesowne [jak] kary, nagrody, rozwijające miłość własną lub egoizm, usuwając niechrześcijańskie wzory, które by mąciły wyobraźnię i pojęcia młodociane, [matka] miłością pociągnie ich serca, siłą prawdy trafi do ich przekonania i przykładem wymowniejszym nad wszystkie słowa i teorie wprowadzi na drogę chrześcijańską. Ojczyźnie zapewni wierne syny, a Niebu dusze (Książka do nabożeństwa, s. 207-209).

          Matka winna być nie tylko pierwszą katechetką, ale i pierwszą nauczycielką języka i dziejów narodowych. To u kolan matki ma się dokonywać przekaz tradycji i kultury narodowej, wpływający na kształt całego przyszłego życia dziecka, umacniający w poczuciu tożsamości w myśl takich haseł jak Bóg Honor Ojczyzna. Ma też być strażniczką i nauczycielką polskich zwyczajów, bo każdy [zwyczaj] ma myśl swoją, swoją tajemnicę chrześcijańskiego piękna. W gnieździe rodzinnym dziecko powinno otrzymać swego rodzaju moralny posag, który by zabezpieczał mu trudną przyszłość i umożliwiał odpowiedzenie na wyzwania, które przyniesie życie.
          Podkreślając pierwszeństwo wychowania przed nauczaniem, Matka Darowska pragnęła, by ze szkół Zgromadzenia wychodziły kobiety mężne, żony, matki i obywatelki Kraju, którego niepodległości ona już nie doczekała. Zmarła w Jazłowcu 5 stycznia 1911 roku, na łożu śmierci przepowiadając: Polska będzie, ale wtedy, gdy się społeczeństwo odrodzi, a na to potrzeba, aby rodzina stanęła na Bogu.
          Na kilka lat przed śmiercią wielki pisarz-noblista Henryk Sienkiewicz tymi słowami dziękował Matce Darowskiej: Zanim wieczność zawoła o zdanie rachunku ze spraw swego życia, już tu na ziemi sądzą nas ludzie, sądzi otoczenie, sądzi społeczeństwo. Że siejba Twoja, Najprzewielebniejsza Matko, była Bożą siejbą, świadczą te głosy czci i wdzięczności płynące ku Tobie [...] ze wszystkich krańców naszej poszarpanej ziemi. W ślad za głosami idą serca dzieci i kobiet polskich. Nauczyłaś je miłować Boga i kraj ojczysty, czcić wszystko, co wielkie, szlachetne a nieszczęśliwe, więc wielki a nieszczęśliwy naród ocenił i uczcił Ciebie. Pozwól i mojej głowie pochylić się przed Twą zasługą i złożyć Ci należny hołd za tę pracę tak długą a tak doniosłą dla naszego społeczeństwa i tak w swych skutkach błogosławioną. Chwała Twej rozumnej pracy a cześć zasłudze i dobroci!

Pogadanka Godziny Różańcowej