Wieszcz fortepianu

Fryderyk Chopin (1810-1849)


Pochodzenie Fryderyka Chopina

Portret Fryderyka Chopina        Fryderyk Franciszek Chopin urodził się we wsi Żelazowa Wola koło Sochaczewa na Mazowszu dnia 1 marca (według oświadczeń samego artysty i jego rodziny) lub 22 lutego 1810 r. (według metryki chrztu, sporządzonej kilka tygodni po urodzeniu w kościele świętego Rocha w Brochowie). Ojciec Fryderyka, Mikołaj Chopin, był rodowitym Francuzem urodzonym w Lotaryngii. Jednak już w dzieciństwie związał się z polskimi rodzinami: hrabiego Michała Paca i administratora jego majątku Jana Adama Weydlicha. W roku 1788 przyjechał z nimi do Polski. Do Francji już nigdy nie powrócił. Polska stała się jego drugą Ojczyzną. Poznał jej dzieje, kulturę, ukochał ją, znalazł tu wielu przyjaciół, nauczył się też dobrze mówić po polsku.

        W 1806 r. Mikołaj Chopin, pracujący jako nauczyciel i wychowawca dzieci w dworku Skarbków w Żelazowej Woli, poślubił Teklę Justynę Krzyżanowską, zarządzającą tamtejszym gospodarstwem. To ona, obdarzona najlepszymi cechami Polki, a także dużymi zdolnościami muzycznymi, stała się filarem i dobrym duchem domu Chopinów. Od niej Fryderyk miał uczyć się pierwszych dźwięków mowy ojczystej, od niej słyszeć pierwsze melodie polskich pieśni. Obraz matki pozostał dla niego największą świętością. Utożsamiał go z obrazem Ojczyzny.

        Mikołaj i Tekla mieli córki: Ludwikę, Izabelę, Emilię - i syna Fryderyka (który był drugim z kolei dzieckiem). Chopinowie swoje dzieci wychowali na gorących patriotów. Dom Chopinów był czysto polski. Nie można było sprawić Fryderykowi większej przykrości, jak kwestionując jego tytuł Polaka, z powodu francuskiego nazwiska. W kilka miesięcy po urodzeniu się Fryderyka rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie Mikołaj Chopin otrzymał posadę wykładowcy języka i literatury francuskiej w Liceum Warszawskim oraz prowadził pensjonat dla synów ziemian. Chopinowie zamieszkali w Pałacu Saskim, z którego dzisiaj - po zniszczeniach drugiej wojny światowej i Powstaniu Warszawskim - pozostały tylko fragmenty kolumnady, stanowiące oprawę Grobu Nieznanego Żołnierza.

Cudowne dziecko

        Wrażliwy, chorowity Frycek od wczesnego dzieciństwa wykazywał fenomenalne zdolności muzyczne. W wieku siedmiu lat był już autorem dwóch polonezów. O cudownym dziecku pisały warszawskie gazety. "Mały Chopinek" był ozdobą i atrakcją przyjęć w arystokratycznych salonach stolicy. Niestety, grywał także w Belwederze dla Wielkiego Księcia Konstantego i jego syna Pawła. Rodzice przekonawszy się o nadzwyczajnych zdolnościach syna, oddali go w ręce doświadczonego pedagoga, Wojciecha Żywnego. Lekcje trwały do momentu, w którym Żywny nie był już w stanie niczego więcej nauczyć bieglejszego od siebie ucznia. Muzyka stała się natchnieniem Fryderyka, ale i innych przedmiotów uczył się pilnie - początkowo w domu, a potem w Liceum Warszawskim, które ukończył z wyróżnieniem.

        Letnie wakacje spędzał na wsi w majątkach kolegów szkolnych w różnych rejonach kraju, między innymi dwukrotnie w Szafarni na Kujawach, gdzie szczególnie interesował się muzyką i obrzędami ludowymi. Słuchał i notował teksty piosenek, uczestniczył w weselach i dożynkach, tańczył i grał na basetli z wiejskimi muzykantami. W ten sposób poznał muzykę ludu polskiego, która stała się inspiracją jego mazurków i polonezów. Polskiego folkloru nie zapomniał do końca życia.
        Gdy u szesnastoletniego Fryderyka lekarze rozpoznali pierwsze objawy choroby płuc, dla ratowania zdrowia z matką i siostrami wyjechał do Dusznik-Zdroju na Dolnym Śląsku. Już wtedy dał się poznać jako człowiek dobry, występując publicznie na koncercie dobroczynnym: "Tam bowiem, gdy kilkoro dzieci przez śmierć ojca, do wód na kurację przybyłego, sierotami stało się, pan Fryderyk Chopin [...] dał dwa koncerty na dochód tychże".

        Po powrocie z uzdrowiska, jesienią 1826 r. rozpoczął pierwszy rok studiów na wydziale "teorii muzyki, jenerałbasu i kompozycji" w warszawskiej Szkole Głównej Muzyki, wówczas jednym z oddziałów Uniwersytetu Warszawskiego. Koncertował przy każdej okazji. Zdarzały się przy tym i takie, zabawne historie:
        Co niedzielę i święto [...] odprawiało się nabożeństwo dla uczniów w kościele PP. Wizytek. Chopin częstym na chórze bywał gościem i chętnie grywał na organach. Którejś niedzieli Chopin siadł do organów. Improwizował na temat fragmentu ostatniego utworu orkiestry i chóru. Zasłuchani uczestnicy Mszy świętej "zapomnieli o miejscu i obowiązkach," aż ich obudził zakrystian, w biegu zaczynający perorę: "A cóż u licha, państwo tu robicie? Ksiądz już dwa razy Dominus vobiscum zaczyna, chłopcy dzwonią i dzwonią przy ołtarzu, a organy nie ustają!"
        Gdy po trzech latach Chopin kończył Szkołę Główną Muzyki, profesor Józef Elsner wpisał mu w świadectwie następującą notę: "Trzecioletni Szopen Fryderyk - szczególna zdatność, geniusz muzyczny".

Emigrant z wyboru

        Czasy były trudne. Polska, rządzona faktycznie przez szefa tajnej policji carskiej Nowosilcowa, opleciona była siecią szpiegów i prowokatorów. Zaczynały dojrzewać projekty zbrojnego powstania. Gdyby Chopin wiedział, że wybuchnie ono już w listopadzie 1830 r., nie szykowałby się do wyjazdu na dalszą naukę na zachodzie Europy. 2 listopada wyjechał do Austrii, z zamiarem udania się później do Włoch. Gnębiły go nie tylko przeczucia, ale także rozmyślania o losie Ojczyzny. Czy spodziewał się, że opuszcza ją na zawsze? Zapisał bowiem w pamiętniku: "Myślę, że jadę umrzeć, a jak to przykro musi być umierać gdzie indziej, nie tam, gdzie się żyło".

        Niewiele dni po wyjeździe przyszła wiadomość o wybuchu Powstania Listopadowego. Fryderyk chciał wracać, ale uległ perswazjom przyjaciół i pozostał w Wiedniu. W złym stanie ducha, niespokojny o los kraju i najbliższych, przestał myśleć o rozwoju kariery. Tłumaczył to w liście profesorowi Elsnerowi: "Malfatti na próżno stara się mnie przekonać, że każdy artysta jest kosmopolitą. Choćby i tak było, to jako artysta jestem jeszcze w kolebce, a jako Polak trzeci krzyżyk zacząłem; więc mam nadzieję, że znając mnie, za złe mi Pan nie weźmiesz, żem dotychczas o układzie koncertu nie myślał".

        Zrezygnowawszy z wyjazdu do Włoch Chopin postanowił udać się do Paryża. Po drodze - w Stuttgarcie - doszła go tragiczna wiadomość o klęsce powstania i zdobyciu Warszawy przez Rosjan. Kompozytor chciał wracać do kraju. Rodzice żądali jednak, by został za granicą. Został więc, bo zawsze był posłuszny rodzicom. Nie obyło się jednak bez gorączki, rozstroju nerwów i pełnych bólu słów w jego dzienniku:
        "Chce mi się śmierci. Wróg w domu [...]. Moskal panem świata? O Boże, jesteś Ty! - Jesteś i nie mścisz się! - Czy jeszcze ci nie dość zbrodni moskiewskich? A ja tu bezczynny - a ja tu z gołymi rękami - Czasem tylko stękam, boleję na fortepianie - rozpaczam".
        Te przeżycia pozostawiły trwały ślad w duszy i twórczości Chopina. "Armaty ukryte w kwiatach" jego muzyki nigdy nie umilkły. Swoją twórczością Chopin nie tylko rozsławiał imię Polski, ale także bronił i utwierdzał ducha polskiego narodu.

        Jesienią 1831 r. Fryderyk dotarł do Paryża. Dzięki listom polecającym z Wiednia od razu trafił do środowiska muzycznego, które przyjęło go bardzo życzliwie. Zawarł liczne przyjaźnie ze słynnymi muzykami: Lisztem, Berliozem, Schumannem, który tak oto pisał o jego muzyce:
        "Chopin zagrał [...], śpiewał na fortepianie najpiękniejsze swe pieśni... Nic w przyrodzie nie było zdolne przypomnieć tych dźwięków, chyba w ciszy nocnej smutna nuta słowika".

        Chopin świadomie wybrał status emigranta. Mimo prośby ojca nie podporządkował się rozporządzeniu cara i nie zgłosił do ambasady rosyjskiej w celu przedłużenia paszportu. Tym samym, zaliczony w poczet politycznych uchodźców, odciął sobie możliwość legalnego powrotu do Polski. Osiadł w Paryżu, tak jak wielu rodaków, którzy szukali tu schronienia po klęsce Powstania Listopadowego. Tam związał się z tak zwaną Wielką Emigracją, przyjaźnił z jej przywódcą - księciem Adamem Czartoryskim, został członkiem Towarzystwa Literackiego Polskiego, wspierał je finansowo, brał udział w emigracyjnych zebraniach, grał na imprezach dobroczynnych dla ubogich emigrantów i sam je organizował.

        Intensywny tryb życia, nadmierne eksploatowanie sił przez ciągłe podróże i liczne występy znacznie pogorszyły stan zdrowia Chopina. 16 listopada 1848 r., pomimo słabości i gorączki, dał swój ostatni w życiu koncert w sali Guildhall w Londynie, grając na rzecz polskich emigrantów. Kilka dni później powrócił do Paryża. Gruźlica wkraczała w ostatnią fazę. W lecie następnego roku przyjechała z Warszawy najstarsza siostra Chopina - Ludwika Jędrzejewiczowa, aby zaopiekować się umierającym bratem. W końcu nadeszła przedwczesna śmierć, którą tak zrelacjonował ksiądz Aleksander Jełowicki: "Czy wierzysz? - Wierzę. Jak mię matka nauczyła." Odbył spowiedź, przyjął Wijatyk i Ostatnie Pomazanie.
        "To, com przyjął, jest nad wszelką cenę... Kocham Boga i ludzi! Módlcie się za mną! Do widzenia w Niebie! Jestem u źródła szczęścia."

        Fryderyk Chopin zmarł w Paryżu 17 października 1849 r. Mimo sławy, mimo wielu skomponowanych dzieł, wielu koncertów i udzielonych lekcji, nie zostawił wielkiego majątku. Polacy-emigranci, których bieda nie raz sprowadzała do jego drzwi wiedzieli, gdzie ta fortuna się rozeszła. "Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje" (Mt 6, 21).
        Chopin pozostawił jednak co innego: ostatnią wolę. Gdy bowiem zostało mu już niewiele życia, prosił swą siostrę: "Wiem, iż wam Paskiewicz nie pozwoli mnie przewieźć do Warszawy, więc zabierzcie przynajmniej moje serce". Serce Fryderyka, ukryte jak kontrabanda, Ludwika Jędrzejewiczowa przewiozła do kraju. Złożone w urnie, którą włożono do hebanowej skrzynki, zostało umieszczone w nawie głównej, w drugim filarze po lewej stronie kościoła Świętego Krzyża w Warszawie. Widnieje tam napis: "Gdzie skarb twój, tam serce twoje. Fryderykowi Chopinowi - Rodacy".

        Cyprian Kamil Norwid w wydawanym w Poznaniu "Dzienniku Polskim" dnia 25 października 1849 r. napisał te znamienne słowa o Chopinie:

Rodem warszawianin, sercem Polak,
a talentem obywatel świata,
Fryderyk Chopin zeszedł z tego świata.
Umiał zbierać kwiaty polne,
rosy z nich ani puchu nie odtrącając najlżejszego.
Przezeń Ludu polskiego porozrzucane łzy po polach,
w diademie ludzkości się zebrały w diament piękna.
Wszędzie jest, bo w Ojczyzny duchu mądrze przestawał
i w Ojczyźnie spoczął, bo jest wszędzie!

Pogadanka Godziny Różańcowej