Świadectwo aż do przelania krwi

Siedmiu męczenników franciszkańskich
z czasów II wojny światowej


108 męczenników z okresu wojny, beatyfikowanych przez Jana Pawła II w Warszawie dnia 13 czerwca 1999 r.Męczennicy z Niepokalanowa

          W orszaku 108 błogosławionych męczenników i męczennic polskich jest grono siedmiu z Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, czyli Franciszkanów: 5 ojców i 2 braci zakonnych (4 z Niepokalanowa i 3 z terenów obecnej Białorusi).
          Franciszkanie z Niepokalanowa przeżyli w czasie okupacji trzy wielkie aresztowania: pierwsze, masowe, 19 września 1939 r. do obozów przejściowych w Łambinowicach, Gębicach i Ostrzeszowie, z którego zostali zwolnieni 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP; drugie, bardziej wybiórcze, podyktowane kwalifikacjami i piastowaniem stanowisk przez dane osoby, miało miejsce 17 lutego 1941 r. Wtedy to aresztowano gwardiana klasztoru, o. Maksymiliana Kolbego, i jego najbliższych, najważniejszych współpracowników. Papież zaliczył w poczet błogosławionych - złączonego ze św. Maksymilianem wspólną pracą w redagowaniu Rycerza Niepokalanej, wspólnotą cierpienia w obozie zagłady, lecz także wspólną chwałą w obliczu Niepokalanej i Jej Syna, zmartwychwstałego Chrystusa - o. Piusa Bartosika.

          O. Pius urodził się na ziemi kaliskiej, a w Kaliszu zdobywał wykształcenie gimnazjalne. Jako zaledwie 30-letni zakonnik zdobył ogromne zaufanie przełożonego, o. Maksymiliana, który uczynił go swoim zastępcą - wikariuszem klasztoru, mając nadzieję, że przygotuje go na swojego następcę. O. Pius był uzdolnionym redaktorem i pisarzem, dlatego redagował Rycerza Niepokalanej dla dorosłych, Rycerzyka Niepokalanej dla dzieci i kwartalnik Miles Immaculatae dla duchowieństwa oraz napisał książkę o Matce Bożej. W obozie powtarzał sobie i współbraciom: "Dotychczas pisaliśmy i mówiliśmy innym, jak należy znosić cierpienie - teraz musimy sami praktycznie to przejść, bo w przeciwnym razie, co warte by były nasze słowa".
          Razem z o. Maksymilianem i o. Piusem został aresztowany o. Antonin Bajewski. Urodzony i wykształcony w Wilnie, wahał się, czy zostać kapłanem diecezjalnym czy zakonnym. W ciągu 26 lat życia nie tylko powołanie kapłańskie, ale i zakonne wydały swoje kwiaty i owoce miłe ku wejrzeniu i woń Chrystusową rozsiewające, chociaż jego kapłaństwo trwało zaledwie dwa lata: w maju 1939 r. przyjął święcenia w Krakowie, a w maju 1941 r. zakończył życie w oświęcimskim łagrze. Do zakonu franciszkańskiego należał 7 lat, a w Niepokalanowie przebywał jedynie półtora roku, i to w większości na filii, w domu wypoczynkowym w Lasku, bo był od młodości chorowity. Swemu spowiednikowi przed śmiercią polecił przekazać do klasztoru: "Powiedz moim konfratrom w Niepokalanowie, że wierny Chrystusowi i Maryi tu zginąłem".

          Do czterech czcigodnych sług Bożych z Niepokalanowa - oprócz ojców: Piusa i Antonina - należą dwaj bracia: br. Tymoteusz Trojanowski, urodzony koło Sierpca, i br. Bonifacy Żukowski z Wileńszczyzny. Obaj zostali aresztowani z innymi pięcioma braćmi podczas trzeciego najazdu okupanta na klasztor-wydawnictwo w październiku 1941 r.; przeszli przez Pawiak w Warszawie, a z głodu, wycieńczenia i chorób pomarli po kilku miesiącach w obozowym rewirze w Oświęcimiu. Zasługują na miano prawdziwych rycerzy Niepokalanej, nie tylko z powodu ducha maryjnego i ewangelicznego męstwa, lecz także dlatego, że br. Tymoteusz troszczył się o maszyny drukarskie i chronił je przed wojenną grabieżą, a br. Bonifacy z poświęceniem posługiwał chorym w klasztornym szpitaliku.
          Heroiczna wiara, nadzieja i miłość tej wspaniałej czwórki mieszkańców Niepokalanowa, objawione na oświęcimskiej Golgocie, doczekały się chwały ołtarzy. Z pewnością podpisaliby się pod słowami swego przełożonego, św. Maksymiliana, z ostatniego jego listu do matki: "Bądź spokojna o mnie i o moje zdrowie, gdyż dobry Bóg jest na każdym miejscu i z wielką miłością pamięta o wszystkich i o wszystkim".

Męczennicy z Grodna i Pierszaj na Białorusi

          Do wyżej wymienionych czterech osób dołączono jeszcze trzech franciszkanów polskich, którzy pracowali na terenach obecnej Białorusi. Jest wśród nich o. Innocenty Guz, urodzony we Lwowie w 1890 r. Do zakonu wstąpił mając 18 lat. Po formacji i święceniach pracował w parafiach i klasztorach franciszkańskich: w Hanaczowie, Czyszkach i Haliczu, we Lwowie i w Niepokalanowie, a najdłużej w Grodnie. Po drugim bombardowaniu miasta pomagał proboszczowi w Adamowiczach koło Grodna, gdzie w 1940 r. aresztowały go władze sowieckie, którym uciekł, ale na granicy niemiecko-litewskiej - zamierzał bowiem dotrzeć do naszego klasztoru w Wilnie - wpadł w szpony niemieckiego gestapo. Więziony przejściowo w Suwałkach i Działdowie, w końcu znalazł się w obozie Sachsenhausen na terenie Rzeszy, gdzie - w 50. roku życia - został okrutnie uduszony strumieniem wody siłą pompowanej do ust. Przez męczeńską śmierć narodził się dla nieba 6 czerwca 1940 r., kiedy odprawiał nowennę do św. Antoniego, którego darzył wielkim zaufaniem i podziwem.

          Drugim jest o. Achilles Puchała, urodzony w Małopolsce. W 16 roku życia zasilił szeregi franciszkanów, a w 1936 r. przyjął sakrament kapłaństwa. Pracował w klasztorach franciszkańskich w Grodnie i Iwieńcu, obsługując parafię w Pierszajach, gdy zabrakło proboszcza diecezjalnego. Do pomocy duszpasterskiej o. Achillesowi przydzielono wikariusza w osobie o. Hermana Stępnia, jego rówieśnika, urodzonego w Łodzi w 1910 r. W zakonie dał się poznać jako pilny i zdolny kleryk. Został wysłany na studia do Rzymu, gdzie też przyjął święcenia kapłańskie. Po powrocie do Ojczyzny kontynuował studia na Uniwersytecie Lwowskim. Następnie pracował w duszpasterstwie przy kościołach franciszkańskich: w Radomsku, w Wilnie i w Iwieńcu.
          Kiedy nasiliły się czasy wojennego terroru, w czerwcu 1943 r., w Iwieńcu wybuchło zbrojne powstanie. Gestapo - w odwecie za próby organizowania oporu - dokonało licznych represji również w pobliskich Pierszajach. Proboszcza i wikariusza ostrzeżono, że mają być aresztowani. Mogli ratować się ucieczką i ukryciem. Ale oni - w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności za parafian w godzinie próby - przyjęli postawę dobrego pasterza, który widząc nadchodzącego wilka, nie opuszcza owczarni, bo nie jest najemnikiem (por. J 10,12).

          "Pasterze nie mogą opuścić wiernych!" - zgodnie obaj odpowiedzieli proponującym pomoc. Zostali więc dołączeni do aresztowanych, spośród których tylko oni - dwaj franciszkanie - zostali zadręczeni na skraju wsi Borowikowszczyzna, dnia 19 lipca 1943 r., w stodole, którą oprawcy podpalili, pokazując jedynie jednej rodzinie ich zbroczone krwią czarne habity i białe paski franciszkańskie. Śmierć dwóch kapłanów zaspokoiła dziką żądzę odwetu okupanta i ocaliła wszystkich parafian od śmierci. Miejsce męczeństwa 33-letnich kapłanów pokazuje się dzisiaj z podziwem młodym pokoleniom duchownych i świeckich w odradzającym się z ruin i zgliszczy Kościele na Białorusi. Ludzie wędrują pod krzyż, klękają na skrawku ziemi krwią męczenników franciszkańskich zroszonej i modlą się, aby stała się posiewem nowej wiary i nadziei w udręczonym świecie i Ojczyźnie.

Zakończenie

          Modlącym się w kościołach i sanktuariach franciszkańskich łatwo zauważyć, że beatyfikacja nowych siedmiu męczenników franciszkańskich odbyła się w dniu św. Antoniego. Bowiem, od prawie ośmiuset lat, dzień 13 czerwca należy do Antoniego, bo on w tym dniu umarł w Padwie. Antoni - co raczej bardzo rzadko się zdarza - zmienił zakon. Najpierw wstąpił do kanoników regularnych. A potem, gdy zobaczył w ich kościele zadręczonych przez muzułmanów w Maroku 5 męczenników franciszkanów, postanowił przejść do zakonu, który wówczas tworzył Franciszek z Asyżu. Prosił przełożonych o przyjęcie, ale pod warunkiem. Tak pisał: Gdyby Bóg raczył mi pozwolić, z radością wziąłbym wasz habit, jeśli mi obiecacie, że zaraz po wstąpieniu do was, wyślecie mnie do ziemi saracenów. W ten sposób zdobyłbym te same zasługi, co wasi święci męczennicy i dzieliłbym ich chwałę.
          Wolno więc nam i dzisiaj żywić nadzieję, że przykład siedmiu wspaniałych męczenników franciszkańskich powiększy zastępy młodzieży zakonnej, nie tylko w Niepokalanowie, Grodnie czy Pierszajach, ale w trzech prowincjach franciszkanów polskich w kraju i za granicą. Jako przełożeni prowincjalni modlimy się w kaplicach klasztornych ze współbraćmi, a w świątyniach naszych razem z Wami, umiłowani Bracia i Siostry, aby Pan pomnożył nie tylko liczbę naszą, ale i cnoty, i zasługi; aby ludzie widzieli dobre czyny nasze i chwalili Boga Ojca, który jest w niebie i o którym szczególnie rozmyślamy w roku Jemu poświęconym.

(Z listu prowincjałów franciszkańskich z okazji beatyfikacji)