.Czy wiem, w co wierzę?; Skok wiary; Czy wiarę można pogodzić z wątpliwościami?; Micha pełna zupy;
Co znaczy, że wiara jest łaska?; Czy należy mówić "wierzę" czy "wierzymy"?; To nie jest normalne!

Skład Apostolski - "Credo"

1. Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego,

2. Stworzyciela nieba i ziemi.

3. I w Jezusa Chrystusa, Syna
Jego Jedynego, Pana naszego,

4. który się począł z Ducha Świętego,
narodził się z Maryi Panny.

5. Umęczon pod Ponckim Piłatem,
ukrzyżowan, umarł i pogrzebion.

6. Zstąpił do piekieł. Trzeciego dnia zmartwychwstał,

7. wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga,
Ojca wszechmogącego.

8. Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych

9. Wierzę w Ducha Świętego,

10. święty Kościół powszechny, świętych obcowanie,

11. grzechów odpuszczenie,

12. ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen.

góra

.

Nowy cykl w "Gościu"

Czy wiem, w co wierzę?

Ktoś powiedział, że Pan Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci. Tymczasem my w Kościele robimy dokładnie na odwrót, czyli uczymy dzieci, a błogosławimy dorosłych. Coś w tym jest. Badania sondażowe wykonane na zlecenie "Gościa" wykazały, że część wierzących katolików ma kłopot ze zrozumieniem i akceptacją niektórych prawd wiary (omówienie ankiety na s. 22-23). Być może już dawno wyparowały nam z głowy katechetyczne formułki. Z niedzielnymi kazaniami, łagodnie rzecz ujmując, bywa różnie. Nie chcemy na naszych łamach użalać się nad poziomem wiedzy religijnej, ani tym bardziej nikogo pokazywać palcem. Chcemy zaproponować naszym Czytelnikom cykl katechez przybliżających podstawowe prawdy wiary katolickiej. Będziemy próbowali wytłumaczyć je "po ludzku" - najlepiej, jak umiemy. Czy nam się to uda, ocenią sami Czytelnicy. Bóg i Jego tajemnice to fascynujące sprawy. Rzecz jasna, może się zdarzyć, że ktoś mówi o Bogu nudno i nieciekawie, ale sam Bóg nudziarzem z pewnością nie jest. Pisał ks. Józef Tischner: "trudność w rozumieniu wiary nie polega na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my powikłani, a wiara prosta". Mamy nadzieję, że nasze katechezy w pigułce zachęcą Czytelników do dalszych osobistych poszukiwań, może do lektury, może do udziału w jakimś spotkaniu w parafii, a może do domowej dyskusji przy stole.

Wyznajemy wiarę w każdą niedzielę na Mszy św., od "Wierzę w Boga" rozpoczynamy Różaniec, wielu odmawia Credo w codziennym pacierzu. Pierwsze formuły wyznania wiary powstawały w pierwszych wiekach Kościoła w związku z udzielaniem chrztu. Nazywano je wtedy "symbolami wiary". Greckie słowo symbolon oznaczało połowę przełamanego przedmiotu, który przedstawiano jako znak rozpoznawczy. Przełamaną część składano ze sobą, aby sprawdzić tożsamość tego, kto ma drugą połowę. Symbol wiary jest więc znakiem rozpoznawczym chrześcijan. Nasze katechezy będą opierały się na starożytnym Symbolu Apostolskim (II/III w.), zwanym także Składem Apostolskim. Pójdziemy tropem wskazanym przez Katechizm Kościoła Katolickiego z roku 1992. Sięgać będziemy często do tekstów kard. Ratzingera/Benedykta XVI, który - jak tego doświadczyliśmy w czerwcu tego roku - ma niezwykłą zdolność tłumaczenia prawd wiary w sposób prosty i głęboki. Nie licząc dzisiejszego wprowadzenia, wszystkich odcinków będzie 12. Dlaczego akurat tyle? Ponieważ wyznanie wiary dzieli się tradycyjnie na 12 części, zwanych artykułami wiary. Liczba 12 nawiązuje do liczby Apostołów i jest symbolem całości wiary apostolskiej. Tak jak dwunastu Apostołów, tak dwanaście artykułów Credo można nazwać filarami wiary. Stąd wzięła się nazwa naszego cyklu. Młodzież i dzieci właśnie rozpoczęły rok szkolny i katechetyczny. Spróbujmy dotrzymać im kroku. Raz w tygodniu na łamach "Gościa" zapraszamy na katechezę dla dorosłych. Zeszytów prowadzić nie trzeba, wystarczy nasz tygodnik i chwila uważnej lektury. Dziś zapraszamy na katechezę wprowadzającą. Temat: "Skok wiary", czyli co znaczy wierzyć?

ks. Tomasz Jaklewicz

Po katechezie możliwe pytania i dopowiedzenia.
Można je posyłać pocztą tradycyjną na adres redakcji,
z dopiskiem "Filary wiary",
lub e-mailem na adres: religia@goscniedzielny.pl

góra

.

Skok wiary

Pierwsze słowo wyznania wiary brzmi:
"Wierzę" albo "Wierzymy".
Zanim zastanowimy się, w kogo i w co,
zatrzymajmy się przy słowie "wierzyć".
Co to właściwie znaczy?

tekst ks. Tomasz Jaklewicz

Skok - to jedno z ulubionych słów, którym papież Benedykt XVI określa wiarę. We "Wprowadzeniu w chrześcijaństwo" pisze: "Wiara zawsze zawiera coś z wielkiej przygody, zrywu i skoku, bo jest zawsze ryzykiem, że się przyjmie jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezpośrednio nie widać".

Na czym polega ów skok wiary? Zacznijmy od relacji międzyludzkich.

Wiara między ludźmi

Wiara to najpierw coś, co ma miejsce między ludźmi. Jeśli mówię do kogoś "wierzę ci", oznacza to po pierwsze - że uznaję wypowiedź tej osoby za prawdę, i po drugie - że mam zaufanie do tej osoby. Taka wiara nie jest ani bezkrytycznym zaufaniem, ani ślepym posłuszeństwem, ani jakimś widzimisię wziętym z sufitu. Akt wiary jest czymś rozumnym. Dlaczego? Ponieważ nie wierzę byle komu, ale tylko temu, kogo świadomie i dobrowolnie uznałem za osobę wiary-godną, czyli godną mojej wiary. Jednocześnie w wierze jest zawsze coś, co wykracza poza sam rozum. Tym właśnie wiara różni się od wiedzy, że nie opiera się na jakichś niezbitych dowodach, na samych rozumowych argumentach, ale przede wszystkim na zaufaniu do osoby. Jeśli komuś wierzę, to rzecz jasna narażam się na ryzyko. Mianowicie, ryzykuję, że osoba, której wierzę, zawiedzie mnie lub wprowadzi w błąd. Wiara ma też związek z wolnością. Jest bowiem zawsze decyzją człowieka. Osoba dojrzała sama decyduje, komu wierzy, a komu nie, i ponosi konsekwencje swojej decyzji.

Wiara jest postawą bardzo częstą w kontaktach międzyludzkich. Właściwie jest czymś niezbędnym do rozwoju człowieka, w edukacji, wychowaniu oraz budowaniu więzów między ludźmi. Wyobraźmy sobie człowieka, który nikomu nie wierzy i przyjmuje do wiadomości tylko to, co sam udowodni, zbada, zobaczy, pomierzy itd. Mądrość takiego "niewierzącego" okazałaby się bardzo mizerna. Czy ktoś z nas sam zmierzył prędkość światła lub długość równika? A sięgając głębiej, czy można kogoś kochać, nie wierząc mu?

Jak się to wszystko ma do wiary religijnej?

Między Bogiem a człowiekiem

To, co powiedzieliśmy o wierze człowiekowi, pokazało już coś bardzo ważnego. To mianowicie, że wiara jest czymś, co ma miejsce między osobami. Wiara religijna jest czymś, co dzieje się między człowiekiem a Bogiem. Jeśli mówię "wierzę" w odniesieniu do Boga, oznacza to, że:

po pierwsze - dobrowolnie uznaję za prawdę to, co Bóg mówi,

oraz po drugie - czynię tak, ponieważ ufam Bogu, uznaję Go za Kogoś wiarygodnego.

Kiedy mówimy krótko "wiara", mamy na myśli zarówno pewne prawdy, czyli treści wiary (np. Bóg stworzył świat, Chrystus zmartwychwstał itd.), jak i zaufanie do Boga (osobiste odniesienie, przylgnięcie). Oba te aspekty wiary przenikają się wzajemnie, uzupełniają i potrzebują. Sama znajomość prawd wiary nie oznacza jeszcze wiary. Można mieć doktorat z teologii i nie być wierzącym. Druga skrajność to sprowadzanie wiary do samych uczuć, do emocjonalnego zawierzenia bez zadawania sobie trudu rozumienia prawd wiary. Duchowe zdrowie tkwi w równowadze: im bardziej ufam Bogu, tym bardziej Go poznaję i odkrywam Jego tajemnice. I odwrotnie, im bardziej poznaję Bożą prawdę, tym bliżej jestem samego Boga.

Mówił o tym niedawno Benedykt XVI: "Wiara jest bardzo osobistym aktem człowieka, który realizuje się w dwóch wymiarach. Wierzyć to przede wszystkim znaczy uznać za prawdę to, czego do końca nie ogarnia nasz umysł. Trzeba przyjąć to, co Bóg nam objawia o sobie, o nas samych i o otaczającej nas rzeczywistości, także tej niewidzialnej, niepojętej, niewyobrażalnej. Ten akt przyjęcia prawdy objawionej poszerza horyzont naszego poznania i pozwala dotrzeć do tajemnicy, w jakiej zanurzona jest nasza egzystencja. Jednak zgoda na takie ograniczenie możliwości rozumu nie przychodzi łatwo. I tu wiara jawi się w swoim drugim wymiarze: jako zaufanie osobie - nie zwyczajnej osobie, ale Chrystusowi. Ważne jest, w co wierzymy, ale jeszcze ważniejsze, komu wierzymy".

Skok Abrahama

Biblia proponuje jako wzór człowieka wierzącego postać Abrahama (Hbr 11,4, Rz 4). Św. Paweł nazywa go "ojcem wszystkich tych, którzy wierzą" (Rz 4,11. 18). Księga Rodzaju (Rdz 12-25) opowiada historię Abrahama, który na wezwanie Boga opuścił ziemię ojczystą i rozpoczął wędrówkę do ziemi obiecanej. Zaryzykował, zaufał Bogu. "Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie" (Hbr 11,8). Największą próbą jego wiary okazał się moment, kiedy Bóg poprosił Go o złożenie ofiary ze swojego jedynego syna Izaaka. Abraham był gotów uczynić nawet to ze względu na Boga.

Historia Abrahama znakomicie ilustruje, czym jest ów skok wiary. Wiara nigdy nie jest biernym przyjmowaniem czegoś do wiadomości. Wiara angażuje całego człowieka, nie tylko jego rozum, ale i wolę, i uczucia. Prawda, którą Bóg objawia, to propozycja pewnej drogi, czyli pewnego kierunku i stylu życia. Kto idzie tą drogą, pozna moc tej prawdy. Bogu nie chodzi o przekazanie nam pewnych suchych informacji (dogmatów, przykazań itd.). Chodzi Mu o nas, o ludzkie szczęście, spełnienie, o ostateczne zbawienie. Objawia się nam po to, aby się zaprzyjaźnić, aby zaprosić nas do miłości. Dlatego właśnie Bóg wzywa człowieka do opuszczenia "ziemi rodzinnej", czyli tego wszystkiego, co pewne, bezpieczne, przewidywalne, po ludzku wykonalne, co najczęściej jest iluzją szczęścia. Bóg chce dać człowiekowi coś więcej, coś, co przekracza nawet nasze pragnienia i wyobrażenia. "Ziemia obiecana" jest symbolem Bożej obietnicy. Bóg zaprasza do pójścia w nieznane: "Chodź i zobacz", "Zaufaj Mi, a Ja cię poprowadzę", "Sprawię, że twoje życie będzie sensowne, dobre, spełnione". Wierzyć oznacza zaufać tej obietnicy nie teoretycznie, ale w konkrecie życia, w codziennych decyzjach, postawach. Wiara na wzór Abrahama staje się drogą życia.

ks. Tomasz Jaklewicz

góra

.

CZY WIARĘ MOŻNA POGODZIĆ
Z WĄTPLIWOŚCIAMI?

Na to pytanie tak odpowiada Benedykt XVI: "Wiara nigdy nie jest ot, tak, po prostu obecna, nigdy nie mogę powiedzieć mam wiarę, inni jej nie mają. (...) Wiara zawsze pozostaje drogą. Dopóki żyjemy, zawsze nad wiarą wisi groźba i udręka. Zbawienne jest również, że wiara nie przeradza się w ideologię. Że nie kostnieje, że nie przeszkadza mi myśleć, a także cierpieć z moimi pytającymi, wątpiącymi braćmi". Wiara jest czymś żywym, może rozwijać się, może także przeżywać swoje kryzysy. "Jest wspinaczką, dzięki której przybliżamy się do Boga".

Nieraz wątpliwości są właśnie znakiem, że ktoś na serio traktuje swoją wiarę. Oczywiście warto szukać odpowiedzi na nurtujące pytania i pamiętać, że wiara pozostaje skokiem w tajemnicę. Ojciec chorego chłopca z Ewangelii św. Marka pytany o wiarę przez Jezusa zawołał: "wierzę, zaradź memu niedowiarstwu".

góra

.

Skoczkowie

Micha pełna zupy

Czym jest zaufanie do drugiej osoby? Dopiero po dwudziestu latach małżeństwa zrozumiałem, na czym polega tekst przysięgi małżeńskiej. I dzisiaj mówię do mojej żony tak: Słuchaj, jesteśmy dobrowolnym związkiem ludzi wolnych. Ale pamiętaj, ślubuję ci, że nawet gdyby z tobą było tak, że znikniesz i nie będzie cię kilka lat, to pamiętaj, że gdy wrócisz, będę na ciebie czekał z michą pełną zupy. Trochę jak w tej krakowskiej anegdocie: Od wigilijnego stołu wstaje mąż i mówi do żony i dzieci: - Skoczę tylko do kiosku po papierosy. I nie ma go dwadzieścia lat. Potem wraca. W domu już dawno nie ma dzieci. A on mówi do żony: Kochanie, to już się nigdy nie powtórzy.

Dziś mówię do żony: Nawet jeśli byłoby tak jak w tej anegdocie, to pamiętaj - będę czekał. Z michą i zupą. I umyję ci nogi. Bo ci to ślubowałem. Zaufasz mi?

A zaufanie do Boga? Najlepiej obrazuje to taka historyjka. Pamiętam, że po kilku latach organizowania u mnie w domu pierwszosobotnich Różańców, wściekłem się i powiedziałem: Koniec, mam dość! Chodziłem po znajomych, po duszpasterstwach, kościołach i zachęcałem: "Przyjdźcie do mnie na Różaniec". Przychodziły trzy, cztery osoby. Miałem naprawdę dość. Będąc kiedyś w Częstochowie na trasie ze Skaldami, przez tydzień chodziłem na szóstą rano na odsłonięcie obrazu i błagałem: "Zwolnij mnie. Nie chcę już niczego organizować!". I wtedy usłyszałem w sercu: "Jeszcze jeden, jedyny raz...". Zaufałem temu głosowi.

Nie ruszyłem palcem, nikogo nie zawiadomiłem, nie wykonałem żadnego telefonu. "Nie powiem, że jestem w Krakowie, to może nikt nie przyjdzie?" - cieszyłem się w duchu. Nadeszła sobota. Od rana urywały się telefony, żona nie podnosiła już nawet słuchawki. Wieczorem na modlitwę przyszło do mnie aż... czterdzieści siedem osób. Przez kilka godzin staliśmy stłoczeni w pokoju i modliliśmy się, a potem zauważyłem, że pod moim oknem marznie dwóch chłopców. Otwieram okno, a oni mówią: "Czy możemy jeszcze trochę postać?" (śmiech). Teraz wiem, że to Jego dzieło, a nie moje.

Albo inna historia: Gramy ze Skaldami w Niemczech kilka lat temu. Ambasada w Kolonii chciała zrobić koncert kolędowy. A ja wiedziałem, że cała ambasada była wówczas "czerwona". Przestraszyłem się: O czym ja im będę opowiadał? A muszę coś mówić, bo muzyki jest jedynie nieco ponad pół godziny!

Pomodliłem się i na modlitwie mi wyszło, że mam robić wszystko "normalnie". Bez względu na ludzi, mam powiedzieć to, co muszę. Zaufałem...

I szok. Nigdy w historii programu nie sprzedaliśmy tylu płyt, kaset i książek co wówczas. Kilkadziesiąt osób rzuciło się na nie i dosłownie je rozchwyciło. A ja przecież nie bawię się w żadną filozofię, opowiadam jedynie o swoich przeżyciach Było to dla mnie jasne potwierdzenie, że mam mówić prawdę niezależnie od moich uprzedzeń. A niedawno podchodzi do mnie w Niemczech grupka ludzi, którzy mówią: Nie masz pojęcia, jaki ten koloński koncert zrobił przewrót w naszym życiu!

JAN BUDZIASZEK,
Perkusista Skaldów i wielu zespołów jazzowych. Autor
"Dzienniczka perkusisty". Mieszka w Krakowie
notował Marcin Jakimowicz

góra

.

CO ZNACZY, ŻE WIARA JEST ŁASKA?

Najpierw to, że do Boga zawsze należy pierwszy krok. On pierwszy wychodzi naprzeciw człowiekowi. On sam daje się poznać, objawia się, wzywa, zaprasza. Wiara człowieka jest zawsze odpowiedzią na Boże wezwanie. Co więcej, działanie Boga (jego łaski) polega także i na tym, że od wewnątrz pobudza człowieka, uzdalnia, otwiera mu oczy na przyjęcie prawdy objawionej. Warto więc modlić się o łaskę wiary. Nieraz ktoś mówi, że nie wierzy, bo nie otrzymał łaski wiary. Najczęściej takie stwierdzenie to usprawiedliwienie lenistwa i bierności. Bóg z pewnością chce zbawienia, a więc i wiary każdego człowieka.

Jak pogodzić ludzką wolność z działaniem łaski? Na ten temat teologowie napisali całe tomy. Powiedzmy krótko: łaska nie działa jak przymus. Dobro narzucone nie byłoby dobrem. Wiara, będąc owocem działania Boga, pozostaje jednocześnie zawsze wolną decyzją człowieka.

góra

.

CZY NALEŻY MÓWIĆ
"WIERZĘ" CZY "WIERZYMY"?

Obie formy są prawdziwe i potrzebne. Wyznanie "wierzę" - podkreśla indywidualny wymiar wiary, która zawsze jest decyzją, aktem wolnego człowieka. Jednocześnie prawdą jest i to, że "nikt nie może wierzyć sam, tak jak nikt nie może żyć sam. (...) Nie mogę wierzyć, jeżeli nie będzie mnie prowadziła wiara innych, a przez moją wiarę przyczyniam się do prowadzenia wiary innych" (KKK 166). Formuła: "wierzymy" - akcentuje ten wspólnotowy, kościelny wymiar wiary. Kościół wierzy, a ja wierzę w jego wnętrzu jako jego żywy kamień. "Formuły wiary są potrzebne, ponieważ pozwalają nam wyrażać i przekazywać wiarę, celebrować ją we wspólnocie, przyswajać ją sobie i coraz bardziej nią żyć, posługując się wspólnym językiem" (Kompendium 31).

góra

.

Skoczkowie

To nie jest normalne!

Łatwo powiedzieć "wierzę", trudniej zawierzyć. Pamiętam taką anegdotę. Kiedyś ojciec Adam Piecuch zażartował: Dziś na Mszy nie będziemy odmawiali "Wierzę w Boga". Przynajmniej troszkę mniej pokłamiemy - uśmiechnął się.

Jak z przekonaniem odmawiać tę modlitwę i mówić "Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego"? Nie mogącego niektóre rzeczy, ale wszystko. Kompletnie wszystko. "Wierzę w Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Nie niektórych. Wszystkich. Wierzysz w to? To jesteś świętszy od świętej Teresy. Ale tu jest miejsce na szaleństwo zawierzenia.

Ja nie mam wiary. Ja obstawiam. Z jednej strony mam głęboko w swojej istocie wpisanego Pana Boga, a z drugiej jestem bardzo przekorny. Im więcej otrzymuję, tym większe mam wątpliwości. Jestem trochę jak Żyd, który się ciągle targuje: No dobra, wyprowadziłeś mnie z Egiptu, ale na pewno nie dasz mi manny. Dałeś mi mannę, ale nie wybudujesz świątyni. Wybudowałeś świątynię, ale... Zresztą, takie są psalmy. Pełne rozdarcia. Psalmista woła do Boga, czemuś mnie opuścił. A przecież Bóg nie opuszcza. Nigdy.

Wiara to rzeczywiście jak skok w nieznane. Ale problem jest taki, że my skaczemy i sami sobie podcinamy linę. I mamy jeszcze o to pretensje do Boga.

Kilka razy mi się zdarzyło, że zaufałem. Skoczyłem w nieznane. I za każdym razem dostałem bardzo mocny znak, że zachowałem się dobrze. Kilkanaście razy w życiu zostałem wystawiony na próbę i skoczyłem. I kilkanaście razy (na kilka milionów) zachowałem się prawidłowo. Nie jestem lepszy niż przed przystąpieniem do Kościoła. Ale teraz wyraźnie widzę moje złe zachowanie. Wcześniej tego nie dostrzegałem.

Wiara jest łaską. Ja miałem szczęście. Denerwuję się, gdy słyszę, że "chrześcijaństwo jest normą". Jaką normą? Czy to normalne, że dziewica rodzi Syna, że zmartwychwstaniesz? To jest norma? Czy może mi to ktoś logicznie wytłumaczyć? To są same niewiarygodne historie, przy których Marsjanie są kaszką z mlekiem... Przyzwyczailiśmy się niestety do tego. Dla ludzi zmartwychwstanie nie jest już cudem. Dla mnie jest. Dla mnie skandalem jest na przykład to, że w czasie Eucharystii spożywam ciało i krew mojego Boga. To dla mnie niewiarygodne.

Jak tu uwierzyć w to, że gdy Pan Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie i powiedział poważnym, żonatym i dzieciatym rybakom: "Pójdźcie za mną", to oni natychmiast zostawili żony i dzieci i jedyne źródło utrzymania i poszli? Wierzysz w to? Przecież dziś byśmy powiedzieli: wariat. Jak on to mógł zrobić swojej żonie, dzieciom? To nieodpowiedzialne, nieludzkie. Tymczasem oni poszli. To było jak przymus.

Dlaczego poszedłem za Jezusem? Bo wszystko, co mi obiecał, spełnia się w moim życiu. Żyję, czuję smak, to najważniejsze. Gdybym nie trafił do wspólnoty Kościoła, nie jest pewne, czy bym żył.

MICHAŁ LORENC,
jeden z najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej.
Jest autorem muzyki do filmów:
"300 mil do nieba", "Bandyta", "Zabić Sekala",
"Przedwiośnie", "Daleko od okna", "Symetria", "Oficer"
Notował Marcin Jakimowicz

Tygodnik Katolicki "Gość Niedzielny" Nr 36 - 3 września 2006r.

góra

<< opwrót do Filary wiary
.