DROGA KRZYŻOWA -KAPELAŃSKA Ks. W. Szurek 
 


"Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął ale miał życie wieczne." (J. 3,16-17) 
Cała Biblia jest żywą opowieścią o pasji Boga do człowieka. Ewangeliczne przekazy o męce Jezusa określają punkt kulminacyjny, tej pasji, tego dramatu, jakim jest miłość Boża do człowieka. Opisy te pokazują, co Bóg uczynił dla nas, ale również to, co my ludzie - uczyniliśmy Bogu. Stąd też mówi się, że Męka Jezusa jest lustrem, w którym odbija się cała prawda o Bogu i o człowieku. W Nim - Jezusie ukrzyżowanym i zabitym ujawnia się cała prawda o miłości Boga. Ale równocześnie w wydarzeniach składających się na mękę Jezusa, w zachowaniach i postawach uczestników tych wydarzeń ujawnia się również prawda o naszym życiu, o tym jakie ono jest i jakie być powinno. Stąd prawdziwi chrześcijanie i kapłani powinni stale powracać do opisów i wydarzeń Męki Jezusa, aby wciąż poznawać jaki naprawdę jest Bóg i jaki jest człowiek. 
 
Prawda o Bogu i człowieku objawiona w wydarzeniach męki Jezusa znajduje też ciągle swoje odbicie i kontynuacje w życiu wielkiej rzeszy świadków wiary; świętych i błogosławionych. Wśród nich szczególne miejsce zajmują męczennicy chrześcijaństwa, którzy własną krwią przypieczętowali świadectwo miłości i wierności Jezusowi. W życiu męczenników za wiarę odbija się bez zniekształceń życie prawdziwie chrześcijańskie. Życie świętych jest lustrem życia chrześcijańskiego. Stąd też winniśmy wpatrywać się w ich życie, jest ono bowiem wielkim drogowskazem dla naszego życia. 
 
Jako kapłani wpatrując się w życie świętych męczenników - świadków wiary chcemy w komunii z nimi kontemplować Chrystusa Ukrzyżowanego, aby Go najwierniej naśladować i dopomagać w tymże naśladowaniu zleconym nam przez Opatrzność naszym wiernym. 
 
Z takim przekonaniem wyruszamy, aby iść śladami drogi krzyżowej Jezusa, dotykając równocześnie, w sposób niemal dosłowny tych miejsc, które składały się na drogę krzyżową błogosławionej Karoliny - dziewicy i męczennicy. Powiedziano, że w jej życiu prostym i pobożnym, "jak w kropli rosy" odbiły się przedziwne Boże tajemnice. Ale w jej życiu w pewnym sensie odbijają się też ciągle na nowo tajemnice życia każdego z nas. 
 
Niech Karolina - "Gwiazda Ludu" - staje się coraz bardziej dla całego Ludu Bożego. nauczycielką świętego życia. Niech dla świętości tegoż naszego Ludu Bożego wyprasza u Boga w Trójcy świętej Jedynego nam kapłanom stały wzrost w świętości kapłańskiej. 
 
Stacja I - Wyrok czyli wybór życia 
 
Piłat rzekł do Żydów: "Oto król wasz!" A oni krzyczeli: "Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!" Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano". (por. J 19,14-16) Wyrok wydany na Jezusa był początkiem końca Jego ziemskiego życia. Jak podaje tradycja było to 33 lata życia wypełnionego miłością do Ojca w niebie i ludzi na ziemi. "Dlatego, że Bóg był z Nim przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich" (Dz 10,38) Dla zaślepionych nienawiścią członków Sanhedrynu i tłumu z dziedzińca Piłata to się nie liczyło. Jezus był przeszkodą, był niewygodny, musiał więc zapaść wyrok skazujący. 
 
16 lat - to miara życia bł. Karoliny. Miara mimo młodego wieku Karoliny wielka wielkością jej miłości zakorzenionej w Chrystusie. Wyrok śmierci jaki został wydany na nią przez carskiego żołnierza przerwał rozkwitające dopiero życie. Czy jednak rzeczywiście było to życie dopiero rozkwitające, skoro jak podają liczni świadkowie życia Karoliny, już w tak młodym wieku "była duchowo rozwinięta i dojrzała ponad swój wiek, posiadająca rozwagę i roztropność nie spotykaną u dzieci". Była "pierwszą duszą do nieba" - dojrzałą i gotową na spotkanie z Bogiem. Żyjąc krótko przeżyła czasów wiele. Właśnie dlatego, że mimo krótkiego życia była dojrzała do nieba, właśnie dlatego została skazana na śmierć. 
Jaka jest nasza dojrzałość do nieba? Czym w tej chwili wypełnione są ramy naszego życia - naszego chrześcijaństwa i kapłaństwa; bez względu na to ile mamy lat? Jedno jest pewne: życie jest jedynym wielkim zadaniem do realizacji. Życie jest pierwszym i podstawowym talentem jaki otrzymaliśmy. To dar, który także od nas kapłanów wymaga dziś budzenia w sobie i w sumieniach ludzi dzisiejszego świata szczególnie wielkiej odpowiedzialności. 
 
"Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo - wybierajcie więc" - to jest nakaz Boga z księgi Powtórzonego Prawa (30,19). "Wybierajcie więc życie" - mówi Bóg. Aby życie dobrze przeżyć trzeba je najpierw świadomie i odpowiedzialnie wybrać. Trzeba podjąć decyzję, powiedzieć: "tak" - chcę być kapłanem według zamysłu Bożego Serca i w ludziach chcę stymulować chęć życia, by wciąż imponowało im: być dobrym mężem, żoną, pracownikiem, chrześcijaninem. Oto podstawowe zadanie, także kapłańskie: wybrać życie i wypełnić Bożą treścią mniej lub bardziej puste ramy naszej osobistej - ludzkiej, chrześcijańskiej i kapłańskiej tożsamości. 
 
Stacja II - Krzyż czyli cena życia 
 
Czy nie było łatwiejszego sposobu zbawienia świata? Czy konieczny był ten krzyż, który włożono Jezusowi na plecy a właściwie, który On sam dla siebie wybrał, bo przecież decyzja na krzyż zapadła w odwiecznych wyrokach miłości Boga, o wiele wcześniej niż zdecydowali to ludzie. Dlaczego zbawienie przyszło właśnie przez krzyż? 
 
Krzyż ma wiele znaczeń, uczy o wielu prawdach. Uczy przede wszystkim realizmu, pokazując naocznie, że zbawienie człowieka to nie jest prosty zabieg, że ma ono swoją cenę. Tak samo zresztą jak i święte życie - ono też musi kosztować. 
 
Koszt świętości znała Karolina. świadkowie jej życia podkreślają, że była dziewczyną bardzo pracowitą, wytrwałą w podejmowaniu i znoszeniu ciężarów niełatwego życia wiejskiego. Nigdy się nie uskarżała na uciążliwość pracy, ciężkie warunki domowe, na skromny strój i posiłek. Znała wartość wyrzeczenia i ofiary. 
 
"Kto chce iść za mną niech się zaprze samego siebie, niech weśmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje". (Mt 16,24). Szczególną wrażliwością na te słowa odznacza się każde serce kapłańskie. 
 
W tej wrażliwości wyrażało się nasze powołanie "do kapłaństwa" i nadal wyraża się nasze "powołanie do wiernego trwania w kapłaństwie". Jezus wzywając nas do naśladowania siebie, nie obiecuje nam łatwej drogi. Przeciwnie mówi o potrzebie wzięcia krzyża. Jezus jest wielkim realistą i uczy nas realizmu w podejściu do życia. 
 
Jego realizm będzie naszym życiowym realizmem i duszpasterskim praktycyzmem, jeśli pojmiemy, że krzyż nie jest galanteryjnym dodatkiem do życia, ale wyrasta z samej głębi człowieka i Boga - ze zmagania się prawdziwej miłości z pozorną. 
 
Jest złudzeniem dziś bardzo rozpowszechnionym, podsycanym chytrze przez dzisiejszą cywilizację, że można zdobyć coś wielkiego i cennego, bez najmniejszego wysiłku: napisać od ręki znakomitą książkę, zdobywać laury w sporcie tylko dzięki talentowi, itd. Ukrywa się godziny trudu i cierpień konieczne do osiągnięcia takich sukcesów. To jednak lekkomyślność i naiwność, kiedy ktoś uważa, że w życiu otrzyma "coś za nic", że najważniejsze sprawy w życiu: ład, harmonia, szlachetność, miłość, uczciwość itd. same się ułożą. Nic się samo nie stanie! Trzeba się natrudzić, gdyż dobre życie trafia się tym, którzy się o nie starają - wielkim wysiłkiem. 
 
Jako kapłani "patrząc" na krzyż Jezusa, który uczy wielkiego realizmu w podejściu do życia, sami uczymy się najprawdziwszej mądrości życia i uczymy innych uczyć się jej od Chrystusa Dzieje się to tylko przy naszym prawdziwie kapłańskim i duszpasterskim udziale. 
 
Stacja III - Upadek pierwszy czyli ciężar życia 
 
Tradycja podaje, że Jezus idąc na Kalwarię potykał się i upadał. Choć droga krzyżowa upamiętniła zaledwie trzy upadki Jezusa, to wiele wskazuje na to, że było ich więcej. Jezus wyczerpany męką, obciążony krzyżem zanurzał się w pyle drogi. Zwykło się mówić, że upadki Jezusa to symbol naszych grzechów. Jest to jak najbardziej uzasadnione rozumienie, ale upadki to również symbol trudności, które muszą przyjść na każdego, to znak niejednej życiowej porażki. 
 
Tak jak nie ma róży bez kolców, tak nie ma życia bez kamieni, przeszkód i porażek. Człowiek w pewnym sensie musi doświadczyć goryczy porażki. Bycie człowiekiem - chrześcijaninem - kapłanem nie może być zbudowane tylko na aktach bohaterstwa, kiedy wszystko się udaje, ale być człowiekiem - kapłanem, oznacza również doświadczać własnej słabości, zawodności. 
 
Czego potrzeba aby ciężar takich doświadczeń nas nie załamał? Potrzeba męstwa: by napór życiowych trudności wytrzymać i w imię dobra z miłością przezwyciężyć. Męstwo, to zapomniana dziś często cnota - zwłaszcza w społeczeństwie, które w pogoni za wygodą i komfortem coraz bardziej zatraca siebie. 
 
O dzisiejszych ludziach, a zwłaszcza o młodzieży, mówią jedni, że jest ona ambitna, twórcza, pragmatyczna, wolna, kreatywna, idealistyczna. Drudzy - że jest sfrustrowana, słaba psychicznie, depresyjna, bez motywacji i leniwa, zniechęcona - takie "plastikowe pokolenie bezideowców", któremu telewizja i inne media - "robią hamburgera z mózgu". Cele realizują po najmniejszej linii oporu. Chcą się jakoś przemknąć, wyjść na swoje. Najlepiej bez wysiłku. 
 
Bez względu na to, która z tych opinii lepiej oddaje to jakim jest obecne pokolenie , ważniejsze jest pytanie: "Czy uda się dzisiejszym ludziom przełomu tysiącleci, zwłaszcza młodym - stworzyć coś wielkiego w ich życiu"? Uda się, ale potrzeba męstwa i kapłańskich mistrzów zapalającym do czynu słowem Ewangelii, przykładem życia i duszpasterską troską przejawiającą się w zdrowej inwencji. 
 
Tak mężną była Karolina mimo młodego wieku. Trudy życia w ubogiej, wiejskiej rodzinie hartowały jej męstwo tzn. wytrwałość i stałość w dążeniu do dobra. Nigdy nie narzekała! Potrzeba, aby zwłaszcza dla młodych, kuszonych luksusem i wygodą stała się nauczycielką męstwa. 
 
Stacja IV - Spotkanie z Matką czyli wartość posłuszeństwa 
 
Jakże inne było to spotkanie Jezusa z Maryją Matką na krzyżowej drodze. Przywodzi ono na pamięć rozliczne spotkania w domu nazaretańskim, gdzie Jezus przy boku Maryi i św. Józefa "wzrastał w mądrości i w latach i w łasce u Boga i u ludzi". (Łk 2,52) Jest tajemnicą bardzo wymowną, że Syn Boży w swojej młodości został oddany pod opiekę, niejako na "wychowanie" Maryi Matce i Opiekunowi Józefowi, i że "był im poddany". A Maryja tak jak była obecna w tajemnicach ukrytego życia Jezusa, tak nie mogło braknąć Jej obecności w tajemnicach cierpienia Jej Syna Odkupiciela Człowieka. Kto odgadnie ból serca matki, której przyszło być świadkiem męki jedynego syna!? 
 
Kto z nas jest w stanie odgadnąć ból serca ojca uprowadzonej Karoliny, który z przystawionym przez żołnierza bagnetem, w jednej chwili musiał wybierać między wątpliwym ratunkiem jednego dziecka a sieroctwem kilkorga pozostawionych w domu dzieci? 
 
Kto odda ból serca matki Karoliny, która na wiadomość o uprowadzeniu córki zemdlała. Zaledwie kilka godzin wcześniej Karolina przeczuwając niebezpieczeństwo prosiła Matkę, żeby ta zezwoliła jej iść do kościoła na ostatni dzień nowenny do św. Stanisława Kostki, którego darzyła szczególnym nabożeństwem. Matka nie ustąpiła, uznała, że w domu córka będzie bardziej bezpieczna. Karolina zaś okazała posłuszeństwo. Tak oto jakby u bezpośrednich przyczyn jej męczeństwa i późniejszej chwały legło posłuszeństwo rodzicom. 
 
Posłuszeństwo - zapomniane, podważane, wzgardzone przez świat, ale nadal pozostające najcenniejszym darem dla Boga. Tego uczy nas Jezus, kiedy mówi: "Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4,34). Tego uczy w rodzinach, ale przy pomocy i wydatnym udziale zdrowego kapłańskiego posłuszeństwa, którego sensem jest usposabiać ludzi do posłuszeństwa Bogu. 
 
Do takiej postawy posłuszeństwa - najpierw wobec Boga wezwany jest chrześcijanin - kapłan. Do bezgranicznej zgody i gotowości, by pójść tak daleko, jak chce tego Bóg, by dać tyle wolnego miejsca w swym życiu do dyspozycji Bogu, ile Jemu spodoba się tego wymagać. A Jemu podoba się to ze względu na nasze prawdziwe i trwałe szczęście! 
 
Aby się to urzeczywistniło, ma nam pomagać, według polecenia Chrystusa, nasza codzienna modlitwa w której wołamy: "Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi". Zgoda absolutna - ona stanowi kryterium oceny jakości chrześcijaństwa realizowanego przez chrześcijanina. Zgoda absolutna chrześcijańska zależy od zgody i uległości kapłańskiej, realizowanej na co dzień w duchu wypowiedzianych przez Chrystusa słów: " nie moja, ale Twoja wola niech się stanie"(Łk 24,42). 
 
Stacja V - Szymon Cyrenejczyk czyli liczy się tylko miłość. 
 
Czy Jezus doniósłby sam krzyż zbawienia świata na miejsce kaźni, gdyby nie przymuszona pomoc Szymona Cyrenejczyka? Na podstawie świadectwa Ewangelii wiemy, że Jezus potrzebował tej pomocy, przyjął tę pomoc i włączył ją w swoje zbawcze dzieło. Tak było wówczas, w czasie krzyżowej drogi, tak jest również dzisiaj - Jezus potrzebuje pomocy, potrzebuje miłości, prosi o wsparcie, kiedy dziś na wielorakie sposoby cierpi ukryty mistycznie w drugim człowieku. 
 
Rozumiała to Karolina z oddaniem odwiedzająca chorych w sąsiedztwie, pomagająca sąsiadom w pracy przy sianie, na roli, współczująca ubogim, o której mówiono, że "wszystko by im dała". To była jej posługa Cyrenejczyka. 
 
Pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości. Miłość jest najważniejsza. Ks. Jan Twardowski pisze, że "bez miłości wszystko psu na budę". 
Wśród różnych dróg wiodących do królestwa droga miłości jest najpewniejsza. Żadna bowiem nie znajduje w Ewangelii aż tak jednoznacznego potwierdzenia, jak ta - w scenie Sądu Ostatecznego: "Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście mnie; byłem chory a odwiedziliście mnie; byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie. (Mt 25,35-36) Kategoryczność, która może przerażać, ale może też prowadzić do nawrócenia. Miłość - jedyna rzecz jaką zabierzemy ze sobą na tamten świat. "Uczynki ich pójdą za nimi"(Ap 14,13) 
 
Miłość to doskonałość, świętość chrześcijańska - kapłańska - wielka, a zarazem zwykła miłość do Jezusa i braci (a nie bezgrzeszność). Dwa synonimy. Miłość i świętość! 
 
Jak daleko jestem w stanie pójść w miłości do człowieka ze względu na Boga - Chrystusa? Czy jestem rzecznikiem zwykłego humanizmu, czy rzeczywistej - caritas - miłości do Chrystusa realizowanej poprzez miłosierne odniesienie do każdego drugiego człowieka? Czy jestem człowiekiem - kapłanem "posiadającym wyobraźnię miłosierdzia"? 
 
Stacja VI - Modlitwa Weroniki 
 
Dlaczego takie właśnie nazwanie tej stacji: "Modlitwa Weroniki"? Bo jej gest, pełen odwagi i wielkoduszności był jak akt strzelisty, jak wzniesienie serca pełnego miłości do Jezusa. Prosty gest miłości, bezinteresownej i szczerej i pragnienie by, choćby przez chwilę, być przy tym, kogo się kocha. A tym właśnie jest modlitwa - prostym aktem uwagi, i miłości, jest czasem, jaki poświęcając Bogu, poświęcamy także drugiemu. 
 
Karolina była człowiekiem modlitwy. Wszyscy niemal świadkowie jej życia zgodnie podkreślają charakteryzujące ją wielkie umiłowanie modlitwy. Modliła się wiele i do modlitwy zachęcała innych; każda okoliczność i każde warunki były dla niej dobre, aby wznosić serce do Boga. Miała w domu swój stały kącik modlitwy, gdzie klęcząco, na gołej ziemi rozmawiała z Jezusem. Kiedy ojciec zwracał jej uwagę, żeby nie klęczała tyle, bo już późno, odpowiadała z właściwą sobie prostotą: "Jeszcze się wyśpię". Kiedy stawiamy pytanie, skąd w tak młodej dziewczynie tak wielka dojrzałość, determinacja, bogactwo cnót i szlachetność, skąd takie głębokie zrozumienie najważniejszych spraw, takie bogactwo świętości, to jej własne słowa dają nam wystarczającą odpowiedź: "coraz bardziej kochaj Jezusa i dobrze się módl, to i ty zrozumiesz". 
 
Bóg gorąco pragnie dać każdemu z nas wszystko, co konieczne do pięknego życia, chce dzielić się z nami sobą, ale nic z tego nie otrzymamy, jeśli nie będziemy ludźmi modlitwy. Bez modlitwy zostaniemy sami, ze swoimi ludzkimi tylko siłami, pomysłami - z ludzkim tylko myśleniem i wartościowaniem. 
 
Szczególnie ważna w modlitwie ludzkiej i chrześcijańskiej jest modlitwa kapłana. On - kapłan w Bożym zamyśle stworzony jest dla modlitwy: "Nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi moimi" (J 15,15). Modlitwa to miejsce naszego wzmocnienia i pierwszy sposób działania osobistego i apostolskiego. To ona pozwala przezwyciężać kryzysy i zagrożenia - własne i cudze, jednostkowe i społeczne. To przez nią możemy doświadczyć, że Bóg jest mocną skałą, po której możemy pewnie kroczyć, jest tarczą i mieczem, którymi możemy bronić się przed zagrożeniem i złem. 
 
To ona uzdalnia do miłości bezinteresownej i szczerej, wprowadza w życie z Bogiem na co dzień. Modlitwa otwiera nas na ludzi i czyni nas zdolnymi przyjmować i dawać miłość. Modlitwa uczy nas służby i oddania - ludzkiego, chrześcijańskiego i kapłańskiego. Jaka jest moja modlitwa kapłańska, taka będzie moja miłość pasterska! 
 
Stacja VII - Upadek drugi czyli ciężar grzechu 
 
Ja ( ) jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu". (Ps. 22,7) Kiedy widzimy Jezusa upadającego po raz drugi pod krzyżem, przychodzą na pamięć te słowa Psalmu. Oto w prochu ziemi leży Jezus przygnieciony ciężarem krzyża. Z trudem dźwiga się, aby iść dalej. Bo upadek nie oznacza końca drogi
 
Co na grzesznym ludziom mówi ten drugi upadek? Wzywa nas do powtórnego - ustawicznego powstawania na naszej krzyżowej drodze i do pomagania innym w powstawaniu z upadków. Wzywa do powstawania w Chrystusie czyli pojednania - przyjmowanego i udzielanego w Sakramencie Pokuty - do powierzania naszej ludzkiej słabości Jezusowi Miłosiernemu. 
Cóż bowiem możemy zrobić ze złem, które tak często nas powala na ziemię? Zło, grzech, to jest tajemnica zbyt głęboko wchodząca nie tylko w psychikę człowieka, ale w duchowość człowieka. Tu potrzebna jest pomoc z zewnątrz, pomoc Kogoś, kto jest "większy niż nasz grzech". Tym właśnie jest spowiedź św.. Jest szukaniem ratunku u Kogoś, kto jest większy od zła i od jego korzenia - grzechu. Nasze traktowanie spowiedzi świętej to dowód realizmu życiowego - świadczącego o najgłębszym naszym przekonaniu: że ze zła nie jestem w stanie sam uwolnić się, licząc jedynie na własne siły. Ratunek może przyjść jedynie z zewnątrz - od "Bogatego w miłosierdzie Boga". To właśnie jest postawa chrześcijańska. "Nieszczęsny ja człowiek! - pisze św. Paweł - Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?" Nie ja sam, ale dzięki "Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego"! (Rz 7,24-25) Jest więc Ktoś, do kogo mogę pójść, kto zdejmie ze mnie ciężar winy! "On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy". (1 J 2,2). On żyje we mnie kapłanie dla mnie i dla zbawienia każdego człowieka. 
Karolina była realistką również w podejściu do słabości i grzechu. Choć świadkowie w swoich zeznaniach dają świadectwo, że Karolina "nigdy nie popełniła grzechu ciężkiego", że "była pierwszą duszą do nieba", to jednak ona wracała do Boga przez częstą spowiedź, zawsze na pierwszy piątek. "Byłyśmy obydwie do spowiedzi - wspomina przyjaciółka Karoliny. "Ona spowiadała się przede mną - wspomina kapłan - Zdaje się, że to była ostatnia jej spowiedź w życiu." Po pięćdziesięciu latach stoi mu żywo jej sylwetka przed oczami. Coś osobliwego było w jej zachowaniu, ułożeniu głowy, całej postawie". 
 
Niech powroty Karoliny do Chrystusa, aby kochać Go coraz więcej, staną się wielkim wezwaniem i natchnieniem do powstawania w Chrystusie przez sakrament pojednania i podnoszenia innych mocą kapłańskiej "władzy kluczy". 
 
Stacja VIII - Niewiasty płaczące czyli rodzice i wychowanie 
 
"Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!" (Łk 23,28) To wezwanie nabierało szczególnego znaczenia w kontekście bliskiego zburzenia Jerozolimy, która "nie poznała czasu swego nawiedzenia", czego świadkami staną się niedługo synowie ówczesnych " matek Izraela". 
 
Jakiegoż znaczenia nabiera to wezwanie Jezusa dla dzisiejszych matek, ojców, rodziców, wychowawców a także i duszpasterzy! "Rozpoznać czas swego nawiedzenia!". Dla rodziców czas nawiedzenia, to czas wychowania dzieci. Czas krótki, bo na wychowanie nie ma zbyt dużo czasu. Nie ma ważniejszego zajęcia na świecie niż bycie rodzicem - wychowawcą, poprzez proces wychowania rodzącym długoterminowo nowego człowieka. 
 
Bez wychowania człowiek jest straszny i stanowi największe zagrożenie dla siebie i otocznia! A najważniejsze w wychowaniu to: nauczyć sztuki mądrych wyborów, dać przykład, być imponującym i pociągającym wzorem! 
Do tego potrzeba katechezy faktów a nie słów. Rodzice winni tak żyć, aby mogli powiedzieć dziecku: "Będziesz dobrym i uczciwym człowiekiem, jeżeli będziesz żył tak, jak my żyjemy". Nie tylko rodzice biologiczni, ale także "ojcowie duchowni"..... 
 
A drugie: "czuwaj nad dzieckiem" - ucząc go równocześnie sztuki bycia prawdziwie wolnym. Matka-ojciec, wychowawca-duszpasterz jest najpierw tą osobą, która czuwa, która ma oczy otwarte na dzieci, na ich potrzeby. Dobra matka - ojciec - duszpasterz wie w jakiej sytuacji jej "dziecko" się znajduje, w jakim towarzystwie się obraca, na co poświęca swój czas w domu i poza domem, czym się karmi i wypełnia swoje życie. 
 
Warto też w tym miejscu pamiętać o przestrodze dla rodziców- wychowawców i duszpasterzy: "Jeśli nie będziecie używać waszych oczu, żeby widzieć, to będziecie używać ich po to, aby płakać"! 
 
A do młodych: niech od tej stacji dotrze jedno wskazanie - jeśli chcesz być w przyszłości dobrą matką czy ojcem dla swoich dzieci, to najpierw musisz być dobrą córka, synem dla swoich rodziców, na fundamencie bycia dzieckiem dla Boga Ojca! Tak jak Karolina "najlepsze dziecko w domu", posłuszna, uczynna, chętna do pracy, wdzięczna za wszystko co otrzymywała od rodziców, "cicha i spokojna - wolała ustąpić niż narazić się na nieporozumienia". 
 
Stacja IX - Upadek ostatni czyli wartość pokory 
 
Pisze św. Paweł o Chrystusie: "On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. ( ) uniżył samego siebie". (Flp 2,6-8) Ten trzeci upadek Jezusa zdaje się to właśnie wyrażać: wyniszczenie Syna Bożego - Jego pokorę. Bezsilny Skazaniec, uniżony, odarty z wszelkiej mocy ogłasza nam tajemnicę pokory Boga. On żyje w kapłańskim wyniszczeniu! 
 
Jezus mówi do swoich uczniów: "Każdy, kto się wywyższa będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony". (Mt 23,12) 
 
Wszystkim, a w pierwszej kolejności kapłanom, bardzo potrzebna jest ta refleksja, jako że pokora jest fundamentem wszelkich cnót. święty Augustyn mówi: "Jak wysoki chcesz, żeby był gmach świętości, tak głęboki musisz położyć fundament pokory." 
 
Na takim fundamencie wznosiła się świętość Karoliny. "Nie szukała swego wywyższenia. Nie chwaliła się ( ) zawsze była jednakowa". "Nie szukała niczego, co by ją wyróżniało od innych". Nigdy nie zwracała na siebie uwagi. Jej wewnętrzna prostota i pokora wyrażała się skromnym strojem, nie lubiła świecidełek. Mówiła: "nie chcę się stroić, by mnie pycha ponosiła i nie mogłabym się modlić". Gdy mówiono o niej, że jest piegowata, odpowiadała z prostotą: "taką jestem, jaką mnie Pan Bóg stworzył". Gdy jej zwracano uwagę, żeby się ozdobniej czesała, odpowiadała: "Matka Najświętsza ma gładziutko uczesane włosy". Jej bogactwem był Jezus. 
 
Mówi się, że ponad siedemdziesiąt procent ludzkiego ciała stanowi woda, lecz być może dużo więcej niż siedemdziesiąt procent ludzkiego ducha stanowi pycha. Wracajmy do prostoty i pokory czyli do uznania naszej - ubogacającej nas - zależności we wszystkim od Boga, do uznanie, że bez Boga nic nie potrafimy uczynić, że cała nasza możność jest z Boga. Pokora - to po łasce Bożej, najważniejszy fundament życia chrześcijańskiego i kapłańskiego! 
 
Stacja X - Obnażenie z szat czyli dowartościowanie czystości 
 
"Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać". (Mk 15,24) Jezus pozwolił, aby mu odebrano wszystko, również Jego własne odzienie. Ta sama miłość, która kazała Mu najpierw oddać całe swoje życie ludziom, dziś oddaje ostatnią suknię. Tak nas ukochał, że dla siebie nie zatrzymał niczego, nawet szaty. Na tym polega miłość prawdziwa - na oddaniu wszystkiego. 
 
To jest miłość czysta i bezinteresowna, czyli taka, która przez wzgląd jedynie na dobro i szczęście drugiego, kieruje się chęcią zapominania o sobie. Co jednak dziś pozostało na świecie z takiej miłości? Dziś wydaje się, że do miłości potrzeba tylko tego, aby oddać szatę, zdjąć ubranie, oddać sobie ciało, ale nie koniecznie, by oddać siebie i całe życie. To karykatura miłości, która zagubiła prawie zupełnie czystą intencję, czyste spojrzenie, czyste pragnienie. Dlatego przyszedł czas, by wracać do życia czystego, tzn. do takiego w którym miłość bierze górę nad egoizmem i nad erotyzmem. 
 
Za taką miłość czystą oddała życie Karolina. Ale wcześniej żyła pragnieniem takiej miłości. Czystość - to była jej najbardziej ukochana cnota.Za nią przecież oddała swe młodziutkie życie! Czystość kształtowała jej jednoznaczne postawy, powściągliwość w słowach, unikanie okazji do złego, pragnienie całkowitego oddania się tylko Bogu. "Widać było w jej zachowaniu i postawie skromność i niewinność i to taką, która wyróżniała ją od innych". "Jej zachowanie czyste i skromne budziło u rówieśniczek szacunek". 
 
Nie dziwi, że dziś, w czasach podeptania i lekceważenia czystości, a wraz z nią małżeństwa i rodziny, oraz szlachetnych odniesień międzyludzkich, błogosławiona Karolina jest nam dana jako patronka "Ruchu Czystych Serc" i wielkie wskazanie tak dla duszpasterzy jak i dla młodych - do zdecydowanej i wytrwałej walki o czystą miłość, o to, by przerwać stan narkozy i upojenia seksem, by obudzić w ludziach tęsknotę za prostotą i niewinnością. 
 
Niech przez wciąż odnawianą wierność kapłańskiemu przyrzeczeniu życia w celibacie i czystości, czystość tak ośmieszona i lekceważona stanie się na nowo wielkim skarbem i ideałem zwłaszcza dla młodych i małżonków! Niech zostanie na nowo odkryta i przyjęta! Czysta miłość stoi u progów szczęśliwej przyszłości i trwałości Narodu przez zdrową moralnie rodzinę. Zwracając się skromnie do młodych i dorosłych zdaje się prosić ich : "nie bójcie się, nie pozbawię was wolności. Ocalę waszą miłość"! 
 
Stacja XI - Ukrzyżowanie, czyli wierność codzienności 
 
"Ja przyszedłem na tę godzinę. Ojcze wsław swoje imię". (J 12,27) Całe życie Jezusa było zdążaniem ku godzinie ostatniej - godzinie ostatecznego potwierdzenia absolutnego posłuszeństwa Ojcu. Ukrzyżowanie i śmierć była zwieńczeniem dzieła wypełnienia woli Ojca. Jezus przygotowywał się na tę godzinę nie tylko przez lata działalności publicznej, ale przez wiele lata życia ukrytego w Nazarecie. 
 
Patrząc na ukryte życie Jezusa, trzeba się wciąż uczyć kapłańskiego bycia i posługiwania i starać się zrozumieć, o co chodzi w naszym życiu ukrytym: o życie bez sensacji, o życie posłuszeństwa, w regularności, prostocie, pewnej ciszy, oszczędności i zwyczajności. W takim życiu zwyczajna codzienna wytężona praca, odgrywa niemałą rolę. Jest to zgoda na normalne, zwyczajne warunku życia. Życie ukryte Jezusa cechuje również umiejętność czekania, wzrost i modlitwa. 
 
Tak było i w życiu Karoliny. Zanim przyszła godzina jej męczeństwa, wcześniej były zwykłe lata zwyczajnego życia prostej wiejskiej dziewczyny. Zwykłe życie, wypełnione pracą w domu i na roli, czasami po 16 godzin na dobę, ubogi dom i skromne odzienie i posiłek. Nie było w tym życiu żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, ale jedna rzecz była nadzwyczajna - wierność Karoliny w codzienności i wielka miłość do Boga, która nadawała sens wszystkiemu. Ostatecznie ta miłość w codzienności nadała sens godzinie męczeństwa, ona była przygotowaniem do niego. 
 
W czasach, w których kluczem i receptą na udane życie wydaje się być słowo: "sukces" potrzebujemy powrotu do zwyczajności życia i odkrycia jej najgłębszego sensu! Istota życia, jego piękno sens nie jest na zewnątrz ale wewnątrz - w jego Bożej głębi i Bożym zamyśle. Życie ukryte Jezusa, a w jego blasku - życie ukryte Karoliny jest w tym drogowskazem. 
 
Dla każdego ochrzczonego, a w szczególności dla kapłana, który chce wiernie iść za Chrystusem - miejsce gdzie toczy się ludzkie życie: fabryka, biuro, biblioteka, laboratorium, warsztat, dom - może i powinno stać się miejscem spotkania z Panem i wzrastania w świętości. 
 
Trzeba się ustawicznie do tego duchowo przysposabiać i przykładem prostego i skromnego życia kapłańskiego - prowadzonego w duchu "opcji preferencyjnej na rzecz ubogich i skromniej żyjących" - w takim kierunku świat z nadzieją w Chrystusie pociągać i nakierowywać. 
 
Stacja XII - śmierć Odkupiciela na krzyżu czyli miłość do końca 
 
"A ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie" (J 12,32) Czym pociąga ten wiszący na krzyżu skazaniec? Pyta Jan Paweł II w jubileuszowych rozważaniach Drogi Krzyżowej w Rzymskim Koloseum i odpowiada: Przyciąga do siebie potęgą miłości, Miłości Bożej, która nie cofnęła się przed oddaniem siebie bez reszty. 
 
Niech wywyższony Chrystus przyciągnie i nas, ludzi przełomu tysiącleci. Tak jak przyciągnął prostą dziewczynę Karolinę sprawiając, że wszystko w jej życiu można zrozumieć tylko więzami miłości heroicznej potwierdzanej doskonałym posłuszeństwem Bogu. 
 
Patrząc na oddającego swoje życie z miłości do nas Jezusa zapytajmy siebie: Czy kochamy Jezusa? święty Paweł wypowiedział wstrząsające słowa: "Jeżeli ktoś nie kocha Pana, niech będzie przeklęty".(1 Kor 16,22) Pierwsza klątwa rzucona osobiście przez Apostoła, skierowana jest przeciwko tym, którzy nie kochają Jezusa. Przeklęty ten, kto nie kocha Pana. Dziś umierający na krzyżu Jezus pyta: Czy kochasz mnie? 
 
On sam prosi nas o miłość. On, który pierwszy nas umiłował. Właśnie ta prawda rozpalała bardziej niż wszystkie inne apostoła Pawła: "On umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2.12) "Miłość Chrystusa przynagla nas". (2 Kor 5,14) 
 
"To dlatego stałem się człowiekiem, którego mogłeś widzieć - każe mówić Słowu Bożemu św. Bonawentura - abym, widzialny, mógł być przez ciebie kochany. (...) Odpłać zatem, jak wypada, Memu Wcieleniu i Męce; ty, dla którego przyjąłem postać człowieka i cierpiałem. Tobie dałem siebie, daj siebie Mnie". 
 
Stacja XIII - Złożenie do grobu, czyli świadectwo cierpienia. 
 
Dopiero po śmierci Jezusa, gdy zdjęto Jego ciało z krzyża można było z bliska przekonać się o cierpieniach jakich zaznał przed śmiercią! Wstrząsający obraz rozerwanego ciała musiał utkwić w sercach Maryi i tych, którzy oddawali ostatnią posługę świętemu Ciału Jezusa. Odbity w cudowny sposób na pośmiertnej tkaninie Całunu Turyńskiego wizerunek pozostaje dla nas swoistym zapisem - dowodem miłości Boga, która nie cofnęła się przed krańcowym cierpieniem. 
 
Istnieją dwa dowody prawdziwej miłości w kochającym: pierwszym jest czynienie dobra osobie ukochanej, drugim - o niebo wyższym od pierwszego - jest cierpienie dla niej. Bóg nie zadowolił się miłością dobroczynną, ale ukochał nas również miłością naznaczoną cierpieniem. 
 
Dopiero po odnalezieniu ciała zamordowanej Karoliny, można było odtworzyć jej męczeństwo i krzyżową drogę jaką przeszła Ona na ścieżkach tego lasu! Rany cięte dłoni prawej aż do kości, głęboka rana cięta pod kolanem, rana cięta przedramienia, długa prostolinijna rana przecinająca kalkę piersiową, lewy obojczyk, żebra i mostek, rana skroni, rozległa i głęboka rana szyi - rana śmiertelna! Miłość udokumentowana najbardziej wiarygodną pieczęcią - pieczęcią cierpienia! 
 
Dzisiejsza cywilizacja walczy z cierpieniem i trudem życia i ucieka od niego za wszelką cenę. Ale im bardziej człowiek ucieka od cierpienia, tym szybciej ono go dogania. Bo od cierpienia tak naprawdę nie da się uciec. Nie można go też uśmierzyć, schować czy ominąć. Trud życia, cierpienia można jedynie umiejętnie, mądrze wycierpieć. To jest sztuka i najprawdziwsza mądrość życiowa. O taką mądrość, roztropność i odwagę powinniśmy prosić, by umieć po prostu przyjąć i "odcierpieć" swoje. I w ten sposób dać najbardziej przekonujący dowód miłości do Boga i ludzi. Zawsze w jedności z krzyżem Jezusa, bo tylko on nadaje sens ludzkiemu cierpieniu, ze świadomością, że - jak często powtarzała Karolina - "Bóg nas nie opuści"! 
 
Stacja XIV - Pogrzeb czyli moc Ewangelii nadziei 
 
Jezus podobny do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu, do końca pragnął dzielić los człowieka. Dlatego ostatnim aktem Jego ziemskiej drogi stał się grób! Jakże jednak inny jest to grób. Wszystkie pozostałe groby tej ziemi kryją prochy swoich dzieci, a kiedyś obejmą i nasze ciała, zaś grób Jezusa jest pusty! Trzy dni po Wielkim Piątku wiadomość o pustym grobie, niczym zaczyn, zacznie przemieniać losy świata. Zmartwychwstanie zniszczy oścień śmierci dając najmocniejszy fundament nadziei chrześcijańskiej. Zmartwychwstanie - fundament nadziei! Nadzieja życia wiecznego - fundament życia chrześcijańskiego! 
 
"Obyśmy osiągnęli niebo i byli szczęśliwi" - często powtarzała te słowa Błogosławiona Karolina. Innym razem: "Jakże chciałabym być z Matką Najświętszą w niebie". Myślała o niebie i często mówiła o tym do swoich koleżanek. Gdy przeżywała coś trudnego czy przykrego - mówiła, że tak właśnie trzeba, że to ze względu na niebo. "Wszystko minie, a Bóg zawsze będzie". 
 
Człowiek potrzebuje przyszłości i to wiecznej przyszłości. Każda inna nadzieja jest dla niego niewystarczająca. W tym świecie, który jest chory z braku nadziei, naszym zadaniem jest dawać świadectwo nadziei! świadczyć, że przed człowiekiem, który zaufał Bogu jest przyszłość szczęśliwa, nie ograniczona żadnym murem, również murem śmierci! Biskup a także kapłan jako jego "prawdziwy współpracownik w dziele zbawiania świata" winien być głosicielem Ewangelii nadziei....! Ewangelię nadziei głosić ... Ewangelię nadziei celebrować ..... Ewangelii nadziei służyć !!!!... (por. Ecclesia in Europa; Pastores gregis) 
 
To nadzieja i oczekiwanie nieba pomaga nam pokonać głównego wroga obowiązków wobec Boga i bliźnich, którym jest egoizm. Pomaga też żyć po ludzku - to znaczy moralnie i po Bożemu. A gdy przychodzi nam walczyć o miłość, uczciwość, czystość, wierność, rozwój życia wiary, to nie kapitulujemy, ale trwamy wiernie przy Bogu, bo naszą siłą jest nadzieja życia wiecznego! "Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję uświęca się, podobnie jak On jest święty"(1J 3,3).