Wołanie do Boga w kryzysie religijnym

Duch w ciemnościach

Dla człowieka, który wcześniej doświadczył bliskości Boga, przeżywanie prawdy o opuszczeniu przez Niego należy do najgłębszych cierpień. A Jezus doświadczył bliskości Ojca jak nikt inny.

Jezus na krzyżu odmawiał Psalm, który Izraelici dobrze znali. Psalmista napisał go w głębokim kryzysie religijnym. Otoczony wrogami i przeszyty bólem, jego duch znalazł się w ciemnościach. Ta modlitwa mogła być wołaniem człowieka, który albo sam doświadczał kaźni podobnej do tej, jaką Rzymianie przygotowali Jezusowi na Golgocie, albo jako bardzo dobry poeta chciał w ten sposób ukazać swe duchowe przeżycia.

Chrześcijanie od śmierci Jezusa odczytują ten Psalm jako Jego modlitwę. On bowiem cierpiał nie tylko fizycznie, co można dostrzec obserwując biczowanie czy stojąc pod Jego krzyżem, On cierpiał również duchowo. Od Getsemani Ojciec jakby ukrył przed Nim swoją twarz. Zdał Go na ludzkie siły, a te były z minuty na minutę coraz słabsze.

Najgłębsze cierpienie

Dla człowieka, który wcześniej doświadczył bliskości Boga, przeżywanie prawdy o opuszczeniu przez Niego należy do najgłębszych cierpień. A Jezus doświadczył bliskości Ojca jak nikt inny. Jeśli człowiek urodzi się jako niewidomy, nie przeżywa tak głęboko swego kalectwa jak ten, kto przez dwadzieścia lat widział i stracił wzrok. On bowiem wie, co stracił. Ojciec niebieski postanowił zesłać na swego Syna również ten rodzaj doświadczenia. Słowa Psalmu przeszywają do głębi swym realizmem. Były więc odczytywane jako prorockie. Wypełniły się na Golgocie. Tak, jakby ten Psalm był napisany specjalnie dla Jezusa.

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku.
Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz,
[wołam] i nocą, a nie zaznaję pokoju. (...)
Ja zaś jestem robak, a nie człowiek,
pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.
Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głową.

Zaufaj Panu!

Uczeni w Piśmie słysząc modlitwę Jezusa na krzyżu włączyli się w jej odmawianie. Powtórzyli dosłownie jej werset, ale nie potrafili dostrzec tego, że wypełnia się proroctwo. Szydząc mówili:

"Zaufał Panu, niechże go wyzwoli,
niechże go wyrwie, jeśli go miłuje".

A Jezus w swoim bólu wołał do Ojca:

Ty mnie zaiste wydobyłeś z matczynego łona;
Ty mnie czyniłeś bezpiecznym u piersi mej matki.
Tobie mnie poruczono przed urodzeniem,
Ty jesteś moim Bogiem od łona mojej matki.
Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko,
a nie ma wspomożyciela. (...)
Rozlany jestem jak woda
i rozłączają się wszystkie moje kości;
jak wosk się staje moje serce,
we wnętrzu moim topnieje.
Moje gardło suche jak skorupa,
język mój przywiera do podniebienia,
kładziesz mnie w prochu śmierci.
Bo [sfora] psów mnie opada,
osacza mnie zgraja złoczyńców.
Przebodli ręce i nogi moje,
policzyć mogę wszystkie moje kości.
A oni się wpatrują, sycą mym widokiem.

Jakże dosłownie brzmiały te słowa, gdy Jezus wypowiadał je mając ręce i nogi przebodzione, czyli przebite gwoźdźmi. Jak po biczowaniu mógł powiedzieć policzyć mogę wszystkie moje kości. Jak otoczony wrogami spoglądał w oczy tych, którzy z Niego szydzili...

W tym Psalmie również były zapowiedziane losy szaty Jezusa, która należała do plutonu egzekucyjnego. Czytamy w nim:
Moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię.

Ojciec jest i kocha

Chrystus wzywa Ojca, by był blisko, by był Jego wspomożycielem. On mimo tej ciemnej nocy ducha wiedział, że Ojciec jest i Ojciec Go kocha, tak jak nikogo innego. Oto ewangeliczna odpowiedź na pytanie: jak pogodzić miłość z dopuszczeniem cierpienia na tego, kogo się kocha? Tajemnica to wielka. Jeśli jednak Jezus przeżył to w odniesieniu do kochającego Ojca, to takie rozwiązanie musi posiadać głęboki sens. Psalm winni rozważać wszyscy, którzy znajdują się w kryzysie wiary.

Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka;
Pomocy moja, spiesz mi na ratunek!
Ocal od miecza moje życie,
z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro,
wybaw mnie od lwiej paszczęki
i od rogów bawolich – wysłuchaj mnie!
(Ps 22,1-23)

ks. Edward Staniek