Jak być dziś uczniem Jezusa Chrystusa?

 

Światowa Organizacja Zdrowia podała, że w Europie aż 25 procent dorosłych ludzi nie radzi sobie z życiem. Potrzebują oni intensywnej pomocy psychospołecznej. Jedną z przyczyn takiego stanu może być nasza cywilizacja pośpiechu, mnożenia produktów i brakujących informacji.

Jakie są cechy charakterystyczne świata, w którym żyjemy?

Samotność

            Koncentracja na sobie, na swoich potrzebach i na tym, co mi się przyda rodzi samotność. Współczesny człowiek bardzo posmutniał, ponieważ samotność powoduje smutek. Ludzie gubią radość dlatego, że zbyt wiele myślą o sobie samych.

Syndrom klikania

            Wszyscy po trosze jesteśmy ofiarami pewnej natychmiastowości, która żąda, aby wszystko zostało zrobione natychmiast. Tak jak przezkliknięcie w komputerze w ułamku sekundy przenosimy się na drugą Kamień z Rybąstronę kuli ziemskiej tak niemal wszystko chcemy osiągnąć natychmiast. Tracimy cierpliwość, nie wiemy co to znaczy czekać. Całe dojrzewanie, które jest istotne dla pogłębienia naszego człowieczeństwa, nagle znika z powodu owego poczucia natychmiastowości. Jesteśmy silnie kuszeni, aby robić wszystko bardzo szybko, bez zastanowienia się, bez nabierania dystansu – gubimy wewnętrzny pokój, a zyskujemy ustawiczny stres.

 

Gubienie nieba

            Zanika w naszym świecie wiara w życie pozagrobowe, w życie wieczne. Wielu ludzi nie myśli już o tamtym świecie. Sprawy tego świata tak wbijają nas w ziemię, że nie mamy czasu na myślenie o niebie. Skoro nie mamy czasu myśleć o niebie gubimy wiarę w życie po śmierci. Skutkiem owej niewiary w tamten świat i w życie wieczne jest to, że nie mamy już prawdziwej nadziei. Taka nadzieja, która nie potrafi rozwiązać problemu śmierci, nie jest prawdziwą nadzieją, ponieważ dla ludzi istnieje tak naprawdę tylko jeden problem: musimy umrzeć, a nikt z nas tego nie chce. Śmierć jest jedyną rzeczą, której jesteśmy absolutnie pewni. Ten brak wiary i nadziei w życie wieczne czyni z naszego czasu nieświadomie smutny czas beznadziei.

 

Bezosobowy Bóg

            Mówi się wiele o duchowości w naszym świecie, o tym, że ona może pomóc ludziom poradzić sobie z życiem, ze stresem, z pośpiechem. Ale to często duchowość, która szuka dodatkowych energii, a nie tyle osobowego Boga. Dla wielu współczesnych ludzi Bóg jest nieosobowy, jest siłą, ale nie jest osobą. Z siłą nie można nawiązać relacji, siła nie mówi, nie kocha, siła nie daje nadziei. Bóg Jezusa z Nazaretu jest Bogiem, który ma usta i mówi, ma uszy i słyszy, ma serce i kocha.

 

Porwane więzi

            Zauważa się coraz częściej słabnące między ludźmi więzi. To wszystko, co mamy do zrobienia, wypchane sprawami kalendarze, sprawia, że coraz częściej nie mamy czasu na spotkania, na doświadczenie człowieka. To powoduje, że tracimy umiejętność bycia z ludźmi, niezdolność do rozumienia i przeżywania więzi rodzinnych, przyjacielskich, wspólnotowych.

 

Rozmycie prawdy

            Coraz częściej słychać: „ja mam prawo do swojej prawdy”, „ja to widzę inaczej”, „ilu ludzi tyle prawd”. Jeśli nie ma prawdy obiektywnej i każdy ma swoją prawdę, to zaczynamy na białe mówić czarne, a na czarne białe, domagając się od innych uznania tego za prawdę. Jeśli nie ma punktu odniesienia, nie ma 10 przykazań, nie uznaje się praw przyrody i natury, jeśli nie ma odniesienia do Boga to tracimy grunt pod nogami, nie mamy solidnego fundamentu, nie mamy do czego i do Kogo się odwołać.

 

Wolność jako samowola

            Wolność to czynienie tego, co mi wolno, a nie tego co mi się podoba. Każda wolność jest ograniczona jakimiś prawami, zasadami, umowami, a przede wszystkim dobrem drugiego człowieka. To dobro wiąże się z rozumieniem istoty ludzkiej, tego kim ona jest. Jeśli jest tylko materią to będziemy się do niej odnosić jak do materii, a jeśli także i duchem, który nie ma końca, to nasz stosunek do człowieka będzie zupełnie inny. Jego godność jest wyjątkowa. Wówczas mówienie o wolności i korzystanie z niej będzie tę godność respektowało.

 

Mnożenie szkoleń

            Zatrudnienie, biznesy, produkty i usługi wymuszają nieustanne szkolenie pracowników. Szkolenie obsługi programu komputerowego, szkolenie umiejętności menadżerskich, szkolenie na temat obsługi klienta… Mnożą się szkolenia jak grzyby po deszczu. W tej ofercie różnorodnych szkoleń brakuje często szkolenia umiejętności życia, umiejętności małżeńskich, umiejętności wychowywania dzieci… A przecież na umiejętności życia, jak na konarze drzewa, mogą dopiero rosnąć inne gałęzie – inne umiejętności.

            W ten świat, jak dodana do potrawy szczypta soli, która zmienia smak, wchodzi chrześcijaństwo. Zaczynamy rozumieć i zachwycać się nim dopiero wtedy, gdy z zewnętrznych tradycji przechodzimy na głębię konkretów i odważnych decyzji. Smakujemy chrześcijaństwo wtedy, gdy nim żyjemy, gdy odpowiadamy na wołanie Jezusa: pójdź za Mną, bądź Moim uczniem. Jest ono bowiem Bożą sztuką życia w naszym świecie.

            Jezus jest wyjątkowym Nauczycielem. Urodził się w zwyczajnej rodzinie galilejskiej. Pochodził z miejscowości Nazaret, która wtedy liczyła od 100 do 150 mieszkańców. Jego ziemski opiekun Józef był cieślą. Jezus nie skończył żadnej szkoły. Jego wyjątkowość polegała na tym, że w Nim, w tym konkretnym człowieku z krwi i kości, zrodzonym z galilejskiej kobiety, Bóg pokazał swoje ludzkie oblicze i wszedł w ludzki świat. Nikt z ludzi nie byłby w stanie wymyślić Boga, który do nas przychodzi chociaż wie, że Go zabijemy! Nikt z nas nie jest w stanie wymyślić Boga, który uczy nas mądrej miłości, jak czyni to Jezus Chrystus, który ludzi szlachetnych wspierał, błądzących upominał, a krzywdzicieli i cyników demaskował tak stanowczo i skutecznie, że postanowili Go zabić. Nikt z nas nie wymyśliłby Boga, który ze strachu poci się krwią w Ogrójcu, jest posiekany biczami do granic wytrzymałości i który na krzyżu buntuje się przeciw własnemu Ojcu. Nikt też nie wymyśliłby Boga, który wskrzeszony z martwych żyje jako Baranek zabity.

            Szkolenie uczniów było sednem działalności Jezusa z Nazaretu. Wszystkim dał propozycje bycia Jego uczniem, jednak niewielu na tę propozycję odpowiedziało. Także i w naszych czasach nie wszyscy na nią odpowiadają. Wszyscy są zaproszeni, ale nikt nie jest zmuszony, aby za Nim pójść. Jezus respektuje naszą decyzję. Nasza autonomia jest dla Boga nieprzekraczalną granicą udzielania nam pomocy. Bóg nigdy nie zniewala! Jezus będzie wszystkim ludziom wszystkich czasów powtarzał zaproszenie do tego, by być Jego uczniem, by kochać jak On, ale też wszystkim ludziom zostawia wolność: „Jeśli chcesz…” (Mk 8, 34-38). Należy to podkreślić, że warunkiem koniecznym przyjęcia wszystkich wymagań wysuniętych przez Jezusa wobec Jego uczniów jest wolność i dobrowolność decyzji. [...]

            Mistrz z Galilei stawia swoim uczniom wielkie wymagania. Żeby zostać Jego uczniem trzeba przede wszystkim podjąć osobistą, wolną decyzję. Trzeba zostawić wszystkich dotychczasowych nauczycieli. Albo nie mając żadnego nauczyciela zdecydować się na tego jednego. Warunki, które stawia Jezus są ponadczasowe. Obowiązywały 2000 lat temu i obowiązują dzisiaj.

            Jakie to warunki stawia swoim uczniom każdego wieku Jezus? Albo jak być uczniem Jezusa dziś? Trzeba przede wszystkim:

Umiłować Go ponad wszystko

            Jeśli kto idzie za mną, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki i żony i dzieci i braci i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być moim uczniem (Łk 14, 26). Jezus dzisiaj szuka, jak zresztą zawsze szukał, nie tłumów, które by bezmyślnie kroczyły Jego ścieżką, ale szuka pojedynczych osób, które stawiają Go ponad wszystko i chcą całkowicie pójść Jego drogą. Nauczyciel Jezus nie szuka takich mężczyzn czy kobiet, którzy by oddali Mu tylko swoje wieczory albo weekendy. On raczej szuka takich, którzy by Mu oddali pierwsze miejsce w swoim życiu (Mk 8, 27-30).

            Umiłować Jezusa to Go poznać. Współczesny uczeń Chrystusa musi postawić sobie to proste pytanie: za kogo uważam Jezusa, za którym podążam, do którego się przyznaję, na którego się powołuję? Nie mogę zrobić uniku i odpowiadać definicjami teologów, cytatami z literatury, wyznaniami świętych… Muszę udzielić odpowiedzi własnymi słowami, a raczej własnym życiem. [...] Bez znajomości, osobistej znajomości Jezusa nie można być Jego uczniem. Uczeń to ten, który zna Jezusa, bezpośrednio, nie z książek, nie z opowiadań, ale z pierwszej ręki. Stąd uczeń Jezusa to ten, który z Nim jest, z Nim przebywa czyli modli się, kontempluje, czyta Jego słowa. I to jest drugi warunek bycia uczniem.

           

Przebywać z Jezusem

            (Mk 1, 6-20). W szkole Jezusa nie chodzi o przyjęcie jakiejś doktryny chodzi o przyjęcie Osoby Jezusa. A to jest możliwe tylko wówczas, gdy się z Nim przebywa na co dzień, gdy się z Nim żyje pod jednym dachem i wspólnie wędruje [...].

            Na czym polega to przebywanie z Jezusem dziś? Nasze czasy charakteryzują się niezliczoną ilością informacji. Zachłanne ich zdobywanie może prowadzić i często prowadzi do depresji, gdyż z jednej strony ta ilość informacji ukazuje ubóstwo tego, co człowiek wie, a z drugiej – nie zaspokaja głębokiego głodu najważniejszej Informacji jakiej człowiek potrzebuje. Tą (In)formacją jest Jezus, Słowo Boga, Sens wszechświata i klucz historii. Chrystus bowiem jest Osobą, która najgłębiej (in)formuje ludzi. Przeciwieństwem przesytu informacji jakiego doświadczamy w świecie jest jej skromna ilość, jaką znajdujemy w Ewangelii. Jak uczy nas Katechizm: w Ewangelii jest tylko tyle informacji ile potrzeba do zbawienia. Uczeń Jezusa nie tyle gromadzi informacje, co przebywa z Jezusem najpotrzebniejszą (In)formacją. Uczeń to ten, który kontempluje Mistrza, poznaje Go, z Nim jest w ten sposób zaspokaja głód informacji i neurotyczną tendencję do ich zdobywania.

           

Nauczyć się słuchać Boga i człowieka

            Uczeń Jezusa musi nauczyć się sztuki słuchania. Słuchanie trzeba praktykować w każdej chwili. Słuchanie jest podstawową postawą ucznia. Kiedy ludzie nie słuchają się wzajemnie, nie można być pewnymi, że słuchają Boga. Jest to dokładnie ta sama zasada, która obowiązuje w miłości: jeżeli się myśli, że kocha się Boga, a nie kocha się bliźniego – nie kocha się Boga; jeżeli nie słucha się ludzi nie słucha się Boga. Nie jest łatwo słuchać; słuchanie jest zajęciem bardzo intensywnym, które wymaga wielkiego wysiłku: koncentracji, selekcji tego, co ważne, nakładania znaczenia na usłyszane słowa. Trwanie przez kwadrans na słuchaniu w milczeniu jest czymś trudniejszym i wymaga większej energii i wysiłku woli, niż wynajdywanie odpowiedzi.

           

Świadomie wybierać krzyż

            Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój… (Mt 16, 24). Uczeń Jezusa to ten, który świadomie wybiera krzyż. Przyjmujemy jako oczywistość, że żołnierze oddają życie dla Ojczyzny i nie widzimy w tym nic dziwnego, że np. członkowie różnych partii oddają swoje życie dla swoich idei czy ludzie zatrudnieni w biznesach morderczo eksploatują swoje zdrowie. Ale to, że krew, pot i łzy miałyby charakteryzować życie uczniów Jezusa, może wydawać się nam jakoś bardzo odległe.

            Krzyż w szkole Jezusa jest drogą życia, którą człowiek świadomie wybiera. To jest ścieżka braku sławy, ścieżka prześladowań i poniżenia, które świat wylał w takiej obfitości na Syna Bożego i które świat w dalszym ciągu będzie wylewał na tych wszystkich, którzy odważą się płynąć pod prąd. Ten kto chce się przypodobać światu rezygnuje z krzyża.

            Uczeń Jezusa brzydzi się konformizmem, musi nauczyć się żyć bez pragnienia powszechnej aprobaty. Mamy mówić to, co mamy do powiedzenia, i przyjmować fakt, że nie wszyscy będą się z nami zgadzali. „Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom” (Łk 6, 26).

           

Naśladować Jezusa

            Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, i niech weźmie krzyż swój, i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24). W przeciwieństwie do ucznia szkoły publicznej, którego wiedza jest weryfikowana na klasówkach, wiedza ucznia Jezusa weryfikuje się w życiu, w relacjach międzyludzkich, w stylu życia, w decyzjach i w działaniu. Uczeń Jezusa to ten, który staje się jak Mistrz. Zaczyna myśleć jak Mistrza, mówić jak Mistrz i kochać jak Mistrz. Z tego względu być uczniem Jezusa w XXI wieku to pokazać Go swoim życiem.

            Jeden z kanadyjskich profesorów R. Provencher z Uniwersytetu św. Pawła w Ottawie, porównuje wiarę do przyjaźni. Mówi, że nie można kogoś przekonać, żeby stał się przyjacielem mojego przyjaciela. Mogę, mówi, dać im okazję do tego, żeby się poznali, a kiedy się poznają, jeden może stać się przyjacielem drugiego, jeżeli coś między nimi zaiskrzy. W wierze jest podobnie. Nie można przekonać kogoś, żeby stał się przyjacielem mojego Boga, ja muszę stworzyć okazję do tego, żeby on z tym moim Bogiem się spotkał. Tu nie chodzi o przekonywanie. Chodzi o tworzenie warunków spotkania. Dawać takie możliwości doświadczenia, gdzie drugi człowiek rozpozna działanie Boga. Dziś nie wystarczy powiedzieć uczonego wykładu o dowodach na istnienie Pana Boga. Trzeba pokazać sobą i wspólnotą ludzi wierzących, że dobrze jest być z Bogiem. Sobą demonstrować obecność Boga na ziemi tzn. pokazać jak żyją ludzie wierzący. I ta obecność ludzi wierzących ma mówić, niepokoić ludzi, prowokować do pytań. To jest bycie uczniem Chrystusa, Jego świadkiem. Jak powiedział Paweł VI, że ludzie muszą stawiać sobie pytanie: dlaczego wy tacy jesteście?

           

Kochać ludzi

            Z tego poznają żeście moimi uczniami, kiedy miłość mieć będziecie ku sobie wzajemnie (J 13, 35). (Mk 9, 38-41) Uczeń Jezusa kocha ludzi, wszystkich ludzi. W konkretnej sytuacji, kiedy nadzwyczajnych czynów w imię Jezusa dokonują ludzie spoza ich grona, oczekują apostołowie, że Mistrz sprzeciwi się temu. Spotyka ich jednak spora niespodzianka. Jezus mówi do nich: nie zabraniajcie. W świetle reakcji Jezusa wspólnota uczniów jawi się jako nietolerancyjna i sekciarska, zapatrzona we własny sukces i zatroskana o obronę własnej strefy wpływów. Tego rodzaju roszczenia z ich strony nie dadzą się pogodzić z Jezusową wizją kroczenia za Nim. [...] W każdym człowieku zobaczyć dobro. Każdego człowieka szanować. Wszystkich prowadzić do Boga.

           

Wytrwać w słowie Jezusa

            Jeśli wytrwacie w słowie moim, uczniami moimi będziecie (J 8, 31). Uczeń Jezusa trwa w Jego słowie. Wierzy, że słowa Jezusa są słowami życia wiecznego i robi wszystko, aby w nich wytrwać. To wytrwanie realizuje się w codziennym karmieniu Jego słowem. Przez codzienne trwanie w słowie Jezusa uczeń Jego napełnia się wiarą we wszechmoc prostego Słowa Bożego i nim się dzieli. Chodzi o głoszenie jedynie tekstu Ewangelii, bez dodawania czegokolwiek w przypisie lub na marginesie; pozwolić Ewangelii po prostu mówić to, co ma do powiedzenia. Proste głoszenie, bez elokwencji, bez ozdób, samego ewangelicznego Słowa, ma niezwykłą moc. Może ludzie, słuchając, wyznają, że nie potrafią żyć tym Słowem; ale jest coś w ich sercu, co każe im wyczuwać sens Ewangelii i rozpoznawać, oprócz swojej niezdolności, pragnienie, aby móc nią żyć. Nie trzeba zmniejszać siły Ewangelii naszymi komentarzami.

           

Opuścić wszystko

            Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich nie może być moim uczniem  (Łk 14, 33). (Mk 2,13-17) Nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne, ale także swoje myślenie, przekonania i racje. Postawa ucznia Jezusa jest zaprzeczeniem mentalności faryzeusza, której najbardziej typowymi przejawami są: bycie „poza”, obserwacja jedynie z zewnątrz, pozostawanie w świecie własnych kategorii, zniewolenie własnymi punktami widzenia, ograniczenie do własnych koncepcji sprawiedliwości, obawa przed „skażeniem” drugim człowiekiem, ucieczka z obszaru autentycznego życia, utrata kontaktu z rzeczywistością. Faryzeuszem – w naszym przypadku chodzi tu o kategorię ducha, nie osób! – przestaję być z chwilą, gdy pozostawiam swoje księgi, kodeksy, teoretyczne wywody i… zasiadam przy wspólnym stole z Jezusem i z innymi. [...] kiedy opuszczam wszystko.

           

Mieć poczucie humoru

            Na koniec wydaje się słuszne stwierdzić, że do tego, aby żyć jako uczeń Jezusa, potrzebne jest poczucie humoru. To nieodzowne – przyjmować z pewną dozą humoru to, co się nam nie podoba, co się nam nie powiodło. Koniecznie trzeba się uczyć korzystania z humoru i pewnego dystansu do swego życia. Wszystko, co się nie udało, nie jest powodem, aby pogrążać się w smutku, a wszystkie nasze sukcesy nie są powodem, aby unosić się pychą i aby twierdzić, że wszystko jest w porządku. Poczucie humoru jest nieodzowne, aby trwać w dobrym zdrowiu, także na płaszczyźnie duchowej. Umiejętność relatywizowania sukcesów i porażek jest oznaką dobrego zdrowia, natomiast brak poczucia humoru jest oznaką przesadnego przywiązania do swojej osoby.

            Być uczniem to mieć Nauczyciela. Od Niego uczyć się myśleć, kochać, modlić się i pracować. Od Niego uczyć się świata, Boga, drugiego człowieka i siebie. Uczeń to ktoś, kto kocha Boga nade wszystko, czyli ufa Mu nade wszystko. Uczeń Jezusa to ten, który uwierzył, że Bóg jest Miłością. Używając sformułowania K. Rahnera, należy kultywować wiarę miłującą ziemię, zdolną do tego by ją przemienić w miejsce Bożego objawienia. Ta przemiana ziemi nie jest tylko powierzchownym makijażem, ale przemianą radykalnie ewangeliczną i prorocką zdolnością odkrywania nowych dróg, aby móc wszystkie ludy uczynić uczniami (Mt 28, 18), bo to przecież poprzez nich dociera do nas Chrystus. Przez uczniów Jezusa, także dziś, mówi do nas sam Jezus. To przez nich działa w świecie, w ich spojrzeniu jest Jego spojrzenie, które obejmuje nas i sprawia, że czujemy się kochani i przyjmowani w sercu Boga.

 

Bibliografia:

  1. Inspiracje zaczerpnięte z artykułów kard. Godfrieda Danneelsa.
  2. Chrześcijaństwo, ideologie i chrystofobia, wywiad z ks. M. Dziewieckim.
  3. Ryszard Wróbel OFMConv, Być uczniem Jezusa: przywilej czy zadanie? Lectio divina do wybranych fragmentów Ewangelii według św. Marka.
  4. W. Mac Donald, R. R. Hession, Co to znaczy być prawdziwym uczniem Jezusa Chrystusa, Warszawa 1967, s. 7.
  5. Por. K. Grzywocz, Kontemplacja biblijna szkołą formacji serca, Pastores 3 (2) 1999, ss.18-19.
  6. Rozmowa z ks. A. Dragułą, Przekaż mojemu ludowi co mówi Bóg, Lublin 2007, ss. 306-308.
  7. L. Boriello, G. Croce, B. Secondin, Historia duchowości, t. VI, Kraków 1998, s. 489.
  8. Benedykt XVI, Portrety Dwunastu, Kraków 2006, s. 8.

 

ks. dr Krzysztof Marcyński SAC – specjalista od komunikacji społecznej. Adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Kard. Stefana Wyszyńskiego, wykładowca homiletyki i edukacji medialnej w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów.