”Trzy pary ludzi” – wybrać to, co lepsze

Test wolności
 
Egzamin z wolności każdy z nas zdaje codziennie. Tak jak nie można nie oddychać i żyć, tak nie można nie podejmować decyzji. Wolność jest nam dana i zadana. Bez niej człowiek nie byłby tym, kim jest jako Bogu podobny.
 
Drugi wielki „fakt” naszego życia: co dzień, bez możliwości zatrzymania się czy cofnięcia, zbliżamy się do Boga. Dokładniej mówiąc, przybliża się godzina spotkania z Nim „twarzą w twarz”. Czy godzina śmierci będzie oznaczać pełne zjednoczenie z Bogiem w miłości? Pozytywna odpowiedź zależy w ogromnej mierze od tego, jaki użytek czynimy z naszej wolności, jakich dokonujemy wyborów.
 
Poniższa medytacja, wzięta z Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli, zaprosi nas do przetestowania swej wolności. Czy naprawdę jestem wolny dla Boga? I czy umiem uwalniać się od tego, co mi się narzuca (otwarcie lub skrycie) jako „zniewolenie” i „przywiązanie”? Czy umiem odzyskiwać wolność? Czy czynię to – naprawdę, rzetelnie, aż do „skutku”?
 
Ufam, że ignacjańskie rozmyślanie-ćwiczenie, zatytułowane: o Trzech parach ludzi, ażeby wybrać to, co lepsze, (choć wyjęte ze środka rekolekcyjnej dynamiki drugiego tygodnia Ćwiczeń duchownych), bardzo konkretnie rozświetli przestrzeń naszej wolności. Precyzyjne zarysowanie trzech typowych zachowań wobec „nieuporządkowanych uczuć” i przywiązań, które zatrzymują nas na drodze do Boga – powinno być zrozumiałe i pomocne.

Standardowa sytuacja
 
Już w tytule rozmyślania o Trzech parach ludzi jest powiedziane, że służy ono temu, „ażeby wybrać to, co lepsze”. – Któż nie chciałby stać się wewnętrznie zdolnym do wybierania tego, co lepsze? Kto nie chce przebyć drogi, na której stanie się wolny nie tylko dla tego, co lepsze, ale i Najlepsze? Wszyscy, trwając w Kościele i trzymając się Chrystusa, kroczymy drogą wolności. Na ile jest to jednak rzeczywista wolność, a na ile – samowola, która nie liczy się z Bogiem i Jego wolą, mądrą i przyjazną? To właśnie może być przetestowane.
 
Św. Ignacy opowiada historię o trzech parach ludzi, którzy w życiu duchowym (czyli w swym dążeniu do zjednoczenia z Bogiem) napotkali na trudność – dużą, acz subtelną. „Każda z tych par [1] zdobyła 10.000 dukatów, ale nie w sposób czysty i należyty [jak to przystoi z pobudki] miłości ku Bogu. Wszyscy oni chcą się zbawić i znaleźć Boga, Pana naszego, w pokoju duszy, zrzucając z siebie ciężar i przeszkodę do tego, to jest przywiązanie [nieuporządkowane] do tej rzeczy nabytej” (Ćwiczenia duchowne, nr 150, odtąd używam skrótu ĆD).
 
Każda z tych par zdobyła, jak słyszymy, ogromną sumę. Ludzie, o których mowa wzbogacili się legalnie i nikt nie może im czegokolwiek zarzucić. Nie muszą nikomu niczego zwracać, a jednak gdy konfrontują się z Celem życia i z zasadami, którymi winni się kierować w zdobywaniu i posiadaniu tych pieniędzy, to czują niepokój. Staje przed nimi wielki problem duchowy, gdyż czują się „przywiązani” do tego, co nabyli. Stwierdzają, że ich uczucia i myśli krążą wokół zdobytych dukatów, jakby to było dobro najwyższe. Bóg zaś, Jego miłość do nich i ich miłość do Niego, a także Jego wola – nie jawią się w ich myślach i uczuciach jako dobro najcenniejsze.
 
Krótko mówiąc, wyraźnie widzą, że w ich odnoszeniu się do Boga i do nabytych (posiadanych) rzeczy „coś nie gra”. Odkrywają w sobie poważny nieporządek moralny. Motywy i intencje w zdobywaniu i zachowywaniu dukatów okazują się „nieczyste” (niewłaściwe), gdyż nie wypływają z relacji do Boga. To skutkuje niepokojem sumienia, zaś niepokój zmusza ich do zastanowienia się nad sobą i odkrycia, że także ich zbawienie (wieczne zjednoczenie z Bogiem) jest zagrożone.
 
Wszystkie trzy pary doszły najwidoczniej do zgodnego wniosku, że należy – jeśli chce się posiadać Dobro Najwyższe – zmienić swój stosunek do posiadanej fortuny; trzeba wyzbyć się przywiązania „do tej rzeczy nabytej” i stać się wobec niej, w swych uczuciach, wolnym, „święcie obojętnym”. Słusznie przeczuwają, że dopiero taka zmiana w nastawieniu do posiadanej rzeczy pozwoli im cieszyć się znów samym Bogiem jako Najwyższym Dobrem, a ponadto umożliwi im zadysponowanie tą rzeczą zgodnie z poznaną w tym względzie wolą Boga.
 
Dalszy tok rozmyślania pokazuje, że wszystkie trzy pary mają zasadniczo jednakowe rozumienie swojej duchowej sytuacji. Dochodzą też do identycznego i poprawnego wniosku, co w tej sytuacji należy uczynić. Mają nawet to samo chcenie: „Wszyscy oni chcą się zbawić i znaleźć Boga, Pana naszego, w pokoju duszy, zrzucając z siebie ciężar i przeszkodę do tego, to jest przywiązanie [nieuporządkowane] do tej rzeczy nabytej” (ĆD 150). – Cóż się jednak okazuje (w tej przypowieści i w naszym życiu)? Otóż tylko jedna para jest gotowa od razu przejść od słusznej teorii do słusznej praktyki. Dwie inne pary zwlekają i kluczą. Wcielenie w życie tego, co uznają za prawdziwe i dobre, odkładają na potem – aż do śmierci, lub, co gorsze, druga para próbuje wmówić, sobie i Bogu, że jej „dukaty” nie są dobrem względnym, lecz właściwie … absolutnym. Mogą one skutecznie konkurować z samym Bogiem (przynajmniej do godziny śmierci). Obydwie pary (pierwsza i druga) wiedzą lepiej niż Bóg, co dla nich jest lepsze.
 
Sytuacja trzech par ludzi – owych posiadaczy wielkich fortun – jest sytuacją właściwie każdego rekolektanta (czy ogólniej, każdego chrześcijanina). Każdy przychwytuje siebie, stale czy w pewnych sytuacjach, że ma swoje nieuporządkowane (naganne) przywiązania do różnych dóbr (nabytych czy odziedziczonych). Każdy też jasno widzi, że tkwienie w „przywiązaniu” do takich czy innych dóbr stworzonych (małych czy wielkich) – stanowi „ciężar i przeszkodę” w miłowaniu Boga całym sercem.
 
Kto z nas nie pamięta, jak już niejeden raz w życiu czuł się uniezdolniony – przez emocje towarzyszące przywiązaniu do „czegoś tam” – by szczerze pytać Boga, jaka jest, Boże, Twoja wola wobec mnie i wobec dóbr przeze mnie posiadanych...
 
Wcześniej czy później w życiu chrześcijanina przychodzi (oby przyszedł!) taki moment (w rekolekcjach ignacjańskich jest nim stanięcie wobec prawdy o Dwóch sztandarach – czyli o propozycji Chrystusa i Lucyfera), gdy trzeba szczerze powiedzieć, jak zachowam się i co zrobię, widząc, że jestem uwikłany w konflikt dążeń – człowieka duchowego i człowieka cielesnego. Czy otwieram całe serce dla Boga i Jego proszę, by z całą swobodą udzielał mi swoich łask i odsłaniał mi Swą wolę; czy też, owszem, deklaruję pierwszeństwo Boga w moim życiu, ale godzę się, by to nie Boska miłość, lecz logika (koniec końców) demonicznej żądzy rządziła jakąś sferą mojego życia, np. posiadaniem rzeczy, afektów czy poważania u innych ludzi.
Trzy pary – trzy postawy
 
We wprowadzeniu drugim omawianego rozmyślania (testu wewnętrznej wolności) św. Ignacy zaleca rekolektantowi, „by widział samego siebie, jak stoi przed Bogiem, Panem naszym, i przed wszystkimi Jego Świętymi, aby pragnąć i poznać to, co jest milsze jego Boskiej Dobroci” (ĆD 151).
 
Wszystkie nasze główne problemy biorą się tak naprawdę stąd, że w swej codzienności nie dość poważnie stajemy przed Bogiem. Przed Bogiem – Takim, jaki On jest naprawdę: Żywy, Najbliższy, Wspaniały, Dobry, Mądry, Miłujący. Gdy człowiek wyrywa się z siebie i staje naprawdę w obliczu Boga Prawdziwego, to wtedy wszystko się ładzi, zajmuje swoje miejsce, zaś pragnienia stają się wzniosłe i dobrze uporządkowane. Człowiek olśniony Majestatem Boga naprawdę chce poznać i czynić to, „co jest milsze jego Boskiej Dobroci”. Można zatem powiedzieć, że już samo uważne stawanie naprzeciw Majestatu Boga sprawia, że siła (nagannych) przywiązań niejako samoczynnie maleje, choć przecież nie od razu, nie całkiem i nie na zawsze. Dlatego pojawia się jeszcze jedno wprowadzenie, trzecie, w którym rekolektant ma „błagać o łaskę do wybrania tego, co bardziej jest [pomocne] do chwały jego Boskiego Majestatu i do zbawienia mojej duszy” (ĆD 152).
 
Pierwsza para ludzi
 
„Chcą oni zrzucić z siebie przywiązanie do rzeczy nabytej, aby znaleźć Boga, Pana naszego w pokoju duszy i móc się zbawić, ale nie stosują [żadnych] środków aż do godziny śmierci” (ĆD 153).
 
Ci ludzie (jakoś) wiedzą, że zjednoczenie z Bogiem jest najcenniejszym dobrem. Chcą to dobro znaleźć – posiąść. Ich wyobrażenie o Bogu i o szczęściu, które On daje, jest jednak na tyle nikłe, że bez większych skrupułów nie podejmują na razie żadnych poważnych starań, by już odwiązać się od ubóstwianych stworzeń (od bożka) i przylgnąć całym sercem do Boga. Na razie chcą kosztować życia na poziomie pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pychy tego życia (1 J 2,16). Może nie całkiem świadomie liczą na to, że kiedyś upływ czasu pozbawi ich smaku posiadania i zmysłowych przyjemności, a wtedy „rozglądną się” za Bogiem. Czemuż by nie? Tymczasem jednak przywiązanie do nabytej sumy pieniędzy jest u tej pary ludzi „tak wielkie i przemożne, że nie dopuszcza właściwie żadnej realnej możliwości wyboru. [...] Na skutek kompletnego braku obojętności nie jest zdolna dokonać wyboru, a raczej dokonuje go w sposób zafałszowany miłością własną i przywiązaniem nieporządnym: wybiera posiadanie pieniędzy i nawet nie bierze poważnie pod rozwagę ewentualność rezygnacji z nich” [2].
 
Nie da się zaprzeczyć, że jest to bardzo prymitywny rodzaj wrażliwości, a raczej niewrażliwości na Boga. Rzeczywiście, przy takim związaniu i paraliżu ducha, pozostaje czekać na wstrząsowe doświadczenia – porównywalne ze śmiercią. Pewno dlatego mamy w naszym świecie tak dużo wszelkiego rodzaju cierpienia, gdyż wielu z nas (a może nas wszystkich) ono jedno (cierpienie) otrzeźwia i skutecznie wyrywa z przywiązania do ubóstwianego posiadania, ubóstwianych przyjemności zmysłowych i chwały mało znaczącej, próżnej (bo tylko od ludzi).
 
Druga para ludzi
 
„I oni chcą zrzucić z siebie przywiązanie, ale tak je chcą zrzucić, żeby jednak pozostać w posiadaniu rzeczy nabytej i żeby raczej Bóg poszedł za tym, czego chcą oni sami. I nie decydują się na porzucenie tej rzeczy, aby iść ku Bogu, chociażby ten stan [wyrzeczenia] był dla nich najlepszy” (ĆD 154).
 
Druga para zda się posuwać nieco dalej na drodze ku dobremu wyborowi. W rzeczywistości jej zachowanie jest jednak bardziej naganne niż pierwszej. Druga para dobrze „wie, że przywiązanie do pieniędzy krępuje jej wolność duchową, chce się pozbyć tego przywiązania, ale nie za każdą cenę: nie za cenę rezygnacji z pieniędzy” [3]. Ta para mogłaby poważnie zastanowić się, co należy zrobić, by Chwała Boga bardziej jej zajaśniała i by przydała jej mocy ducha do zradykalizowania dyspozycyjności wobec woli Boga. Zamiast tego próbuje ona przeciągnąć na swoją stronę. Jej rozumowanie i postępowanie – zamiast kierować ją ku Bogu – staje się coraz bardziej pokrętne i nieprzejrzyste. Para ta „nie podchodzi do wyboru w sposób czysty, wyklucza bowiem z góry wyrzeczenie się rzeczy posiadanej”. Dokonuje wyboru, ale pod wpływem przywiązania. Jej wstępna deklaracja, że chce uwolnić się od przywiązania, nie ma pokrycia w działaniu, gdyż w swych uczuciach i woli ani na moment nie dopuszcza rezygnacji z samej rzeczy, do której czuje przywiązanie. Jej wybór nie dokonuje się w stanie faktycznej wolności wewnętrznej, a bez tej wolności nie można mówić o dobrym i trafnym wyborze tego, co lepsze i bardziej pomocne do celu [4].
 
Postawa drugiej pary łatwo i nierzadko narzuca się nam wszystkim. Należy ją identyfikować nie tylko w takim czasie jak drugi tydzień rekolekcji ignacjańskich, ale także w życiu codziennym.
 
Zauważmy, że mentalność drugiej pary potrafi świetnie bronić samą siebie i dlatego tak trudno jest ją zakwestionować. Jej specyfiką jest posługiwanie się różnymi mechanizmami obronnej racjonalizacji lub obronnego przerzucania winy na innych. W własnej obronie mówi ona: to moje przywiązanie nie jest takie złe; właściwie wiele racji przemawia za tym, by było tak, jak jest... Lub też inaczej się usprawiedliwia: owszem, moje postępowanie (moje przywiązanie do czegoś tam) jest naganne, ale to inni są temu winni...To oni muszą się zmienić, a nie ja, itp.
 
Mentalność drugiej pary jest niewątpliwie trudnym orzechem do zgryzienia. Jedynie usilne dążenie do prawdy przynosi wewnętrzną wolność. Upewnia nas w tym względzie sam Jezus, gdy zapewnia: i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8, 32).
 
Chcąc w kwestii postawy drugiej pary dojść do wyzwalającej prawdy, trzeba pytać o jej przyczynę i bez upiększeń widzieć jej fatalne konsekwencje.
 
1-o: Główną przyczyną zadowalania się postawą drugiej pary jest, jak sądzę, pozostawanie w życiu duchowym na poziomie tzw. religijności naturalnej.
 
W tej religijności człowiek mówi o Bogu i modli się do Niego. Najczęściej jest to proszenie Boga o to, co wydaje się człowiekowi potrzebne, potrzebne do szczęścia. Człowiek chce sobie także zapewnić przychylność potężnego Boga. Znamienne jest jednak to, że to sam człowiek jest cały czas w centrum tej religijności, zaś Bóg o tyle o ile, o ile potrafi i zechce pomóc zgodnie z oczekiwaniami człowieka. Najważniejsze są właśnie oczekiwania czy nawet żądania człowieka – to, co on myśli i co on uważa za dobre!
Dla człowieka o religijności naturalnej najważniejszy jest jego plan na życie i jego koncepcja szczęścia. Bóg w tej religijności nie jest obecny jako Przyjaciel, najczulszy Ojciec czy Oblubieniec! Bóg, ze swymi (ogromnymi) możliwościami, potrzebny jest do tego, by pomagał realizować znakomite plany człowieka – owego jakże dziwnego czciciela Boga.
 
Dodajmy: ta religijność ma pewną wartość, ale nie można zatrzymać się na jej poziomie. Obraz Boga leżący u jej podstaw jest nie tylko bardzo niedoskonały, lecz w pewnych aspektach jest z gruntu fałszywy. Z takim obrazem Boga nie da się aspirować do postawy trzeciej pary (o której za chwilę) i w ogóle do postaw wpisanych w Fundament [5] Ćwiczeń, w podstawy chrześcijaństwa.
 
2-o: W przezwyciężeniu mentalności drugiej pary bardzo pomaga dokładniejszy opis fatalnego jej wpływu na kształt życia duchowego.
 
Zapewne nikt świadomie nie chce, by jego życie duchowe było wciąż jakąś marną szarpaniną, którą cechuje niekonsekwencja, zmienne nastroje, wahania i chwilowe uniesienia, które nie przekładają się na wierną służbę Bogu i trwałą radość z Boga. Tymczasem „w postawie drugiej pary istnieje jakaś wewnętrzna nieprzejrzystość, czy wręcz pewna forma zakłamania moralnego. Sprawia ona, iż łatwo tłumaczymy się przed sobą i przed Bogiem z naszych dwuznacznych zamiarów i decyzji. Tłumaczymy sobie: „mimo wszystko coś robię w życiu duchowym, staram się być uczciwy, widoczne są przecież jakieś znaki mojego wysiłku. Łatwo uspokajamy swoje niepokoje wewnętrzne i wyrzuty sumienia tym, iż ziarno jednak kiełkuje. Skoncentrowani na samym kiełkowaniu ziarna, zapominamy o potrzebie dojrzewania, kwitnięcia i wydawania owoców” (o. Józef Augustyn).
 
Trzecia para ludzi
 
„Oni chcą zrzucić z siebie przywiązanie, ale tak je chcą zrzucić, aby nie mieć przywiązania ani do zatrzymania tej rzeczy nabytej, ani do jej utracenia. Chcą bowiem jej chcieć, albo jej nie chcieć, zależnie od tej woli, jaką sam Bóg, Pan nasz, im da i jak im się to wyda lepsze dla służby i chwały jego Boskiego Majestatu. A na razie [przed decyzją wyboru] chcą się uważać za takich, co już uczuciem wszystko porzucili i wytężają siły, aby ani tej rzeczy, ani żadnej innej nie chcieli, chyba że skłania ich do tego jedynie służba Bogu i Panu naszemu. Chodzi bowiem o to, by jedynie pragnienie lepszej służby Bogu i Panu naszemu skłaniało ich do przyjęcia lub porzucenia danej rzeczy” (ĆD 155).
 
Para trzecia prezentuje postawę duchowo piękną i jedynie słuszną. Widać tu autentyczny respekt dla Boga i głębokie przekonanie, że nikt lepiej niż Bóg nie wie, co jest dla człowieka dobre. Ta para odnosi się do Boga Prawdziwego i dlatego nie może inaczej myśleć i czuć niż tak, jak to zostało wyrażone (w tekście św. Ignacego). Ta para gotowa jest na wszystko, zarówno na zatrzymanie, jak i na utratę posiadanej sumy. Ponieważ kieruje się jedynie względem na większą chwałę Bożą i większą pomoc do zbawienia, dlatego zdolna jest wejść w trudne poznawanie i wybranie tego, co Bóg dla niej wybrał. Ta para skutecznie relatywizuje swoje przywiązanie i gotowa jest uczynić to, co w obliczu Boga i własnego sumienia uzna za milsze Bogu oraz lepiej służące obwieszczaniu chwały Boga w świecie. Nie jest tu zatem z góry wykluczona możliwość zatrzymania nabytych pieniędzy, ale o zatrzymaniu przesądzi przekonanie, że to przyczyni się do „lepszej służby Bogu” (ĆD 155). „Kiedy rozważamy usposobienie tej trzeciej pary ludzi, nie wiemy jeszcze, jak wypadnie jej wybór, ale to wiemy na pewno, że wybór jej będzie dobry, bo ludzie ci podchodzą do niego lojalnie i w sposób prawy, bo gotowi są na wszystko dzięki obojętności, bo nic ich nie krępuje w wyborze tego, co uznają za lepsze i milsze Bogu, którego kochają ponad wszystko jako jedyny skarb!”  [6]. 
 
Ktoś, kto chce iść naprzód drogą Ewangelii (Ćwiczenia duchowne św. Ignacego właśnie tą drogą, dzień po dniu, tydzień po tygodniu prowadzą), pragnąc ścisłej więzi z Jezusem i pracy z Nim, ten winien zdobyć się na postawę trzeciej pary. Świadomy jednak tego, że ta postawa jest owocem łaski Ducha Świętego, i że jest ona (tu na Ziemi) krucha i nieostateczna, rekolektant z przekonaniem wejdzie w potrójną rozmowę, która jest zarazem żarliwą prośbą: „Pierwsza rozmowa skierowana do Pani naszej, żeby mi uzyskała u Syna i Pana swego łaskę, aby mię przyjął pod swój sztandar, najpierw w najwyższym ubóstwie duchowym, a jeśliby się to podobało jego Boskiemu Majestatowi i chciałby mię do tego wybrać i przyjąć, to niemniej i w ubóstwie zewnętrznym. Po drugie w znoszeniu zniewag i krzywd, abym go w nich więcej naśladował, bylebym tylko mógł je znosić bez czyjegokolwiek grzechu i z upodobaniem jego Boskiego Majestatu. Odmówić przy tym Zdrowaś Maryjo.
 
Druga rozmowa. Prosić o to samo Syna, aby mi to uzyskał u Ojca i odmówić przy tym Duszo Chrystusowa.
 
Trzecia rozmowa. Prosić o to samo Ojca, żeby mi tego udzielił i odmówić Ojcze nasz” (ĆD 147).

Uwaga – rada
 
„Trzeba zauważyć, że gdy odczuwamy uczucie niechęci i odrazy do ubóstwa rzeczywistego [i zewnętrznego], gdy nie jesteśmy równie obojętni w stosunku do ubóstwa i do bogactwa, wtedy wielce pomocną jest rzeczą do wygaszenia w nas takiego nieuporządkowanego uczucia prosić w rozmowach końcowych (mimo że to jest przeciwne naszej cielesnej naturze), aby Bóg wybrał nas do ubóstwa rzeczywistego [i zewnętrznego] i [oświadczyć mu], że tego chcemy, że o to go prosimy i błagamy, byleby to było ku służbie i chwale jego Boskiej Dobroci” (ĆD 157).
 
Ojciec Mieczysław Bednarz SJ tak objaśnia powyższe zalecenie: Ignacy „znając dobrze naturę ludzką i jej psychikę, suponuje, że czasem mimo najlepszych chęci możemy czuć tyranię przywiązań uczuciowych krępujących swobodę naszego wyboru. W takiej sytuacji radzi nam Ignacy stosować taktykę przeciwdziałania; prosić Boga o coś zupełnie przeciwnego niż to, do czego czujemy się przywiązani. Taką modlitwą wyrażamy naszą chęć innej postawy wewnętrznej, naszą choćby tylko na razie hipotetyczną gotowość na to, czego się boimy lub czego nie umiemy jeszcze spokojnie przyjąć. Taka modlitwa jest równocześnie praktycznym ćwiczeniem się w obojętności, czyli pośrednio przygotowuje nas do dobrego wyboru. Ignacy ustawicznie podkreśla jako rzecz konieczną, żeby jedynym motywem i kryterium naszego wyboru był wyłącznie wzgląd na chwałę Bożą i na służbę Bogu. Względy osobiste muszą ustąpić przed tym najwyższym kryterium wyboru” [7].
 
Zakończmy nasze rozważanie zachętą św. Piotra: Bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa (2 P 1, 10-11).
 
Jak długo jesteśmy tu na Ziemi w pielgrzymce wiary do Boga, tak długo zagraża nam upadek. Nasz fundamentalny wybór Boga domaga się codziennego czuwania i umacniania. Gdy zatem zauważamy, że naszej więzi z Jezusem i naśladowaniu Go coś zagraża, (zwłaszcza jakieś przywiązanie), to pamiętajmy, że w odzyskaniu wewnętrznej wolności dla Jezusa bardzo pomoże jasne powiedzenie sobie: w stylu której pary chcę działać – pierwszej, drugiej czy trzeciej!?
 
Tylko styl trzeciej pary jest miły Bogu i owocuje pokojem serca i radością.

Krzysztof Osuch SJ


_____________________________
Przypisy:

[1] „Nie jest wykluczone (pisze o. M. Bednarz, do którego odwołam się tu parokrotnie), że Ignacy posłużył się tu wspomnieniem o owych kupcach hiszpańskich z Antwerpii, którzy w roku 1532 a więc podczas jego pobytu w Paryżu, radzili się aż piętnastu uczonych teologów paryskich w sprawie legalności swych transakcji handlowych. To nam do pewnego stopnia może tłumaczyć, dlaczego występują tu w tej medytacji nie pojedynczy ludzie, ale pary ludzi” (Św. Ignacy Loyola, Pisma wybrane, t. II, WAM 1968, s. 40).
[2] M. Bednarz SJ, w Św. Ignacy Loyola, Pisma wybrane, t. II, WAM 1968, s. 40
[3] Tamże, s. 40 – 41
[4] Por. Tamże, s. 40 – 41
[5] Oto brzmienie Fundamentu, lub dokładniej, jak głosi pełny tytuł, Zasady pierwszej i podstawowej: „Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to duszę zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu. I dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej woli, a nie jest jej zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. [Natomiast] trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni” (ĆD 23).
[6] Tamże, s. 41.
[7] Tamże, s. 41 – 42.