Trzeźwość – dar i zadanie

„Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi! Ci, którzy śpią, w nocy śpią, a którzy się upijają, w nocy są pijani. My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia” (1 Tes 5,6-8).
Odwieczna mądrość mówi, że wszelakie dary – tak duchowe, jak i materialne – doceniamy prawdziwie dopiero wtedy, gdy odczuwamy ich brak – gdy je utracimy. Doświadczenia życiowe nauczyły mnie, że to wielka prawda... stąd też przeżywam po trochu walkę wewnętrzną, czy będę dobrym świadkiem tego, o czym chcę pisać. Bo może bardziej wiarygodne byłyby słowa kogoś, kto został wyrwany ze szponów uzależnienia alkoholowego. Może lepiej przemawiałyby słowa córki/syna alkoholika. Kogoś, kto docenił trzeźwość – docenił po jej utracie.
A ja? Wychowana w rodzinie, w której alkohol był i jest obecny niezwykle rzadko i w śmiesznie małych ilościach. Na dobrą sprawę alkohol nigdy nie wyrządził mi żadnej krzywdy. Mam 24 lata i alkohol mnie samej nigdy nie odebrał trzeźwości. Nigdy nie odebrał mi relacji z mamą, tatą, rodzeństwem, dalszą rodziną czy przyjaciółmi. Właściwie nie odebrał mi nawet żadnych pieniędzy... Nigdy przez alkohol nie cierpiałam żadnej biedy materialnej ani też nie cierpiałam duchowo. Jestem szczęśliwa, że Pan Bóg chroni mnie i moich bliskich przed wszelakimi nieszczęściami, jakie może przynieść alkohol. Za to często dziękuję i w tym chcę trwać. Myślę też, że wielu jest takich jak ja. Moi drodzy, ta trzeźwość jest wielkim darem, ale jednocześnie i ogromnym zadaniem!
Droga do szczęścia

Był kiedyś taki ksiądz, który powiedział, że „Polska będzie trzeźwa albo jej wcale nie będzie”. Gdy to pierwszy raz usłyszałam, od razu pomyślałam – przynajmniej trochę z tą interpretacją przesadził. Dziś już wiem, że to prawda i wiem, co miał na myśli. Kiedy przyszedł na swoją pierwszą proboszczowską placówkę, zastał wioskę niemal całą pogrążoną w pijaństwie. Najpierw dużo się modlił i klęczał przed Najświętszym Sakramentem, potem założył bractwo trzeźwości. Nieustannie modlił się za pijaków. Co ciekawe – w każdą niedzielę informował z ambony o ich dokładnej liczbie. I choć nie wskazywał ich po imieniu, podawana przez niego liczba zaczęła być coraz mniejsza i wreszcie mógł powiedzieć: „módlmy się za jednego jedynego pijaka”. A ten bijąc się w piersi ukląkł i głośno powiedział: „To ja. Przysięgam, że się nawrócę”.
Bł. ks. Bronisław Markiewicz – bo właśnie fragment jego działalności przytoczyłam – sprawił, że odmieniła się cała wioska. On wiedział, że jego parafia będzie trzeźwa albo jej wcale nie będzie. Bo cóż to za wspólnota, w której żony widziały tylko pijanych mężów, dzieci bały się swoich ojców... przykładem dla młodego pokolenia były ciągłe kłótnie, nieraz i bijatyki, a najlepszym miejscem spotkań dla młodych ludzi jest karczma. Polska będzie trzeźwa albo jej wcale nie będzie. Rodziny – choć wcale wymiernych korzyści im nie przybyło – były coraz to szczęśliwsze.
Ks. Markiewicz zmarł już sto lat temu, ale problemy, z którymi się wówczas zmagał, wydają się być nie mniejsze i dzisiaj. Także dziś po świecie chodzi wielu takich, którzy modlitwą i czynem starają się, by Polska była... by była trzeźwa. Jest takie miejsce – Miejsce Piastowe – a tam sanktuarium św. Michała Archanioła i bł. ks. Bronisława Markiewicza. Tam działał ks. Markiewicz, tam pracują teraz jego duchowe córki i synowie – siostry michalitki i księża michalici. Dwa lata temu w Miejscu Piastowym odbyło się Wesele Wesel – Spotkanie Bożych szaleńców – małżeństw, które miały wesela bezalkoholowe. Od kilku już lat odbywa się tam Podkarpackie Wesele Bez Toastu – spotkanie tych, którzy nie tylko już mieli takie wesela, ale też tych, którzy takie chcą mieć, którzy takie chcą zrobić swoim dzieciom... i spotkanie tych, którzy chcą widzieć, że takie wesela są możliwe i są wspaniałe. Każdego roku do Miejsca Piastowego aż z Warszawy idzie Piesza Pielgrzymka Młodzieży o Trzeźwość Narodu!

Szczególny miesiąc
Z początkiem sierpnia każdego roku w Miejscu Piastowym odbywa się także wydarzenie po stokroć szczególne. Jest nim Narodowa Modlitwa o Trzeźwość. Na to modlitewne czuwanie przybywają tysiące pielgrzymów z różnych i dalekich zakątków naszej Ojczyzny.
Ten sierpień jest właśnie wyjątkowy. To miesiąc trzeźwości. Niejednemu pewnie przychodzi do głowy: Jaki głupi wymyślił, żeby sierpień był miesiącem trzeźwości? Kończą się wakacje, jeszcze jest piękna pogoda, a tu z jakiegoś powodu Kościół zaleca, żeby właśnie wtedy nie pić alkoholu. Sierpień to miesiąc wydarzeń ważnych dla naszej Ojczyzny i miesiąc wielu świąt Matki Bożej. Dlatego właśnie w sierpniu Kościół zachęca nas do trzeźwości... Jak pisze św. Paweł: czuwajmy i bądźmy trzeźwi!
Abstynencja w dzisiejszym świecie jest dla ludzi odważnych... chciałoby się powiedzieć, że dla szalonych. Rezygnacja z alkoholu, który przecież jest dla ludzi, to nic innego jak zwyczajne szaleństwo – oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Zrezygnować z niego w sierpniu, który wydaje się być najmniej odpowiednim czasem, to jest ofiara... i ma ona ogromną, niezmierzoną wartość!
Krucjata Wyzwolenia Człowieka
 
Sierpień to tylko jeden miesiąc z całego roku. Ale jest coś takiego, co nazywa się Krucjatą Wyzwolenia Człowieka. To wspaniałe dzieło, które czeka na każdego z nas i w sierpniu i w maju, i grudniu... w każdym czasie i o każdej porze.
Od kiedy tylko pamiętam, wiedziałam, że jest coś takiego jak Krucjata. Mniej więcej wiedziałam też, na czym ona polega. Znałam wiele osób, które trwały w Krucjacie. Jednych rozumiałam, innych nie. Najpierw byłam przekonana, że Krucjata jest tylko dla tych, którzy chcą się wyrwać ze szponów alkoholizmu. Podpisując Krucjatę, są zobligowani do trwania w niej. Jeśli się pod czymś podpiszę... to bardziej mnie to zobowiązuje niż tylko samo postanowienie. Z upływem czasu doszłam do wniosku, że Krucjata jest także dla współuzależnionych. Podejmują się jej ci, którzy dar całkowitej abstynencji chcą ofiarować w intencji wyzwolenia z nałogu dla swoich bliskich: żony, męża, matki czy ojca, dziadków lub przyjaciół. To też było dla mnie sensowne.
Najbardziej mnie dziwiło, gdy do Krucjaty wstępowali ludzie, którym alkohol nie wyrządził żadnej krzywdy. Na pielgrzymce poznałam małżeństwo: pani Krystyna i pan Stanisław. Pytałam ich, dlaczego są w Krucjacie, a oni mi tłumaczyli – pamiętam – dokładnie tak: „Krucjata to dar miłości dla drugiego człowieka. Rezygnujesz z czegoś, co samo w sobie nie jest złe ani zabronione. To jest jeden z największych darów, jaki można dać drugiemu człowiekowi”. Trochę mnie ich słowa drażniły, bo wiedziałam, że też tak chcę, ale się czegoś boję. I z ust pana Stanisława usłyszałam wtedy, wypowiedziane bardzo radosnym tonem: „Dorośniesz!”. Byłam pewna, że dorosnę... i czekałam już tylko na moment, kiedy to się stanie. Minął od tego prawie rok. Odbywała się Droga Krzyżowa z modlitwą o wyzwolenie z nałogów i zniewoleń. Ja dalej myślałam, że to wydarzenie dla samych uzależnionych i dla ich bliskich. I choć serce mnie ciągnęło, by pójść i tam się modlić, rozum znalazł jakieś inne zajęcie. A tam przy każdej stacji świadectwo składały osoby związane z Krucjatą Wyzwolenia Człowieka. Mówili sami wyzwoleni, ale też i inni – tacy jak ja, którzy, nie mając problemu z alkoholem, dar abstynencji złożyli dla kogoś.
Powtarzam – nie poszłam tam... Nasze archidiecezjalne Radio nagrywało wszystkie świadectwa. Z uwagi na to, że w Radiu właśnie działam, wszystkie świadectwa i tak trafiły do mnie. Chcąc nie chcąc – musiałam ich posłuchać. Spędziłam nad nimi kilka wieczorów – przygotowałam do emisji na antenie i do zamieszczenia na stronie internetowej. Ładnie opisałam, dołączyłam do tego Deklarację KWC do pobrania i pomyślałam: „Życzę każdemu, kto to przeczyta i tego posłucha, by serce biło mu tak mocno, jak mi teraz”.
Następnego dnia na uczelni koleżanka opowiadała mi o pewnym młodym człowieku, który nie zdał ustnej matury z polskiego. Nie zdał, bo dzień wcześniej się upił i nawet nie wiedział, że ma egzamin. Wtedy dopiero serce zaczęło mi bić spokojniej. Przypomniałam sobie owo „dorośniesz” i byłam pewna – dorosłam. Wróciłam do domu, włączyłam komputer i tą samą deklarację Krucjaty, którą dzień wcześniej zamieściłam na stronie, tego dnia sama ściągnęłam, wydrukowałam i podpisałam.
Któż z nas nie zetknął się w swoim życiu, w taki czy inny sposób, z tragedią nadużywania przez ludzi alkoholu... Ostatnie badania w tym zakresie są dla Polaków pozytywne, bowiem dane wykazują, że spożycie napojów alkoholowych w naszym kraju spadło. Inne kraje nas w tym wyprzedzają. Czyżby miał szansę upaść mit Polaka pijaka?
Módlmy się o to przez przyczynę patrona trzeźwości św. Maksymiliana oraz przez wstawiennictwo bł. Bronisława Markiewicza. A zachętą niech będzie fragment Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego:
„Zwycięska Pani Jasnogórska! Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi. Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości. Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej”.

Magdalena Jurczak
 Źródło Internet Portal Katolik