Jak zostać człowiekiem sukcesu?

Tom Monaghan jest jednym z najbogatszych ludzi w USA. Właściciel największej na świecie sieci restauracji „Domino’s Pizza”. Założył prawniczą szkołę „Ave Maria” w Ann Arbor, a także prowadzone przez siostry zakonne szkoły podstawowe – „Spiritus Sanctus”, gdzie uczniowie uczestniczą codziennie we Mszy św. Powołał do życia fundację i katolickie radio „Ave Maria”, wspiera organizacje broniące prawa człowieka do życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. W najbliższym czasie planuje otwarcie uniwersytetu w Naples na Florydzie. Będzie to pierwszy od 40 lat katolicki uniwersytet otwarty na terenie USA.

Czy dzisiaj jest możliwe kierowanie się zasadami etycznymi w biznesie?
 
Nie ma nic złego w posiadaniu dużych pieniędzy. One nie są złem, gdy zdobywamy je w uczciwy sposób i używamy ich w dobrych celach. Potrafię się cieszyć z tych wszystkich rzeczy, które można nabyć za pieniądze: z prywatnego samolotu, helikoptera, jachtu, klubu sportowego. Jednak dla mnie najistotniejszym zadaniem życiowym jest walka ze złem, pokonywanie swoich słabości, niedoskonałości – czyli życie zgodne z przykazaniami i zasadami moralnymi, które objawił nam Jezus Chrystus.

Jeśli chodzi o sferę biznesu, zawsze byłem zdeterminowany, by zwyciężać konkurentów, zdystansować ich solidną pracą i najlepszymi osiągnięciami, ale też zawsze działałem w sposób krystalicznie uczciwy i zgodny z prawidłami etycznymi. Ta moja idealistyczna postawa była przez innych odbierana jako naiwna, nieroztropna czy wręcz szaleńcza, szczególnie w początkowym okresie rozwoju firmy, kiedy przeżywaliśmy liczne kryzysy, a groźba bankructwa była bardzo duża. Dzisiaj jestem mocno przekonany, że ostatecznie tylko zachowanie moralnych reguł uczciwości i solidnej pracy uchroniło moją firmę przed upadkiem. Wierność Bogu do końca podtrzymywała nadzieję, dawała energię do wytężonego działania, a to owocowało przezwyciężaniem wszelkich kryzysów i przyczyniało się do ciągłego rozwoju mojej firmy.

Kiedy kupiłem pierwszą restaurację, 9 grudnia 1960 r., miałem 23 lata i żadnego przygotowania do prowadzenia biznesu. Była to maleńka restauracja na skraju campusu uniwersytetu Michigan w Ypsilanti, w której sprzedawaliśmy pizzę. W pierwszym tygodniu sprzedaż przyniosła tylko 99 dolarów. Kiedy w grudniu 1985 r. świętowaliśmy 25-lecie, mieliśmy już 2600 restauracji w 50 stanach i 6 krajach, a rok później było ich już 3600, przy sprzedaży przynoszącej 2 mld dolarów. Natomiast w 2000 r. „Domino’s Pizza” była już w 66 krajach, zatrudnialiśmy 120.000 pracowników w 7000 restauracjach, a ze sprzedaży uzyskiwaliśmy 3,54 mld dolarów.

Sposobu prowadzenia i budowania przedsiębiorstwa uczyłem się w nieustannym trudzie i wysiłku, a także na własnych błędach. To wszystko wynikało z mojej osobistej filozofii życia opartej na pięciu priorytetach. Uświadomiłem je sobie w czasie służby wojskowej w marynarce wojennej, podczas rejsu z Filipin do Japonii. Miałem wtedy dużo czasu na modlitwę i przemyślenia. Zrozumiałem, że najważniejszym celem w życiu jest osiągnięcie nieba i zabranie tam ze sobą tak wielu ludzi, jak to będzie tylko możliwe. Od tego czasu kieruję się pięcioma priorytetami: duchowym, społecznym, umysłowym, fizycznym i finansowym.

Wielokrotnie dawał Pan świadectwo, że największym skarbem nie są bogactwa materialne, lecz wiara. Czy mógłby Pan podzielić się z naszymi czytelnikami swoim doświadczeniem wiary w Boga?
 
Pierwszym priorytetem w moim życiu są wartości duchowe. Największy sukces mojego życia nie stanowi „Domino’s Pizza”. Będzie nim dopiero zbawienie, osiągnięcie nieba – i do tego celu dążę całym sercem. Człowiek nigdy nie znajdzie szczęścia, jeśli przez wiarę nie otworzy się na miłość Boga i bezgranicznie Mu nie zaufa. Dlatego każdy człowiek powinien się codziennie modlić. Wiara rodzi się, rozwija i pogłębia poprzez codzienną, wytrwałą modlitwę. Modląc się szczerze, otrzymujemy za darmo największe duchowe skarby: wiarę, nadzieję i miłość. Tak sobie układam plan dnia, że codziennie odmawiam cztery części różańca, czytam i rozważam Pismo św., uczestniczę we Mszy św., przyjmując do swego serca Jezusa w Komunii św., bo to jest moja największa siła i źródło nieustannej radości życia. Spowiadam się regularnie i mam kierownika duchowego. Nie mogę zrozumieć, dlaczego niektórzy chrześcijanie po popełnieniu grzechu ciężkiego nie idą natychmiast do spowiedzi. Życie w stanie grzechu ciężkiego to prawdziwy koszmar, stan duchowej śmierci, zniewolenia i uzależnienia od sił zła. W sakramencie pokuty Jezus wyzwala nas z tej strasznej niewoli. On zawsze przebacza nam wszystkie grzechy. Konieczne jest tylko szczere wyznanie win i zdecydowana chęć poprawy. Gdyby ktoś nawet codziennie ciężko upadał, to niech nigdy się nie załamuje, lecz natychmiast idzie do spowiedzi i przyjmuje Jezusa w Komunii św. Tylko wtedy Pan Jezus będzie mógł go leczyć i, pomimo upadków, prowadzić drogą do największego sukcesu, czyli do nieba. Wiary w Jezusa Chrystusa strzegę jak mojego największego skarbu. Jezus Chrystus jest dla mnie jedynym Panem i Zbawicielem, Bogiem prawdziwym, który stał się prawdziwym człowiekiem, aby poprzez Mękę, Śmierć i Zzmartwychwstanie otworzyć nam drogę do nieba. Moja wiara jest w procesie ciągłego rozwoju i wzrostu. Kiedy miałem 4 lata, umarł mój tato i dlatego oddano mnie i młodszego brata do katolickiego sierocińca. Wielki wpływ na moje wychowanie w wierze miała tam siostra Berarda, z pochodzenia Polka. Jej postawa, z której promieniowały dobroć oraz ciepło matczynej miłości, była decydująca w kształtowaniu się mojej wiary w okresie dzieciństwa.

Przez rok byłem w seminarium duchownym, gdyż chciałem zostać księdzem. Niestety, ksiądz rektor uznał, że się nie nadaję, i dlatego musiałem pójść inną drogą. Jestem przekonany, że dar sakramentu kapłaństwa to największy przywilej, jakim Chrystus obdarowuje człowieka tutaj, na ziemi. Mam wielki szacunek do kapłaństwa. Nowo wyświęcony kapłan jest o wiele bardziej ważny aniżeli prezydenci, premierzy, królowie, najwięksi biznesmeni oraz wszyscy wielcy tego świata, ponieważ to przez dar kapłaństwa Jezus Chrystus przebacza nam grzechy w sakramencie pokuty i uobecnia swoje zbawienie w tajemnicy Eucharystii, dzieląc się z nami swoim zmartwychwstałym życiem.

Zawsze byłem człowiekiem wierzącym, świadomym tego, że jeżeli nie będę w dobrych stosunkach z Bogiem, to nigdy nie zdobędę prawdziwego szczęścia. Nie byłbym nigdy w stanie osiągnąć powodzenia w biznesie bez mocy ducha, którą czerpałem z modlitwy i wiary w Jezusa Chrystusa. Od samego początku w moim życiu napotykałem nieustanne trudności. Wiele z nich wydawało się  prawdziwym nokautem. Tylko dzięki wierze i modlitwie podnosiłem się z największych kryzysów i wychodziłem z nich silniejszy. Taka jest niesamowita moc wiary, której doświadczam każdego dnia. Bez względu na to, jak bardzo zmęczony lub zajęty jestem, zawsze znajduję czas na modlitwę, na odmówienie różańca, Eucharystię – i zawsze zostaję zregenerowany. Osobisty kontakt z Chrystusem na modlitwie to jest mój największy skarb.

W 1984 r. po raz pierwszy pojechałem do Medjugorie. Razem z kilkunastu pielgrzymami byłem świadkiem objawienia Matki Bożej dzieciom, w małym pokoju na plebanii. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie obecności Maryi, jedno z największych przeżyć, które umocniło moją wiarę i zdopingowało mnie do gorliwszej modlitwy.
 
A pozostałe cztery priorytety, którymi się pan kieruje w życiu?
 
Drugi priorytet określam jako społeczny, chodzi więc o mój stosunek do innych ludzi. Zaraz po Bogu najważniejszą osobą w moim życiu jest moja żona oraz dzieci. Pobraliśmy się 25 sierpnia 1962 r. Początki były bardzo trudne, zarobki bardzo skromne. Nie mieliśmy własnego domu, przez wiele lat mieszkaliśmy w przyczepie kempingowej. Pomimo skromnych warunków byliśmy bardzo szczęśliwi, ponieważ prawdziwe szczęście dają nie pieniądze, ale miłość. Teraz, gdy jesteśmy bogaci, nie straciliśmy tego szczęścia, ponieważ dzięki modlitwie jesteśmy blisko Boga i nasza miłość coraz bardziej się pogłębia. Po żonie i dzieciach kolejni są przyjaciele. Stosuję w życiu złotą zasadę: „tak traktuj innych ludzi, jak chciałbyś, aby i oni ciebie traktowali”. Zawsze tłumaczyłem swoim pracownikom, że sukces w biznesie będzie możliwy tylko wtedy, gdy będzie dobry produkt, dobra obsługa, a w kontaktach z klientami stosowanie owej reguły! Być grzecznym i miłym dla innych, myśleć o ich potrzebach – ja nauczyłem się tego w sierocińcu od siostry Berardy. Etycznego i uczciwego zachowania trzeba się nauczyć. Przełożony powinien uczyć tego podwładnych, przykładem swojego życia. Moją dewizą życiową jest ufać ludziom, bo chcę w innych widzieć przede wszystkim dobro, a nie zło. Jednak życie nauczyło mnie jednego: gdy pracownik stale łamie zasady etyczne, to należy z nim postąpić tak, jak z zepsutym jabłkiem. Bez względu na to, jak nęcące i ładne by ono było, wiem, że doprowadzi do zniszczenia zawartości całego kosza, dlatego natychmiast je wyrzucam, dla dobra całej firmy i tego pracownika.

Trzeci priorytet, którym kieruję się w życiu, to troska o posiadanie sprawnego i zdrowego umysłu. Koniecznym tego warunkiem jest czyste sumienie, które umożliwia właściwą samoocenę, rodzi postawę radości i optymizmu. Wszystko to sprzyja osiągnięciu sukcesu również w sferze biznesu. Ponadto nasz umysł potrzebuje nieustannego ćwiczenia, uczenia się, zdobywania nowych informacji, aby wciąż rozwijał swoje możliwości i sprawność intelektualną.Czwartym priorytetem jest sprawność fizyczna. Pamiętam o tym, że ciało jest świątynią ducha. Potrzebuje właściwego odżywiania się i odpowiedniego obchodzenia się z nim. Fizyczne zdrowie jest darem Boga i nie można lekkomyślnie go marnować. Aby utrzymać właściwą kondycję i sprawność fizyczną, 6 razy w tygodniu, po 10-kilometrowym biegu, gimnastykuję się przez 45 min (między innymi wykonuję 150 pompek). Dwa razy w tygodniu kończę bieg w fitness clubie i ćwiczę tam przez godzinę. Zwracam uwagę na to, aby właściwie się odżywiać. Jem desery tylko 11 razy w roku, z okazji świąt i uroczystości. Praktykuję post. Nigdy się nie przejadam. Dzięki takiemu trybowi życia, chociaż mam już 68 lat, cieszę się świetnym zdrowiem. Również swoich pracowników zachęcam do troski o swoje zdrowie i utrzymywanie odpowiedniej wagi ciała. Mojego wiceprezesa, Dicka Muellera, zainspirowałem do tego, aby w ciągu roku stracił 50 kg nadwagi i przygotowywał się do przebiegnięcia maratonu w Baton Rouge. Obiecałem mu, że jeżeli tego dokona, to na mecie będę na niego czekał z czekiem na 50.000 dolarów. Dick wywiązał się znakomicie z tego zadania, w ciągu roku zgubił 50 kg nadwagi i po roku systematycznego treningu udało mu się przebiec cały maraton. W nagrodę otrzymał ode mnie na mecie czek na obiecaną sumę.

Piątym moim priorytetem są finanse. Jeżeli będą spełnione pierwsze cztery warunki, to wtedy dopiero sukces w biznesie stanie się możliwy. Jestem tego tak pewny jak i faktu, że po dniu następuje noc.
 
Czy mógłby pan powiedzieć coś na temat budowy nowego katolickiego Uniwersytetu „Ave Maria” na Florydzie?
 
Ten uniwersytet będzie oparty na trzech fundamentach. Najważniejszy z nich to wymiar duchowy, a dopiero później naukowy i właściwa organizacja życia studentów.

Obecnie w wielu istniejących uniwersytetach katolickich jest mocno zaniedbana duchowość oraz troska o pogłębianie wiary katolickiej u studiujących. Na skutek tych zaniedbań studenci, po skończeniu takiego uniwersytetu, mają jeszcze bardziej zachwianą wiarę aniżeli na początku studiów. Już od 25 lat czułem potrzebę otwierania katolickich centrów edukacyjnych, które odznaczałyby się chrześcijańską duchowością i troską o pogłębienie wiary, aby mogła powstawać silna elita liderów w Kościele katolickim. Dlatego w ostatnich latach przeznaczyłem 200 milionów dolarów na budowę nowego uniwersytetu, a całą swoją energię skoncentrowałem na realizacji tego projektu, który najprawdopodobniej będzie zakończony w 2006 r. Na Uniwersytecie „Ave Maria” będzie wykładana solidna katolicka teologia, całkowicie wierna nauczaniu Kościoła. Wszyscy nasi studenci będą musieli uczestniczyć na każdym semestrze w wykładach z teologii lub filozofii. Zostali dobrani najlepsi wykładowcy teologii i filozofii, którzy są zobowiązani złożyć przysięgę wierności Magisterium Kościoła i miejscowemu biskupowi. Na terenie miasteczka uniwersyteckiego będziemy mieli wiele symboli świadczących o tym, że jest to uczelnia katolicka. Będzie tam wybudowany największy kościół w Północnej Ameryce. Jesteśmy w trakcie budowy całego miasta i zakładamy, że zamieszkają tam katolicy żyjący swoją wiarą na co dzień. Już obecnie 25% studiujących to księża i osoby konsekrowane. Planujemy, aby na terenie miasteczka uniwersyteckiego każdego dnia było odprawianych od 15 do 20 Mszy św., żeby był wieczysty konfesjonał i nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Będziemy mieć około 6000 studentów i dążymy do tego, aby to był najlepszy uniwersytet w Stanach Zjednoczonych, bardziej ceniony aniżeli Harvard czy Yale. Nie chcemy, aby był największy, lecz najlepszy. Wszyscy studiujący będą mieszkać w akademikach, osobno dziewczęta i osobno chłopcy. Akcent będzie położony również na uprawianie sportu, gdyż to pomaga w kształtowaniu charakteru i wychowaniu młodych ludzi. Chcemy mieć studentów nie tylko ze Stanów Zjednoczonych, ale również z zagranicy, z około 100 krajów. Na terenie uniwersytetu nie będzie można sprzedawać żadnych książek i czasopism o treściach pornograficznych, ani także środków antykoncepcyjnych.
 
Wielokrotnie spotykał się Pan z Ojcem Świętym...
 
Jan Paweł II jest dla mnie największym autorytetem i prawdziwym bohaterem. Od jego osoby promieniuje świętość, doświadczam tego przy każdym spotkaniu. Z jego rąk przyjmowałem Komunię św. i to są momenty, których nigdy nie zapomnę. W kilka godzin po naszym pierwszym spotkaniu, 7 maja 1987 r., zrodziła się we mnie myśl założenia Legatusa – organizacji zrzeszającej przedsiębiorców katolickich. Zadaniem jej członków jest pogłębianie, wcielanie w życie i propagowanie zasad wiary katolickiej w należących do nich przedsiębiorstwach oraz w życiu profesjonalnym i osobistym.

W poszczególnych oddziałach organizowane są każdego miesiąca dni skupienia, raz w roku tygodniowe rekolekcje oraz pielgrzymka do znanych sanktuariów. Legatus znaczy ambasador, dlatego członkowie tej organizacji zobowiązują się do dzielenia się z innymi swoją wiarą poprzez własne świadectwo – dobre czyny i wysokie standardy etyczne. Obecnie do organizacji należy 1800 przedsiębiorców zgrupowanych w 58 sekcjach w USA oraz w Kanadzie, Włoszech i Irlandii. Organizacja przeznaczona jest wyłącznie dla katolickich biznesmenów, którzy mają firmy o wartości nie mniejszej niż 100 milionów dolarów oraz przynajmniej 10 milionów dolarów rocznego dochodu netto.
 
Na jednym ze spotkań z członkami Legatusa Ojciec Święty powiedział: „Świat potrzebuje autentycznych świadków etyki chrześcijańskiej w biznesie. Kościół zaprasza was do publicznego i wytrwałego wypełniania tej roli”.