Samooszukiwanie się i jego skutki w życiu duchowym według św. Jana od Krzyża

Niewątpliwie nikt zazwyczaj nie planuje oszukiwać samego siebie. Dlatego też często samooszukiwanie się na drodze duchowej zdarza się wówczas, gdy człowiek sądzi, że jego myślenie, decyzje czy uczynki są właściwe i trafne. 

Centralnym tematem pism świętego Jana od Krzyża jest droga duchowa człowieka do celu, jakim jest doskonałe zjednoczenie z Bogiem w przemianie miłości. Droga ta nie jest wolna od trudności. Największe mają, jego zdaniem, wynikać z samooszukiwania się, które może przydarzyć się na poziomie zarówno przyrodzonym, jak i czysto duchowym i nadprzyrodzonym. 

Niewątpliwie nikt zazwyczaj nie planuje oszukiwać samego siebie. Dlatego też często samooszukiwanie się na drodze duchowej zdarza się wówczas, gdy człowiek sądzi, że jego myślenie, decyzje czy uczynki są właściwe i trafne. To właśnie Święty Jan od Krzyża podkreśla w swojej prozie. Nasz mistyk zamierza nie tyle uwypuklać błędy czy zagrożenia na drodze duchowej w tym zakresie, co raczej przyjść z pomocą, byśmy nie mylili się w tym, co naprawdę ważne. To właśnie mówi nam wyraźnie w prologu do jednego ze swoich najprostszych pism, Słów światła i miłości. 

Miłujesz Ty, Panie, roztropność, miłujesz światło, lecz ponad wszystkie czynności duszy kochasz najbardziej miłość. Dlatego te słowa będą wskazówkami roztropności dla podejmującego podróż, światłem dla jego drogi i źródłem miłości krzepiącej go w czasie pielgrzymowania. (...) Może te słowa usuną przed wielu duszami przeszkody i zapory, o które się nieświadomie potykają i nieświadomie błądzą, myśląc, że czynią wszystko, by postępować za Twym najsłodszym Synem, Jezusem Chrystusem. 

Już w podtytule dzieła Droga na Górę Karmel[D][1] Jan od Krzyża mówi, że chce w nim podać „przestrogi i naukę bardzo pożyteczną tak dla początkujących, jak i dla postępujących, aby umieli otrząsnąć się od rzeczy doczesnych, nie obciążać się duchowymi, lecz zostać w tym całkowitym ogołoceniu i wolności ducha, jakie są niezbędne do zjednoczenia z Bogiem”. 

Wrogowie duszy 
 
W tradycji duchowości chrześcijańskiej od dawien dawna mówiło się o trzech wrogach duszy, którymi są świat, szatan i ciało. Jednemu z nich przypisywano oszustwo lub samooszukiwanie się w życiu duchowym – zazwyczaj szatanowi, jako podżegającemu do zła i grzechu, do oddalania od wszystkiego, co może prowadzić do Boga. 

Jan od Krzyża przejmuje tę tradycyjną wizję trzech wrogów duszy. W takich pismach jak Wskazówki [W] służy mu ona nawet za scenariusz wykładu doktryny (J.V. Rodriguez). Tak przedstawia tam ten temat:

Jeżeli zakonnik chce dojść w krótkim czasie do świętego skupienia, milczenia duchowego, ogołocenia i ubóstwa duchowego, gdzie raduje się pełną pokoju ochłodą Ducha Świętego i jednoczy się z Bogiem, a uwalnia się od wszelkich przeszkód, rzeczy tego świata, ochrania się od napaści i ułud szatańskich i uwalnia się od siebie samego – powinien z całą ścisłością spełniać niżej podane wskazania, przy czym zaznacza się, że wszystkie szkody, jakie dusza ponosi, pochodzą od trzech już wspomnianych nieprzyjaciół, którymi są: świat, szatan i ciało. Świat jest nieprzyjacielem mniej trudnym do zwyciężenia. Szatan jest bardzo trudny do rozpoznania, ciało zaś jest najbardziej uparte ze wszystkich: jego ataki trwają tak długo, jak długo żyje stary człowiek. Aby zwyciężyć jednego z tych nieprzyjaciół, trzeba zwyciężyć wszystkich trzech; gdy osłabiony jest jeden, słabną dwaj pozostali, a gdy są zwyciężeni wszyscy trzej, dusza nie musi już wojować (św. Jan od Krzyża, W, Prolog, 1-3). 

Nasz mistyk, dla którego życie duchowe i osoba na drodze duchowej stanowią jedno, postrzega trzech wspomnianych wrogów duszy łącznie, nie tylko we Wskazówkach, ale także we wszystkich swoich pismach. Wiele jest na przykład odniesień do szatana jako podżegacza i mistrza kłamstwa i oszustwa na drodze duchowej. Przede wszystkim jednak Święty podkreśla ostateczną odpowiedzialność za trafność lub błąd na drodze duchowej osoby, która, wraz z Bogiem, jest prawdziwym bohaterem przygody duchowej. W istocie święty mówi nam, że to my jesteśmy, razem z Bogiem, swoim najlepszym sprzymierzeńcem, ale także swoim najgorszym wrogiem, ponieważ ataki ciała (czyli wszystkie samooszukiwania swojego ja) są najbardziej uparte (W, Prolog, 2).

Człowiek – swój własny więzień 
 
Według Jana od Krzyża na drodze duchowej nie można postępować, jeśli nie przezwycięży się braku równowagi, która od początku istnieje w człowieku, pomiędzy jego częścią najbardziej zmysłową a duchową lub rozumną (D 1,1,1-2; 3,5 itd.). 

Nieład ten zapanował w człowieku przez grzech pierworodny. Dlatego w wielu przypadkach, zamiast rozumu, ludzkim postępowaniem powoduje raczej zmysłowość, namiętności, pożądania itp., mieniące się normą i kryterium tego, co wypada lub nie wypada czynić (D 1,1,1; 9,2-4; 15,1). 

A to, w procesie postępującej dezintegracji, o ile nie rzeczywistej autodestrukcji, zmienia w końcu człowieka w niewolnika i więźnia siebie samego.

Niewątpliwie człowiek, nawet gdy zachowuje się w ten sposób, zawsze szuka swojego szczęścia, ale nie tędy droga. Nasz mistyk tłumaczy nam to na rozmaite sposoby, zaczynając od przykładu ślepca. Mówi tak:

Pożądanie zaślepia i zaciemnia duszę, gdyż jako takie jest ślepe; ponieważ samo w sobie nie ma żadnego poznania, dlatego rozum jest dla niego jedynym przewodnikiem. Przeto ilekroć dusza pozwala się kierować swemu pożądaniu, zaślepia się, gdyż sama dobrze widząc, każe się prowadzić ślepemu i w rezultacie jest tu jakby dwóch ślepców. Sprawdza się wtedy to, o czym mówi nasz Pan u św. Mateusza (D 1,8,3). 

 
Samozaślepienie i niemożność dostrzeżenia, gdzie leży dobro i prawdziwe szczęście to nie jedyna szkoda, którą taki sposób postępowania wyrządza w człowieku. W pierwszej księdze Drogi na Górę Karmel Jan od Krzyża systematyzuje te szkody w następujących słowach: „dręczą, męczą, zaciemniają, brudzą i osłabiają” (D 1,6,1). 

Możemy zatem śmiało powiedzieć, że oddawanie sferze zmysłowości, namiętności, pożądania kierownictwa właściwego rozumowi nie tylko nie pozwala człowiekowi dostrzec, gdzie leży prawdziwe dobro i jego prawdziwe szczęście, ale co więcej, nawet gdyby udało mu się je dostrzec, często nie będzie miał siły, by do nich dążyć lub je osiągnąć. Wówczas może stać się niewolnikiem samego siebie i swoich pragnień. To właśnie jasno mówi nam Jan od Krzyża w następującym fragmencie:

Pożądania osłabiają siłę duszy, są bowiem dla niej jak dzikie pędy i odrośle wokół drzewa, wyczerpujące jego soki i zmniejszające siłę owocowania. (...) pożądania nie tylko nie przynoszą żadnego dobra duszy, ale nadto pozbawiają ją tego, które posiada. (...) Nieumartwione pożądania wzrastają tak dalece, że zabijają duszę odnośnie do życia Bożego, a to dlatego, że ona ich wpierw nie uśmierciła i tylko one w niej żyją. (D 1,10,2-4). 

Zostaje tu podkreślony jeszcze jeden ze skutków tego rodzaju postępowania: niemożność dążenia do cnoty, życia w prawdziwej jedności z Bogiem (D 1,6,1-4; 4-6). Nasz mistyk stwierdza wręcz, że niektórzy „nie zbliżając się do Boga, nie widzą przeszkód stojących na drodze do Niego” (D 1,12,5).

Nie powinno się też polegać na darach i cnotach już otrzymanych, ponieważ wszystko można utracić, jeśli człowiek z powrotem da się prowadzić w taki sposób, o jakim mówiliśmy. Na potwierdzenie tego Jan od Krzyża przypomina między innymi przypadek Salomona (D 1,8,6). Z drugiej strony mówi, że w istocie nie ma takiego wysiłku ludzkiego, dzięki któremu udałoby się wyzwolić z kręgu niewoli swoich pożądań – ale można tego dokonać z Bożą pomocą i z miłości do Niego (D 1,1,4-6; 14-15).

Zdaniem Świętego nieoczyszczenie ludzkiej zmysłowości, najbardziej zewnętrznej i najbardziej wewnętrznej, powoduje, że błądzimy również na płaszczyźnie najbardziej duchowej i rozumowej, w tym w wymiarze doświadczenia religijnego i doświadczenia Boga. I tak w drugiej i trzeciej księdze Drogi na Górę Karmel więcej miejsca poświęca temu, jak wyprostować drogę w całym ludzkim wymiarze, głównie w warstwie rozumu, pamięci i woli, wychodząc od cnót teologalnych wiary, nadziei i miłości. Tu niebezpieczeństwo polega na utożsamieniu Boga, doświadczenia Go i jedności z Nim, lub po prostu tego, co prowadzi człowieka do pełni i daje mu szczęście, z tym, co ktoś czuje, widzi, myśli, pamięta, posiada, kocha, ceni itd. ? zarówno w sferze rzeczywistości całkowicie doczesnych czy też, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, świeckich, jak i najbardziej religijnych i wewnętrznych. 

„Nie miałam wodza ni światła innego”
(Poemat Noc ciemna, strofa 3) 


W noc pełną szczęścia błogiego,
Pośród ciemności, gdzie mnie nikt nie dojrzał,
Jam nie widziała niczego,
Nie miałam wodza ni światła innego
Ponad ten ogień, co w sercu mym gorzał.


„Wodzem i światłem” dla chrześcijanina zawsze powinien być Bóg, wiara, miłość i nadzieja w Nim. W dziełach Droga na Górę Karmel i Noc ciemna znajdujemy nie tylko szerokie wyjaśnienia dotyczące możliwych samooszukiwań na drodze duchowej. Podstawowy tok wypowiedzi autora skoncentrowany jest raczej na nauczaniu pozytywnym: wyjaśnia on, co trzeba zrobić, by na tej drodze postępować w sposób trafny i właściwy. Podaje na przykład wskazówki na temat wartości samokształcenia zmysłów (przede wszystkim w pierwszej księdze Drogi i pierwszej księdze Nocy). Tłumaczy też, jak ważne jest oparcie się na cnotach teologalnych – wierze, nadziei, miłości – głównie w drugiej i trzeciej księdze Drogi i w obydwu księgach Nocy. W istocie, już na końcu drugiej księgi Nocy ciemnej, mówi, że bez wsparcia wspomnianych cnót teologalnych i praktykowania ich nie można przejść przez rozmaite etapy uzdrowienia i odbudowy wewnętrznej lub przez noce oczyszczenia, przede wszystkim przez bierną noc ducha (N 2,21; D 2,6). 

Ale ponadto Jan od Krzyża daje nam inne, równie ważne wskazówki, nie zawsze tak mocno podkreślone. Kładzie przykładowo nacisk na to, by na drodze duchowej zawsze posługiwać się rozumem oświeconym wiarą, to znaczy słowem Bożym (D 2,21-22 i 27). A także, jakżeby nie, by w sprawach Bożych zawsze korzystać z pośrednictwa drugiej osoby, aby uniknąć pomyłki i nie zbłądzić. „Zazwyczaj bowiem [Bóg] nie objawia, choćby nawet długo przestawał z duszą, tego wszystkiego, co może być osiągnięte rozumem i za radą ludzką” (D 2,22,13; por. 22,11-19). 

Źródło Internet