Dlaczego, Boże, dopuściłeś do tej tragedii?

W jednym z wywiadów z dominikaninem Wojciechem Prusem, dziennikarka przywołuje się na tragiczne wydarzenia: „Stokilkadziesiąt osób uwięzionych pod gruzami hali w Katowicach, ponad sześćdziesiąt z nich nie przeżyło tej tragedii. Kilkunastu maturzystów ginie w drodze na Jasną Górę; autobus, którym jadą, staje w płomieniach. Kobieta, która rodzi swoje trzecie dziecko, doznaje wylewu krwi do mózgu. Inna kobieta któregoś dnia nieoczekiwanie upada w pracy – diagnoza identyczna. Trudno w tych zdarzeniach zobaczyć sens. I trudno pozbyć się dręczącego pytania: dlaczego? Wierzący stawiają je również Bogu.[1] Dlaczego, Boże, dopuściłeś do tej tragedii?”[2]

Pytanie: „A gdzie był Bóg?”, które pojawiło się po którejś z tych tragedii w dziale forum w Internecie, niech będzie inspiracją tejże refleksji. W tym pytaniu bowiem pobrzmiewa echo słów dawnych pokoleń, kryją się także oskarżenia o wiele cięższe. W jakim sensie?

Oskarżenia sprzed wieków

To, że nie tylko współcześnie stawiano podobne oskarżenie, pokazują również minione wieki. Wprawdzie aż do czasów nowożytnych zjawisko ateizmu miało charakter marginalny, ale problem pogodzenia istnienia zła z istnieniem bogów stawał przed człowiekiem od dawna. Wystarczy cofnąć się do starożytności i przypomnieć człowieka, który przez Cycerona był uważany za pierwszego ateistę[3]. Diagoras z Melos (II poł. V w. przed Chr.) początkowo wierzył w wielu bogów. Tę wiarę stracił jednak pod wpływem pewnego wydarzenia. Jeden z poetów przypisał sobie pieśń jego autorstwa i by to udowodnić, przysiągł na bogów. Przysięga na bogów sprawiła, że pieśń tę zaczęto uważać za napisaną przez niego. Ponieważ bogowie nie ukarali tego poety za krzywoprzysięstwo, Diagoras z Melos stał się ateistą. Doświadczenie krzywdy i triumfu zła sprawiło, iż przestał wierzyć.

Czy Bóg cierpi?

Drugi znamienny fakt, który można przywołać w kontekście pytania: „Gdzie był Bóg?” jest często wskazywany przy okazji dyskusji na temat reakcji Boga na zło i szukania odpowiedzi na pytanie: czy Bóg cierpi?[4]. Przykład ten przywołał protestancki teolog Moltmann, nawiązując do opowiadania Wiesela: „Esesmani powiesili dwóch żydowskich mężczyzn i chłopca przed wejściem do obozu. Mężczyźni umarli szybko, ale śmiertelne cierpienia chłopca ciągnęły się jeszcze pół godziny. «Gdzie jest Bóg? Gdzie On jest?» – zapytał ktoś za mną. Kiedy chłopiec wciąż wisiał w męczarniach na stryczku, ów mężczyzna znowu zapytał: «Gdzie jest Bóg?». I wtedy usłyszałem w sobie głos, który mówił: «Gdzie On jest? Tutaj On jest. Wisi na szubienicy»[5].

To dramatyczne pytanie o obecność Boga – pytanie, które może sprawić, iż odpowiedź będzie taka, że Boga nie ma – stawia chrześcijan przed obowiązkiem pogodzenia faktu istnienia zła z istnieniem Boga.[6] Próby odpowiedzi na to pytanie podejmowała dziedzina wiedzy zwana teodyceą. Określenia tego po raz pierwszy użył Leibniz na oznaczenie teoretycznych prób udowodnienia, że zło i cierpienie doświadczane przez stworzenia nie przeczą przekonaniu o istnieniu doskonałego Boga[7]. Wśród tych prób możemy wyodrębnić zwłaszcza dwie drogi.

Doświadczenie zła przez człowieka

Pierwszą z nich jest argumentacja, która podkreśla, że zło doświadczane przez stworzenie może być w istocie czymś dobry [8]. Takie przekonanie można umotywować stwierdzeniem, że dobroć Boga nie odpowiada temu, co człowiek uważa za dobre i określa jako dobro. W tym rozumowaniu kryje się jednak pewna trudność. Wprawdzie należy stwierdzić, iż kategorie, które odnosimy do Boga, przekraczają nieskończenie to, co ludzkie, ale ostatecznie trzeba przyznać, że nie może zachodzić całkowita sprzeczność między ludzkim pojmowaniem dobra a tym, co jest dobre w Bożych oczach. W przeciwnym wypadku dobro w ogóle nie byłoby osiągalne dla człowieka, a pytanie o dobroć Boga byłoby zupełnie niezrozumiałe. Intuicja podpowiada, że między tym, co jest dobrem u Boga, a tym, co jest dobrem dla człowieka, musi zachodzić pewne podobieństwo. Nie może być tu całkowitej sprzeczności, choć przecież pierwsze może przerastać drugie. Dlatego twierdzenie, że doświadczenie zła przez człowieka ostatecznie nie jest doświadczeniem zła, nie daje w pełni zadowalającej odpowiedzi.

Spójrzmy na drugą próbę odpowiedzi – na skandal zła. Ta próba sprowadza się do wskazania, że Bóg jest ograniczony w swojej wolności i nie może ingerować w dzieje świata. Fundament tego ograniczenia jedni widzą w tym, że Bóg stwarzając wolne ludzkie istoty „wydzielił przestrzeń”, z której sam zrezygnował i nie panuje już nad nią. W tym sensie to nie On byłby odpowiedzialny za zło, lecz tylko by je dopuszczał. Inni – w łonie tzw. teologii procesu – istnienie zła tłumaczą faktem, iż wiąże się to z przepaścią oddzielającą stworzenie od Boga. Bóg, który jest duchem, nie miałby możliwości bezpośredniego wpływu na materię. On mógłby tylko ją inspirować, dzięki czemu materia – sama z siebie chaotyczna – otrzymywałaby zdolność organizowania się w coraz doskonalsze formy istnienia. Taki proces coraz doskonalszego kształtowania się materii pociągałby jednak za sobą nieuniknioną możliwość, że coraz wyżej zorganizowane istoty będą czyniły nie tylko dobro, lecz również i zło.

„Obronić” Boga

W obu tych ostatnich próbach „usprawiedliwienia Boga” wspólne jest to, że ostatecznie został zakwestionowany przymiot wszechmocy Boga. Można „obronić” tu Boga wskazując, że wszechmoc Boża może być ograniczona koniecznością logiczną, czyli że Bóg nie może czynić rzeczy niemożliwych. To nie oznacza, że Bóg jest ograniczony czymś „z zewnątrz”. Bóg po prostu sam jest Prawdą, sam jest logiczny, więc nie jest to jakieś Jego ograniczenie, lecz raczej właściwość. W ten sposób istnienie zła, zwłaszcza powodowanego przez osoby, nie należałoby przypisywać woli Boga. Trudniej oczywiście przyjąć drugi wariant związany z teologią procesu, zwłaszcza jeśli ma się przed oczami obecne w nim założenie, iż materia jest czymś wiecznym, podobnie jak Bóg. To rozumowanie zbytnio oddala się od chrześcijańskiej koncepcji Boga, stworzyciela świata materialnego.

Choć to nie wszystkie próby, w których w obrębie teodycei starano się pogodzić istnienie zła z wiarą w istnienie Boga, można się tu chyba zatrzymać[9]. Te najważniejsze przytoczone próby rozwiązania obecności zła w świecie uwalniają Boga od odpowiedzialności za ten fakt. Dostrzegamy w nich pewne intuicje, które niosą w sobie cząstkę odpowiedzi, ale jednocześnie zgorszenie pozostaje – jest to zgorszenie innego rodzaju. Nawet jeśli Bóg nie jest odpowiedzialny za pojawienie się zła, to winę można Mu przypisać stawiając pytanie: dlaczego zostawił nas samych wobec misterium zła? Dlaczego, choć zezwala czynić zło wolnym ludzkim osobom, nie próbuje tego „naprawić”?

Spotkanie ze złem

W ten sposób wracamy do pytania, które zostało zasygnalizowane już na początku – pytania o nieobecność Boga w tym świecie, gdzie zakrólowało zło. Poszukiwanie odpowiedzi domaga się jednak uściślenia jeszcze jednej rzeczy. Trzeba tu z całą świadomością i odwagą spojrzeć na to, czym jest zło. Nie chodzi tu tylko o rozróżnienie między złem pojawiającym się w wyniku czyjegoś działania, a więc wolnej decyzji stworzeń, a złem wpisanym niejako w naturę (katastrofy, choroby itp.). Ostatecznie w obu przypadkach stajemy bowiem wobec tajemniczej rzeczywistości, wobec czegoś niewyjaśnionego i bulwersującego ludzką logikę. Zło, choć doświadczane na co dzień i obecne w różnych formach, nie jest odbierane jako coś naturalnego.[10] Sprzeciwia się to ludzkim pragnieniom i temu, co podpowiada logika. Tę prawdę trzeba mieć zawsze przed oczami.

Właśnie ten fakt będący u podstaw każdego doświadczenia zła i mogący prowadzić ku postawie „zgorszenia złem” jest jednocześnie punktem, w którym można obrać inny kierunek. To punkt, w którym drogi zaczynają się rozchodzić i jedna wiedzie ku postawie negacji Boga, druga – ku pełniejszemu i głębszemu otwarciu się na tajemnicę Boga.

Co o tym decyduje? Dobrze ujęli to autorzy krakowskiego podręcznika teologii fundamentalnej pisząc: „W prowadzonym przez filozofię procesie teodycei wielki Oskarżony milczy: głos w Jego obronie mają tylko Jego ziemscy adwokaci. Taka jest natura filozofii. Tymczasem rodzi się pytanie, czy On sam nie przemówił w swojej sprawie?”[11]

Spotkanie ze złem staje się punktem, w którym doświadczenie kruchości egzystencji i doświadczenie niemocy wobec zła oraz intuicyjne zrozumienie, iż zło samo w sobie jest czymś niezrozumiałym, można odczytać jako zaproszenie do otwarcia się na inny głos – nie ten będący owocem ludzkiego rozumowania.

Jan Paweł II w swej książce Pamięć i tożsamość napisał: „Czy tajemnica odkupienia jest również odpowiedzią na to zło dziejowe, które powraca w historii człowieka pod różnymi postaciami? Czy jest ona odpowiedzią na zło naszych czasów? Zdawać by się mogło, że zło obozów koncentracyjnych, komór gazowych, okrucieństwa pewnych służb policyjnych, wreszcie samej wojny totalnej oraz ustrojów opartych na przemocy – że to zło, które również programowo przekreślało obecność krzyża – było mocniejsze. Jeśli jednak popatrzymy nieco wnikliwiej na dzieje ludów i narodów, które przeszły przez próbę systemów totalitarnych i prześladowań za wiarę, wówczas odkryjemy tam wyraźną, zwycięską obecność krzyża Chrystusowego. […] Tym, którzy są poddani programowemu oddziaływaniu zła, nie pozostaje nikt inny i nic innego poza Chrystusem i krzyżem, jako źródłem duchowej samoobrony, jako rękojmią zwycięstwa”[12].

W tym papieskim słowie oraz w tym, co Jan Paweł II napisał trochę dalej, przypominając naukę Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym, iż odkupienie dokonane przez Chrystusa ogarnia cały świat[13], kryje się odpowiedź Boga – wielkiego Oskarżonego w tym sporze. Pośród misterium zła wyrósł krzyż Chrystusa, który dał odpowiedź Boga na wszelkie zło – jeszcze mocniejszą miłość. Pośród misterium zła wyrósł krzyż Chrystusa, który pokazał, iż Bóg nie zostawił nas tu samych.

Przywołajmy jeszcze raz słowa ks. Szymika: „Dzięki Chrystusowi nie jesteśmy bowiem sami ze swoim bólem, cierpienie nie jest w tym sensie bezbożne, bo Bóg z nami współ-cierpi. Dzięki Chrystusowi nie jesteśmy też bezsilni wobec cierpienia,[14] Bóg jest wolnością absolutną i wszechmocą zdolną wyrwać nas ze świata cierpienia, «nie ma w Nim żadnej ciemności»”[15].

W przestrzeni wiary

Sens tej odpowiedzi w pełni można jednak zrozumieć dopiero w przestrzeni wiary. Tylko tutaj znajdziemy ostateczne rozwiązanie postawionego Bogu zarzutu. To prawda, że można kwestionować sposób tego „dowodzenia”, bo nie jest ono dostępne inaczej, jak dla przyjmujących optykę wiary, a więc dla tych, którzy już zrobili krok w stronę Boga. Ale czy właśnie nie tego domaga się postawione pytanie, które jest skierowane właśnie do Boga? Czy nie w Jego stronę trzeba się zwrócić, by szukać odpowiedzi? Czy nie Jemu należy pozwolić się wypowiedzieć, skoro On został tu oskarżony?

Dopowiedzmy tu jeszcze jedno spostrzeżenie – uwagę sformułowaną przez znanego biblistę Alberta Vanhoye’a. Komentując opisy męki Pańskiej w Ewangeliach synoptycznych wskazał on na znamienny szczegół. Opisy te zostały spisane już z perspektywy Zmartwychwstania. Właśnie na tym tle uderza fakt, jak wiele miejsca w Ewangeliach poświęcono opisom męki. Stanowią one bardzo znaczącą część każdej z nich, zajmując wręcz nieproporcjonalną ilość miejsca. Męka nie została pominięta na rzecz bardziej chwalebnych momentów życia Jezusa – cudów, powodzenia wśród tłumów, nauczania czy też opisów spotkań ze Zmartwychwstałym. Światło Zmartwychwstania nie przesłoniło wierze tego, by właśnie w męce dostrzec niezgłębiony skarb, w którym objawia się nieskończoność Bożej miłości[16].

W którym kierunku więc można szukać odpowiedzi? Zwrócić się należy w stronę słowa Krzyża. Tam Bóg nie cofnął się przed poddaniem się triumfowi zła, ale triumf ten uczynił pozornym.

Zło przestało mieć ostatnie słowo

Za krzyżem i grobem ukrył Bóg przemienione oblicze zmartwychwstałego Syna. I zło przestało mieć ostatnie słowo. Co więcej, wywyższony Pan uczynił z symbolu przekleństwa i zła narzędzie łaski. Wobec skandalu i doświadczenia zła odpowiedź Boga jest ciągle ta sama – to słowo krzyża – logos tou staurou. Benedykt XVI napisze, że w śmierci Chrystusa na krzyżu dokonało się zwrócenie się Boga przeciwko samemu sobie, poprzez które On ofiarowuje siebie, aby podnieść człowieka i go zbawić (DCE 12). A to oznacza, że nawet tam, gdzie wydaje się nam, iż coś przeciw Bogu się zwraca, można Jego spotkać… Trzeba tylko podjąć słowo Krzyża. Trzeba tylko zrozumieć, że słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu (Mk 15,33) niosą w sobie echo nie tylko skargi, ale i modlitwy, która jest pełna ufności i wiary w triumf Bożej sprawiedliwości (por. Ps 22).

ks. Paweł Borto

________________
Przypisy:

[1] Wierzący często stawiają pytanie Bogu: Dlaczego dopuściłeś do tej tragedii?
[2] K. Jabłońska, Trudno człowiekowi wierzyć, „Więź” 2006, nr 3, s. 16.
[3] Z. Krzyszowski, Ateizm, w: Leksykon teologii fundamentalnej, pod red. M. Ruseckiego i in., Lublin – Kraków 2002, s. 123.
[4] Pytanie o cierpienie Boga jest jedną z kwestii najbardziej dyskutowanych we współczesnej teologii. Warto tu przywołać następujące publikacje, które mogą stanowić pomoc w studium tego zagadnienia: T. G. Weinandy, Czy Bóg cierpi?, Kraków 2003 (jedno z najbardziej obszernych opracowań tego zagadnienia); „Communio” 2004/2 (140) (nr poświęcony zagadnieniu: „Czy Bóg cierpi?”); J. Szymik, Współczujący Bóg, „Życie Duchowe” nr 46/2006, s. 7 – 13.
[5] J. Moltmann, The Crucified God, Londyn 1974, s. 273 – 274, cyt. za T. G. Weinandy, Czy Bóg…, s. 17. Weinandy zaznacza, że słowa te nie są cytatem, lecz streszczeniem opowiadania Wiesela z książki Nigth, Londyn 1972, s. 76, 77, a nadto cytuje opinię, iż Moltmann wyciągnął wnioski zupełnie opaczne do intencji piszącego to opowiadanie, na które Moltmann się powoływał.
[6] Pytanie o obecność Boga stawia chrześcijanin przed obowiązkiem pogodzenia faktu istnienia zła z istnieniem Boga.
[7] Teodycea, w: H. Vorgrimler, Nowy leksykon teologiczny, Warszawa 2005, s. 374.
[8] Oczywiście, nie bierzemy pod uwagę takiego przypadku, że Bóg nie jest dobry ze względu na to, że jest Absolutem, czyli że staje ponad wszelkimi podziałami, w tym również na to, co dobre i to, co złe. Takie spojrzenie mieści się bowiem poza chrześcijańską interpretacją rzeczywistości.
[9] Odsyłamy tu do obszernego omówienia tej problematyki w: L. Kołakowski, Jeśli Boga nie ma… O Bogu, diable, grzechu i innych zmartwieniach tak zwanej filozofii religii, Kraków 1988, s.14 – 58.
[10] Zło, choć doświadczane na co dzień nie jest odbierane jako coś naturalnego.
[11] M. Deselaers, Ł. Kamykowski, P. Sikora, Bóg a zło, w: Teologia fundamentalna, pod red. T. Dzidka i in., t. 1: Człowiek, filozofia, Bóg, Kraków 2004, s. 127.
[12] Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków 2005, s. 27, 28.
[13] Tekst brzmi następująco: „[Kościół] ma on więc przed oczami świat ludzi, czyli całą rodzinę ludzką wraz z całokształtem rzeczywistości, wśród której ona żyje; świat, widownię dziejów rodzaju ludzkiego, naznaczony jego przedsiębiorczością, klęskami i zwycięstwami; świat, który jak wierzą chrześcijanie, został stworzony i jest zachowywany dzięki miłości Stworzyciela, popadł w niewolę grzechu, lecz po złamaniu przez ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa mocy Złego został wyzwolony, aby przeobrazić się zgodnie z zamierzeniem Boga i osiągnąć doskonałość” (KDK 2).
[14] Dzięki Chrystusowi nie jesteśmy bezsilni wobec cierpienia.
[15] J. Szymik, Współczujący Bóg, „Życie Duchowe” 2006, nr 46, s. 13.
[16] A. Vanhoye i in., Męka według czterech Ewangelii, Kraków 2002, s. 15, 16.

Źródło Internet Portal Katolik