Jak nauczyć kochać?

Wychowanie, jeśli nie jest wzorem i miłością, nie jest wychowaniem. (Johann H. Pestalozzi)

W „szkole” Jezusa

W dobie tak wielu pokus, tak wielkiego zamieszania w świecie pojęć i wartości, jak też wielu kryzysów i związanych z nimi cierpień w rodzinach, warto zwrócić uwagę na podstawową przyczynę tych wszystkich negatywnych zjawisk. Pierwszą podstawową przyczyną jest brak wiary w Boga, który jest Miłością i który miłości uczy. Jeśli w całym procesie wychowawczym nie ma miejsca dla Boga, Jego nauki, to każde tak „wychowane” pokolenie skazane jest na porażkę. Bo jak można nauczyć kogoś dobra i miłości, omijając samo Źródło wszelkiego dobra, omijając Boga?! Nauka zawarta na kartach Ewangelii jest najlepszym podręcznikiem dla wszystkich wychowawców i wychowanków świata, gdyż zawiera ona to wszystko, co kształtuje ludzkie serce, nadaje sens życiu i ukazuje wspaniałe horyzonty dobrego wychowania.

W „szkole” Jezusa Chrystusa zostaje się świętym, czyli dobrym człowiekiem, bo świętość polega na miłości. A przecież wszystkim chodzi właśnie o dobro! Gdy tego Bożego światła brakuje, wtedy w rodzinach i w różnych placówkach wychowawczych popełnia się wiele błędów; i zamiast wychowywania do miłości, wychowuje się nowe pokolenie może i ludzi wykształconych, ale jakże często nieumiejących kochać. Te braki w miłości można zaobserwować w liczbie rozwodów i cierpiących dzieci, w niedojrzałości emocjonalnej czy w różnych nowych chorobach związanych z poczuciem niekochania w rodzinie.

I co z tego, że młodzi mają rzeczy, jeśli nie mają dla siebie własnych rodziców?! Rzeczy nie uszczęśliwiają – uszczęśliwia Bóg i drugi kochający człowiek. Jeśli młody człowiek nie doświadczy miłości własnych rodziców, nie będzie umiał tych rodziców kochać, nie będzie umiał kochać ludzi, chyba że spotka na swojej drodze kogoś, kto go zaprowadzi do Źródła miłości – do Boga. Jednak uzdrowienie wewnętrzne nie nastąpi automatycznie, będzie to dłuższy i często bolesny proces. Na szczęście Bóg jest wszechmogący i wszystkiemu zaradzi, oby tylko Jemu zaufać i szukać pomocy u Niego oraz u ludzi.

 

Wzór rodziców

Wielkim problemem młodych ludzi, tzn. dzieci i nastolatków, jest ich osamotnienie w rodzinach. Rodzice zajęci pracą, utrzymaniem domu, mają dla swoich bliskich bardzo mało czasu, a często prawie go nie mają. Przepracowani rodzice w dni wolne chcą odpocząć, więc łatwiej jest im pozwolić dziecku na telewizję czy komputer, nawet bez sprawdzenia, co ono ogląda i jakimi grami się interesuje, niż porozmawiać z nim lub wspólnie spędzić czas choćby na zabawie. Gdy ojciec lub matka zbyt często powtarza swoim dzieciom, że nie ma dla nich czasu, niech nie spodziewa się dobrej i spokojnej starości. Tacy rodzice kiedyś zostaną sami, bez żadnej pomocy ze strony dzieci.

Rodzice, którzy przyznają się do Boga i do wiary w Niego, nie mogą aż tak ulegać wpływom świata, aby łamać podstawowe Boże przykazanie: Miłuj Boga i miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość rodziców do Pana Boga wyraża się właśnie w ich miłości do własnych dzieci. Miłość do dziecka nie wyraża się tylko w tym, że da mu się jeść, ubierze się je i zapewni dobra doczesne; dzieci bardziej potrzebują bliskości kochanych osób niż kolejnej zabawki.

Kiedyś w pewnym domu podczas wizyty duszpasterskiej ksiądz zastał rodzinę w komplecie. Ojciec rodziny zaczął opowiadać, jak dba o swoją rodzinę, bo właśnie zjechał na święta do kraju i przywiózł nowe rzeczy. Nastoletnia córka przysłuchiwała się tej rozmowie. Jednak na pytanie ojca, czy jej czegoś brakowało, nie odpowiedziała, tylko po jej policzkach spłynęły dwie duże łzy. Otóż brakowało jej bardzo dużo, brakowało jej taty! Gdy ojca nie ma w domu, dzieci nie są szczęśliwe, nie mają wzorca ani oparcia, czują się mniej bezpiecznie, ich życie emocjonalne zostaje zachwiane, a konsekwencje później ciągną się latami. Takie dzieci są też bardzo samotne, chociaż obok mają matkę, bowiem ona nie nadrobi nieobecności ojca. Dziecko potrzebuje i ojca, i matki. Psychika mężczyzny jest inna niż psychika kobiety, dzieci potrzebują obojga rodziców, aby mogły się prawidłowo rozwijać i dojrzewać w swoim świecie uczuć. Najlepszą kolebką rozwoju miłości w dzieciach jest pełna rodzina, mająca na uwadze przekazanie wiary w Boga i naukę miłości. Wzorcem powinni być właśnie kochający rodzice.

 

Błędy wychowawcze

Rodzice też są dziećmi swoich rodziców i niosą bagaż różnych rodzinnych doświadczeń, które nie zawsze były dobre, przyjemne i proste. Gdy młody człowiek opuszcza swój dom i zakłada rodzinę, obiecuje sobie, że u niego będzie o wiele lepiej. Ale po jakimś czasie okazuje się, że to „lepiej” nie nastąpiło, wręcz przeciwnie, czasami jest nawet gorzej. Może być lepiej, ale pod jednym warunkiem, że bardziej przybliży się do Boga i zacznie poznawać Jego miłość oraz tą miłością na co dzień żyć. Wtedy nie powieli błędów własnych rodziców. A mogą to być: zbyt wielki rygoryzm wychowawczy, oziębłość uczuciowa, zniewolenie emocjonalne (zwłaszcza matek), ciągła negacja słów i zachowań dziecka, niezaspokojone ambicje wiązane z dziećmi, hedonizm i wiele innych błędów, które później stają się wielkim problemem dzieci (więcej na ten temat można znaleźć w książce Wychowywać miłością, WAM 1999).

Wszystkie jednak błędy są do naprawienia. I nawet gdy ktoś miał wiele przykrych doświadczeń wyniesionych z rodziny, może przy Bożej pomocy wszystko przebaczyć i żyć miłością, ucząc jej przez własny przykład dawany rodzinie i ludziom. Bóg, który jest najlepszym Ojcem, zna najlepiej ludzkie serca. On też obdarza światłem i nie pozwoli na wielkie błędy, na coś, co byłoby cierpieniem Jego dzieci. Warto wychowywać z Bogiem i do Boga prowadzić, gdyż tylko On kocha bezinteresownie i zawsze dla swoich dzieci wybiera dobro. On nikogo nie skrzywdzi i gdy się Jemu zaufa, nie pozwoli skrzywdzić. Pozwolić Bogu prowadzić się za rękę i nauczyć tego dzieci – oto droga do prawdziwego szczęścia dla całej rodziny. Nie będzie wtedy lęku o przyszłość, gdyż ufającego człowieka Bóg nie może zawieść. Tak powinni ufać Bogu wszyscy rodzice i wychowawcy.

ks. Wiesław Krupiński SJ