Jest jeszcze Tajemnica, której nie odkryliśmy

Z o. Jackiem Bolewskim, jezuitą, teologiem i pisarzem, rozmawia Marta Wielek

Duch Święty zbawia niechrześcijan przez obecne w ich wierzeniach elementy prawdy i dobra. Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że religie te, same w sobie, mogą prowadzić do zbawienia.

Ojcze Profesorze, przyglądając się opisom doświadczeń mistycznych w różnych religiach, można zauważyć między nimi pewne podobieństwa obrazów, odczuć, a nawet dróg duchowego rozwoju. Czy to oznacza, że wszyscy mistycy tak naprawdę doznają tego samego, a potem interpretują to w kontekście własnej religii czy kultury? Czy Pan Bóg daje wszystkim to samo doświadczenie?

To byłby chyba zbyt daleko idący wniosek. Pan Bóg daje wszystkim Siebie, swoją miłość, a nie jakieś określone doświadczenie. Biblia pokazuje, że człowiek został stworzony we wspólnocie z Bogiem. Ta wspólnota nie ustała nawet po grzechu pierworodnym. Lubię powtarzać słowa św. Pawła, które kiedyś były dla mnie oświeceniem: Bez miłości byłbym niczym (por. 1 Kor 13, 2). Zazwyczaj interpretujemy je negatywnie, że tej miłości jest w nas za mało. Trzeba sobie jednak powiedzieć: „Przecież ja nie jestem niczym", a to znaczy, że jest też we mnie miłość – nie tyle moja, co ta Miłość, która mnie stworzyła. Każdy człowiek – niezależnie od swojego wyznania – jest adresatem miłości Boga.

Poza tym, gdy mówimy o doświadczeniach mistycznych, warto zwrócić uwagę na to, że słowo „mistyczny", pochodzi od greckiego pojęcia mysterion, czyli „tajemnica". Tego samego terminu św. Paweł używa w odniesieniu do Chrystusa. Przykładowo w Liście do Efezjan (por. Ef 1,3-14) pisze o tym, że Chrystus działał w świecie od początku, chociaż Jego działanie aż do momentu Wcielenia było ukryte, było tajemnicą. Nie rozpoznał jej do końca Stary Testament, a co dopiero inne religie. Syn Boży musiał się objawić w Jezusie, żeby można było właściwie zrozumieć zapowiedzi zawarte w Starym Testamencie czy w innych religiach.

Pismo Święte pokazuje więc, że wszyscy ludzie od początku świata mają do czynienia z misterium Chrystusa, czyli z miłością Bożą, która objawiła się w pełni dopiero w Jezusie. Człowiek nadal nie może jej całkowicie rozpoznać, bo w naszej rzeczywistości jest również obecny grzech. W Liście do Rzymian św. Paweł pisze, że choć ludzie poznali Boga przez Jego dzieła, nie potrafili być wdzięczni i odwrócili się od Niego (por. Rz 1, 21-22). To jest ten sam grzech, który popełnili też pierwsi rodzice – przestali być wdzięczni. Zapomnieli, że wszystko otrzymali w darze, i uznali, że należy im się jeszcze więcej.

Zapytam wprost: wierzymy, że mistycy chrześcijańscy w swoich doświadczeniach spotykają się z Bogiem, a z kim w takim razie „spotykają się" mistycy innych religii?

Odpowiedź znajdziemy w prologu Ewangelii św. Jana. Czytamy tam, że Boski Logos nie tylko wszystko stworzył – tj. że wszystko od Niego pochodzi – ale także, że oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat (por. J 1, 1-9). Mistycy innych religii również stykająsię z Chrystusem, ale ukrytym, nierozpoznanym.

Skoro na swój sposób dotykają tej samej tajemnicy, dlaczego Pan Bóg nie da im zobaczyć jej w pełni? Nie da im rozpoznać Chrystusa?

W teologii katolickiej mówi się nawet, że wszystkie religie przedchrześcijańskie miały za zadanie przygotować ludzi na przyjęcie Ewangelii. Stało się to czytelne, gdy Syn Boży objawił się w Jezusie. Zadanie upowszechnienia Objawienia Jezus powierzył Kościołowi, w którym działa Duch Święty. Chrześcijaństwo jest więc żywo zainteresowane dialogiem między innymi religiami, bo ma poczucie, że misterium Chrystusa odnosi się do wszystkich, także do wyznawców innych religii. Ciekawe, że inne religie nie odczuwały nigdy potrzeby dialogu między sobą...

Ale chodzi o dialog czy o nawrócenie?

Nie chodzi o to, żeby ludzi innej wiary zmuszać o nawrócenia na chrześcijaństwo. Trzeba pamiętać, że nawrócenie jest darem łaski. Duch Święty zbawia niechrześcijan przez obecne w ich wierzeniach elementy prawdy i dobra. Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że religie te, same w sobie, mogą prowadzić do zbawienia.

Już Ojcowie Kościoła mówili o tym, że Logos jest rozsiany w rożnych ludziach. Ten sam Logos, o którym mówiliśmy, że oświeca każdego człowieka przez rozum i różne wydarzenia. Człowiek może więc spotkać się z Chrystusem, nawet o tym nie wiedząc. Nawiązuje do tego ewangeliczna przypowieść, w której Pan Jezus tłumaczy, że dopiero na Sądzie Ostatecznym ludzie przekonają się, w którym momencie swojego życia mieli okazję spotkać Chrystusa. Jezus kończy tę przypowieść słowami: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40). Innymi słowy: tam, gdzie czyniliście miłosierdzie, tam de facto działaliście w jedności ze Mną.

Jeśli dopiero na Sądzie Ostatecznym ludzie odkryją w pełni tajemnicę Chrystusa, to znaczy, że teraz na ziemi pozostaje ona ciągle do odkrywania – nie tylko przez inne religie, ale także przez samych chrześcijan. Być może więc ukryte działanie Chrystusa w innych religiach będzie trwało aż do Jego ponownego przyjścia. Być może też wolą Boga jest trwanie innych religii jako przygotowanie do Ewangelii, która dopełni się ostatecznie dopiero po przyjściu Chrystusa w chwale. To jest tajemnica działania Ducha Świętego.

Nie zapominajmy jednak o aspekcie ludzkim. Jezus zaprosił człowieka do współpracy w przekazywaniu Objawienia. Chrześcijanie niestety nierzadko zaciemniają misterium Chrystusa – to jak żyją, często nie pozwala innym zobaczyć tej tajemnicy.

Skoro w każdej religii są cząstki prawdy i dobra, to czy można jakoś skorzystać z tego, co wypracowały inne religie?

Wszystko od początku jest zanurzone w misterium Chrystusa. Dlatego dobro, które jest w innych religiach, także przygotowuje na spotkanie z Nim. Miałem w swoim życiu taki etap, że pozostając na drodze chrześcijańskiej, szukałem prostszego doświadczenia Boga niż to, co sobie wówczas wyobrażałem o mistyce chrześcijańskiej. Ćwiczenia ignacjańskie zostały mi bowiem przekazane w – dzisiaj powiedziałbym niepełnej postaci.

Myślałem, że inne religie mogą pokazać mi coś więcej. Najpierw, jeszcze gdy studiowałem fizykę, zetknąłem się z hatha-jogą. Spotkania, na które wtedy uczęszczałem, nie miały na celu praktykowania hinduizmu, a jedynie naukę pewnych ćwiczeń pomocnych w koncentracji podczas modlitwy. Potem, już po wstąpieniu do zakonu, przebywając za granicą, poznałem jezuitów, którzy mieli pozytywne doświadczenia związane z ćwiczeniami duchowymi zaczerpniętymi z innych wschodnich religii i stali się dla mnie bezpiecznymi przewodnikami.

Kiedy zacząłem stosować wschodnie praktyki medytacyjne, pojąłem też głębię tego, co jest w chrześcijaństwie. Odkryłem na nowo ćwiczenia ignacjańskie. To wszystko, co jest w innych religiach, dobre i prawdziwe – a nawet więcej można bowiem znaleźć w chrześcijaństwie, np. w modlitwie Jezusowej, tylko niewielu o tym wie.

Co takiego jest w chrześcijańskiej mistyce, czego nie ma w innych religiach?

Tu Panią pewnie zaskoczę... Najpierw teologiczne założenie, jakie musimy przyjąć: specyficznego elementu mistyki chrześcijańskiej trzeba szukać tam, gdzie Jezus miał swoje „najwyższe" (czy „najniższe" – w mistyce przeciwieństwa się łączą!) doświadczenie Boga. Było to na krzyżu, w momencie śmierci, gdy modlił się słowami psalmu: Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił (Mt 27,46; por. Ps 22,2). Wprawdzie cała modlitwa świadczy „mimo wszystko" o jedności Syna z Ojcem w Duchu, dalsze jej słowa dają nadzieję zmartwychwstania (por. 22,23.30), jednak także pierwsze słowa trzeba potraktować poważnie.

Hans Urs von Balthasar mówił, że opisują one doświadczenie „opuszczenia" przez Boga jako piekło! Dlatego najgłębsze – na ziemi – doświadczenie mistyczne, nazywane także „nocą ciemną", to przeżywanie przez mistyka właśnie piekła. Gdy Boży – a w ślad za nim ludzie – przyjmują w swej niewinności przeżycie piekła ze względu na innych, budzi to nadzieję, że dzięki temu „kiedyś" wszyscy zostaną przyciągnięci przez Ukrzyżowanego, który sam o sobie powiedział: Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32). Dodam jeszcze tylko, że najnowszym przykładem takiego doświadczenia piekła w sensie mistycznym jest Matka Teresa z Kalkuty, o czym dowiedzieliśmy się dzięki świadectwu jej i jej kierowników duchowych.

Czy doświadczenie mistyczne jest wspólną cechą wszystkich religii?

Jakiś czas temu w środowisku religioznawców popularna była teoria mówiąca o tym, że każda religia wyłoniła się z jakiegoś doświadczenia mistycznego. Ta koncepcja miała jednak swoje wady. Po pierwsze, mistyka była w niej pojmowana bardzo szeroko: jako pewne nieokreślone doświadczenie czegoś nadzwyczajnego.

Po drugie, współczesna antropologia religii, zwłaszcza prace Rene Girarda, pokazały, że wiele tzw. religii pierwotnych powstało w wyniku jakiegoś aktu przemocy. Girard wyjaśnia ten mechanizm; w czasie niepokojów w danej wspólnocie jej członkowie skupiali się przeciw jednemu człowiekowi, zabijali go i przekonywali się o tym, że to ich pojednało. Przemoc stawała się źródłem czegoś pozytywnego. Dlatego pojawiała się wśród nich skłonność, by tego zmarłego ubóstwiać. Nie było to z pewnością doświadczenie mistyczne.

Inaczej jest w wypadku tzw. wielkich religii świata, do których zalicza się m.in. hinduizm, buddyzm, judaizm i chrześcijaństwo. U ich początku mamy z pewnością do czynienia z doświadczeniem mistycznym. Musi być w nich jakaś Boża iskra, w przeciwnym razie te religie nie przetrwałyby tylu wieków i nie zdziałały tyle dobrego. Oczywiście buddyści, podobnie jak hinduiści, inaczej opisują swoje doświadczenie. Może nie było ono aż tak głębokie, jak doświadczenie Boga osobowego opisane w Biblii, ale jest w nim element przeżycia spotkania z inną rzeczywistością – głębszą, sięgającą poza ten świat.

Ze wspomnianą teorią religioznawców polemizował jeszcze w latach 60. XX w. młody Joseph Ratzinger. Tyle, że posługiwał się zupełnie innymi argumentami. W swojej publikacji z tego okresu mocno – moim zdaniem za mocno – przeciwstawiał religie mistyki (np. hinduizm, buddyzm) religiom Objawienia (judaizm i chrześcijaństwo).

Ciekawe przeciwstawienie. Wynika z niego, że Ratzinger chyba niezbyt wysoko ceni sobie mistykę?

Trzeba najpierw przypomnieć, że chodzi o wypowiedź „wczesnego" Ratzingera, choć mimo wszystko ciągle przezeń przedrukowywaną... W swoisty sposób rozumie tu mistykę; widzi w niej głównie „bezkształtne" przeżycie. Uważa, że w religii mistycznej człowiek jest całkowicie bierny, musi po prostu poddać się doświadczeniu Boga - zanurzeniu w Niego, także jakby biernego. Nie ma tam działania Boga, jest tylko wysiłek człowieka, choć kończący się pasywnie. W religiach monoteistycznych, jego zdaniem, jest inaczej, jako przykład podaje Abrahama, który doświadczając działania Boga sam był przez cały czas postacią czynną, dlatego – o dziwo! – według Ratzingera Abraham nie mógł być mistykiem. Trudno się z tym zgodzić. Zupełnie inaczej postrzegał tę postać Jan Paweł II: życie Abrahama było dla niego przykładem głębokiego i mocnego mistycznego doświadczenia nocy wiary, o którym tyle pisze św. Jan od Krzyża.

Trudno też przyjąć koncepcję przeciwstawienia religii mistycznych i monoteistycznych. Zresztą sam Ratzinger w późniejszych tekstach próbował tę tezę trochę łagodzić. Przeciwko niej przemawia chociażby to, że „założyciele" wielkich religii, nie tylko chrześcijaństwa i judaizmu, ale także buddyzmu zawsze mieli za sobą jakieś doświadczenie mistyczne.

Równie łatwe do podważenia jest stwierdzenie, że mistyk „zanurza się w Bogu" tylko dzięki własnemu wysiłkowi. Każde spotkanie z Bogiem – który jest również obecny w bud-dyzmie czy hinduizmie – jest jednak darem. Człowiek może oczywiście medytować, wykonywać ascetyczne ćwiczenia, ale tego rodzaju aktywność może go jedynie otworzyć na coś więcej, a to „coś więcej" nie jest już działaniem człowieka, lecz łaską. To trochę jak ze snem: kto bardzo stara się zasnąć, ten nie zaśnie. Musi się poddać a wtedy sen przyjdzie.

Czy można w ogóle powiedzieć, że jedne religie są bardziej mistyczne od innych?

Ale co Pani ma na myśli, mówiąc „mistyczne"? Terminy „mistyka" czy „doświadczenie mistyczne" mogą być bardzo różnie rozumiane. Z tego, o czym przed chwilą mówiliśmy, jasno przecież wynika, że określona wizja doświadczenia mistycznego mocno wpływa na postrzeganie jego miejsca i roli w religii.

A jak Ojciec rozumie doświadczenie mistyczne, co jest jego istotą?

Moim zdaniem ma ono bardzo wiele wspólnego ze śmiercią (jak to pokazuje powyższy przykład Ukrzyżowanego!), jest przeżyciem śmierci za życia. Zwracają na to uwagę i mistycy chrześcijańscy, i religie Wschodu. Mistyk nie umiera dosłownie, ale coś w nim jednak obumiera, coś się oczyszcza. Aby miłość, która została złożona w nas na początku stworzenia, mogła być, musi w człowieku obumrzeć to, co wiąże się z egoizmem, z nieuporządkowaniem, z grzesznym przywiązaniem.

Istotą doświadczenia mistycznego jest tak naprawdę miłość, i to miłość agape. Trzeba ją rozumieć nie jako przeciwstawną erosowi, ale jako dopełniającą go. Bardzo pięknie napisał o tym w swojej pierwszej encyklice Benedykt XVI. Eros to tęsknota za Bogiem, poczucie, że On jest gdzieś daleko, a ja muszę dopiero do Niego dążyć. Agape to miłość Boża, którą jesteśmy obdarzeni od samego początku i która uprzedza każdą naszą miłość. Dlatego misterium Chrystusa i mistyka sprowadzają się ostatecznie do jednego – do tej najgłębszej miłości.

Czy możliwa jest mistyka bez religii?

To poniekąd fenomen naszych czasów. Ludzie znają różne religie, porównują je, biorą sobie z różnych tradycji to, co im najbardziej odpowiada. Szukają Boga trochę na własną rękę. To niebezpieczne, ale nie oznacza, że nie spotkają Boga; mogą jednak po drodze przeżyć wiele rozczarowań.

A na odwrót? Czy istnieje religia bez mistyki?

Religia pozbawiona aspektu mistycznego sprowadza się do narzucania komuś swoich przekonań, swojej woli, czyli w gruncie rzeczy do przemocy. Moim zdaniem bez mistyki, czyli bez miłości, religia nie jest prawdziwa.

Nietrudno jednak zaobserwować, nawet wśród tych wielkich religii, że z czasem doświadczenie, które zapoczątkowało jakieś wierzenie, w codziennym życiu wyznawców zaczyna odgrywać mniejszą rolę niż późniejsza „nadbudowa": doktryna, przepisy, zalecenia...

Religia zawsze oznacza pewne więzi społeczne, które też są ważne. To jest niejako jej ludzka strona. Kiedy jednak ten ludzki aspekt dominuje, łatwo zapomnieć o tym, co rzeczywiście jest istotne. Ludzie są wtedy często religijni w takim przyziemnym, praktycznym – trzymają się przepisów, tradycji, ale nie szukają kontaktu z Bogiem.

Można się jakoś przed tym uchronić?

Tak. Trzeba prowadzić życie duchowe. Człowiek jest istotą społeczną, fizyczną, ale jest też istotą duchową – duchem wcielonym. Jest obecny w tym świecie, a zarazem doświadcza rzeczywistości, która jest poza tym światem.

Stąd zresztą bierze się niewyrażalność doświadczenia mistycznego, nad którą ubolewają wszyscy mistycy. Zwraca na to uwagę również św. Paweł, gdy opisuje swoją ekstazę. Nie wie nawet, czy to, co przeżył, było w ciele, czy poza nim. Wyznaje, że usłyszał słowa, które nie dadzą się wypowiedzieć. Używa określenia: „słowa niewysłowione" (2 Kor 12,2-4). Nie jest więc tak, że on je pamięta, ale nie chce ich nikomu zdradzić – słowa te są zupełnie niewyrażalne. Logos wyraża się w ciele tylko częściowo, nawet w Jezusie historycznym. Pełnia poznania Objawienia wymaga ciała mistycznego, czyli Kościoła – wspólnoty, która tym ciałem się staje.

Marta Wielek