Jak wierzyć?



Zacznę od tego, że nie jestem pewna swojej wiary. Nie chcę, aby była ona sztuczna i wymuszona. Chcę, aby była prawdziwa, szczera, i przede wszystkim dla mnie zrozumiała. Ale, żeby tak było, potrzebuję odpowiedzi na kilka pytań, które mnie nurtują. Nie znam lepszej osoby, do której mogłabym je skierować, więc pozwolę sobie do Księdza napisać. Czy Bóg, jeszcze przed naszym pojawieniem się w łonie matki, ma dla nas plan? Misternie ułożoną listę rzeczy, które uda nam się osiągnąć i tych, które są poza naszym zasięgiem? Czy to Bóg decyduje za nas, czy jednak my sami? Jeśli to pierwsze, dlaczego ludzie popełniają grzech, skoro są niejako „zaprogramowani” przez Boga, którego zdawałoby się, że celem jest to, aby ludzie żyli w wierze i nie popełniali grzechów? Jeśli zaś ludzie za siebie odpowiadają sami, moje pytanie samo się wyjaśni. Wiadomo, że ludzie posiadają wolną wolę i generalnie mogą wybierać to, co ich zdaniem jest słuszne. Ale co z tym ogólnym zarysem? Może ludzie mają złudną nadzieję, że wszystko leży w ich rękach, a tak naprawdę wszystko już dawno było zaplanowane? Bóg wie, kiedy ktoś zakończy życie i z jakiego powodu? Czy tylko biologiczne aspekty na to wskazują? A może to, kiedy umrzemy, zależne jest tylko od przypadku, np.: śmierć w wypadku samochodowym, nie ze swojej winy, lecz z winy drugiego kierowcy, który wsiadł do auta pod wpływem alkoholu? Dlaczego dobry człowiek, kochający rodzinę, wierzący w Boga, z dnia na dzień zostaje zabrany z tego świata, a inny, który nie szanuje swojego życia i żyje w grzechu nadal egzystuje? Pytaniem kolejnym jest pytanie związane z powstaniem świata. Co Kościół mówi na teorię ewolucji? Wiem, że teoria sugerowana przez Kościół, jest oparta na wierze w to, co zostaje nam przekazane w Biblii. Nie jestem teraz pewna, czy to moja wiara jest za słaba, czy jestem za głupia, by pojąć to, co było opisane w Piśmie Świętym, czy po prostu mój charakter przyjmuje do wiadomości jedynie bardziej racjonalne wytłumaczenie, jakim jest teoria ewolucji, która posiada niepodważalne dowody, na to jak było krok po kroku. Co ze spowiedzią? Mówić wszystko, czy nie mówić? Czy mam się spowiadać z grzechów, jakie wiem, że i tak popełnię do kolejnej spowiedzi? Co z „i więcej grzechów nie pamiętam”? Jak powinniśmy się spowiadać, aby była to dobra spowiedź – według regułki, która znajduje się w książeczce komunijnej, czy na zasadzie luźnej rozmowy w konfesjonale? Czy każdy wierzący i uczęszczający do Kościoła ma zapewnione miejsce w niebie? Czy to modlitwy za nas, te odprawiane po naszej śmierci, nam je zapewnią? Czy z kolei znowu Bóg te miejsce dla nas uszykował, jeszcze przed naszym przyjściem na ten świat, który jest przejściowy i nic nie znaczący? Dlaczego ten świat, na którym żyjemy, nazywany jest jedynie „przejściowym”? Nasuwa mi się kolejne pytanie – co właściwie dzieje się z duszą po śmierci? Jak ona wygląda? Może są to dość filozoficzne pytania, ale jednoznacznie kojarzą mi się z wiarą i chciałabym poznać na nie odpowiedz, niejako rozjaśniłaby mi one pogląd na ową wiarę, Kościół i Boga. Czy to, że wątpię w Boga i wiarę, nie skreśla mnie z góry? Niby zawsze jest czas i miejsce na poprawę, ale dlaczego ja, wątpiąca, mam być tak samo traktowana na sądzie ostatecznym jak osoba, która przez całe życie praktykowała i wierzyła mimo przeciwności losu, których doświadczamy my wszyscy? I ostatnia kwestia baaardzo mnie trapiąca. Poznałam fantastycznego mężczyznę, jesteśmy ze sobą od dwóch lat. Jak już pisałam jestem niepewna swojej wiary, nie uczęszczam na Mszę Świętą, nie chodzę do spowiedzi (jestem ochrzczona, po komunii i bierzmowaniu; gdy byłam mała chodziłam do Kościoła, jednak z czasem stwierdziłam, że to strata czasu, bujda, i tak trwałam przez długi czas. Rodzice nie namawiali mnie do powrotu do Kościoła, wydaje mi się, że sami nie wiedzą co to tak naprawdę wiara i na czym polega, a święta kościelne obchodzą jedynie dlatego, że taka tradycja – stąd tyle moich pytań, wątpliwości, na które odpowiedzi nie dostałam od nich będąc małą dziewczynką). Mężczyzna ten pochodzi z wierzącej rodziny, sam jest praktykujący i trwa przy wierze. On chce, abym i ja praktykowała razem z nim. Doskonale go rozumiem, rozmawialiśmy już dużo na tematy dotyczące wiary, on chce, abym się nawróciła, chce także mieć rodzinę, w której Kościół jest obecny. Z czasem zaczęłam myśleć, że jest to dla mnie taka jakby szansa, żeby się nawrócić, w końcu znalazł się ktoś, komu na tym zależy, próbuje mi wytłumaczyć na czym to polega. I ja także chcę poznać sens wiary, to dla mnie bardzo ważne, abym mogła w pełni z niej korzystać. Ale jest pewien dylemat, mimo, iż mój mężczyzna jest wierzący, współżyjemy, obydwoje tego chcemy. Stąd wzięło się jedno z moich poprzednich pytań – czy spowiadać się z grzechów, które i tak wiemy, że popełnimy? Nie jesteśmy w związku narzeczeńskim, ani małżeńskim, aczkolwiek jestem pewna, że prędzej czy później w taki wejdziemy, obydwoje jesteśmy pewni swojej miłości i tego chcemy. No i jako ludzie młodzi, w których chemia nadal buzuje, okazujemy sobie tę miłość w każdy możliwy sposób, również cielesny – ulegamy sobie i ludzkim słabościom; kolejnym grzechem jest to, że stosujemy antykoncepcję. On, mimo swojej silnej wiary w Boga, nie uważa za grzech, tego co robimy, popiera swoją tezę miłością, która jest między nami. Nie wiem, co myśleć. Czy można stworzyć taki jakby swój rodzaj wiary – system wartości – co jest dobre, a co nie, i według niego żyć? Czy wiara (Boża) jest jedyna i aby przynależeć do Kościoła, aby wierzyć, należy przestrzegać wszystkich nakazów i zakazów, które przedstawia nam Kościół? Czy nie sens jest w tym, aby być DOBRYM człowiekiem, nie robić krzywdy innym, ani sobie swoim postępowaniem? Z kilku zapowiedzianych na początku pytań, w miarę pisania, zrobiło się kilkadziesiąt. Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać dzięki Księdzu odpowiedź na nie wszystkie. Z góry przepraszam za natłok myśli i długość tego listu.

Potrzebuję odrobinę wyjaśnień, aby móc działać samej dalej. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.



Jeśli nie chcesz, aby wiara była sztuczna i wymuszona uczyń ją prawdziwą i wolną, w której wybierasz to, co mówi Bóg, a nie czujesz się w jakikolwiek sposób do tego przymuszana. Wiara zrozumiała jest wtedy, kiedy ma miejsce bezgraniczne zaufanie Bogu. Więcej jest ciemności w doświadczaniu wiary, niż światła. Tam, gdzie możemy znaleźć odpowiedź, szukajmy. Potrzeba równocześnie uznać, że wiele spraw w wierze jest tajemnicą. Poznaliśmy tyle, ile Bóg przez Jezusa Chrystusa w Kościele nam objawił.

Bóg miał plan wobec naszego życia jeszcze przed naszym pojawieniem się w łonie matki. Nie wiem, czy była to lista misternie ułożonych rzeczy, które człowiek jest zdolny uczynić i te, którym nie podoła. Jeśli daje nam On zadanie, to udziela również możliwości i odpowiednich narzędzi do jego realizacji. Bóg wzywa, a my odpowiadamy. To jest relacja wiary. Nie Bóg decyduje za nas, lecz my sami. Bóg proponuje. My wybieramy lub odrzucamy Jego plan. Ludzie nie są zaprogramowani przez Boga. Ich błędne wybory, niezgodne z planem Boga, są grzechem. Na innych drogach, poza jedną, wskazaną przez Boga, człowiek dokonuje błądzenia, które może skutkować potępieniem wiecznym. Bóg posiada plan, który człowieka doprowadzi do zbawienia. Jeśli realizujemy go odkrywamy, że planu nie możemy zrealizować bez Boga. Wszystko jest łaską, Jego darem. Ludzie, myślę o niektórych, żyją w przekonaniu, że od nich zależy szczęście przez to, w jaki sposób pokierują swoim życiem. Jesteśmy na tej ziemi po to, aby odczytać plan Boga wobec nas, uznać go za własny i wypełnić z Jego udziałem. Nasze dążenie do zbawienia jest realizacją planu Bożego. Poznajemy, że człowiek realizuje swój plan na życie, kiedy odrzuca prawo Boże.

Bóg wie, kiedy człowiek zakończy swoje życie na ziemi i z jakiego powodu. Jest to wyłącznie wiedza należna Bogu. Bóg wie, że ktoś zginie w wypadku samochodowym. Dany człowiek prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu. Wykracza poza plan Boga. Jest zagrożeniem zdrowia i życia własnego oraz innych. Czy Bóg tego chciał, żeby on był zagrożeniem? Nic podobnego. Czy było to zamiarem Boga, aby ten człowiek wsiadł po pijanemu i prowadził samochód? Nic podobnego. To są skutki realizacji przez człowieka własnego planu, który prowadzi do ludzkiego dramatu. Bóg wiedział, że to się stanie. Czy mógł temu zapobiec? Niewątpliwie zabiegał o to, ale Bóg jest często bezradny wobec ludzkiego nieposłuszeństwa. W czym wyraża się owa bezradność, słabość Boga? W tym, że mówi On do człowieka w sercu, jeśli ono Go słucha. Człowiek wiedząc, co jest dobre a co złe, świadomie idzie za tym, co złe. Wolna wola, która z jednej strony jest przywilejem człowieka, z drugiej zaś, naszym wielkim dramatem. Nie potrafimy w wielu sytuacjach dobrze korzystać z danego nam daru wolności.

Dlaczego dobry człowiek, kochający rodzinę, wierzący w Boga, zostaje zabrany z tego świata? Udzieliłaś na to pytanie odpowiedzi w drugiej jego części. Ponieważ „nie szanuje swojego życia i żyje w grzechu”. Nie skorzystał z daru wolności otrzymanego przez Boga, który jest planem Boga. On chce byśmy byli Jego przyjaciółmi, wolnymi, nie zaś niewolnikami. Ten, który jest samą miłością, nie jest zdolny uczynić kogokolwiek swoim niewolnikiem.

W kwestii ewolucji, Kościół jest otwarty na przyjęcie zarówno teorii, która głosi, że człowiek został stworzony od początku takim, jakim obecnie go widzimy. Teorię tę nazywamy kreacjonizmem bezpośrednim. Teoria ta ma swoje umocowanie w opisie biblijnym z Księgo Rodzaju Starego Testamentu. Jest także teoria, na przyjęcie której Kościół jest otwarty, mówiąca o tym, że Bóg dokonywał dzieła stworzenia człowieka na przestrzeni wieków. Jest to teoria zwana kreacjonizmem pośrednim. Zaznaczyć należy, że Kościół nie odrzuca teorii ewolucji.

W kwestii spowiedzi, należy wyznawać wszystkie te grzechy, które popełniliśmy. Jeśli wiesz, że i tak popełnisz określone grzechy po tej spowiedzi, należy postawić pytanie: czy to jest założenie, że chcesz je popełnić, czy też znasz siebie na tyle dobrze, znasz swoją słabość, która wyraźnie wskazuje w oparciu o dotychczasowe doświadczenie, iż ulegniesz określonym czynom? Powinnaś się spowiadać z grzechów, które popełniłaś, a nie spowiadać się z grzechów, które jeszcze nie stały się faktem w Twoim życiu. Powinnaś powiedzieć spowiednikowi o tym, że masz problem z grzechem, który regularnie wyznajesz na spowiedzi, a i tak nic nie zmienia się na lepsze. Posłuchaj rady spowiednika.

Jest formułą, którą wypowiadamy i ona jest obowiązująca: „więcej grzechów nie pamiętam”. Oznacza to, że nie zatajasz, nie przemilczasz żadnego grzechu o którym wiesz, albo nie wyznajesz grzechu z tego powodu, że bardzo się wstydzisz mówienia o nim. Reguła, którą wypowiadamy podczas spowiedzi w konfesjonale zawiera wszystkie te warunki, które umożliwiają dobre przeżycie Sakramentu Pokuty. Stąd reguły, co do wypowiedzenia formuły powinny być zachowane, natomiast sama spowiedź może być rozmową, o ile spowiednik zgodzi się na taką formułę.

„Czy każdy wierzący i uczęszczający do Kościoła ma zapewnione miejsce w niebie?” Miejsce w niebie dla osób wierzących i praktykujących wiarę, jest przygotowane. Każdy z nas jest zbawiony, lecz nie każdy idzie drogą zbawienia, nie korzysta z darów, które Chrystus zapewnił nam przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Myślę o życiu sakramentalnym w Kościele.

Modlitwy, którymi prosimy Boga o zbawienie dla tych, którzy odeszli z tej ziemi przez śmierć, są zanoszone z wiarą, iż Bóg przebaczy im grzechy i wprowadzi do nieba. Bóg przygotował nam miejsce w niebie. Trudno powiedzieć czy uczynił to, zanim poczęliśmy się w łonie matki, czy też dopiero po naszym narodzeniu. Biblia mi, że mamy mieszkanie w niebie przygotowane dla nas przez Boga. Świat jest etapem przejściowym. Nie mamy tu stałego miejsca zamieszkania. Czas pobytu na ziemi nie jest bez znaczenia. Jest to ten okres, który stanowi o przygotowaniu nas do życia wiecznego. Życie w tym świecie jest dla nas jedynie przejściem z życia doczesnego do wiecznego.

„Nasuwa mi się kolejne pytanie – co właściwie dzieje się z duszą po śmierci?” Dlaczego nie pytasz, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Człowiek, to ciało i dusza. Dusza nie żyje samoistnie, lecz zawsze w połączeniu z ciałem. Po śmierci nie będziemy tylko duszą, lecz ciałem i duszą. Ludzie po śmierci są ludźmi, otrzymują nowe ciało. W niebie, czyśćcu lub piekle jest cały człowiek z duszą i ciałem tak, jak na ziemi. Jedynie ciało posiada inne własności od tego, w którym jesteśmy w doczesnej rzeczywistości. Śmierć jest przejściem do innego życia, które trwać będzie wiecznie.

Umiera człowiek. Jego dusza jest nieśmiertelna. Otrzymuje nowe ciało, które charakteryzuje się innymi własnościami. Pytanie, jak wygląda dusza jest niezasadne. Należy szukać odpowiedzi na pytanie: jak wygląda człowiek po śmierci? Jest z ciałem i duszą. Nie tym ciałem, które jest w grobie na ziemi i ulega rozkładowi, lecz w ciele, które jako nowe otrzymuje od Boga. Człowiek jest rozpoznawalny przez swoich najbliższych.

„Czy to, że wątpię w Boga i wiarę, nie skreśla mnie z góry?” Wątpienie nie jest sytuacją, która przekreśla człowieka na życie wieczne. Jest to stan, w który człowiek szuka, pytając. Chce rozumieć i ma do tego prawo. Wiara jest aktem rozumu. Poznajemy przez wiarę. Wiara jest darem Boga. Dar przyjmują Ci, którzy są na niego otwarci. Wątpienie w Boga jest stanem uzasadnionym. Nie widzisz tego, w którego inni wierzą. Oni wierzą nie dlatego, że zobaczyli Boga i usłyszeli Go tak, jak widzimy i słyszymy człowieka, przez zmysły, lecz przez dar, który jest dany każdemu człowiekowi żyjącemu na ziemi.

Dlaczego będąc wątpiącą w istnienie Boga, masz prawo być tak samo traktowana na sądzie ostatecznym jak osoba, która przez całe życie praktykowała i wierzyła? Ponieważ są ci, którzy wchodzą w relację z Bogiem już od dzieciństwa, a są i tacy, którzy rozpoczynają życie wiary w wieku dorosłym. Pamiętajmy, że spotykamy Boga na ziemi, w doczesnym życiu. Niektórzy jednak spotykają Go dopiero wtedy, kiedy umierają. Nie jest ważny do zbawienia „staż wiary”, lecz miłosierdzie Boga. Ono jest podstawą naszej nadziei.

„Mój mężczyzna jest wierzący, współżyjemy, obydwoje tego chcemy. Stąd wzięło się jedno z moich poprzednich pytań – czy spowiadać się z grzechów, które i tak wiemy, że popełnimy?”. Jeśli spowiada się Twój chłopiec z grzechu współżycia i równocześnie zakłada, że i tak będzie współżył z Tobą , to w jakim celu się spowiada? Spowiedź zakłada zmiany w życiu. Odchodzę od postaw, zachowań, czynów które popełniałem, gdyż one są grzechem. Spowiedź winna być przełomem. Odejście od grzechu i posłuszeństwem temu, czego naucza Bóg w Kościele. Odpowiadając na Twoje pytanie powiem tak: nie należy przystępować do spowiedzi z założeniem, że i tak nie zrezygnuję ze współżycia. Nie jest zrealizowany do ważności Sakramentu Pokuty jeden z jego warunków: mocne postanowienie poprawy. W tej sytuacji, jak mniemam, nie ma postanowienia poprawy, i nie ma jego pragnienia, chęci. Trwanie w grzechy z rozmysłem, świadome i dobrowolne jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Przeżyję ekscytujące spotkanie jakim jest współżycie seksualne, a i tak, kiedy wyznam ten grzech, otrzymam rozgrzeszenie. To nazywamy zatwardziałością serca, jego zamknięciem na to, co mówi Bóg.

„Jako ludzie młodzi, w których chemia nadal buzuje, okazujemy sobie tę miłość w każdy możliwy sposób, również cielesny – ulegamy sobie i ludzkim słabościom; kolejnym grzechem jest to, że stosujemy antykoncepcję. On, mimo swojej silnej wiary w Boga, nie uważa za grzech, tego co robimy, popiera swoją tezę miłością, która jest między nami. Nie wiem, co myśleć”. Twój chłopiec nie ma silnej wiary. Czym jest silna wiara? Jest ona wiernością temu nauczaniu, które jest w Biblii w nauczaniu Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa. Silna wiara to konsekwentne życie według Ewangelii. Twój chłopiec przypisuje sobie silną wiarę, sam siebie przekonuje, że ją posiada. Nic podobnego. Wiara nie jest zbiorem własnych poglądów dogmatycznych i moralnych, które stworzyliśmy, według nich żyjemy, ponieważ uważamy je za słuszne. Przecież to, co uważa Twój chłopiec nie jest wyznaniem wiary w Kościele. On nie uważa za grzech tego, co robicie. Więc pojawia się pytanie, czym jest według niego cudzołóstwo? Bóg powiedział w szóstym przykazaniu: „Nie cudzołóż”. Jak on je interpretuje, czy ono nadal obowiązuje ludzi wierzących Bogu?

Ty uznajesz antykoncepcję za grzech. Czy podobnie jest z Twoim chłopcem? Dlaczego się spowiada, kiedy i tak będzie współżył i stosował antykoncepcję? Tam, gdzie jest miłość, jest zdolność czekania na pełne jej wyrażanie przez współżycie seksualne po zawarciu Sakramentu małżeństwa. Twój chłopiec stosuje prawa, których nie ma w Kościele katolickim. To są prawa stworzone przez niego, spowodowane dużą potrzebą zaspokojenia seksualnego. Twój chłopiec mówi o miłości między wami. A co jest z Jego miłością Boga? Ten miłuje Boga, kto zachowuje Jego przykazania. Trafnie to ujęłaś w swoim mailu, że Twój chłopiec stworzył swój rodzaj wiary, a tym samym swój system wartości, który nie jest spójny z tym, co wyznajemy w Kościele Katolickim.

Przynależność do Kościoła Katolickiego nierozdzielnie łączy się z przyjęciem zasad, norm moralnych, nakazów i zakazów, które w nim obowiązują. Twój chłopiec podchodzi do tego wybiórczo. To, co mu odpowiada, co jest po jego myśli i w jakiś sposób nie narusza jego systemu potrzeb, pragnień, przyjmuje a to, co jest sprzeczne z jego rozumieniem wiary i moralności, odsuwa, podpierając się tym, że jak się kochamy, to wszystko możemy. Miłość wszystko wyjaśnia, tłumaczy i usprawiedliwia. To, że grzeszymy, jest faktem. Najtrudniejszą sprawą w tym wszystkim jest to, kiedy człowiek usiłuje zło nazywać dobrem i traktować je jako prawo, według której chce żyć, ponieważ uznał, że inaczej żyć nie może. Twój chłopiec nie uznaje nauczania moralnego Kościoła Katolickiego.

Chcąc być katolikiem, należy przyjąć i starać się przestrzegać całą naukę głoszoną w Kościele Katolickim. Jesteśmy słabi i grzeszni. Często upadamy, brakuje nam wierności, lecz nie tworzymy własnych norm, lecz staramy się zachowywać te, które głosi nam Chrystus w Kościele. Zasad, norm głoszonych w Kościele nie można traktować wybiórczo. One wszystkie nas obowiązują, a nie tylko te, które możemy sobie wybrać, zachować i uznawać się za ludzi głęboko wierzących.

To niezwykle ważne, aby być dobrym człowiekiem. W naszej wierze chodzi nam jednak o więcej. Chodzi o to, aby być chrześcijaninem, czyli tym, który wierzy w Jezusa Chrystusa, przyjmuje Jego naukę i według niej żyje, a w ten sposób dąży do wiecznego zbawienia. Chrześcijan, to taki człowiek, który zgadza się, aby Jego przewodnikiem w życiu był Chrystus. Jest tak wielu ludzi niewierzących, którzy są dobrymi ludźmi. Powstaje we mnie pytanie: kto jest siłą, motywacją, inspiracją do bycia dobrym dla człowieka wierzącego? Wyobraź sobie, że mąż jest dobry dla żony: kocha ją, pomaga w domu, ma dla niej czas w dni wolne od pracy, ponieważ wtedy, kiedy pracuje, późno wraca do domu. Równocześnie, ten dobry mąż, zdradza swoją żonę, utrzymując intymną relację z koleżanką z pracy. Jest dobry dla żony, dobry dla koleżanki. Czy wszyscy powinni się z tego powodu czuć szczęśliwymi, ponieważ on jest dobry? Pytamy, komu on jest wierny, wobec kogo uczciwy, prawdomówny, lojalny, za kogo naprawdę odpowiedzialny? Wchodzimy tym samym na grunt określonych wartości etycznych, moralnych.

Wydaje mi się, że mówiąc o byciu dobrym, masz na uwadze cały system wartości, które inspirują, ukierunkowują człowieka do bycia dobrym. A równocześnie pojawia się pytanie: do czego to bycie dobrym powinno mnie prowadzić? W życiu katolików nie chodzi przede wszystkim o zasady, poglądy, ideały, normy, do których przestrzegania zobowiązaliśmy się przez chrzest i inne sakramenty. W życiu wierzących najważniejsza jest Osoba Jezusa Chrystusa. Żyjemy tak, jak On chce. Dążymy do realizacji tego, co Jemu jest miłe i co On określa, jako doskonałe. Żyjemy według Jego słowa, a nie naszego. My jesteśmy stworzeniem, On Bogiem naszym. My jesteśmy stworzeniem na Jego obraz i podobieństwo. Nie możemy być tymi, którzy określają, co dla nas jest dobre, a co złe. Nie jesteśmy twórcami norm moralnych, zasad, przykazań, lecz tymi, którzy ufają Bogu, kochają Go, stawiają Jego Osobę w centrum swojego życia. To oznacza bycie człowiekiem wierzącym Bogu. Nie chodzi jedynie o to, by wierzyć w Boga, że On jest, lecz o to, by wierzyć Jemu, mieć do Niego zaufanie umożliwiające bycie przez Niego prowadzonym.

Bardzo mi się podobają Twoje pytania. Jeśli będziesz chciała, napisz do mnie. Chętnie odpowiem.

Z wyrazami szacunku.

Ks. Józef Pierzchalski SAC