Grzech i cierpienie

Grzech i rana po grzechu
 
Nie ma człowieka, który by nie zgrzeszył i nie ma człowieka, który by nie cierpiał z powodu grzechu. Nie ma grzechu, który nie powoduje zranienia. Symptomy ludzkiego bólu z powodu grzechu są w pewnym stopniu podobne u wszystkich: narastający smutek, uczucie przygnębienia, niepewność, moralne, psychiczne i duchowe zagubienie. Te lub inne symptomy zawsze są obecne. Mogą natomiast być tłumione. Wtedy ujawniają się w inny sposób - po czasie, nieraz w sposób gwałtowny i zaskakujący jak ukryta choroba. W doświadczeniu cierpienia z powodu grzechu jesteśmy sobie bardzo bliscy – jesteśmy „bliźniakami”. Nikt z nas nie obronił się przed bolesnym wejściem w ten stan. Każdy z nas nosi w sobie dotkliwe przeżycie grzechu ... i rany, które pozostawia on po sobie.
 
Naszym grzechem ranimy nie tylko siebie, ale także innych, najbardziej tych, którzy żyją najbliżej nas. I odwrotnie: ranią nas i zadają nam cierpienie grzechy drugich osób. W dramacie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, zawiera się dramat każdego z nas: najbardziej ranią się grzechem osoby ze sobą związane. Najbardziej boli rana zadana najpiękniejszym i zażyłym więzom. Najmocniej krwawi rana zadana naszej relacji z Bogiem.
 
Św. Jan w swoim pierwszym liście odwołuje się do tego trudnego doświadczenia i pokazuje, że dotyczy ono każdego z nas. Przestrzega przed „pułapką zaprzeczania” tej prawdzie. Mówi prosto i dosadnie: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1,8). Jan przestrzega, że zaprzeczanie prawdzie o grzechu jest postawą bardzo niebezpieczną. Okłamywanie samego siebie, niedopuszczenie do siebie prawdy, że „zgrzeszyłem”, prowadzi do zakłamania. Rany, do których nie potrafimy się przyznać, będą pogłębiały nasze cierpienie. Więcej. Rany nie odkryte i nie leczone potrafią śmiertelnie zakażać życie. Z odkrywaniem prawdy o grzechu i o ranach po grzechu, związany jest nieraz silny ból. Nie jest łatwo zgodzić się na ten ból i świadomie się z nim spotkać. Rodzi się pokusa, aby nie przyznać się do bólu, który przypomina o ranie...
 
Nie sam fakt popełnionego grzechu i rany, które on po sobie pozostawia są źródłem największego bólu. Powodem największego cierpienia, które może się pogłębiać, jest tłumienie bólu, który wywołuje rana grzechu. Człowiek wchodzi wtedy w stan powiększonego cierpienia – w stan trwania w grzechu. Trwanie w stanie grzechu męczy i rani najdotkliwiej. Chodzi o postawę, przez którą człowiek zwodzi i oszukuje samego siebie; nie chce przyznać się w swoim sumieniu do zła, którego się dopuścił. Najbardziej obolałym staje się człowiek wtedy, gdy długi czas pozwala się maltretować przez poczucie grzechu, przez zranienia i krzywdy, które wyrządził grzech.
 
Nie wolno nam zapominać, że na przedłużaniu tego stanu bardzo zależy Złemu. Zły czyni wszystko, aby człowiek zamknął się w stanie grzechu i w cierpieniu, które on wywołuje. Chce utrzymać człowieka w tym stanie, aby się wewnętrznie dręczył, smucił, rozczarował aż do zniechęcenia sobą, aż do odrzucenia siebie. Zły stara się o to, aby człowiek nie wykrzyczał własnego grzechu i pozostał w matni grzesznego cierpienia.
 

W naszym rozważaniu będziemy przyglądali się człowiekowi w stanie grzechu. W świetle słowa Bożego, będziemy chcieli zobaczyć absurdalność tego stanu i jego bolesne skutki. Chciejmy spotkać się z człowiekiem, który cierpi z powodu grzechu i trwania w grzechu.

Pierwsze cierpienie po grzechu
 
Słowo Boże z dużą wnikliwością przedstawia proces kuszenia człowieka i pierwsze jego przeżycie zaraz po tym, jak dopuścił się grzechu (Rdz 3,1-7). Jest to przeżycie, które przewraca „do góry nogami” i zniekształca ludzkie spojrzenie na siebie, na drugiego człowieka i na Boga. Do tej pory człowiek przeżywał te relacje w pokoju i w poczuciu bezpieczeństwa. Pojawienie się grzechu w sercu człowieka sprawia, że zaczyna on postrzegać relacje jako źródło niepokoju, wstydu i lęku. Grzech dramatyzuje spojrzenie na ludzkie życie i wprowadza w nie uczucie zawodu, samooszukania, a nawet przerażenia.
 
Zwróćmy uwagę na proces zatruwania człowieka przez jad grzechu przedstawiony w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, zaledwie w jednym wierszu (w. 7). Ukazany został za pomocą trzech bardzo sugestywnych obrazów wziętych z naszego ludzkiego doświadczenia. Przyglądając się tym obrazom, spróbujmy skonfrontować je z naszym osobistym doświadczeniem grzechu.
 
Otworzyły się im obojgu oczy”.
Doskonałe zobrazowanie pierwszego ludzkiego uczucia, które może pojawić się po grzechu: człowiek czuje się oszukany. „Otwierają się mu oczy”. Widzi, co się tak naprawdę stało. Za tym uczuciem pojawiają się następne: uczucie goryczy i rozczarowania. To, czego się dopuścił człowiek, nie daje mu pokoju i szczęścia, jakie obiecywał Zwodziciel (por. Rdz 3, 4-5). Nie daje życia. Wręcz przeciwnie, po dopuszczeniu się grzechu w jakimś sensie człowiekowi „nie chce się żyć”. Tylko jedna obietnica się sprawdza: rzeczywiście ludziom otwarły się oczy (por. w. 5). Zło w całej swej pełni odsłania się po fakcie, zwykle wtedy, gdy jest już za późno. Pojawia się doświadczenie przerażenia. Słowo Boże przepowiada człowiekowi, że ilekroć wejdzie w grzech, tylekroć wchodzić będzie w gorzkie uczucie zawodu. Nawet gdy uczucie to zostanie przez człowieka zagłuszone, jego odezwanie się na nowo jest tylko kwestią czasu. Tyle tylko, że po czasie odzywa się zwykle ze zdwojoną siłą. Ból staje się jeszcze większy. Im większy był grzech, tym większe będzie uczucie zawodu i przerażenia.
 
Poznali, że są nadzy”.
Stwierdzenie, które streszcza samą istotę ludzkiego patrzenia na siebie po dopuszczeniu się grzechu. Po grzechu ludzkie spojrzenie staje się „chore”. Mieszkańcy raju spostrzegają, że są nadzy. Ich reakcja wydaje się nieco dziwna. Przecież nadzy byli już wcześniej – przed grzechem. Czym w swej istocie jest nagość? „Nagość ukazuje przede wszystkim ekstremalność ludzkiej egzystencji w sytuacji bycia stworzeniem pełnym ograniczeń” (G. Ravasi). Dobrze wyraża to wypowiedź Joba: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę” (Job 1,21). Być nagim oznacza być ograniczonym, a więc także bezbronnym wobec swoich ograniczeń. W doświadczeniu nagości człowiek przeżywa jedną z najbardziej intymnych prawd o sobie samym, a mianowicie, że jest istotą stworzoną, czyli ograniczoną i bezbronną. Tyle tylko, że przed grzechem człowiek przeżywał swoją ograniczoność i bezbronność w sposób naturalny. Patrzył na siebie tak jak patrzył na niego Bóg. Nie odczuwał żadnego niebezpieczeństwa, a więc także żadnej potrzeby bronienia siebie. Nie wstydził się siebie. Człowiek przed grzechem był zawsze gotowy na spotkanie z prawdą o sobie i na jej przyjęcie. Była ona dla niego źródłem szczęścia, ponieważ przypominała mu i potwierdzała, że jego życie możliwe jest jedynie w relacji z Bogiem. Nie wyobrażał sobie życia bez Boga. W Nim jak w zwierciadle widział swój prawdziwy obraz i podobieństwo do Boga. Ten obraz nie umniejszał w niczym jego ludzkiej wielkości i godności, co więcej budził w człowieku pokój i poczucie całkowitego spełnienia. Spełniał się jako stworzenie. Stawał przed Bogiem, przed sobą i drugim człowiekiem w całej swej nagości – w prawdzie o sobie.
 
Grzech zamazał w człowieku obraz i podobieństwo Boże, co sprawiło, że zamazał się także jego obraz Boga, obraz siebie i obraz drugiego człowieka. Grzech sprawia, że człowiek patrzy na swoją nagość, czyli na ludzkie ograniczenia i bezbronność w sposób zafałszowany. Ponieważ grzech jest owocem pokusy, by „być kimś więcej”, „mieć więcej z życia, niż daje Bóg”, „być jak Bóg”, stąd rodzi się w człowieku wstyd i lęk. W takim stanie ducha człowiek nie jest już zdolny przeżywać wewnętrznej harmonii z Bogiem, ze samym sobą i z drugim człowiekiem. Grzech sprowadza stan życia w zakłamaniu. Zakłamanie zabiera pokój. Prowadzi do stanu niepewności i ukrywania się. W grzechu człowiek gubi w pewnym sensie swoją naturalność. Ponieważ chciałby pozostać nadal naturalny, zaczyna stwarzać pozory, ukrywa nienaturalność swojego zachowania.
Zrobili sobie przepaski”.
Grzech rani relacje osobowe i człowiek nie czuje się już bezpieczny w swojej bezbronności i własnych ograniczeniach. Dlatego okrywa się. Rzeczywistość grzechu jest dramatyczna w skutkach. Człowiek, niszcząc wspólnotę z Bogiem, niszczy wspólnotę ze sobą i z innymi. Tracąc zaufanie do Boga, traci zaufanie do siebie i innych. To samo doświadczenie działa odwrotnie. Powstaje bolesne sprzężenie zwrotne: tracąc zaufanie do siebie, traci je także do Boga i do drugiej osoby. Człowiek doświadcza wewnętrznego rozdarcia. „Czuje się źle”. Swoją słabość i grzeszność odczuwa słusznie jako coś wstydliwego i żałosnego. Prowadzi to jednak do rozchwiania właściwej relacji ze sobą samym. Nie potrafi w sobie oddzielić grzechu od grzesznika. Grzech zaniża w człowieku właściwe poczucie wartości – człowiek nie potrafi przyjąć siebie. Kiedy zaś nie potrafi zaakceptować siebie, wówczas obecność drugiego przeżywa jako zagrożenie. Wywołuje to w nim doświadczenie własnej nędzy – czuje się mniejszy i gorszy. Zaś obecność Boga, jak za chwilę zobaczymy, staje się źródłem lęku. Obraz przepasek z gałązek figowych jest wymownym obrazem ucieczki w pozorne zasłanianie siebie. Jest obrazem prymitywnej obrony własnego „ja”. Jest to obraz udawania, pozornego odzyskania własnej godności. Zauważmy, że ucieczka w pozory, ukrywanie się prowadzi do kolejnych form ukrywania się, tym razem „za drzewami ogrodu”.
 
Zmaganie w stanie grzechu
 
Potrójna rana, którą pozostawia po sobie grzech, dotyka wszystkich sfer człowieka: umysłu, serca i woli. Stan ludzkiego zagubienia i cierpienia stara się wykorzystać Szatan. Możemy powiedzieć, że Szatan kusi człowieka dwa razy – przed grzechem i po grzechu. Uleganie temu drugiemu kuszeniu staje się jeszcze bardziej niebezpieczne niż pierwsze. Trafnie obrazuje tę prawdę znane nam powiedzenie: „Ludzką rzeczą jest upaść, ale diabelską rzeczą jest trwać w upadku”.
 
W historię zagubionego człowieka wkracza także Bóg. Toczy się więc walka o człowieka. Od chwili popełnienia pierwszego grzechu do końca ziemskiego życia człowiek pozostanie terenem walki dobrych i złych duchów. Zobaczmy jak w stanie grzechu człowieka działa Bóg i jak stara się działać Szatan.
 
Lęk przed Bogiem
 
Człowiek w grzechu, jak pokazuje nam słowo Boże, wchodzi w trudny stan wewnętrzny. Jest to stan wstydu i lęku. Pierwszym odruchem jest najczęściej ucieczka – próba stłumienia tego stanu. Człowiek bowiem nie lubi ani się wstydzić, ani lękać. Ucieczka staje się często pierwszym psychicznym odruchem, zanim jeszcze ten odruch zostanie zreflektowany i świadomie postanowiony. Możemy powiedzieć, że człowiek zawsze znajdzie sobie drzewo, za którym będzie chciał ukryć swój stan grzechu i lęku.
 
Człowiek ukrywa się przed sobą, przed drugim człowiekiem. Ukrywa się przed Bogiem. Ukrywanie się przed Bogiem ma znaczenie dramatyczne i jest szczególnie boleśnie odczuwane w naszym życiu. Chęć ukrycia się przed Bogiem staje się pokusą szczególnie silną. Zamierzenie Złego wobec człowieka jest zawsze to samo – zniszczyć jego relację z Bogiem. Czyni to w sposób bardzo przebiegły. Przebiegłe zachowanie Złego polega na tym, że przed grzechem oskarża Boga przed człowiekiem, natomiast po grzechu oskarża człowieka przed Bogiem. Po grzechu rodzi się w człowieku odczucie, że nie może „pokazywać się Bogu na oczy”. Najbardziej tragicznym stanem człowieka po grzechu jest lęk przed Bogiem. Największa pokusa, którą możemy być kuszeni, to fałszywe, lękowe przekonanie, że nie mamy prawa zbliżyć się do Boga, że już do Niego nie należymy. Jednocześnie w lęku człowiek zaczyna zachowywać się agresywnie. Wpada wtedy jakby w zaklęte koło cierpienia z powodu swego grzechu: ukrywanie się przed Bogiem prowadzi do pogłębienia się w nim lęku przed Bogiem. Z kolei lęk prowadzi do agresji, za którą kryje się bardziej lub mniej subtelna forma samoobrony, próba zrzucenia winy na drugą osobę, a nawet na Boga: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem” (Rdz 3,12).
 
Słowo Boże ukazuje nam cały paradoks i dramat człowieka po grzechu. Jeszcze chwilę wcześniej żył w raju w poczuciu pełnego bezpieczeństwa, w harmonii i pokoju z Bogiem. Odczuwał tęsknotę za Nim i pragnął Go oglądać. Żył z Nim w zażyłej więzi. Teraz, gdy Adam i Ewa usłyszeli kroki Boga w ogrodzie, skryli się przed Nim. Grzech potrafi radykalnie zerwać najpiękniejsze relacje, potrafi diametralnie zmienić historię życia człowieka.
Okłamywanie siebie
 
Ukrywanie się jest reakcją człowieka, który nie chce sobie uświadomić skutków tego, co się stało. To może prowadzić do kolejnych konsekwencji. Człowiek usiłuje sobie wmówić, że problem ostatecznie nie dotyczy jego samego. W rzeczy samej jest to odruch bardzo głupi i nielogiczny, ale takie jest postępowanie człowieka w grzechu. Trafnie określa to psalmista: „Mówi głupi w sercu swoim nie ma Boga. Ohydne rzeczy popełniają...” W tym znaczeniu staje się bezbożnikiem, postępuje tak jakby Boga nie było, jakby nie dał mu przykazania, jakby można było ukryć przed nim siebie i swoje czyny. Skrzętnie stara się ten stan wykorzystać Szatan, który chce prowadzić człowieka od grzechu do grzechu: Dobrze to działanie pokazuje Psalm 36, 2-3:
– „Nieprawość mówi do bezbożnika w głębi serca” – w grzechu Zły ma ułatwiony dostęp do człowieka. Stara się utrzymywać człowieka w zamroczeniu grzechem;
– „Bojaźni Boga nie ma przed jego oczyma” – najważniejsze dla Złego jest uniemożliwić człowiekowi zwrócenie oczu ku Bogu;
– „Bo jego własne oczy zbyt mu schlebiają, by znaleźć swą winę i ją znienawidzić” – Zły bardzo schlebia człowiekowi w stanie grzechu. Człowiek nie chce zobaczyć swej winy, bo to oznaczałoby podjęcie wezwania do zmiany w życiu;
– W konsekwencji, ponieważ nie potrafi znaleźć swej winy, niemożliwe jest, aby ją znienawidził, brzydził się nią.
W tej sytuacji Bóg rozpoczyna swoje działanie w kierunku uznania winy przez człowieka. Zobaczmy, w jaki sposób rozmawia z człowiekiem.
 
Niepokój w stanie grzechu
 
Pierwsze pytanie jest budzeniem w człowieku świadomości grzechu. „Gdzie jesteś?” Jest to pytanie Boga, który cierpi z powodu ludzkiego zła. Cierpi, ponieważ widzi, jak cierpi człowiek. Bóg zmierza nieustannie za nami. Nie tylko po to, aby sądzić nasze zło, ale przede wszystkim po to, aby mu zaradzić, aby wydostać człowieka z matni zła. Jest to Bóg, który nienawidzi zła, ale nie potrafi znienawidzić swojego stworzenia. Woła nieustannie, niepokoi, dopuszcza cierpienie. Kroczy za człowiekiem, nie po to, aby go zgładzić, ale po to, aby go oczyścić i wrócić sobie (G. Ravasi). Albowiem Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz, aby się nawrócił i żył. Pedagogia Boga jest niezwykła. Przypatrzmy się, jak Bóg próbuje wyprowadzić człowieka z ukrycia bez naruszania jego wolności.
 
Bóg niepokoi człowieka, aby zobaczył swój stan, aby rozejrzał się „gdzie jest”. Próbuje wydobyć go z ukrycia. Ukrywanie się daje bowiem człowiekowi pozorne poczucie bezpieczeństwa. Niepokój w grzechu, pochodzący od Boga, jest łaską budzenia ludzkiego sumienia. Trzeba tu zaznaczyć, że Boży niepokój różni się od niepokoju, który może pochodzić od Kusiciela. Bóg niepokoi, aby wybawić człowieka, wydostać z matni zła. Niepokoi więc, aby zbawić. Jest to niepokój, który otwiera na nadzieję. Nawet gdy jest bardzo silny, Bóg nie pozbawia człowieka nadziei i pragnienia życia. Zły zachowuje się odwrotnie. Niepokoi dla niepokojenia, dla zadręczania człowieka. Jest to zadręczanie, które osłabia nadzieję i chęć do życia. Kusiciel kusi człowieka do pozostawania w ukryciu, Bóg do wyjścia na zewnątrz, do spotkania twarzą w twarz ze swoim Stwórcą i ze sobą samym.
 
Ukrywanie się i Boża obecność
 
Zwróćmy uwagę, jak zachowuje się człowiek ukryty przed Bogiem. Słowo Boże znowu daje nam bardzo wnikliwy opis ludzkiego zachowania w grzechu. Kiedy człowiek słyszy wołanie Boga: „Gdzie jesteś?” następuje moment silnego zmagania. Z jednej strony wołany przez Boga, z drugiej strony kuszony przez Złego, aby zostać w ukryciu.
 
Początkowo wydaje się, że człowiek otwiera się na wołanie przychodzącego Boga. Słyszy pytanie i odpowiada na nie. Odpowiada jednak z ukrycia. Przyznaje się, że słyszy Boga i że Jego głos go niepokoi: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się bo jestem nagi i ukryłem się” (Rdz 3,10). W tej wypowiedzi widać pierwsze zmaganie się człowieka w stanie grzechu: z jednej strony doświadcza on niepokoju, ponieważ słyszy głos Boga, z drugiej nadal pozostaje w ukryciu. Otóż w odpowiedzi człowieka dostrzegamy uleganie subtelnej i niebezpiecznej pokusie. Kusiciel wykorzystuje ludzki lęk, po odkryciu przez człowieka własnej nagości w grzechu. Człowiek jest kuszony, aby pozostać w ukryciu przed Bogiem i w ten sposób, aby pozostał sam ze sobą i z własnym grzechem, aby wpatrywał się w swoją nagość: „Przestraszyłem się bo jestem nagi i ukryłem się”. Człowiek jest kuszony do samotności w grzechu, do „gapienia się” samemu we własną grzeszność. Owocem takiej postawy jest „przestraszenie”. Tak więc człowiek kuszony jest do ukrywania się, aby następnie pozostał sam ze swoim grzechem i przestraszył się siebie.
 
Tutaj dostrzegamy jeszcze inny sens Bożego działania. Bóg woła na człowieka, aby niepokojąc jego sumienie, dać mu odczuć własną obecność i bliskość. Bóg wie, że człowiek, nie może pozostać samotny z własnym grzechem. Wie, że Szatan chce ukryć człowieka przed Bogiem. Takie ukrycie jest drogą do nicości: najpierw do samotności, potem do zniechęcenia, aż wreszcie do załamania się i rozpaczy. Taka jest „reżyseria” działania Złego. Ukrywanie się naszych prarodziców przypomina nam o naszym ukrywaniu się przed Bogiem, przed sobą i przed innymi. Św. Augustyn po długich latach życia w grzechu, gdy doświadczył łaski nawrócenia, zobaczył jak Bóg nieustannie go szukał. Zrozumiał jak bezrozumne było jego życie spędzane w ukryciu przed Bogiem. Napisał w swoich „Wyznaniach”: „Przed Tobą, o Panie, otwiera się przepaść ludzkiego sumienia. Cóż może się ukryć przed Tobą, nawet gdybym tego nie wyznał wobec Ciebie? Ukryłbym Ciebie przede mną, nie mnie przed Tobą” („Wyznania”, 10,2).
 
ks. Krzysztof Wons SDS
- salwatorianin, jest kierownikiem duchowym, wykładowcą teologii duchowości, dyrektorem Centrum Formacji Duchowej w Krakowie.