Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2009--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2011--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2012--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2013--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2014--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2015--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2016--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2018--Album zdjęć z Dożynek Gminnych 2019

Kazanie dożynkowe

Ty, co wędrujesz z pola
Poprzez młynicy walce –
Z dumą i majestatem
Biorę cię w moje palce.
Jak gościa witam co dzień,
Gdy domu przekroczysz próg,
Tyś żywe ciało ziemi –
Niech błogosławi cię Bóg!


Tymi słowami „Psalmu o chlebie” witam dziś w naszej świątyni ten bochen chleba upieczony z tegorocznej mąki. Tymi samymi słowami witam również was – delegacje naszych wiosek z wieńcami żniwnymi oraz wszystkich ludzi ciężkiej pracy na roli. Chcemy dziś wszyscy razem ci, którzy nad powstaniem tego chleba się mozolą i ci, którzy razem z wami go spożywają – podziękować Bogu, dzięki któremu ten bochen chleba mógł zaistnieć. Bo to o­n daje wzrost i błogosławi tym, którzy pochylają się nad rolą. Kto o tym zapomni, już nie jest rolnikiem – tylko wyrobnikiem. A to ogromna różnica. Dlatego przy okazji dzisiejszego święta – naszych parafialnych dożynek – chcemy się wspólnie zastanowić nad sensem ludzkiej pracy. Jej godnością oraz zasługami tych, który ją pracują na roli.
W jednym z polskich szpitali, kapłan służy posługą sakramentalną człowiekowi, który ma następnego dnia poddać się operacji. Po spowiedzi i komunii św. kapłan jeszcze przez chwilę pozostaje przy chorym. Patrzy na spracowane ręce, na twarz pooraną zmarszczkami. W pewnym momencie zwraca się do chorego: „Pan może być zupełnie spokojny. Pan swego życia nie zmarnował, świadczą o tym spracowane pańskie ręce”. Mężczyzna zamyślił się, na jego policzki spłynęły z oczu łzy i po chwili powiedział: „Tak, w życiu napracowałem się bardzo dużo, ale nie wiem i boję się, czy upracowałem coś dla Boga”.
Można by dodać: dla Boga i dla siebie ale na wieczność, nie tylko na doczesność. Dlaczego tak jest? Coraz częściej dziś „można sobie ręce urobić – jak to mówimy – po same łokcie” i to nic nie znaczy? Nie znajduje to często uznania u ludzi, a może nawet u Boga!
Papież Jan Paweł II w Encyklice „Laborem Exercens” (O pracy ludzkiej) pisze: „podstawą określania wartości pracy ludzkiej nie jest przede wszystkim rodzaj wykonywanej czynności, ale fakt, że ten, kto ją wykonuje, jest osobą…pierwszą podstawą wartością pracy jest sam człowiek – jej podmiot. Wiąże się z tym od razu bardzo ważny wniosek natury etycznej: o ile prawdą jest, że człowiek jest przeznaczony i powołany do pracy, to jednak nade wszystko praca jest „dla człowieka”, a nie człowiek „dla pracy”.
Jak rozumieć te słowa Encykliki? Mówiąc prosto:
– jeżeli zamieniasz czas przeznaczony dla Boga (czyli niedzielę) na pracę
– jeżeli wychodzisz na ulicę i blokując ją utrudniasz pracę innym
– jeżeli niszczysz owoce pracy innych ludzi
– jeżeli za swoją pracę żądasz niesprawiedliwie wysokiej zapłaty
Jeżeli tak czynisz to nie licz na uznanie i szacunek – bo sam się nie szanujesz! Jak ten człowiek w szpitalu – życie przepracujesz ciężko, ale coś dla siebie upracował na wieczność?
Ja wiem, że to może niektórych zaboli co mówię! Dziś nie są czasy dla Boga. Przynajmniej tego żywego, Stwórcę wszechświata! Właśnie dziś, kiedy niektórzy myślą jak zlikwidować znak krzyża w znaku Czerwonego Krzyża w którym istnieje od 150 lat i Czerwonego Półksiężyca też i zastąpić je rombem. Już niedługo przyjdą czasy że będą wycinane krzyże na naszych polach aby nikogo „nie obrażały”. Żeby nie przypominały… Jeszcze niedawno można było powiedzieć, że człowiek roli to człowiek wiary, a dziś można tak jeszcze powiedzieć? Dziś Bóg ma się liczyć ze zdaniem człowieka! Dziś człowiek głosuje sprawę Boga. Lecz wypierając się Boga powinien mieć świadomość, że odbiera też sobie godność ludzką stając się tylko wyrobnikiem, maszyną, a to co robi będzie tylko produktem i niczym wiecej.
Człowieku obudź się! Nie jesteś nakręconym zegarkiem, któremu ubywa czasu i napięcia sprężyny, ani żadną inną, choćby cudowną maszyną! Jesteś człowiekiem! Istotą myślącą i wieczną! Dzieckiem Boga – Jego stworzeniem! A twoja praca powinna cię uszlachetniać a nie deprawować.
O pracy na roli papież we wspomnianej przed chwilą encyklice pisze: „praca na roli niesie ze sobą niemałe trudności, jak stały i często wyczerpujący wysiłek fizyczny, znikome uznanie ze strony społeczeństwa, co u ludzi pracujących na roli powoduje nawet poczucie społecznego upośledzenia…” Jest to niestety prawda, ale w dużej części też na zamówienie samych rolników. Bo nie można oczekiwać szacunku, samemu się nie szanując oraz nie szanując Tego, od którego wszystko zależy – Boga, niezależnie od tego ile masz nawozów zgromadzonych w stodole i jakie stoją maszyny na podwórku twojego gospodarstwa. Kiedyś ludzie pracowali ręcznie i zdążyli świętować niedzielę i modlić się i wypocząć. A dziś tyle maszyn i innych osiągnięć i na nic nie ma czasu – tylko na narzekanie.
Bracia i Siostry! Dziś gdy dziękujecie – a myślę szczerze – Temu, który wielki jest, wołam przy tym chlebie i wieńcach o należne miejsce dla Boga i poszanowanie Jego praw. W Jego godności i wielkości jest też wasza wielkość i godność. A gdy tak będzie, wtedy spełni się to o czym pisze poeta:
Pachnie na stole – świeży chleb
Pieczony – już z nowej mąki.
To nad kłosami – tego chleba –
Latem śpiewały skowronki.
W tym bochnie jest zaklęte życie –
I wszystkich nas przetrwanie.
I Ciało Twoje – dobry Jezu –
Z miłością – nam oddane.
Ten bochen chleba jest ołtarzem –
Na każdym naszym stole
Więc – każdą kromkę – dzielmy z głodnym –
Spełniając – Bożą wolę.
Jeżeli zrozumie – każdy człowiek –
Że, w chlebie – jest Bóg żywy –
To – podział – bochna chleba –
Musi być – sprawiedliwy.


ks. Piotr Kufliński

 

Dożynki polskie dawniej i dziś

 

żniwiarki, rycina XVI w. Dożynki to urządzane po zebraniu plonu zbóż wielkie święto rolników będące ukoronowaniem ich całorocznego trudu. Choć roczny cykl prac polowych kończy się przed Adwentem, to po żniwach następował krótki czas odpoczynku i radosnego świętowania, kiedy można było wyrazić to, co tak prosto napisał Wespazjan Kochowski w Psalmodii polskiej:

 Panie! I za to dziękować Ci trzeba,

Żeś gębie mojej dał dostatek chleba.

Dożynki w różnych okolicach nazywano też obrzynkami, wyżynkami, okrężnem (od dawnego zwyczaju obchodzenia lub objeżdżania, a więc okrążania pól po zbiorze zboża), wieńcowem lub wieńczynami (bo najważniejszym atrybutem tego święta jest wieniec żniwny).  

Zwykle dożynki odbywały się w sierpniu lub na początku września. Ponieważ zwyczajowo koniec żniw przy sprzyjającej pogodzie przypadał przed dniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (na Wniebowzięcie zakończone żęcie), czasami łączono dożynki ze świętem Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Częściej jednak bywały to dwie odrębne uroczystości.

 

Dożynki obchodzono w Polsce już w XVI wieku, kiedy rozwinęła się gospodarka folwarczno-dworska. Właściciele majątków ziemskich urządzali je dla żniwiarzy (służby folwarcznej i pracowników najemnych) w nagrodę za wykonaną pracę i zebrane plony.

W obchodach dożynkowych nie brakowało wtedy elementów archaicznych, które bywały tłumaczone jako ślady odwiecznych obrzędów i ofiar składanych bóstwom urodzaju. Oskar Kolberg, Zygmunt Gloger, Ignacy Krasicki, Józef Ignacy Kraszewski widzieli w obrzędzie dożynkowym ślady przypadającego na równonoc jesienną (23 września) etnicznego święta Słowian związanego pierwotnie z kultem roślin i drzew, potem z pierwotnym rolnictwem, w czasie którego dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku.

Do towarzyszących obrzędowi dożynek praktyk, w których zachowały się relikty archaicznych obrzędów wegetacyjnych i rolniczych, należały do niedawna zachowane zwyczaje związane z ostatnią garścią, kępą lub pasem niezżętego zboża, które czas jakiś pozostawiano na pustym już polu dla ciągłości wegetacji zbóż i  urodzaju. Te ostatnie pozostawione na polu kłosy zwano przepiórką, popiórką (na Mazowszu i Podlasiu), odlegą - jeśli było to niezżęte zboże rosnące wokół wielkich głazów narzutowych (na Mazowszu), perepełką (na kresach wschodnich), brodą (na wschodnim Mazowszu), kozą (w Małopolsce), pępem lub pępkiem (w Poznańskiem), a także równianką, plonkopką, wiązką, wiązanką lub garstką. Ziemię wokół przepiórki starannie pielono, aby w następnym roku chwasty nie zarastały pola. Strojono ją wstążkami i kwiatami, często też układano między kłosami na płaskim kamieniu chleb i sól oraz monetę. Oskar Kolberg tak opisywał przepiórkę w XIX w.: (...)wracają do zostawionej garści stojącego zboża, otaczają je w koło i śpiewają stosowne pieśni, wyrywając spośród niego wszelki chwast, co znaczy jak się wyrażają : plić brodę. Następnie jedna ze starszych kobiet, wziąwszy i skręciwszy wszystkie kłosy w jedno, zwraca je ku ziemi i zawija w środek brody: poczem dziewczęta zawiązują całą tę garść wstążką i ubierają kwiatami. Dopełniwszy tego odchodzą, pozostawiając ową brodę w polu, na pastwę ptactwa i myszy jako ofiarę: inaczej zwierzęta te mściłyby się i wielką w gumnach robiłyby szkodę.

Dożynki, A.Wierusz

Na Kurpiach, Mazowszu i Podlasiu ścięcie ostatnich kłosów poprzedzał zwyczaj zwany oborywaniem przepiórki (ziemię wokół niej trzykrotnie oborywano ciągniętą za nogi po rżysku dziewczyną - najczęściej była to najlepsza żniwiarka). W Wielkopolsce wokół ostatniej garści zboża, zwanej pępem, czołgali się wybrani do jego ucięcia chłopiec i dziewczyna, którzy podczas żniw wyróżnili się dobrą i pilną pracą. Ostatnią pozostawioną czas jakiś na polu kępkę zboża ścinano bardzo uroczyście. Najczęściej robil to najlepszy żniwiarz albo sam gospodarz. Na Kujawach kłosy te, przybrane kwiatami, żniwiarze wręczali gospodarzowi, który rewanżował się poczęstunkiem będącym zapowiedzią późniejszej zabawy dożynkowej. Powszechnie wierzono, że w ostatnie zebrane z pola kłosy mają niezwykłą moc decydującą o ciągłości wegetacji roślin i obfitych plonach w następnym roku. Kłosy ścięte z przepiórki musiały znaleźć się koniecznie w wieńcu dożynkowym, a te które pozostały przechowywano z pietyzmem w domu, by wykruszone z nich ziarno dodać do jesiennego siewu.

Na Podlasiu i południowo-wschodnim Mazowszu dożynki nazywano długo okrężnem. W nazwie tej znalazł odbicie znany wielu narodom stary rytuał rolniczy obchodzenia lub objeżdżania pól, którego celem było wyznaczanie granic pola i jego ochrona przed klęskami żywiołowymi, czarami i złymi mocami. Na ziemiach polskich okrążanie pól odbywało się w dwóch terminach: wiosną na dobry początek prac rolniczych i jesienią po zebraniu zbóż, warzyw i zakończeniu wszystkich prac polowych. Jesienne okrążanie pól połączone było z biesiadami, w których bawili się razem szlachta i kmiecie.

Biesiady te opisywał w XV w. Jan Długosz, a w XVI w. Jan Kochanowski pisał o nich w Rozmowie pana z włodarzem jako o zwyczaju już zanikającym:

Tak ci bywało, panie, pijaliśmy z sobą,

Ani gardził pan kmiotka swojego osobą.

Dziś wszystko już inaczej, wszystko spoważniało,

Jak to mówią, postawy dosyć wątku mało.

wiejski odpust

We wspólnych biesiadach szlachty z chłopami po okrężnem Ignacy Krasicki szukał analogii do zwyczajów starożytnego Rzymu pisząc w Panu Podstolim: w uroczystość Saturnową na pamiątkę złotego wieku zasiadali na wspólnej uczcie panowie z sługami. Z biegiem czasu tradycyjne okrężne stawało się kultywowanym w szczątkowej formie ludowym zwyczajem żniwnym, a na plan pierwszy wysunął się obrzęd dożynek z wieńcem i chlebem wypieczonym z nowego ziarna. Chleb w tradycji polskiej od najdawniejszych czasów uważano za dar Boga. Do kraju, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba, tęskno mi, Panie - pisał na emigracji Cyprian Kamil Norwid. W naszej kulturze chleb i sól często występują jako ważne atrybuty w wielu różnych zwyczajach i obrzędach. Obyczaj obdarzania i witania chlebem i solą dostojnych gości i osób bliskich na znak szacunku, przyjaźni, gościnności znany jest u nas od dawien dawna. W przeszłości był to symboliczny dar poddanych dla monarchy lub dostojników Kościoła. Józef Szczypka w Kalendarzu polskim pisze: Od najdawniejszych czasów po żniwach każdy wójt krakowski spieszył z rajcami na Wawel i wręczał królowi jegomości bochen na srebrnej misie. Te same honory spotykały co przedniejsze znakomitości Rzeczypospolitej, biskupów czy hetmanów, a wreszcie dostawali chleb od swoich poddanych różni panowie dziedzicowie.

Kiedy dawniej wiejskie gospodynie piekły wielki bochen chleba dożynkowego, śpiewały:

Ten chleb, co upiekłam ze swej mąki,

To ja go wręcżę do dziedzica ręki!

A ten dziedzic to nam podzieli,

żeby starczylo do samej niedzieli!

(za Od kusaków do szczodraków Zenona Gierały)

W obrzędzie dożynek chleb i sól symbolizują najcenniejsze dary ziemi i mają zapewniać urodzaj i dostatek.

W ceremonii dożynkowej najważniejsze miejsce przypadało jednak zawsze wieńcowi i wielu okolicach na nim poprzestawano. Wieniec dożynkowy nazywany bywał plonem, ponieważ symbolizuje wszystkie zebrane plony oraz urodzaj. Tradycyjnie wiły go kobiety, najlepsze żniwiarki. Wieńce miały rozmaite kształty, wielkość, ozdoby. Czasem wieńcem żniwnym była cała, ścięta i przystrojona wstążkami przepiórka albo przybrany kwiatami pęk zboża. W wieńcu były zawsze kłosy z przepiórki i nie młócone kłosy wszystkich zbóż: pszenicy, żyta, owsa, jęczmienia, a oprócz nich często owoce jarzębiny, jabłka, warzywa i kwiaty. Niekiedy pleciono sześć niewielkich wieńców (jak w Poznańskiem) - osobno z pszenicy, żyta, jęczmienia, owsa, grochu i orzechów laskowych. Często pleciono wieńce na drewnianych, wiklinowych lub zrobionych ze słomianych warkoczy obręczach związanych w kształt korony węgierskiej. Popularne były też wieńce żniwne w kształcie wielkiego koła. Wieńce nazywane równiankami (wyplatane najczęściej na uroczystość Matki Boskiej Zielnej) były po prostu związanymi bukietami z kłosów, kwiatów, ziół, do których wkładano też makówki, ziemniaki, marchew. Wieńce ozdabiano kolorowymi wstążkami, złoconymi orzechami, z czasem także bibułowymi kwiatami i barwnymi papierkami.

W niektórych regionach ( np. w Wielkopolsce ) przymocowywano do wieńca żniwnego różne wypieki obwarzanki, pierniki, figurki z ciasta. W dawnych czasach przywiązywano czasem na szczycie wieńca żywego ptaka koguta, kurczę, małe kaczątko lub gąskę albo figurkę bociana, bo miało to zapewniać płodność i piękny i zdrowy przychówek gospodarski. Jeśli ptaki wydziobywały ziarno z wieńca, a kogut piał wróżyło to uwieniec dożynkowy, Święcany, 1965, fot. T.Ślawskirodzaj w przyszłym roku. Sztuka wykonywania wieńców dożynkowych nie tylko przetrwała do naszych czasów, ale nawet się rozwinęła. Współczesne wieńce żniwne są coraz okazalsze, oprócz tradycyjnych koron i kół prezentowane są na dożynkach pomysłowo zrobione kompozycje z płodów ziemi: serca, globusy, tarcze z herbami miast, mapy Polski i wiele innych ciekawych form, często z różnymi napisami ułożonymi z kwiatów i ziaren.  

Tradycyjnie w dniu dożynek wieniec niesiono najpierw do poświęcenia do kościoła. Ponieważ największym uznaniem cieszyli się w tym dniu ludzie pracujący przy żniwach najszybciej i najlepiej, orszak prowadzili wyróżniający się żniwiarze.Wieniec niosła na głowie lub wyciągniętych rękach przodująca w żniwach dziewczyna czasem z pomocą silnych parobków, a jeśli był bardzo duży i ciężki układano go, otaczając często owocami i warzywami, na białym płótnie lub drewnianym stelażu niesionym przez kilka wyróżniających się żniwiarek, rzadziej żniwiarzy. Za wieńcem na początku orszaku szli przodownicy i przodownice żniw z chlebem upieczonym z nowej mąki, z jabłkami i orzechami związanymi w chusty lub niesionymi przez dziewczęta w podwiązanych fartuchach, a za nimi pozostali żniwiarze, ze starannie wyczyszczonymi kosami i sierpami przystrojonymi bukietami kwiatów i kolorowymi chusteczkami  - wszyscy odświętnie ubrani.

Kiedy już poświęcono wieniec w kościele, kolejnym ważnym etapem uroczystości było i pozostało dotychczas wręczanie wieńca gospodarzowi dożynek. Na dożynkach dworskich był nim dziedzic. Orszak żniwiarzy z wieńcem udawał się więc do dworu.Często za żniwiarzami jechały drabiniaste wozy z muzykantami i innymi uczestnikami dożynek. Po drodze śpiewano pieśni z powtarzającym się refrenem:

Uchylaj, panie cisowe wrota,

Niesiem wianeczek ze szczerego złota.

Plon niesiemy, plon,

W gospodarza dom

Żeby dobrze plonowało,

Po sto korcy z kopy dało!

Plon niesiemy ...

A nasz wianek jedwabiem wity,

Nie wykupisz, panie za talar bity!

Plon niesiemy ...

A rozwierajcie szeroko wrota,

Bo idzie do was z pola robota!

Plon niesiemy ...

Nie żałuj, panie, siwego konia,

Ślij po muzykę choć do Radomia!

Plon niesiemy ...

( za Od kusaków do szodraków Zenona Gierały)

Jak pisze Barbara Ogrodowska w Zwyczajach, obrzędach i tradycjach w Polsce: We wszystkich regionach Polski pieśni dożynkowe były układane według pewnego schematu, z powtarzającymi się motywami. Miały one również elementy improwizowane: komplementy, ale także docinki, kierowane do gospodarzy, dziedziców, ekonomów, oficjalistów dworskich (co znajdowało odbicie w utworach literackich, m.in. w siedemnastowiecznej sielance Szymona Szymonowica Żeńcy); śpiewano w nich też o trudzie żniwiarskim i o należnej za niego nagrodzie, czyli spodziewanym poczęstunku i zabawie, i o radości z zakończonej, wykonanej sumiennie pracy, przynoszącej wszystkim wielkie pożytki (...) Z czasem pieśni dożynkowe stały się swego rodzaju kroniką życia wsi, opowiadającą o najważniejszych wydarzeniach. Obecnie także wykonywane są na dożynkach pieśni z powtarzającym się refrenem o plonie. Pieśni te, dawne i współczesne, są dziś przedmiotem zainteresowań i badań naukowych etnografów, folklorystów, językoznawców.

Na dawnych dożynkach dworskich na rozśpiewany orszak żniwiarzy oczekiwał na ganku lub przed bramą dziedzic wraz z małżonką, krewnymi, rezydentami i służbą, a czasem też plebanem. Dziedzic przyjmował od żniwiarzy wieniec i chleb, który z szacunkiem całował. Wręczaniu tych darów towarzyszyły zawsze uroczyste oracje - najpierw przemawiał ktoś znaczniejszy ze żniwiarzy, a później dziedzic dziękowal żniwiarzom. Gospodarz wznosił toast za wszystkich zebranych, za ich pomyślność i dostatek, do zwyczaju należało chluśnięcie z kieliszka wódką na najlepszą żniwiarkę, nazywaną postatnicą lub wiochną, obdarowanie jej srebrną monetą i rozrzucenie jakiejś sumki do podziału wśród pozostałych żniwiarzy. Następnie dziedzic osobiście wnosił do dworu wieniec i ofiarowane mu płody ziemi i stawiał je na stole na honorowym miejscu. Wieniec żniwny przechowywano potem w sieni lub stodole do następnego roku, a wykruszone z niego ziarna i wysuszone ziele dodawano do worków z ziarnem przeznaczonym na przyszłe zasiewy. Zwyczaj ten praktykowany jest po dzień dzisiejszy, zwłaszcza przez starszych rolników.

Później zasiadano na biesiadę do stołów ustawionych zwykle na dziedzińcu lub w spichlerzu, żeby wszyscy mogli się pomieścić. Po poczęstunku odbywała się zabawa z tańcami, trwająca często do rana. Do pierwszego tańca dziedzic zapraszał przodownicę żniwną, najlepszy zaś kośnik tańczył z dziedziczką. W czasie zabawy dziedzic i dziedziczka mogli wysłuchać rymowanek wyśpiewywanych przez wieśniaków. Niektóre z nich były pochlebne, chwalono w nich gospodarność dziedzica i urodę dziedziczki niezależnie od stanu faktycznego, śpiewano więc:

U sąsiada wilk wyje,

bo pszenicka mu gnije.

Oj, a nas pan nie taki,

Zbiera z pola i kłaki.

 (za Kalendarzem polskim Józefa Szczypki)

albo

Przede dworem carna burza,

 nasa pani, kieby róża...

(tamże)

Chłopi mogli sobie też tego dnia pozwolić na więcej niż zwykle i odważnie dokuczać i dziedzicowi, i ekonomowi, śpiewając np. tak: Chłop pracuje, nie ustaje,Dziedzic za to baty daje! ( za Od kusaków do szodraków Zenona Gierały) albo

A na dziedzińcu siwe kamienie,

U ekonoma grzywe golenie.

(za Kalendarzem polskim Józefa Szczypki)

Niektóre z przyśpiewek nie były bezinteresowne:

U naszego jegomości dobry rozsądek,

Wystawił nam beczkę piwa, gorzałki sądek.

(za Kalendarzem polskim Józefa Szczypki)

Podczas zabawy dożynkowej urządzano różne gry i popisy zręczności. Do najpopularniejszych należały wyścigi furmanek, konkursy w dojeniu krów i wdrapywanie się na posmarowany mydłem słup, na wierzchołku którego umieszczona była butelka wódki , kiełbasa i inne nagrody. Czasem na koniec zabawy chłopi objeżdżali na przystrojonych koniach wieś i sąsiadujące z nią pola. U schyłku XIX wieku, wzorem dożynek dworskich, zaczęto urządzać dożynki chłopskie, gospodarskie. Bogatsi gospoddożynki, 1938 r.arze wyprawiali je dla domowników, rodziny, parobków i robotników najętych na czas żniw. Przebiegały one podobnie do dożynek dworskich, choć były skromniejsze. W okresie międzywojennym organizowano też dożynki gminne, powiatowe i parafialne pod patronatem Kościoła, wiejskich organizacji gospodarczych i samorządowych, kół Stronnictwa Ludowego, dla których uroczystości dożynkowe były pewnego rodzaju manifestacją ruchu ludowego. W obchodach zachowywano większość tradycyjnych elementów: pochody z wieńcem, przyśpiewki, oracje. Gospodarzami dożynek bywali najczęściej proboszczowie, nauczyciele, sołtysi, działacze ludowi, a na dożynkach gminnych i powiatowych  wójtowie i starostowie. W niektórych regionach urządzano składkowe dożynki wiejskie. Uroczystość rozpoczynała się zawsze od poświęcenia w kościele wieńca zbiorowego od rolników z całej wsi i była przede wszystkim dziękczynieniem składanym Bogu za dobre plony. Co roku wybierano spośród rolników gospodarza dożynek, który z pomocą sąsiadów wyprawiał w swym domu przyjęcie dla wszystkich. Dożynki były też okazją do pokazania sąsiadom najładnieszych okazów zwierząt gospodarskich i nowych narzędzi rolniczych oraz haftowanych serwet i obrusów wiejskich gospodyń.

Po II wojnie światowej gospodarzami dożynek byli przedstawiciele władz administracyjnych różnych szczebli  -  gminnych, powiatowych, wojewódzkich i centralnych. Zachowywano w nich zawsze pewne elementy tradycyjne: uroczysty pochód z wieńcem i chlebem, pieśni dożynkowe o plonie. Dożynkom tym towarzyszyły kiermasze, wystawy rolnicze, występy zespołów folklorystycznych, zawody sportowe i zabawy taneczne.

Obecnie uroczystości dożynkowe mają charakter ludowy i religijny. Dożynki stały się wyrazem kultu maryjnego, szczególnie żywego w środowisku wiejskim. Matka Boska jest patronką wielu przełomowych momentów cyklu wegetacyjnego roślin i rolniczego trudu począwszy od Dnia Zwiastowania Pańskiego, czyli święta Matki Boskiej Roztwornej (25 marca), poprzez obchodzone dziś 31 maja święto Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, które obchodzone dawniej 2 lipca stało się dla wsi polskiej dniem Matki Boskiej Jagodnej, oraz Święto Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia), po Matki Boskiej Siewnej (8 września). Rolnicy od dawien dawna polecali wszystkie swoje sprawy Matce Boskiej, orędowniczce ludzkiej codzienności.

Powrócił i rozwinął się praktykowany przed ostatnią wojną obyczaj urządzania dożynek parafialnych oraz pielgrzymek chłopskich po zakończonych żniwach do miejsc kultu religijnego, zwłaszcza do sanktuariów maryjnych. Na Jasnej Górze w Częstochowie odbywają się największe i najbardziej uroczyście obchodzone dożynki polskie. Uroczystości religijne w intencji wszystkich rolników celebruje prymas Polski.Uczestniczą w nich tłumy pielgrzymów i delegacje rolnicze z całej Polski z wieńcami i chlebami upieczonymi z mąki pochodzącej z ostatnich zbiorów.

Świeckim ceremoniom dożynkowym przewodniczą obecnie starosta i starościna dożynkowi, którzy wręczają wieniec i bochen chleba gospodarzowi dożynek. Gospodarzem najczęściej jest przedstawiciel lokalnej administracji państwowej bądź samorządowej. Dożynkom towarzyszą najczęściej wystawy osiągnięć lokalnych rolników i zakładów przetwórstwa spożywczego i festyny ludowe.