Czy Jezus był księdzem?

Z Janem Andrzejem Kłoczowskim OP rozmawia Artur Sporniak

Kiedyś podczas rekolekcji zastanawiał się Ojciec, czy Jezus był księdzem. To przewrotne pytanie, bo dla nas, katolików, ksiądz „zastępuje” Jezusa – ma być podobny do Niego. Ale czy Jezus był „podobny” do księdza?
 
W sensie socjologicznym – nie. Był prorokiem i nauczycielem. Nie miał nic wspólnego z kapłaństwem w kulturze, w której się narodził, nie przynależał do rodu kapłańskiego.
 
Od razu powiedzmy, że kapłan nie jest jedyną postacią ważną w tradycjach religijnych. Szczególnie w takich religiach jak chrześcijaństwo, judaizm i islam, gdzie postacią centralną jest prorok. Stąd te trzy religie określa się jako prorockie, ponieważ założycielami ich byli prorocy – Mojżesz, Jezus i Mahomet.
 
Prorok kojarzy się z tym, który głosi przyszłość, przepowiada. Potocznie słowo „prorokuje” odnosi się do przyszłości. Tymczasem prorok jest przede wszystkim człowiekiem czasu teraźniejszego. Jego powołanie jest związane z tym, co określa w biblijnej grece termin „kairos” – czas ten oto, teraz. Jezus płakał nad Jerozolimą, albowiem „nie rozpoznała czasu nawiedzenia swego”. Czas nawiedzenia – jest czasem proroka. On mówi teraz to, czego Bóg żąda od swego ludu: w danym momencie, w tej chwili.
 
Interpretuje wydarzającą się rzeczywistość w świetle objawienia Bożego?
 
Tak. Nawiązuje do założycielskiej tradycji religijnej, ale zarazem reinterpretuje ją w konkretnej sytuacji historycznej. „Macie być wierni Jahwe” – ale co to znaczy? Znaczy to, że macie odejść od kultu bożków, nawrócić się. To nawoływanie całego Starego Testamentu. Prorok jest postacią stojącą w pewnej opozycji do kapłana. Zadaniem kapłana jest strzec kultu, ustanowionej tradycji, sposobu oddawania czci Bogu, składania ofiar. Jest stróżem tożsamości religijnej, ale przez odwołanie do fundamentalnego przymierza. Prorok to natchniony interpretator tej tradycji, wymagający nieustannej przemiany.
 
Żywotność religii w dużym stopniu wynika z napięcia pomiędzy tymi dwoma elementami: kapłańskim i prorockim. Pod tym kątem można czytać Stary i Nowy Testament, a także dzieje Kościoła.
 
Ale między postaciami religijnymi jest także mędrzec. Ten, który studiuje tradycję, stara się ją zgłębić, aby ukazać jej głębszy sens.
 
Współczesny teolog?
 
Tak – choć wolę nazywać go hermeneutą, który tłumaczy sens przekazu tradycji i tego, co w niej żywe. On sprawia, że przeszłość staje się aktualna: pamięć przemienia się w samoświadomość. Pewne ogóle zasady mędrzec przekłada na język życia. To ułatwia ludziom podejmowanie decyzji.
 
Księgi Mądrościowe Starego Testamentu to dzieła takich właśnie mędrców. Oni objaśniali i nauczali tego, co dziś nazwalibyśmy teologią moralną. Byli tłumaczami na język praktycznych działań wielkiego dyskursu religijnego mówiącego o sensie świata.

Do tych postaci można jeszcze dodać mistyka...
 
...który najgłębiej uwewnętrznia niewypowiedzianą w słowach modlitwę jako relację z Bogiem.
 
Oczywiście tych czterech postaci nie można po prostu rozłączyć i postawić obok siebie. Niektórzy spośród proroków pochodzili, jak Jeremiasz, z rodu kapłańskiego, mędrcy byli prorokami albo mistykami. Trudno nie nazwać autora Pieśni nad pieśniami mistykiem.
 
Kim więc jest Jezus?
 
Niewątpliwie ludzie rozpoznawali w Nim przede wszystkim proroka. To był jego pierwszy znak tożsamości. W Ewangelii Mateusza, gdy mowa o wjeździe do Jerozolimy, ludzie pytali: „Kto to jest?”. Tłumy odpowiadały: „To jest prorok, Jezus z Nazaretu, z Galilei”. W tej samej Ewangelii mowa o powątpiewaniu w Niego w Nazarecie: przecież to syn cieśli! Wówczas Jezus mówi, że tylko w swojej ojczyźnie prorok może być tak lekceważony. Więc On sam swoją misję definiuje jako bycie prorokiem.
Tak jak u wszystkich proroków, w nauczaniu Jezusa widać wyraźny znak czasu teraźniejszego. „Dziś przyszło do was królestwo” – mówi. Ale nie naiwnie, jakby owo królestwo było już zrealizowane ostatecznie. Jezus nie głosi rewolucji, ale opowiada o ziarnie, które zostało rzucone, aby rosło. Widzimy jego konflikt z establishmentem kapłańskim – przez grupę kapłańską jest traktowany podejrzliwie jako warchoł i heretyk. Przyjmując chrzest w Jordanie, wpisuje się w cały nurt kontestatorski – złożony, skomplikowany i dynamiczny w ówczesnej sytuacji judaizmu. Jak qumrańczycy czy uczniowie Jana, jest w opozycji do politycznego kunktatorstwa grupy kapłańskiej.
 
Z dokumentów założycielskich chrześcijaństwa wynika, że ludzie, którzy zetknęli się z tym nauczycielem, nie odbierali go jako członka grupy kapłańskiej. Jest określany jako prorok i rabbi – nauczyciel. A więc także mędrzec. W Kazaniu na Górze mówi: „A ja wam powiadam...”. Tylko prorok może tak powiedzieć – mówi w imieniu Boga. Występuje też jako ten, który interpretuje prawo i pokazuje jego sens. Słysząc odpowiedź uczonego w Prawie o najważniejsze przykazanie, mówi: „Rozumnie odpowiedziałeś”. To typowa rozmowa mędrców.
 
Po zmartwychwstaniu Kościół stanął wobec problemu zrozumienia, kim był Jezus. W Liście do Hebrajczyków odnajdujemy pogłębioną refleksję, ukazującą postać Jezusa w dialogu z tradycją judaizmu, z którego wyszedł. Tekst ten, wyrażając świadomość wiary pierwotnego Kościoła, podaje nową definicję kapłaństwa – odwołującą się po części do Starego Testamentu, ale w istocie rewolucyjną. „Tyś jest kapłanem na wieki wedle obrządku Melchizedeka”. To brzmi trochę jak magiczne zaklęcie. Melchizedek to jedna z najbardziej tajemniczych postaci...

...pogańskich!
 
Ale biblijnych! Król Szalemu, będący jednocześnie kapłanem Boga Najwyższego, który wyszedł na spotkanie Abrahama i złożył ofiarę z chleba i wina. Tłumacząc, że kapłaństwo Jezusa było kapłaństwem Melchizedeka, najczęściej zwracamy uwagę na chleb i wino. To ważne, ale istotniejsze są następne wersy Listu: był bez ojca, bez matki, bez rodowodu. Nie ma początku dni ani końca życia. Jego kapłaństwo nie wynikało, jak w Starym Testamencie, z narodzenia się w odpowiednim rodzie. Jezus pochodził z rodu królewskiego. Mocno to podkreśla Mateusz i Łukasz: z pokolenia Dawida, a nie Lewiego.
 
Zatem kapłaństwo nie na zasadzie dziedziczenia urzędu kapłańskiego, lecz tajemniczego naznaczenia przez Boga. Pamięć o czynie Melchizedeka przetrwała i odczytano ją na nowo w Nowym Testamencie. Jezus jest kapłanem. To znaczy tym, który staje pomiędzy ludźmi i Bogiem – nie na zasadzie sukcesji socjologicznej, ale na zasadzie tego, kim był jako Syn Boży.
 
Ofiara też była inna.
 
Ustanowienie ofiary nastąpiło w czasie wieczerzy paschalnej, zatem liturgii domowej, nie świątynnej. Choć nie stały one w opozycji. Sama ofiara krzyżowa Chrystusa odbyła się poza kontekstem religijnym. To była brutalna egzekucja wykonana na żądanie religijnych władz żydowskich przez okupanta – Rzymian. To było wykonanie wyroku, nie ofiara. Dlatego nowa ofiara ma charakter nieprawdopodobnie duchowy...
 
...i egzystencjalny.
 
Ten wątek znowu podejmuje List do Hebrajczyków. Zmieniło się Prawo, więc zmieniło się też kapłaństwo. Ustało kapłaństwo starego Prawa. Nowa ofiara zastąpiła dotychczasowe. Nie dlatego, że nie były godne i Bóg ich nie przyjmował – przecież były wyrazem oddania Narodu Wybranego Bogu! Ale teraz ma nastać nowy kapłan, na wzór Melchizedeka, a nie Aarona. To redefinicja funkcji kapłańskich. Jezus stał się poręczycielem lepszego przymierza: dotychczas wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie pozwalała im trwać przy życiu. Tymczasem Jego kapłaństwo trwa na wieki.
 
Jakie to ma znaczenie dla Kościoła? Cały Kościół jest święty w królewskim kapłaństwie. Pierwsze podstawowe kapłaństwo dotyczy wszystkich ochrzczonych. Mówią o tym nie heretyckie pisma, tylko kanoniczny List pierwszego papieża, św. Piotra: „Wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa”. To wielka interioryzacja całej tradycji Starego Testamentu! Świątynia nie jest w Jerozolimie. Jest w sercu każdego, kto przyjął Chrystusa i w Duchu św. oddaje cześć Bogu.
 
Jest także między ludźmi – „żywymi kamieniami świątyni”.
 
„Królestwo Boże wśród was jest”. To „wśród” może oznaczać zarówno „w sercu każdego”, jak i „pomiędzy”. Dalej św. Piotr pisze: „Jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem”. Zwraca się do wszystkich chrześcijan!
 
Zatem wszyscy uczestniczą w świętym i królewskim kapłaństwie. Gdy udzielam chrztu, namaszczam głowę dziecka krzyżmem św., mówiąc: „On sam namaszcza cię krzyżmem zbawienia, abyś włączony do ludu Bożego wytrwał w jedności z Chrystusem – Kapłanem, Prorokiem i Królem – na życie wieczne”. Powszechne kapłaństwo wiernych nie jest wymysłem teologów soborowych, ale fundamentalną prawdą dogmatyczną Kościoła apostolskiego.
W ramach tej wspólnoty niektórych powołuje Bóg do służby w Kościele przez specjalne wezwanie do posługi. Znów „na wzór Melchizedeka”. Kapłanem nie zostaje się na zasadzie dziedziczenia, ale przez charyzmatyczne powołanie osobiste. Jeżeli człowiek rozezna, że to jego droga, przechodzi okres próby, dojrzewa, odpowiada i jest zatwierdzany na ten urząd przez następcę apostołów – biskupa, który kładzie dłonie na jego głowie. Znamy to już z Dziejów Apostolskich.
 
Jaka jest w takim razie rola Apostołów?
 
Zostali wezwani, aby kontynuować misję prorocką Jezusa: „Idźcie i nauczajcie”. Zarazem, aby przechowywać pamięć Pana: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Ale też: „Komu grzechy zatrzymacie, są im zatrzymane, komu odpuścicie, są im odpuszczone”. Jezus nie powiedział, że ktokolwiek ma przebaczyć. Boże przebaczenie złożone zostało w ręce Apostołów. Nauczanie – duszpasterstwo i sprawowanie sakramentów. Pamięć przechowywana jest i uobecniana przez lud kapłański pod przewodnictwem tych, którzy od następców apostołów otrzymali do tego upoważnienie.
 
Sukcesja apostolska przypomina zatem genealogię.
 
Ale jest to duchowa genealogia. Jej odpowiednik, przy wszystkich różnicach, odnaleźć można w tradycjach buddyjskich, gdzie mistrzowie także przekazują sobie sukcesję. Istnieje więc świadomość trwałości przekazu pewnej tradycji. Sukcesja apostolska jest potwierdzeniem prawdziwości źródła i tożsamości wspólnoty.
Katechizm mówi, że kapłaństwo urzędowe służy kapłaństwu wspólnemu: „Jest ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół” (1545). A inne środki?
 
Pismo św., modlitwa, życie Ewangelią. Czy posługa przekazywania wiary przez rodziców dzieciom nie jest jednym ze środków? Małżeństwo także konsekruje do posługi. Obok kapłaństwa jest rozumiane przez Kościół jako sakrament „nastawiony na zbawienie innych ludzi”. To bardzo ważna analogia: są dla posługi.
 
Syn Boży stał się człowiekiem i zamieszkał między nami. Zamieszkał. Czyli Wcielenie trwa. Jedną z postaci Wcielenia jest sakramentalny porządek Kościoła, czyli widzialne znaki niewidzialnej łaski. Ale one nie wiszą w powietrzu, tylko są włożone w ręce konkretnych ludzi. I nie dlatego, że byli godniejsi. To nie jest nasz pomysł, tylko kontynuacja Wcielenia. Nawet najgorszy łotr, jeżeli biskup położył na niego ręce, biorąc do rąk hostię i mówiąc „oto Ciało moje”, sakramentalnie uobecnia Wcielenie.
 
Katechizm odwołuje się także do słowa „ordo” i pisze, że pierwotnie było ono rozumiane jako „stan zarządzający”. Czy napięcie między charyzmatem a strukturą nie jest źródłem wiecznych kłopotów Kościoła?
 
Kiedy nie ma Ducha św. i księdzu zostaje tylko sutanna, staje się on „funkcjonariuszem”. Na pierwsze ważne pytania pierwotnej wspólnoty (czy chrześcijanie zwolnieni są z obowiązku obrzezania i zachowywania starego prawa z wyjątkiem prawa moralnego?) odpowiedzieli Apostołowie na tzw. soborze jerozolimskim. To oni byli do tego powołani. Decyzje soboru ustalały tożsamość chrześcijańską. Uznawano, że w Kościele są tacy, którzy odpowiadają za całość wspólnoty.
 
Chodzi o zachowanie ładu, ale ten ład polega na służbie. Jezus dokonał także redefinicji władzy: świeccy władcy uciskają lud, w Kościele ma być inaczej. Dlatego papież posługuje się pięknym tytułem: sługa sług bożych. Oby on był rzeczywiście czytelny.
 
W Nowym Testamencie pojawia się także określenie „pasterz”. Jak dzisiaj to rozumieć?
 
Jezus mówi, że trzeba zostawić 99 owiec i pójść po tę jedną. Nie chodzi przecież o wyperfumowaną owieczkę z pozłacanymi różkami, jakimi się bawiły damy w XVIII-wiecznym Wersalu, tylko o śmierdzącą, chorą, brudną owcę, którą dobry pasterz myje i opatruje. W tym sensie posługa pasterska nie jest posługą kija, ale ciężaru i troski, które się bierze na swoje ramiona. Dla mnie wyraża się to w tym, co mi powiedział kiedyś o. Piotr Rostworowski – benedyktyn, potem kameduła: „Kiedy spowiadasz, pamiętaj, że skoro występujesz in persona Christi, to masz na siebie brać grzechy tych, którzy ci je wyznają. Ty musisz za nie pokutować”. Tak rozumiem kapłaństwo.
 
Być może największym powodem antyklerykalizmu jest obraz Boga, który Kościół propagował przez wieki: jako władcy i sędziego, którego trzeba się bać. Daleko stąd do pasterza pochylającego się nad chorą owieczką...
 
Przyczyna jest głębsza. Kim jest Chrystus dla chrześcijan? Mówimy „Bóg” i wyłazi nam freudowski ojciec wzbudzający kompleks Edypa. Tymczasem „kto widzi Mnie, widzi Ojca”. Dlaczego William Blake malował Boga Stworzyciela w postaci Chrystusa? Za mało podkreślamy, że jedynym dostępnym dla nas obrazem Boga jest człowieczeństwo Jezusa.
 

W świadomości ludzi często Kościół przesłania Chrystusa, a zniekształcony obraz Boga przesłania Jezusa. Być może powiem herezję: w stosunku do utartych poglądów Jezus jest wciąż nieznaną postacią chrześcijaństwa. Obraz Boga jest bogatszy, niż myślimy. Bóg jest wspólnotą Osób. Nie tylko kocha, ale jest miłością.


Artur Sporniak