Co mi daje Bóg

Dziadku, co daje mi Pan Bóg?
Jest to usprawiedliwione pytanie, gdyż coraz więcej ludzi nie potrzebuje w swym życiu Pana Boga.
 
Dwadzieścia lat temu zostałem wysłany do Austrii, aby z ramienia zakonu wesprzeć tutejszych kapucynów borykających się od kilku dziesiątków lat z brakiem powołań do zakonu. Pierwsze, co mnie uderzyło, to w porównaniu do parafii w Polsce mała liczba osób na niedzielnej Mszy Świętej i to na ogół podeszłych wiekiem. Do dziś zdumiewa mnie, kiedy jadę na zastępstwa na Mszę do różnych parafii w okolicy, że z miejscowości zamieszkałych przez kilka setek czy tysięcy osób na Mszę Świętą niedzielną przychodzi zaledwie grupa kilkudziesięciu wierzących. Wiara w Boga i życie wieczne w większości jakby zaniknęła. 
 
Inna historia miała miejsce w Nowej Soli. Parę tygodni temu w czasie niedzielnego obiadu u znajomych zapytał dziadek wnuka, który pracuje na stałe za granicą i przyjechał na urlop do rodzinnego miasta, czy tam chodzi do kościoła. Wnuk z całą szczerością przy wszystkich biesiadnikach odpowiedział: „Dziadku, co daje mi Pan Bóg? Po co mi Pan Bóg?”
Jego kolega, do niedawna ministrant twierdzi obecnie, że jest ateistą. A dobra koleżanka jest też osobą wierząca, a raczej po swojemu wierzącą, bo od kilku lat żyje w związku partnerskim bez ślubu. 
W domu byli wychowani po chrześcijańsku. Kto zabrał im Boże przykazania, Pana Boga, i pozwolił im o Nim zapomnieć? Rozeznanie rozumowe? Ogólny trend w społeczeństwie? Przyjaciele? Doświadczenie uczy, że kto z kim się przystaje takim sam się staje. 

Kto zabrał Pana Boga?
 
Jako chrześcijanin jestem głęboko przekonany, że wiara w Jezusa niesłychanie ubogaca nasze życie na ziemi, a po śmierci zapewnia nam szczęśliwe istnienie na zawsze. Nadzieja, że ci młodzi ludzie kiedyś uwierzą i znajdą Pana Boga, oraz że będą mogli doświadczyć tego, co ON im daje jest duża. Człowiek szuka Pana Boga i Bóg pozwala się znaleźć. Wystarczy do wyszukiwarki internetowej wpisać hasło „świadectwo nawrócenia”, by się o tym w wieloraki sposób przekonać. Bóg szuka też i czeka na człowieka. Opowiada o tym Jezus w piętnastym rozdziale ewangelii Łukasza, kiedy to opowiada przypowieść o zagubionej owcy, zagubionej drachmie i synu marnotrawnym.
Odważyłbym się nawet powiedzieć, że człowiek w swej istocie jest niejako „zaprogramowany” na Pana Boga – na szukania Go i znalezienie jako prawdy i dobra, jako sens i ostatecznego celu życia. Skąd to przekonanie? 
Otóż nasza ludzka godność, nasza ludzka wielkość z woli Stwórcy zakłada się w naszej rozumności – ukierunkowanej na szukanie prawdy i w naszej wolnej woli – kierującej się sumieniem, tym wewnętrznym głosem, który w naszej głębi da się słyszeć: „czyń dobro-zła unikaj”. 

Logika wiary
Logika wiary Istnieje pewna zasadnicza logika wiary. Dorastającemu człowiekowi nasuwają się pytania i on szuka odpowiedzi na nie. Najważniejsze pytanie jest pytaniem o samego Pana Boga: czy wierzę, że istnieje Istota która jest początkiem i końcem mojego istnienia? Czy utożsamiam tę Istotę z Bogiem, który objawił się ludziom w narodzie żydowskim? Czy wierzę, że to Objawienie zostało zapisane w Biblii? Czy wierzę, że jako drogę do wiary, prawdy, dobra i uwalniania człowieka od zła Pan Bóg dał ludzkości Jezusa, swego syna Boga i Człowieka? 

Jeśli tak jawi się dalsze pytanie: Co daje człowiekowi Jezus? Jezus daje ludzkości nauczanie od Boga i dzieło zbawienia. Nauczanie o samym Bogu, które ON przyniósł to Objawienie. Żadna nauka nie ma takich możliwości, by Pana Boga poznać. Objawienie przekazane nam przez Jezusa mówi, że Bóg jest Bogiem w Trzech Osobach, i że jest Bogiem pełnym miłosierdzia, Bogiem pragnącym zbawienia każdego człowieka Jezus daje nam dalej genialną naukę o tym jak mamy postępować i rozwijać się wewnętrznie. Jego nauczanie to najgłębsza psychologia i pedagogia, świadectwo dogłębnej znajomości człowieka. W centrum tego nauczania jest miłość-dobroć wobec drugiego człowieka i konieczność przebaczania. Iluż ludzi cierpi dlatego, że nie potrafi przebaczyć winowajcy doznanych od niego uraz czy niesprawiedliwości? Każdy z nas popełnia błędy i potrzebuje przebaczenia od innych. Jezus uczy, żeby prośbę o darowanie grzechów, którą w Modlitwie Pańskiej kierujemy do Ojca Niebieskiego, poprzedzało darowanie przewinień naszym winowajcom: "przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczymy tym, którzy przeciw nam zawinili" (Mt 6,12) 
Na zakończenie modlitwy "Ojcze nasz" Pan Jezus przypomniał: "Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień" (Mt 6,14-15). 
Każdy, kto nie umie przebaczyć innym powinien się wsłuchać w przypowieść Jezusa o dwóch dłużnikach, z których jeden był nielitościwy: "Podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swoimi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: "Panie, okaż mi swą cierpliwość, a wszystko ci oddam". Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który był mu winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" Jego współsługa padł przed nim i prosił: "Okaż mi swą cierpliwość, a oddam tobie". On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwawszy go, rzekł mu: "Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?" I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu" (Mt 18,23-35).
Przypowieść ta była odpowiedzią na pytanie św. Piotra: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli brat mój zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy (por. Mt 18, 21-22). Wyrażenie hebrajskie "siedemdziesiąt siedem" oznacza nieskończoność. Należy tyle razy przebaczać, ile razy będzie tego wymagało życie. Jezus to nie tylko starożytny mędrzec niczym greccy filozofowie.
Czy wierzę, że Jezus jest Synem Boga? Czy wierzę, że umarł na krzyżu dla zbawienia ludzi i że Z-Martwych-Powstał? To są istotne pytania w podążaniu logiką wiary.

Jeżeli odpowiadam na nie twierdząco, to rodzi się następne pytanie: czy jest dla Pana Boga ważne to, jak ja żyje? Czy oczekuje Bóg ode mnie, jako jego wyznawcy jakiś postaw, czy też jest Bogu obojętne jak postępuję? Tu dochodzimy do rozmowy Jezusa z rabinami i do pytania o najważniejsze przykazanie w Biblii. Jakie to przykazanie?  
 
„Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 18, 30-31)

Jak miłować Niewidzialnego?
 
Miłuj Boga? I tu dalej nasuwa się następne pytanie: jak miłować Boga, którego nie widzę? Ten sam problem mieli zapewne i apostołowie, dlatego św. Jan – umiłowany uczeń Jezusa, w swej ewangelii i listach pisze: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje”(J 14, 21), „Kto mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich” (J 14, 24) oraz „Kto Boga nie miłuje, ten nie będzie zachowywał jego przykazań” (por. też J 15, 10; 1 J 2, 3-4; 1 J 5,2-3 ). 
O jakie to przykazania chodzi? O dziesięć przykazań (gr. dekalog). O przykazania, które Bóg dał narodowi wybranemu przez Mojżesza na górze Synaj, a do których zachowania wezwany jest każdy człowiek. Każdy człowiek, także niewierzący jest wezwany do tego by: szanować swych rodziców, by szanować życie drugiego jako najwyższe jego dobro, by szanować swoje małżeństwo i małżeństwo bliźniego (wierność), by szanować prawo drugiego do posiadania i jego prawo do prawdy. Niewierzącego nie dotyczą trzy pierwsze przykazania, gdyż są zobowiązaniami wobec Pana Boga.
Dla wierzącego trzy pierwsze mówią o powinności wobec Boga: (1) o wierze w Jednego Boga, który wyprowadził swą potężną ręką naród wybrany z niewoli w Egipcie; (2) o szacunku dla imienia Pana Boga (3) i o uświęceniu dnia świętego. Nasza cywilizacja zawdzięcza niedzielę (słowo to pochodzi od „nie-działaj”) religii judeo-chrześcijańskiej. W uproszczony sposób można by powiedzieć, że Pan Bóg daje mi wolny dzień od pracy, bo wie że nie jestem święty i prosi mnie – „uświęć ten dzień”. Czyli uświęć ten dzień przez oddanie Panu Bogu chwały i przez odpoczynek od pracy. Uświęć samego siebie przez słuchanie Słowa Bożego i udział w eucharystii.

Wielka tajemnica wiary
Udział we Mszy Świętej to udział w najcenniejszym darze, jaki został przez Pana Boga podarowany ludzkości. To udział w ofierze Odkupienia – ofierze z życia jego Syna – zostawionej jako pamiątka dla uczniów w czasie Ostatniej Wieczerzy: „to jest Ciało, które będzie za was wydane, to krew która za was będzie wylana; to czyńcie na moją pamiątkę”. 
Tajemnica wiary, wielka tajemnica wiary. Chrześcijaństwo to jedyna religia, która ma pokarm od Pana Boga. Od godnego spożywania tego pokarmu uzależnione jest życie wieczne (por. ewangelia św. Jana 6, 53-58). Pokarm, który w tajemnicy wiary jest Ciałem Jezusa, który umarł i który trzeciego dnia z martwych powstał. 
Jak dotrzeć do takiej wiary? To jest pytanie i pilne wyzwanie kościoła w Europie, której narody dotknięte są głębokim procesem sekularyzacji. Wielu przyjęło styl życia jakby – Pana Boga, prawa naturalnego i odpowiedzialności za swoje życie oraz śmierci - nie było. Potrzebna jest nowa ewangelizacja, nowe głoszenie i poznawanie ewangelii czyli dobrej nowiny, którą przyniósł światu Jezus. Takie jest polecenie Jezusa dla jego uczniów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” (Mk 16, 16).
U Ewangelisty Marka jest wezwanie do wiary w naukę Jezusa i do nawracania się:„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (1, 15) Każdy człowiek potrzebuje nawracania się, stałego uwalniania się z dopuszczonych przez Boga w naszej naturze egoizmów i wewnętrznego nieporządku wyrażającego się w siedmiu grzechach głównych. Są nimi: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo.
Po co mi Pan Bóg? Jezus swoim rozmówcom na postawione Mu trudne czy podchwytliwe pytanie (Fangfrage) stawiał w sposób genialny swoje pytanie (Gegenfrage). Tak było np. w rozmowie Żydami na temat tego, czy należy płacić podatek cesarzowi (zob.Mt 22,18-22). Podobnie odpowiada Jezus pytaniem, kiedy przyprowadzono do Niego kobietę przyłapaną na cudzołóstwie z pytaniem czy należy ją ukamienować jak przykazywało prawo Mojżesza (Jan 8, 3-11) oraz na pytanie o to czym legitymuje swoją władzę (Mt 21, 23-27) 
Może właśnie w tym duchu na pytanie młodzieńca z Nowej Soli „po co mi Pan Bóg?” Jezus Chrystus by zapytał: czy człowiek bez Pana Boga i życia według przykazań jest szczęśliwszy? Czy jest dla swych bliźnich dobrym człowiekiem? Zapytałby też może o to, co mówią porzuceni małżonkowie i doświadczone rozwodem dzieci? 
Co mówią rodzice odrzuceni przez swe dorosłe dzieci, które urywają z nimi wszelki kontakt (zob. verlassene-eltern.de)? Co mówią bliscy cierpiący z powodu nałogu któregoś z członków rodziny? Można by jeszcze postawić wiele, wiele innych bolesnych pytań o cierpienie powodowane przez życie z dala od Boga.

Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki
To są pytania, na które każdy człowiek powinien znaleźć swą własną odpowiedź. Klimat Wielkiej Nocy, świąt zwycięstwa Jezusa nad śmiercią i otwarcia perspektywy uwolnienia od wszelkiego zła, perspektywy wieczności dla każdego człowieka sprzyja takiej zadumie. Na koniec słowa Jezusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.” (J 11, 25-26)
 
Brat Marek Machudera
Nowosolanin, od 1982 roku członek Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, a od 20 lat z ramienia zakonu duszpasterz w Austrii.