Przywrócona nadzieja, ks. Janusz Wielgus


Ciekawa i bardzo ważna jest ta rozmowa, jaką przeprowadził Jezus z dwoma uczniami, uciekającymi z Jerozolimy do Emaus. Ukazuje ona stan ducha człowieka, którego nadzieje zostały zawiedzione. To wyznanie: a myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela, jest dowodem na to, iż finał całej tej przygody z Jezusem zawiódł wszelkie ich oczekiwania. Śmierć Jezusa na krzyżu była dla nich pogrzebaniem wszelkich nadziei na polepszenie ich losu. Nawet wieści o Jego zmartwychwstaniu, jakie przekazywały niewiasty, przerażały ich, zamiast napełniać ich serca radością. Szli więc smutni, rozmawiając pełni lęku o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Jerozolimie kilka dni temu. Pan Jezus przybliżył się do nich, zaczął ich wypytywać o powód żalu, a kiedy wyjawili Mu go, zaczął ich pouczać i wyjaśniać im, że niepotrzebnie się martwią. Jaki był cel tej rozmowy? Pan Jezus nie tylko chciał im uświadomić, że tkwią w błędzie, lecz przede wszystkim pragnął przywrócić im utraconą nadzieję.

Jest to niesamowicie ważne zadanie, stojące przed nami – przywracać ludziom nadzieję. Druga niedziela wielkanocna wzywała nas do okazywania ludziom miłosierdzia, ta zaś wzywa nas do przywracania im nadziei. Czyniąc to, nadajemy sens ludzkiemu życiu. Ci uczniowie, po rozmowie z Chrystusem, wrócili do Jerozolimy rozradowani. Dzielili się tą radością z Apostołami i głosili im prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa.

„Lekarz pochylił w zakłopotaniu głowę. Stan jego pacjenta nie wykazywał żadnej poprawy. Od dziesięciu już dni starzec przestał reagować na leczenie. Nie podnosił się ze szpitalnego łóżka i zdawało się, że nie ma już ochoty dłużej walczyć o życie – zmęczony i zrezygnowany. Następnego dnia lekarz znowu czuł się zakłopotany. Tym razem z zaskoczenia. Cała energia starca powróciła. Siedział oparty o poduszki i odzyskał kolory.

– Co się wydarzyło? – zapytał lekarz. Dopiero co wczoraj rozpaczaliśmy nad pana zdrowiem. Dzisiaj zaś wszystko cudownie funkcjonuje! Można wiedzieć, co się panu przydarzyło?

Staruszek uśmiechnął się. Przytaknął ze spokojem i powiedział: Ma pan rację. Coś się wczoraj wydarzyło. Wczoraj przyszedł do mnie mój wnuczek i powiedział mi: Dziadku, musisz wrócić natychmiast do domu: mój rower się zepsuł”.

(B. Ferrero, Życie jest wszystkim, co posiadamy, s. 43).

Jakże wielką moc posiada słowo dające nadzieję. Stan dziadka się poprawił, gdy odczuł, że jest jeszcze komuś potrzebny, że  jeszcze ma dla kogo żyć. Dziś wielu lekarzy zauważa, że aby przywrócić kogoś do zdrowia, nie wystarczą tylko same lekarstwa leczące ciało pacjenta, lecz również potrzebna jest troska o jego psychikę. Okazuje się, że większą szansę na wyjście z ciężkiej choroby mają osoby wierzące, niż niewierzące. Ci pierwsi bowiem mają w sobie więcej nadziei i patrzą bardziej optymistycznie.

Pan Jezus, rozmawiając z uczniami, sprawił, że ich duch został uleczony. Długo szedł z nimi, długo z nimi rozmawiał, dużo czasu im poświęcił. Rezultat tej rozmowy okazał się więc pomyślny. Dziś w całym zabieganiu, zapracowaniu wciąż brakuje czasu na rozmowę, na wysłuchanie drugiego człowieka. Ludzie rzucają tylko jakieś półsłówka, slogany, które nie wiadomo co tak dokładnie znaczą. Wiele z nich obraża innych, pognębia ich, zamiast napełnić ich serca nadzieją, której tak bardzo potrzeba w naszej polskiej szarej i trudnej rzeczywistości. Uczniowie mówili: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał. Pan Jezus więc rozpalił ich serca, zmusił ich niejako do myślenia, tak by zrodziła się w nich refleksja pełna optymizmu.

Pomyślmy, o ile mniej byłoby rozmaitych tragedii życiowych, samobójstw, gdyby znalazł się człowiek, który by chciał i umiał wysłuchać zrozpaczoną osobę. Słuchając ją, już wlewamy jakąś cząstkę nadziei w jej serce. Może więc zamiast tracić czas na bezsensowne czasem oglądanie telewizji, czy robienie innych niepotrzebnych rzeczy, rozmawiajmy więcej ze sobą. Niech to będzie spokojna rozmowa, wyjaśniająca jakąś sprawę, a nie tylko krzyk mający zmusić innych do milczenia. Bądźmy również ludźmi godnymi zaufania, którym bez lęku można powierzyć rozmaite sprawy i problemy. Zainteresujmy się – jak Pan Jezus – dlaczego ktoś jest smutny, co go gnębi. Pomagajmy sobie nawzajem, a łatwiej będzie się nam żyło. Amen.