Duch Święty Duchem jedności

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Jezus Panem! Alleluja! Jestem bardzo głęboko wzruszony z tego powodu, że mogę być teraz tutaj, w Częstochowie, w tym miejscu, które odegrało tak olbrzymią rolę w historii Polski i całej Europy. Przyjechałem tu bezpośrednio z Rzymu. Wczoraj rano przez chwilą spotkałem się z Ojcem Świętym. Byłem u niego razem z członkami naszej szkoły ewangelizacji. Powiedziałem wtedy, że dzisiaj odbędzie się to spotkanie. Odpowiedział, że dziś i jutro będzie się za nas specjalnie modlił.

Wiecie, że serce Boże zostało niejako złamane, gdy miało miejsce początkowe olbrzymie "trzęsienie ziemi", które wstrząsnęło całym stworzeniem, zburzyło pierwotną harmonię. Diabeł - ten, który dzieli - wprowadził całe stworzenie w stan wojny; wprowadził podział pomiędzy ludzkością a kosmosem, została zamknięta granica pomiędzy ziemią a niebem. Brat zaczął zabijać swojego brata, mężczyzna pokłócił się z kobietą, tak jakby nagle w tej pierwotnej harmonii pojawił się swego rodzaju dysonans. Bóg chciał przywrócić zniszczone piękno stworzenia, odnowić to szczęście, którym jest komunia. Trójca Święta zaangażowała się w dzieło odbudowania jedności. Syn Boży przyjął ludzką naturę, aby zapoczątkować dzieło odnowy człowieka. Przychodzi On jak pasterz, który chce zgromadzić rozproszone stado. Taka jest też jedna z Jego ostatnich modlitw - aby wszyscy stanowili jedno, aby cała radość z nieba zstąpiła na ziemię. Ta modlitwa Jezusa, który miał wstąpić na krzyż: niech wszyscy stanowią jedno, jak ja w Tobie, a Ty Ojcze we Mnie, to prośba o taką samą jedność, komunię, jaka istnieje w Trójcy Świętej. By tak się stało, Jezus wyciągnął swoje ramiona na krzyżu.
Kilka dni temu miałem okazję kontemplować Całun Turyński. Byłem wstrząśnięty oglądając te ślady krwi, ślady, które pozwalają zapoznać się ze wszystkimi ruchami ciała, jakie Jezus mógł wykonać na krzyżu. Zmarł z powodu uduszenia, tak jak wiele osób zmarło z powodu zagazowania w obozie w Oświęcimiu. Chciał tak bardzo rozciągnąć swoje ramiona, aby przytulić nas wszystkich do serca Ojca; również w niebie nie czyni nic innego, modli się w dalszym ciągu o tę jedność, o tę łączność z nami. Ojcze, niech i oni stanowią jedno. Winniśmy dzielić to uczucie, tę głęboką pasję Jezusa, Jego miłość do ludzkości, w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty zstępuje na apostołów.

Pierwszym znakiem obecności Ducha Świętego jest pierwsza wspólnota, gdzie wszyscy mają jedno serce i jedną duszę. Gdy zbliża się rok 2000, rozpętuje się jak gdyby siła zła, siła diabła. Zbliżamy się do końca tego tysiąclecia, które zostało naznaczone tak wieloma rozdarciami w Kościele, wielkimi schizmami, które tak bardzo zraniły serce Jezusa. Zbliżamy się do końca wieku, który był chyba najbardziej morderczym, zabójczym wiekiem w całej historii, pełnym wojen, zbrodni, ludobójstwa, począwszy od ludobójstwa w Armenii, a skończywszy na tym, co się działo w Rwandzie. Pojawiła się cała seria różnych ideologii, wprowadzających podziały w świecie. Dzisiaj nawet pośród samych katolików widzimy tyle różnic i barier.
Jest to powodem wielkiego cierpienia w sercu Ojca Świętego, który chce być pierwszym sługą jedności. Ileż podziałów możemy zaobserwować w naszych rodzinach, ile jest rozbitych rodzin, ile w nich napięć, ile cierpienia. Każdy z nas został wezwany, by stać się sługą Ducha Świętego, by został osobą pracującą przede wszystkim na rzecz jedności Bożej. Jesteśmy również sługami życia Bożego, a więc komunii w Trójcy Świętej. Ojciec Święty mówił tak do kapłanów litewskich: "Jesteście ludźmi Trójcy Świętej. Każdy człowiek ochrzczony należy do Trójcy Świętej i cała ewangelizacja zależy od naszej jedności, od naszej łączności. Mamy zaszczyt należeć do tego pokolenia, które będzie dokonywało przejścia w następne tysiąclecie. Jesteśmy tymi, którzy pragną, aby nadchodzące wieki były wiekami pokoju i jedności."
Każdy z nas otrzymał pewną odpowiedzialność, w jakiejś grupie modlitewnej czy we wspólnocie, ale winniśmy być przede wszystkim tymi, którzy pracują na rzecz jedności. Nasza praca ma polegać na tym, aby wprowadzać pokój, pojednanie. Ta posługa jednak może zostać nam dana tylko przez Ducha Świętego, ponieważ to On jest Duchem jedności. W tych dniach muszę dać się odnowić temu Duchowi jedności, Duchowi komunii, aby stać się pasterzem, zgodnie z zamysłem serca Bożego.
Chciałbym wskazać miejsca, w których być może winniśmy stać się pracownikami na rzecz jedności. Przede wszystkim trzeba pracować w samym sobie. Musimy pozwolić Duchowi Świętemu, aby mógł jednoczyć nasze serca. Jak bowiem mogę być pracownikiem na rzecz jedności, jeżeli sam jestem wewnętrznie podzielony, jeżeli przez cały czas walczą we mnie różnego rodzaju pragnienia i namiętności? Serafin z Sarowa powiedział: "Wszystko, czego dotyka Duch Święty, przemienia się w radość". Mówił także: "Staraj się zjednoczyć twoje serce, przyjmij do twego serca pokój, a wtedy tysiące osób, które są wokół ciebie, zostaną zbawione". Komunia, łączność, jest przede wszystkim czymś w rodzaju osobowego promieniowania. Wszyscy na pewno znamy takie osoby, przy których nawet nie potrafimy powiedzieć złego słowa; wobec ich jasnego spojrzenia wstydzimy się nawet wypowiedzieć słowa oczernienia, słowa, które zabijają, niszczą ludzi. Wobec osoby, która jest pełna pokoju, w której twarzy, spojrzeniu możemy odnaleźć pełnię światła, nie ośmielamy się powiedzieć niczego złego. Pokój Boży niejako wylewa się z niej.
Prośmy Jezusa, aby dał nam serca pełne pokoju, jedności oraz przemienione oblicza. Wtedy wiele osób wokół nas odnajdzie pokój. W jaki sposób jednak mamy dokonać dzieła zjednoczenia w sobie? Najpierw poprzez zjednoczenie z tymi Trzema Osobami, którzy mieszkają w moim sercu, wciąż odnawiając relacje czułości z Ojcem, w sercu Jezusa, pod tchnieniem Ducha Świętego. Oni nieustannie w moim sercu prowadzą swoje życie, nawet jeżeli o tym nie myślę. Jakie to szczęście, gdy mogę przyłączyć się do nich właśnie w moim sercu. Wtedy Jezus modli się we mnie za tych, którzy mnie otaczają. Duch Święty udziela mi modlitwy Jezusa: Ojcze, aby stanowili jedno. Ojcze, aby moja rodzina stała się jednym. Ojcze, niech moja wspólnota, moja grupa modlitewna, moja parafia stanie się jednym. Niech mój Kościół, moja Ojczyzna staną się jednym. Daj im swego Ducha, daj im swoją komunię swoją łączność. Jednocześnie pozwalam Jezusowi, żeby modlił się o tę jedność w moim sercu.
Rodzina to również miejsce, gdzie rozgrywa się wiele dramatów. Często jest źródłem cierpienia dla olbrzymiej liczby dzieci. Nie możemy dłużej tego cierpienia tolerować! Prośmy również Pana o łaskę, abyśmy mogli wspólnie z Nim pracować nad jednością naszych rodzin.
Dobrze by było, gdyby wielu młodych ludzi, którzy chcą zawrzeć związek małżeński, za "ewangelię" swego życia wzięło ten fragment z Ewangelii św. Jana, gdzie Jezus modli się o jedność. W czasie zawierania związku małżeńskiego Jezus powierza mi mojego współmałżonka. Wtedy dzieje się coś w rodzaju epiklezy, tzn. następuje przyjście Ducha Świętego, tak, aby pomiędzy młodymi była nie tylko zwykła ludzka miłość, ale miłość trynitarna, miłość Boża. Wtedy Duch Święty przebóstwia ludzką miłość i sprawia, że życie rodzinne może stać się szkołą życia trynitarnego, szkołą życia w Duchu Świętym. Kiedy prowadzę ewangelizację, nie mogę mówić do młodych ludzi na temat życia Trójcy Świętej, jeśli nie podam przykładów rodzin, które stanowią jedność, tak abym mógł równocześnie powiedzieć: patrzcie jak oni się miłują - mama, tata, dzieci, wszyscy razem - aby jednocześnie w tym wszystkim było widać miłość Ojca, Syna i Ducha Świętego.
Jan Paweł II w swoim "Liście do rodzin" mówi, że z tego wylania Ducha Świętego rodzi się siła, moc życia rodzinnego. Jest ona mocą, która jest w stanie je zjednoczyć i umocnić. W tym momencie Papież mówi o wylaniu Ducha Świętego w rodzinach. Jest to bardzo potrzebne dla ich zbawienia. Rodziny są również miejscem, gdzie można wspólnie się modlić i wzajemnie sobie przebaczać, gdzie wieczorem można sobie nawzajem udzielać błogosławieństwa. Wiele rodzin doznało dzięki temu zbawienia.
Chciałbym wam przedstawić dwa klucze, które mogą nam pomóc być sługami jedności, zarówno w naszych rodzinach, jak i we wspólnotach. Przede wszystkim należy patrzeć na drugą osobę w ten sam sposób, w jaki patrzy na nią Bóg. Musimy się modlić, aby Duch Święty dał nam takie "boże" spojrzenie, abyśmy w drugim człowieku widzieli kogoś najlepszego, najpiękniejszego, abyśmy mogli się tą drugą osobą zachwycać. Najwięcej podziałów wprowadza takie spojrzenie, które pozwala dostrzec tylko wady innych osób. Musimy jednak nauczyć się widzieć to, co w każdym z nas jest wyjątkowe, wspaniałe, by pomagać sobie wzajemnie rozwijać to, co w nas najlepsze. Powinniśmy starać się rozbudzać charyzmaty naszych braci i sióstr, tak aby mogły one służyć innym. Jest to szczególna rola, zarówno ojca rodziny, jak i pasterza wspólnoty. Trzeba patrzeć na drugą osobę i widzieć, kim ona będzie w przyszłości, jaka będzie w niebie, a nie oglądać się jedynie w przeszłość, na to, co się stało. Ona bowiem dopiero staje się święta. Nie trzeba oceniać kogoś na podstawie tego, kim był rok czy dwa lata temu, ale tego, kim może być, kim będzie za rok czy dwa. Trzeba widzieć drugiego w jego dynamizmie. Zamiast zachwycać się pięknem drugiej osoby możemy niszczyć siebie nawzajem naklejając sobie etykietki, zamykając w ustalonych już wcześniej opiniach. Należy więc widzieć i patrzeć na drugą osobę tak jak patrzy na nią Bóg.
Musimy sobie też zdawać sprawę z naszej różnorodności i bogactwa.
Nasza jedność jest jednością trynitarną, a Ojciec, Syn i Duch Święty różnią się między sobą całkowicie. Nie możemy ich w żaden sposób pomylić. Z tego powodu, że każdy jest tym, kim jest, może żyć pełnią tej jedności. Przypomnijmy sobie fragment z Pierwszego Listu do Koryntian (rozdz. 12). Jest on bardzo ważny dla wszystkich wspólnot, niezależnie czy jest to wspólnota zakonna, wspólnota kapłanów, czy też nasza grupa modlitewna lub wspólnota życia. Trzeba nieustannie powracać do tego tekstu: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch, różne są też rodzaje posługiwania, ale jeden Pan, różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim. Podobnie fragment Listu do Efezjan (Ef 4, 6-7).
W naszych szkołach ewangelizacji jest wiele osób, które przybywają z krajów o różnorodnych kulturach. Niesamowitą rzeczą jest widzieć, jak ci ludzie nawzajem odkrywają bogactwo swoich kultur. Odkrywają też różnice charakteru, temperamentu, wychowania czy wykształcenia. Właśnie ta różnorodność tworzy tę łączność, tę komunię. To jest tak, jakby przy dziele stworzenia pojawiła się niewiarygodna różnorodność kwiatów, wszelkiego stworzenia, miliony gatunków, która wszędzie jest oświetlana przez to samo słońce. W Liście do Efezjan św. Paweł mówi: Jedno jest ciało i jeden duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkim. (Ef 4, 4-6).
Jak widać, pasterz grupy modlitewnej czy wspólnoty winien być kimś w rodzaju dyrygenta zespołu muzycznego, który chcąc każdego zachęcać do rozwoju jego specyficznej łaski, musi najpierw rozeznać, kto dobrze gra na jakim instrumencie. Należy go zachęcać do tego, by to czynił, ale dyrygent wprowadza do grania jedność, usuwa dysonanse, sprawia, że pojawia się ten sam rytm, ten sam takt. Na szczęście każda z grających osób jest jednak inna i dzięki temu właśnie powstaje piękno. Sprawia, że wykonanie utworu muzycznego przez zespół czy chór jest piękne. To o czym mówię, należy zastosować również do najróżnorodniejszych ruchów i kierunków duchowych w Kościele. Powodem tego jest nadzwyczajna różnorodność w Kościele, w każdej dziedzinie. Mówiłem bowiem tylko o różnorodności, która wywodzi się z tego, że jest tak wiele krajów, wiele kultur. Ale chcę też zwrócić uwagę na różnorodność rytuałów liturgicznych. Jest tak wiele obrządków, które mają wyrazić to samo. Miałem szczęście celebrować Eucharystię w obrządku bizantyjskim i widzę w nim wiele piękna. Jest tam wspaniała różnorodność wielu zgromadzeń zakonnych, wielka różnorodność duchowości, szkół teologicznych, wrażliwości w łonie samego Kościoła. A wszyscy jednak pozostają w łączności z tym samym Kościołem. Wszyscy niejako grają na swoim instrumencie, pod natchnieniem tego samego Ducha Świętego. Powinniśmy nauczyć się zachwycać przejawami różnorodności i powinniśmy nauczyć się nie widzieć w tym wszystkim konkurencji, aby nie być zazdrosnym. Nie wszyscy bowiem są przecież powołani do tego, żeby wyrażać swoją miłość, swoją modlitwę i wiarę np. w taki sposób, w jaki się to robi w Odnowie. Z drugiej strony Odnowa ma coś wspaniałego w sobie, może bowiem być zastosowana w wielu różnorodnych przejawach życia religijnego, w wielu różnorodnych środowiskach. Kiedy pojawiam się np. w jakiejś małej grupie modlitewnej w klasztorze cystersów lub na wielkim zgromadzeniu modlitewnym na Haiti, to zawsze jest to ta sama Odnowa, ale za każdym razem wyraża się w inny sposób. To wszystko nas zachwyca.
Niedawno byłem w Rzymie na obchodach Pięćdziesiątnicy. Ojciec Święty pragnął, by spotkały się wtedy wszystkie nowe ruchy w Kościele. Powiedział: "To wydarzenie nie ma sobie podobnych. Po raz pierwszy ruchy i nowe wspólnoty kościelne zgromadziły się wokół Ojca Świętego." Spotkanie było wielkim wspólnym świadectwem, którego on bardzo pragnął w roku poświęconym Duchowi Świętemu. "Duch Święty jest tu razem z nami - mówił Ojciec Święty - On bowiem jest duszą tego nadzwyczajnego wydarzenia kościelnej komunii." Czuliśmy wszyscy, jak serce Ojca Świętego jest przepełnione radością, że mógł nas wszystkich widzieć razem.

Instytucja a charyzmat w Kościele.
W czasie obchodów Pięćdziesiątnicy Ojciec Święty zwrócił szczególną uwagę na tę sprawę. Z jednej strony jest bowiem Jezus, który - można powiedzieć - dał szkielet swemu Ciału po to, aby mogło stać wyprostowane. Tym szkieletem dla Kościoła są sakramenty, hierarchia, kapłaństwo. Z drugiej strony Bóg Ojciec przez tego samego Jezusa, dał Ducha Świętego, aby w całym Ciele mogło krążyć to życie miłości. Nie można nigdy rozdzielać tego, co Bóg Ojciec dał poprzez Syna i tego, co dał przez Ducha Świętego. Nie można przecież w ciele rozdzielać tego, co jest krwią od tego, co jest szkieletem. Jeżeli to rozdzielę, ciało przestanie żyć. Z jednej strony pojawią się bowiem wysuszone kości, z drugiej zaś rozlana krew. Płodność w życiu Kościoła, Jego owocność, bierze się z tej harmonijnej jedności, która istnieje pomiędzy charyzmatem a instytucją. Mówi o tym cała historia. Nowe zgromadzenia zakonne, które powstawały i powstają także dzisiaj, wielkie ruchy, wspólnoty to owoce, kwiaty - to wiosna Kościoła. Dzieje się tak dlatego, że rosną one na drzewie, w którym płynie sok. Instytucja jest czymś w rodzaju pnia. Jest to pień, z nieustannie płynącym, żywotnym sokiem. Wszystko, co w Kościele jest charyzmatyczne, te miliardy aktów wspaniałomyślności, darów siebie samego, są jakby owocami i kwiatami na tym drzewie. Nie można ich oddzielić, bo potrzebne są korzenie. Jeżeli oderwiemy kwiat od korzenia, nie będzie już więcej kwiatów, nie będzie więcej owoców.
Ojciec Święty powiedział bardzo mocne słowa: "Aspekty instytucjonalny i charyzmatyczny są współistotne dla budowy całego Kościoła". To słowo: "współistotne" zaszokowało niektórych teologów. Oba aspekty są istotne. Każdy z nich na swój sposób wpływa na rozwój życia Kościoła, na odnowę i uświęcenie ludu Bożego. To właśnie dzięki opatrznościowemu odkryciu charyzmatycznego wymiaru Kościoła powstały te różne ruchy i nowe wspólnoty. Każdy z ruchów różni się od pozostałych, wszystkie jednak są zjednoczone w tej samej komunii i mają tę samą misję. Niektóre z charyzmatów zostały zbudzone przez Ducha Świętego, wtargnęły niczym gwałtowny wiatr, który pochwycił i pociągnął wiele osób do nowego zaangażowania w dziedzinie misji lub w radykalnej służbie Ewangelii. Aby symbolicznie wyrazić harmonię pomiędzy instytucją a charyzmatem, Ojciec Święty miał po swojej prawej stronie wszystkich kardynałów i biskupów, a po lewej - wszystkich założycieli lub innych odpowiedzialnych nowych wspólnot i ruchów. On znajdował się w środku jako ten, który pracuje na rzecz jedności. Jest to papież charyzmatyczny, który znajdując się jednocześnie na szczycie instytucji, żyje nieustannie wcielaniem Ducha Świętego.
Jean Vanier, założyciel wspólnoty l'Arche, aby przywitać się z Ojcem Świętym przyklęknął i przytulił swoją głowę do jego serca. Jan Paweł II otulił go swoimi ramionami. Głowa Jeana Vaniera zniknęła w tych ramionach. Był to cudowny obraz komunii między charyzmatycznym a instytucjonalnym aspektem Kościoła. Widzieliśmy często, jak Ojciec Święty przytulał w ten sposób do siebie malutką Matkę Teresę. To obraz tej samej harmonii, tej samej jedności.
W jedności chodzi też o to, abyśmy my, którzy żyjemy łacińską tradycją Kościoła, umieli otworzyć się na Kościoły obrządków wschodnich. Przede wszystkim na naszych braci grekokatolików, ale również na braci i siostry z Kościoła prawosławnego. Na znak tej jedności zawsze noszę ze sobą krzyż, który jest znakiem kapłanów w Kościele wschodnim. Biskupi bowiem noszą co innego. Otrzymałem ten krzyż od pewnego prawosławnego księdza z Ukrainy. Było to w czasie jednego ze spotkań charyzmatycznych w Kanadzie, w Ottawie, gdzie uczczono 30-lecie spotkania papieża Pawła VI z patriarchą Atenagorasem i ich wspólny pocałunek. Mówiło się o tym, jako o czymś w rodzaju epifanii. A zdarzenie to miało miejsce w czasie święta Trzech Króli w Jerozolimie, gdy papież Paweł VI po raz pierwszego od dłuższego czasu pobytu następcy św. Piotra w Ziemi Świętej. Wtedy Patriarcha Konstantynopola dał Papieżowi w darze złoty kielich i Ojciec Święty ofiarował podobny kielich patriarsze Atenagorasowi, zaś sam otrzymał od niego pektorał.
W czasie jednego ze spotkań w Kanadzie chcieliśmy powtórzyć ten gest pomiędzy kapłanem prawosławnym i mną księdzem katolickim. Modliliśmy się bardzo usilnie. Uznajemy to za najlepszy sposób na to, aby Duch Święty przyspieszył w tych czasach jedność Kościoła. To przecież jest jedno z wielkich pragnień, które ożywia serce Ojca Świętego. Należało by w tym miejscu przypomnieć sobie Jego list na temat ekumenizmu i inny - być może o wiele mniej znany - wspaniały list "Orientale Lumen", w którym Ojciec Święty pokazuje wspaniałe bogactwo i różnorodność życia w Kościołach wschodnich. Pokazuje tę różnorodność, której również i my potrzebujemy, by można było niejako oddychać przy pomocy dwóch płuc, by zachować zdrowie duchowe. Gdy bowiem będziemy całkowicie zdrowi i silni, będziemy o wiele mniej podatni na różne choroby, będziemy bardziej odporni na nowe "wirusy duchowe", które przychodzą do nas z różnych ezoteryzmów, z New Age itd. Im będziemy silniejsi, tym więcej będzie w nas "antyciał", które pomogą nam stawać się coraz bardziej odpornymi na te wirusy.
Rodzi się pytanie, w jaki sposób ja sam mogę pracować nad jednością z protestantami, z prawosławnymi?

Mogę to robić tam, gdzie jestem w mojej grupie modlitewnej, w mojej wspólnocie, w mojej rodzinie.
W mszale rzymskim jest specjalna msza, która nosi nazwę "dla sprzyjania komunii dusz". W naszej wspólnocie, w naszej szkole ewangelizacji, w każdy czwartek wieczorem bierzemy ten formularz mszalny i czytamy modlitwę, która mówi: "niech nasza braterska modlitwa, nasza braterska komunia wzmacnia miłość, łączność, komunię całego Kościoła".
A więc wszystko, co robię wokół siebie, wszystko co robię w celu pojednania, prowadzi do jedności. To wszystko ma oddźwięk w całym Kościele. Im bardziej moje życie, moja rodzina jest zjednoczona w Duchu Świętym, tym bardziej cały Kościół odnajduje pełnię trynitarnej komunii. Jest to jedność przy poszanowaniu wszelkiej różnorodności.
Uważam, że Ojciec Święty oczekuje na coś w rodzaju cudu, jaki miał miejsce przy obalaniu systemu komunistycznego. Papież nieustannie modli się o cudowną interwencję Matki Bożej, modli się, aby runęły wszelkie bariery pomiędzy Kościołami chrześcijańskimi, aby ten sam Duch Święty mógł ożywiać całe Ciało Kościoła. Jan Paweł II bardzo intensywnie modli się, aby Duch Święty przyspieszył ten czas, aby skrócił to oczekiwanie, ponieważ tak długo, jak długo nie pijemy z tego samego kielicha eucharystycznego, tak długo serce Ojca jest zranione.
Podczas Eucharystii gromadzi nas Duch Święty, w łączności, w komunii (chodzi o komunię eucharystyczną, komunię jako łączność między braćmi). Stańmy się ludźmi, którzy adorują Eucharystię, ludźmi zakochanymi w Ciele Jezusa, a wtedy może bardziej staniemy się pracownikami na rzecz tej komunii, jednając różne osoby ze sobą, jednając inne osoby z Bogiem. Im bardziej sami będziemy ludźmi pełnymi pokoju, tym bardziej będziemy pasterzami, według zamysłu serca Bożego. Módlmy się o to, aby Duch Święty dał nam serce, takie jak serce Jezusa, aby dał nam spojrzenie Jezusa, słowa Jezusa, Jego twarz. Prośmy Ducha Świętego, aby przemienił nas w żywą obecność Ducha Świętego. Wtedy Kościół będzie jeszcze piękniejszy, bardziej przeźroczysty - jak twarz Jezusa. Amen.

Tłumaczył Andrzej Graboń