3 lipca.

.

Żywot świętego Tomasza, apostoła

(żył około roku Pańskiego 75)

Słusznie i sprawiedliwie obchodzi Kościół pamięć św. Tomasza w jednym z dni poprzedzających narodzenie Zbawiciela; on bowiem ma obudzić w wiernych nadzieję pojawienia się Boga na ziemi, który zawitał do nas bez rozgłosu i okazałości. Tomasz jest jednym z tych apostołów, który zachował ostrożność, zanim się poddał prawdom wiary, ale poznawszy je dokładnie, przejął się nimi całkowicie. Długo błąkał się w pomroce niedowiarstwa, zanim doznał łaski wiary; słuszna przeto, aby nieutwierdzonym w wierze przyszedł z pomocą i bronił ich od pokus powątpiewania i zbytecznego polegania na rozumie. Tomasz, z grecka zwany Didymus (bliźniak), jak się zdaje był biednym rybakiem z Galilei i przyjęty został przez Pana Jezusa do grona 12 wybrańców. Według świadectwa św. Ewangelistów był chciwym nauki, pojętnym uczniem Boskiego Mistrza i szczerze pragnął poznać prawdę.

Gdy zaproszono Jezusa do Łazarza i doniesiono Mu: "Panie, ten, którego miłujesz, jest chory", a Zbawiciel odezwał się do apostołów: "Idźmy do Judei", ci radzili Mu, aby tego nie czynił, gdyż żydzi chcieli Go krótko przedtem ukamieniować. Tomasz był przeciwnego zdania i odezwał się w te słowa: "Tak, idźmy z Nim i umierajmy z Nim razem". Przy Ostatniej Wieczerzy mówił Jezus o swym powrocie do Ojca niebieskiego, o wielu mieszkaniach w domu jego i o swym zamiarze: "Idę przygotować wam miejsce. A gdy tam stanę i miejsce wam przysposobię, wrócę i zabiorę was z sobą, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Dokąd zaś idę, wiecie i droga wam jest znana". Tomasz rzekł wtedy do Niego: "Panie, nie wiemy dokąd idziesz, a jakże byśmy mieli znać drogę?" Pan Jezus rzekł: "Ja jestem drogą, prawdą i żywotem. Nikt nie przyjdzie do Ojca, jak tylko przeze Mnie". - Chociaż Tomasz oświadczył, że jest gotów ponieść śmierć z Panem Jezusem, pojmanie i ukrzyżowanie Mistrza tak go zmieszało, zniechęciło i przeraziło, że nie chciał uwierzyć w Jego zmartwychwstanie, jakkolwiek inni apostołowie zaręczali Mu, że widzieli Pana żywego na własne oczy. Tomasz nie wątpił tyle ich rzetelności, ile bystrości ich zmysłów i sądził, że nie przekonali się o rzeczywistości zjawiska, lecz ulegli złudzeniu. Dlatego też oświadczył: "Dopóki oglądać nie będę blizn na rękach Jego, nie dotknę ich palcami i nie włożę ręki w ranę boku Jego, nie uwierzę". W tydzień potem spełnił Pan Jezus życzenie Tomasza i rzekł do niego w obecności innych apostołów: "Włóż rękę w rany Moje, oglądaj ręce Moje i włóż rękę w bok Mój, a nie bądź niewiernym, ale wiernym". I uwierzył Tomasz, znikły jego powątpiewania wobec rzeczywistości, promień łaski przeniknął na wskroś jego duszę, zaczem zawołał z pokorą, wiarą i miłością: "Pan i Bóg mój!" Nie były to czcze słowa porywu pobożności, lecz piętno i znamię całego jego życia późniejszego. Pan Jezus rzekł do niego: "Uwierzyłeś Tomaszu, ponieważ Mnie widziałeś; błogosławieni, co nie widzieli, a uwierzyli". Ojcowie święci mówią, że niedowiarstwo św. Tomasza ukrzepiło dziwnie naszą wiarę w zmartwychwstanie Pana Jezusa. Wielki papież św. Grzegorz powiada: "Że Tomasz z początku nie uwierzył i Pan Jezus kazał mu dotknąć swych blizn, nie było to przypadkiem, lecz zrządzeniem Boskim. Powątpiewający zwolennik Chrystusowy dotknął się ran swego Mistrza i zagoił tym samym rany naszej niewiary. Niedowiarstwo Tomasza więcej nam pożytku przyniosło, aniżeli wiara innych apostołów; uwierzywszy bowiem wskutek dotykania ran Pańskich, odjął nam wszelką wątpliwość i utwierdził nas w wierze".

Święty Tomasz, apostoł

Święty Augustyn mówi: "Tomasz, który był mężem świątobliwym, wiernym i sprawiedliwym, postawił to żądanie nie dlatego, iżby powątpiewał, lecz aby usunąć wszelkie podejrzenia łatwowierności. Dla niego wystarczał sam widok Tego, którego znał; dla nas było koniecznością, aby dotknął Tego, którego oczy jego oglądały; celem jego bowiem było, aby nikt nie mógł tego powiedzieć, że uległ złudzeniu wzroku". W słowach zaś Pana Jezusa: "Błogosławieni, co nie widzieli, a uwierzyli", zawarta jest niebiańska dla nas pociecha. Święty Grzegorz bowiem mówi, że słowa te odnoszą się do nas. Wiara nasza w Jezusa jedna nam wobec Boga zasługi i zapewni nam szczęście wiekuiste, jeśli będzie żywa i niezachwiana.

Odtąd ustały wszelkie wątpliwości Tomasza. Jedynym jego życzeniem było pozyskać dla Zbawiciela jak najwięcej dusz. Gdy apostołowie rozeszli się po świecie aby głosić słowo Boże, Tomasz udał się do Partów, którzy podówczas dzierżyli królestwo perskie, i do innych narodów wschodnich. Najnowsze badania nie wykluczają prawdopodobieństwa, że dotarł do Indii i Japonii i że tam położył w ofierze życie za Chrystusa.

W żywocie św. Franciszka Ksawerego, który w Japonii ochrzcił tyle pogan, czytamy, że Święty ten zwiedził także grób świętego Tomasza w mieście Melapor, zwanym dziś St. Thomas. W pobliżu tego miasta jest wzgórze, a w nim pieczara. Do tej pieczary schronił się podobno święty apostoł w czasie prześladowania. Przy otworze pieczary widać krzyż w skale wykuty, a u stóp krzyża wytryska zdrój krynicznej wody, mającej tak cudowne własności, że większa część chorych, używająca tej wody, odzyskuje utracone siły. Z tego wzgórza prowadzi droga na większą górę, która się wielce nadaje do życia pustelniczego i odosobnionego. Tu się podobno chronił święty Tomasz wespół z uczniami, aby się oddawać modlitwie. Tu także oszczep zaciekłego kapłana pogańskiego położył koniec jego życiu.

Gdy Portugalczycy zdobyli Melapor, znaleźli na górze gruzy kamiennej kaplicy. Aby uczcić pamięć św. apostoła, chcieli ją odbudować. Dokopawszy się do fundamentu, wydobyli białą płytę marmurową z wyrobionym na niej krzyżem. Wokoło był wyryty napis, że Jezus urodzony z Maryi jest od wieków Bogiem, że dwunastu apostołów głosiło naukę Jego, że jeden z nich przybył z kijem pielgrzymim do Melaporu i wystawił tam kościół. Napis ten zawierał także imię "Tomasz" i nazywał tego męża świętym i pobożnym pokutnikiem, który siłą swej wymowy pozyskał dla wiary królów Koromandelu, Pandi i Malabaru oraz ich poddanych. Ponieważ na tej płycie widać było ślady krwi, domyślano się, że święty Tomasz obok tej kaplicy śmierć poniósł. Po ukończeniu kaplicy umieszczono tę płytę w ołtarzu, a gdy przy nim odbywała się po raz pierwszy ofiara Mszy świętej, krzyż w oczach wszystkich pokrył się krwawym potem. Działo się to przez kilka lat z kolei w tym samym dniu, w którym obchodzono pamiątkę śmierci męczeńskiej św. Tomasza.

Nauka moralna

Jeśli święty Tomasz zwątpił i został za to przez Pana Jezusa łagodnie złajany, nie godzi się nam powątpiewać bez wpadnięcia w grzech przeciw wierze. Kto bowiem z umysłu i dobrowolnie powątpiewa, czy prawda przez Boga objawiona, a przez Kościół do wierzenia podana zasługuje na wiarę, ten przypuszcza, że Bóg i Kościół Jego, filar i fundament prawdy, może się mylić, coby rzeczywiście zakrawało na grzech ciężki. Od takich powątpiewań odróżnić należy wątpliwości mimowolne, nawiedzające niekiedy dusze najpobożniejsze; takie wątpliwości uważać należy za pokusy i nagabywania szatańskie. Jeśli nas dręczą bez winy i przeciw woli naszej, niech nas to nie trwoży, gdyż ustąpią wobec gorącej modlitwy i szczerego aktu wiary.

Modlitwa

Dozwól nam, o Panie, prosimy Cię, obchodzić radośnie uroczystość Twego świętego apostoła Tomasza, ażebyśmy wsparci zostali jego przyczyną i z należytym oddaniem naśladowali wiarę Jego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Jeszcze raz

o. Augustyn Pelanowski osppe

Miłosierdzie jest miłością, która kocha jeszcze raz! Tomasz zwątpił. Jego wątpienie otarto się o rezygnację z oczekiwania na miłość, która objawiła się jeszcze raz. Zwątpienie leży po drugiej stronie miłosierdzia, jak cień jest zawsze naprzeciwko światła. Żaden grzech nie potrafi tak zdewastować duszy ludzkiej jak zwątpienie. Poza nim jest już tylko rozpacz.

* * *

Jezus, ukazując się z ranami, utożsamił się ze wszystkimi napiętnowanymi. Ludzie są stygmatyzowani do dziś i do dziś stygmaty Jezusa są dla nich jedyną szansą na odzyskanie godności

Jezus wrócił po ośmiu dniach, gdy uczniowie byli razem wewnątrz domu. Zaznaczono, że zbierali się wewnątrz, bo byli to ludzie żyjący wewnętrznie, głęboko, duchowo. Jezus wrócił do wspólnoty, która ciągle się zbierała i oczekiwała. Wrócił jak miłość miłosierna, która jeszcze raz chce kochać przez przebaczenie. Możliwe, że po uzdolnieniu uczniów we władzę przebaczania grzechów Jezus sam zademonstrował na Tomaszu, w jaki sposób ma się dokonywać przebaczenie: wpuszczać do wnętrza serca, choćby przez rany; ponownie dawać szansę; wierzyć w wątpiących; wyciągać ręce do tych, którzy je zranili gwoźdźmi; przekraczać drzwi zamknięte; ryzykować nawet złamanie serca, przygwożdżenie, przebicie, byleby tylko pozyskać wszystkich wątpiących Tomaszów.

Miłosierdzie jest dostępne najbardziej dla tych, którzy sami go nie odmawiają swym krzywdzicielom. Sąd nieubłagany natomiast jest dla tych, którzy innym nie czynią miłosierdzia. Łacińskie tłumaczenie Biblii (Wulgata) nazwało rany Jezusa Signa Clavoirum - znaki gwoździ. W języku wojskowym signa oznacza chorągiew, a nawet komendę wojskową nakazującą wyruszenie na bitwę. Być może to nieprzypadkowe skojarzenie, gdyż prawdziwa wojna toczy się w człowieku, pomiędzy zwątpieniem a wiarą w miłosierdzie Boga.

Jezus wolał być skrzywdzony, niż osądzić krzywdzicieli i tych, którzy Go opuścili i zwątpili. Zależy Bogu na nas wszystkich i jest wierny swej miłości. Niedowiarstwo Tomasza, przeniknęło nie mniej głęboko do serca Jezusa niż włócznia. Gotowy był jednak jeszcze raz odsłonić bok i poczuć się dotkniętym do żywego, byleby tylko Tomasz nie pozostał niedowiarkiem.

Chrystus i Niewierny Tomasz, Verrocchio, Florencja, 1476-63r.

Jezus, ukazując się uczniom z ranami, utożsamił się ze wszystkimi napiętnowanymi przez społeczeństwo. Niewolnicy byli napiętnowani na czole lub nosili obrożę na szyi. Dzwonki dla trędowatych, żółta łata lub gwiazda na ubraniu dla Żydów, numery identyfikacyjne dla więźniów obozów koncentracyjnych, wilcze bilety dla "nielewomyślnych" w czasach komunizmu, żółte włosy dla prostytutek. Ludzie są stygmatyzowani do dziś i do dziś stygmaty Jezusa są dla nich jedyną szansą na odzyskanie godności. W żadnej religii jednak żaden bóg czy prorok nie jawił się swoim wyznawcom jako naznaczony czy napiętnowany, oprócz Jezusa Chrystusa. Wszyscy odtrąceni, piegowaci, o rudych włosach, niezgrabni, brzydcy, rozwiedzeni, pominięci, sieroty, alkoholicy, narkomani wbijający jak gwoździe igły w swe ręce i nogi, bezdomni, śmierdzący, zgwałceni, znieważeni pobiciem, przestępcy, bezskutecznie szukający kogoś, kto by im zaufał i dał jakąś pracę, beznadziejni nieudacznicy, zniewoleni, okaleczeni fizycznie i moralnie mogą w naznaczonym ranami Chrystusie zobaczyć swój obraz.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 17 - 23 kwietnia 2006r.

góra

* * *

.

Niewierny?

Tekst ks. Tomasz Jaklewicz

Mówi się o nim "niewierny". Czy słusznie? Jeśli z Ewangelii św. Jana wypiszemy tych kilka słów, które wypowiedział apostoł Tomasz, zobaczymy drogę rozwoju jego wiary.

"Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć" (J 11,16) - zachęca Apostołów Tomasz. A więc jest gotów iść wszędzie za ukochanym Mistrzem, nawet na śmierć. Brzmi w tych słowach gorliwość neofity. Nieraz człowiekowi wydaje się, że zrobi wszystko dla Boga. To zazwyczaj autentyczne pragnienie, może efekt uniesienia czy żarliwości. Życie na ogół weryfikuje te obietnice. Nieraz bardzo boleśnie. Ale wiara karmi się także takim religijnym zapałem.

"Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?" (J 14,5) - Tomasz wyrywa się z pytaniem podczas Ostatniej Wieczerzy, w momencie kiedy Jezus zaczyna mówić o swoim odejściu. Słowa Apostoła zdradzają jakąś bezradność. Są wołaniem o jasną wskazówkę. Jakież to bliskie wszystkim, którzy lękają się utraty pewnych punktów oparcia. Odpowiedź Jezusa: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem" (J 14,6) nie wyjaśnia wszystkiego. To raczej wezwanie do zaufania mimo niepewności. Nie da się wszystkiego wiedzieć. Wiara ma w sobie coś ze skoku w ciemność, jest ryzykiem drogi w nieznane.

"Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę" (J 20,25) - krzyczy do Apostołów Tomasz. Ileż tu emocji: wściekłość, żal, pretensje, zazdrość... Inni widzieli Zmartwychwstałego, a ja nie. Gdzie tu sprawiedliwość? Potem jednak czekał z innymi i modlił się. Któż nie chciałby być bliżej Boga, przekonać się na 100 procent, że to wszystko prawda? Kto nie chciałby złapać Boga za nogi?

* * *

Jest patronem niedowiarków? Zgoda. Ale również patronem tych, którzy bardzo chcą "dotknąć" Boga żywego.

"Pan mój i Bóg mój" (J 20,28) - wyznaje Tomasz, pokonany przez Jezusa. Całkowity pokój, starta pycha, wyciszone żądania umysłu, mądra zgoda na to, że wiara jest powierzeniem się tajemnicy większej od człowieka. Dzięki Tomaszowi usłyszeliśmy błogosławieństwo: "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". Jako komentarz wypisuję słowa Benedykta XVI: "Wiara to obcowanie z tajemnicą Boga, a uwierzyć - to znaczy }}powierzyć siebie{{ samej istotnej prawdzie słów Boga żywego. (...) Bóg skrywa się w tajemnicy: usiłowanie zrozumienia Go oznaczałoby próbę zamknięcia Go w naszych pojęciach, w naszej wiedzy, a to ostatecznie prowadziłoby do utracenia Go. Poprzez wiarę możemy przebić się przez pojęcia (...) i }}dotknąć{{ Boga żywego".

Starożytna tradycja mówi, że św. Tomasz dotarł aż do Indii, głosząc Ewangelię. Tam też oddał życie za wiarę. Stał się patronem Indii. W pobliżu miasta Madras znajduje się Góra św. Tomasza, na której do dziś jest jego sanktuarium.

Jest patronem niedowiarków? Zgoda. Ale również patronem tych, którzy bardzo chcą "dotknąć" Boga żywego.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 27 - 2 lipca 2006r.

góra

* * *

.

Święty tygodnia

Św. Tomaszu Apostole! Czy Ty naprawdę jesteś
"niewiernym Tomaszem"?

Ks. Antoni Tatara

Denerwuje mnie ten przydomek jak nie wiem co! Przecież tak naprawdę to ja byłem wierny Mistrzowi z Nazaretu aż do mojej męczeńskiej śmierci z powodu głoszenia Dobrej Nowiny o nadejściu panowania Boga. Odebrano mi życie w Indiach pod koniec lat sześćdziesiątych I wieku. Wcześniej ewangelizowałem na obecnych terenach Iranu. Byłem wiernym uczniem Jezusa. Po prostu mam już taką naturę, że zawsze muszę się o czymś upewnić, by temu czemuś zaufać. Nic na to nie poradzę. Tak też było z faktem zmartwychwstania Jezusa i moim rzekomym niedowiarstwem (por. J 20,24-29).

Wielokrotnie wymienia się mnie w tekstach ewangelicznych. Zawsze byłem blisko Pana. Gotów byłem nawet oddać życie za Niego (por. J 11,16). Razem z innymi Apostołami budowałem pierwszą wspólnotę chrześcijańską (por. Dz 1,12-26).

Moje imię pochodzi od hebrajskiego rdzenia taam, który oznacza "rodzić bliźnięta", "podwajać". Mówią o mnie, że jestem człowiekiem inteligentnym, szlachetnym i kulturalnym. Stwórca obdarzył mnie też zmysłem praktycznym, więc zawsze jakoś dawałem sobie radę w życiu. Charakterystykę swojej osoby mógłbym właściwie podać w jednym zdaniu: z przekonania - konserwatysta, w działaniu - postępowiec, a w myśleniu - osoba nowoczesna. Może właśnie dlatego tradycja chrześcijańska tak bardzo się mną interesowała (m.in. wiele o mnie piszą Euzebiusz z Cezarei, św. Grzegorz z Nazjanzu czy św. Hieronim). Przypisuje mi się też autorstwo wielu apokryfów. Wśród nich prym wiedzie Ewangelia św. Tomasza napisana pod koniec II stulecia. Zawiera ona tzw. logia, czyli słowa Chrystusa. Zdań tych jest aż 114 i stanowią bardzo ciekawy materiał do badań nad powstawaniem Nowego Testamentu i chrystologii pierwotnego chrześcijaństwa.

Obecnie moje relikwie spoczywają we Włoszech - w Ortonie. Jestem patronem Indii i Portugalii oraz wielu miast (m.in. Zamościa). Zwracają się też do mnie o pomoc m.in. architekci, małżonkowie, a nawet teolodzy. W sztuce bywam przedstawiany zarówno jako młodzieniec, jak i starszy człowiek w tunice i płaszczu. Moimi atrybutami bywają: kątownica, księga, serce czy też zwój.

Mam nadzieję, że od tej chwili już nikt nie nazwie mnie "niewiernym Tomaszem". Jeśli jednak ktoś miałby jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to przecież nie kto inny, lecz właśnie ja powiedziałem o Zmartwychwstałym: "Pan mój i Bóg mój!" (J 20,28). W ten sposób wyznałem nie tylko swoją wiarę, ale przede wszystkim okazałem moją wierność Panu. Życzę więc wszystkim, aby na mój wzór do końca byli wierni Jezusowi i wyznawali wiarę w Niego słowem i czynem.

Z wyrazami szacunku - św. Tomasz Apostoł

Tygodnik "niedziela" Nr 27 - 2 lipca 2006r.

góra