1 przykazanie kościelne:
W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy św. i powstrzymać się od prac niekoniecznych

Ks. Tomasz Pełszyk

Przykazanie to łączy i uzupełnia znane z poprzedniej wersji przykazanie I i II (Ustanowione przez Kościół dni święte święcić oraz w niedziele i święta we Mszy św. nabożnie uczestniczyć). Założenie tego zalecenia jest bardzo proste. Chodzi w nim o podkreślenie prawdy dzisiaj często zapominanej, że Pan Bóg ma prawo do naszego czasu i do nas samych. Kościół, znając ludzką słabość, z góry określa specjalne dni przeznaczone na spotkanie człowieka z Bogiem, podaje też sposób na to spotkanie. Warto pamiętać, że w uroczystość Zesłania Ducha Świętego - 31 maja 1998 r. - Ojciec Święty Jan Paweł II podpisał list apostolski "Dies Domini", w którym bardzo dokładnie uzasadnia motywy i sposób świętowania Dnia Pańskiego, czyli niedzieli.

Rola "dies Domini"

Wprawdzie w ramach tak krótkiego tekstu nie da się szczegółowo omówić dokumentu papieskiego, ale trzeba chociażby w największym skrócie przytoczyć kilka myśli Ojca Świętego zawartych w tytułach poszczególnych części Listu.

Najpierw rozważana jest niedziela jako "dies Domini" (dzień Pański), gdzie istotna jest "pamięć" - wspominanie wielkich dzieł Bożych (szczególnie dzieła stworzenia). Następnie mówi się o "dies Christi" (dniu Chrystusa), co pozwala odróżnić chrześcijan od wyznawców innych religii poprzez wskazanie na ich wiarę w Chrystusa Zmartwychwstałego, posyłającego Ducha Świętego z Jego niezliczonymi darami, Chrystusa dokonującego "nowego stworzenia". Trzecia myśl dotyczy "dies Ecclesiae" (dnia Kościoła). Chrystus jest obecny w zgromadzeniu eucharystycznym, towarzyszy Ludowi pielgrzymującemu, zapewnia nam pokarm poprzez uczestnictwo w "Uczcie Słowa i Ciała Pańskiego". Potem jest mowa o "dies Hominis" (dzień Człowieka). Niedziela staje się dniem radości (w Chrystusie), dniem odpoczynku i solidarności z drugim człowiekiem. Następnie przywołane jest określenie "dies Dierum" (dzień Dni - ważniejszy niż wszystkie inne). Niedziela bowiem jest świętem nadrzędnym, objawiającym sens czasu, podkreślającym, że Chrystus jest Początkiem i Końcem ("Alfa i Omega") wszystkiego.

Inne dni świąteczne

Obok niedzieli Kościół wskazuje na wybrane dni, w które wspomina się i przeżywa najważniejsze wydarzenia zbawcze. Są nimi tzw. święta nakazane:

- uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (1 stycznia), - uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia), - uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (czwartek po niedzieli Trójcy Świętej), - uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia), - uroczystość Wszystkich Świętych (1 listopada), - uroczystość Narodzenia Pańskiego (25 grudnia).

W parafiach odprawiana jest w te dni specjalna Msza św. "za parafian". Wymienione uroczystości wiążą się nierozdzielnie z naszym uczestnictwem we Mszy św. Kościół dba o to, by uczestnictwo w Eucharystii było pełne, tzn. połączone z przystąpieniem do Stołu Pańskiego, czyli przyjęciem Komunii św. Wiąże się to, oczywiście, ze stałą troską wiernych o zachowanie stanu umysłu i serca w wolności od grzechów ciężkich i od przywiązania do grzechów powszednich i wad (zagadnienie jest bardzo szerokie, dlatego wymaga osobnego omówienia). Z bardzo uproszczonych obserwacji wynikają konkretne wnioski praktyczne.

Pełne uczestnictwo we Mszy św.

Tego typu uczestnictwo zakłada praktykowanie kilku ważnych postaw. Pierwszą z nich jest obecność w świątyni. W domu mogą pozostać tylko chorzy lub osoby, które muszą opiekować się chorymi lub dziećmi. Dla nich przede wszystkim jest przeznaczona Msza św. transmitowana przez radio lub telewizję.

Kolejnym elementem pełnego uczestnictwa jest obecność we wnętrzu świątyni, by można było widzieć, co dzieje się na ołtarzu, i słyszeć, co kapłan mówi. Zupełnym nieporozumieniem jest pozostawanie poza kościołem, gdy można wejść do środka, gdy nie ma tłumu wiernych.

Bardzo ważną sprawą jest nasze zaangażowanie w akcję liturgiczną. Wiąże się ono z postawą pełną szacunku dla miejsca i ludzi, a nade wszystko dla obecnego tu Chrystusa, z gestami (złożone ręce, przyklękanie, wstawanie) i słowami (odpowiadanie wraz z innymi, śpiew głośny lub cichy - w zależności od talentu muzycznego). Innymi słowy - potrzeba nam odpowiedniego skupienia, które wyraża ducha modlitwy, otwarcia się na Bożą obecność i naukę.

Są to tylko wybrane wskazania, mogą one jednak stanowić podstawę do rachunku sumienia z naszego uczestnictwa we Mszy św.

Prace niekonieczne

Ostatnim problemem podejmowanym w pierwszym przykazaniu kościelnym jest "powstrzymanie się od prac niekoniecznych". Wydaje się, że akurat to zagadnienie jest zupełnie lekceważone przez znaczną część katolików.

Kościół wychodzi z prostej refleksji biblijnej, która wskazuje na zamiar Boży. To Bóg ustanawia dzień odpoczynku, wypełniając go nadto zachętą do spotkania człowieka z Bogiem i drugim człowiekiem. Inny argument ma swoją logiczną podstawę w fakcie, że człowiek zapracowany i zabiegany musi odpocząć. Kościół zdaje sobie jednak sprawę, że spokojne świętowanie jednych powiązane jest z pracą innych. Istnieją więc "prace konieczne", takie jak np.: praca lekarza, kierowcy autobusu, nadzór nad siecią energetyczną, prosty obrządek zwierząt w gospodarstwie czy praca w zakładach o ruchu ciągłym.

Bardzo poważnym naruszeniem tego przykazania są jednak wszelkie działania, gdzie pierwszym i jedynym argumentem jest chęć zysku - zawsze i za wszelką cenę. Podobnie rzecz się ma z pracami, które równie dobrze możemy wykonać w innym czasie. Szczególnym grzechem stają się te rodzaje "niekoniecznej" aktywności człowieka, które uniemożliwiają mu wzięcie udziału w niedzielnej Eucharystii. Dochodzi tu do głosu także odpowiedzialność pracodawców, którzy do takiej pracy zmuszają swoich podwładnych.

Pragnieniem Kościoła jest nieodmiennie obrona godności człowieka jako dziecka Bożego, stąd tak wielka troska, by dziecko nie zapomniało o swym Ojcu - Bogu.

 

Tygodnik "niedziela" Nr 19 - 13 maja 2007r.

 

2. przykazanie kościelne:
Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokut
y

Ks. Tomasz Pełszyk

Praktyka pokutna Kościoła ma swoją bardzo długą historię. Istotę rzeczy stanowi jednak wyraźnie sformułowane polecenie Chrystusa: "Przyjmijcie Ducha Świętego; którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (por. J 20,22). Nauczanie Kościoła obejmuje tzw. pierwsze usprawiedliwienie, co oznacza oczyszczenie przez chrzest, oraz tzw. usprawiedliwienie wtórne, co jest synonimem sakramentu pokuty i pojednania. W chrzcie wymagane jest znienawidzenie grzechu i zwrócenie się w wierze ku Chrystusowi.

W pokucie sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ wierny przez grzech sprzeniewierzył się zobowiązaniom zaciągniętym wobec Boga i Kościoła. Kapłan rozgrzesza na mocy władzy udzielonej Kościołowi przez Chrystusa. Sakrament zawiera w sobie elementy sądu ludzkiego: oskarżenie pokutującego, wyrok spowiednika i zadośćuczynienie rozgrzeszonego. Są to elementy konieczne do zaistnienia sakramentu.

Początki sakramentu pokuty

Zewnętrzne obrzędy akcentowały w historii Kościoła zadośćuczynienie (pokutujący był przyjmowany do wspólnoty dopiero po wypełnieniu nałożonej kary). Później jednak złagodzone zostały formy zewnętrzne i przyjął się zwyczaj tzw. cichej pokuty (poza wypadkami jakiegoś publicznego ciężkiego przewinienia).

W starożytności kościelnej wiele razy podejmowano dyskusję na temat możliwości wielokrotnego udzielania rozgrzeszenia. Pierwotnie sądzono, że człowiek, który jako dorosły przyjął chrzest, nie powinien nigdy więcej popełnić grzechu (chodziło tu o grzech ciężki). Zaakceptowano jednak zwyczaj, że na łożu śmierci przyjmowano do wspólnoty Kościoła pokutującego grzesznika. Wejście do Kościoła bardzo licznych wiernych, po tzw. edykcie tolerancyjnym cesarza Konstantyna Wielkiego z 313r., spowodowało rozluźnienie w sferze moralnej, stąd problem pokuty ponawianej kilka razy w życiu stał się czymś zupełnie oczywistym.

Papież Celestyn I (422-432) pisał: "Wielorakie miłosierdzie Boże tak przychodzi z pomocą ludzkim upadkom, że nie tylko łaską chrztu, ale także lekarstwem pokuty przywraca nadzieję życia wiecznego (.). Każdy chrześcijanin powinien mieć tak urobione sumienie, aby pojednania z Bogiem nie odwlekał z dnia na dzień (.)". Papież Leon Wielki w 459r. wyraźnie piętnuje domaganie się publicznego wyznania grzechów: "Wystarczy to wyznanie, które najpierw wyjawia się Bogu, a potem kapłanowi będącemu orędownikiem za grzechy pokutujących. Wtedy dopiero da się większą liczbę ludzi wezwać do pokuty, kiedy w uszach ludu nie będzie się odsłaniać sumienia spowiadającego się".

Nauczanie soborów

IV Sobór Laterański (1215) zaś, reagując na herezję albigensów oraz na gorszące spory między duchowieństwem diecezjalnym a zakonnym o uprawnienia do duszpasterzowania, nakazał wszystkim wiernym spowiedź raz do roku u swojego proboszcza (mimo późniejszych wahań przepis ten dotrwał prawie do naszych czasów). Niepodporządkowanie się zarządzeniu skutkowało odsunięciem wiernego od nabożeństw w kościele (nie wpuszczano go do świątyni) i pozbawieniem chrześcijańskiego pogrzebu. Postanowienie soborowe ogłaszano wielokrotnie, by nikt nie mógł się tłumaczyć niewiedzą. Grzesznik mógł prosić swojego duszpasterza o pozwolenie na spowiedź u innego kapłana. Sobór przypominał jednocześnie o ścisłym obowiązku zachowania przez spowiednika tajemnicy (za jej zdradę miał być pozbawiony urzędu kapłańskiego i pokutować w odosobnieniu aż do śmierci).

Wiele zamętu wprowadziła nauka Johna Wiclefa (1320-84), który głosił, że wystarczy sam żal za grzechy, a wyznawanie grzechów w spowiedzi jest już niepotrzebne. W odpowiedzi Sobór Florencki w roku 1439 przypomina o potrójnym zobowiązaniu pokutującego: skrucha serca (żal połączony z postanowieniem niegrzeszenia na przyszłość), ustna spowiedź (wyznanie wszystkich grzechów wobec kapłana) i zadośćuczynienie za grzechy (określone przez kapłana, szczególnie modlitwa, post i jałmużna). Kapłan sprawujący sakrament pokuty musi mieć władzę rozgrzeszania. Skutkiem tego sakramentu jest odpuszczenie grzechów.

Swoistą kontynuacją błędów Wiclefa była nauka głoszona przez Marcina Lutra (1483-1546) na początku XVI wieku. Luter przeczył nauce katolickiej, twierdząc, że do usprawiedliwienia wystarczy sama wiara, nawet bez skruchy. Odmawiał również kapłanom (z papieżem włącznie) posiadania władzy do rozgrzeszania. Sobór Trydencki (1645-63) zareagował w sposób całościowy zarówno na błędy protestantów, jak i na wszelkie herezje i podał pozytywny wykład nauki Kościoła o sakramencie pokuty. Wskazano m.in. na formę, która zawiera się w słowach kapłana: "Ja ciebie rozgrzeszam.", ponadto na akty penitenta, czyli żal (rozróżniono między żalem "doskonałym" i "mniej doskonałym"), wyznanie i zadośćuczynienie. Istotą i skutkiem sakramentu jest pojednanie z Bogiem. Tam, gdzie przystępowaniu do sakramentu towarzyszy pobożność, skutkiem dalszym są pokój i pogoda sumienia oraz pociecha duchowa. Szczególnie akcentowano żal jako "ból duszy i wstręt do popełnionego grzechu, z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości". Doskonałość żalu zawiera się w miłości (żałuję, bo przez grzech obraziłem Boga miłującego mnie bez reszty). Żal "mniej doskonały" rodzi się z rozważania brzydoty grzechu bądź też z lęku przed karą i piekłem, ale również skłania wolę do zaprzestania grzeszenia. Z prawa Bożego wynika obowiązek wyznawania wszystkich grzechów ciężkich popełnionych po chrzcie, natomiast tzw. grzechy powszednie można wyznać z pobożności (oczyszczenie z nich można uzyskać także poza spowiedzią). Ważne jest również uczciwe ukazanie okoliczności grzechu, ponieważ zmienia to nieraz radykalnie jego ciężkość. Powagę tego sakramentu podkreśla Sobór również poprzez wskazanie, że w szczególnych okolicznościach nawet kapłan sam będący w grzechach ciężkich może ważnie rozgrzeszyć. Konieczność zadośćuczynienia sięga do prostej zasady, że każde zło musi być naprawione. Jest to forma kary, która należna jest grzesznikowi: grzech odpuszczony co do winy pociąga za sobą karę, którą należy odpokutować. Formy zadośćuczynienia mogą być bardzo różne (od spraw czysto duchowych po materialne). Na tym tle pojawia się problem "odpustów", co, oczywiście, wymaga oddzielnego omówienia.

Współczesne nauczanie Kościoła

Pontyfikat sługi Bożego Jana Pawła II stał się okazją do przyjrzenia się jeszcze raz praktyce sprawowania sakramentu pokuty. Ojciec Święty zwracał się nade wszystko do kapłanów, by nie zaniedbywali zasiadania w konfesjonale i z całą mocą przekonywali o potędze Bożego miłosierdzia oraz o konieczności nawrócenia i przemiany życia. Kościół stara się podtrzymywać praktykę spowiedzi pierwszopiątkowej nie tylko jako element osobistej pobożności, ale nade wszystko jako znak dla świata, który ciągle potrzebuje nawrócenia.

Analizując każde z osobna słowo tworzące drugie przykazanie, należy dopowiedzieć, że:

- "przynajmniej raz w roku" oznacza niezbędne minimum, poza które nie można wyjść bez narażenia się na ciężkie niebezpieczeństwo dla swojej duszy; błądzi ten, kto uznaje, że "ten jeden raz" w zupełności wystarcza (przecież z reguły człowiek myje się tak często, jak często się brudzi, a nie tylko raz do roku); częstotliwość spowiedzi uzależniona jest z jednej strony od częstości popełniania grzechów ciężkich, z drugiej zaś - od osobistej pobożności i świadomości poważnych zagrożeń, które nas spotykają w życiu (pokusy, okazje do grzechu);

- "przystąpić do sakramentu pokuty" oznacza skorzystać z odpowiednią dyspozycją duszy ze wskazanej formy sakramentalnej (chodzi o tzw. spowiedź uszną wobec kapłana) - zwykle jest to spowiedź w konfesjonale, poprzedzona odpowiednim przygotowaniem (rachunkiem sumienia), obejmująca najpierw niezbędne informacje o penitencie (kto się spowiada, kiedy była ostatnia spowiedź, czy odprawiona została pokuta), następnie wyznanie grzechów ciężkich (konkretne nazwanie ich, bez przemilczania czy przeinaczania, określenie ich liczby i okoliczności) i powszednich, zapewnienie o żalu i postanowieniu poprawy, prośba o rozgrzeszenie i zadanie pokuty; należy również bardzo poważnie potraktować pouczenie dawane przez kapłana i ściśle zastosować się do wskazań co do sposobu naprawienia krzywd i wypełnienia warunków pokuty. Istotny jest moment rozgrzeszenia, w którym kapłan wypowiada słowa: "Bóg Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Penitent powinien wtedy odpowiedzieć: "Amen". Oznacza to całkowitą akceptację tego, co się dokonało w sakramencie, i gotowość do wypełnienia warunków pokuty. Dziękczynienie Panu Bogu za Jego miłosierdzie winno być naturalną kontynuacją sakramentu (np. w postaci osobistej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem).

Formą osobistego zaangażowania się w rozważane treści niech będzie przypomnienie sobie pięciu warunków sakramentu pojednania (z pytaniem: czy je wypełniam?) oraz wprowadzenie praktyki codziennego rachunku sumienia (np. przy modlitwie wieczornej; na początku można stosować wzory zawarte w modlitewnikach, później należałoby bardziej skupić się nad rozpoznanymi już własnymi wadami i nad sposobem walki z nimi). Ważne będzie również wskazanie konkretnej daty następnej spowiedzi (np. za miesiąc), a także zastanowienie się nad tym, czy należałoby zdobyć się na spowiedź z dłuższego okresu (od ostatnich rekolekcji, z kilku lat, a nawet z całego życia, gdy przygotowujemy się do jakiegoś niezwykle ważnego wydarzenia w naszym życiu, szczególnie zaś przed spodziewaną śmiercią).

 

Tygodnik "niedziela" Nr 20 - 20 maja 2007r.

 

3. przykazanie kościelne:
Przynajmniej raz w roku w okresie wielkanocnym
przyjąć Komunię św.

Ks. Tomasz Pełszyk

Zbieżność sformułowań II i III przykazania nie jest przypadkowa. Sakrament pokuty jest bowiem niezwykle istotnym przygotowaniem wiernego do spotkania z Chrystusem w Komunii św. Postawa pokuty i nawrócenia oraz świadomość głodu duchowego u człowieka, który może zaspokoić jedynie Boski Chleb, stanowią osnowę życia chrześcijańskiego. Komunia św. jest pierwszym celem sakramentu Eucharystii, jak zaświadcza sam Zbawiciel: "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, za życie świata" (J 6,51). Kościół, nauczając o Eucharystii, podkreśla z jednej strony jej ofiarny charakter (Chrystus jest zarazem Ofiarą i Ofiarnikiem), z drugiej zaś - prowadzi do przekonania, że Eucharystia jest po to, by ją spożywano. "Ofiara" i "Uczta" są więc pojęciami dopełniającymi się i ukazującymi tę samą rzeczywistość. Kościół uczy także o stałej obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina, stąd bierze się praktyka adoracji Najświętszego Sakramentu.

Praktyka i nauczanie Kościoła

Podstawą naszego przychodzenia do Stołu Pańskiego po pokarm Eucharystii jest polecenie Pana Jezusa zawarte w słowach Przeistoczenia: "Bierzcie i jedzcie." oraz "Bierzcie i pijcie.". Pierwsi chrześcijanie brali ten nakaz dosłownie, stąd powszechną praktyką było przyjmowanie Ciała Pańskiego każdorazowo w czasie każdej Mszy św., w której uczestniczyli. Utarł się zwyczaj, że do sprawowania Eucharystii używano chleba przynoszonego jako dar ofiarny (resztę chleba i innych darów przekazywano ubogim). Tym, którzy nie mogli z ważnych powodów przyjść na łamanie chleba, zanoszono Boski pokarm do domu.

Bardzo poważnym zagrożeniem dla wiary Kościoła stały się błędy gnostyków i sekt wywodzących się z chrześcijaństwa, a głoszących, że ciało i cała materia z natury swej są złe, dlatego należy ich unikać. Chrystus, ich zdaniem, miał tylko pozorne Ciało (doketyzm). Herezję tę zwalczał już św. Ignacy Antiocheński, przekonując, że "Eucharystia jest ciałem naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa". Od IX wieku podjęto szeroko zakrojoną dyskusję na temat sposobu obecności Chrystusa w Eucharystii. Teologowie podkreślali, że "Ciało Chrystusa jest obecne rzeczywiście, ale w sposób duchowy". W XI wieku zwalczano błędy Berengariusza, który nie potrafił zaakceptować prawdy o Przeistoczeniu. Wiele odbytych wtedy synodów pozwoliło na dokładne określenie nauki Kościoła, wskutek czego sam herezjarcha zmienił zdanie i wyznał z wiarą, że wskutek Przeistoczenia (transsubstancjacji) chleb i wino stają się prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa Pana. Taką też naukę przedkładano w XIII wieku waldensom (jedna z tzw. herezji ludowych), kiedy pragnęli wrócić do jedności z Kościołem katolickim.

Sobór w Konstancji (1414-18) zareagował na błędy Wiklefa i Husa, podając naukę Kościoła dotyczącą konieczności zachowania postu przed przyjęciem Komunii św. oraz wyjaśniając powody udzielania jej wiernym pod jedną postacią: praktyka ta została podyktowana chęcią uniknięcia zgorszenia, ponadto należy przyjąć jako prawdę wiary, że pod jedną i drugą postacią przebywa cały Chrystus (z Ciałem i Krwią).

Sobór Florencki (1438-45) wyakcentował naukę o "materii" Eucharystii: jest to pszenny chleb przaśny (niekwaszony - w odróżnieniu od praktyki cerkiewnej) oraz wino gronowe zmieszane z odrobiną wody. "Formą" tego sakramentu są słowa Zbawiciela, których użył w chwili ustanowienia w Wieczerniku. "Skutkiem" jest zjednoczenie człowieka z Chrystusem i wzrost łaski (oderwanie się od zła, umocnienie w dobrym, wdzięczność wobec Chrystusa).

Sobór Trydencki w Dekrecie o Najświętszym Sakramencie (1551) odrzucał błędy protestantów dotyczące niewiary w rzeczywistą obecność Pana pod postaciami chleba i wina (Kalwin i Zwingli przyjmowali tylko obecność symboliczną) oraz powtarzał naukę o "stałej obecności" (Melanchton twierdził, że obecność ta zachodzi tylko w momencie przyjmowania Komunii św., a Luter oficjalnie szedł za jego nauką, ale prywatnie podzielał w tej kwestii wiarę Kościoła). Sobór głosił nadto, że "cały i całkowity Chrystus jest pod postacią chleba i pod każdą cząstką tej postaci, i cały pod postacią wina i pod jej cząstkami" (dlatego zawsze staramy się o to, by nawet najmniejsza cząstka Eucharystii nie została upuszczona na ziemię, zbieramy cząsteczki z pateny czy kielicha). Mówiąc o kulcie i czci Najświętszego Sakramentu, Dekret podkreśla, że chodzi tu o kult najwyższy ("cultus latriae"), należny samemu Bogu (klękamy, kłaniamy się, okazujemy najwyższy szacunek, chociaż także... spożywamy!). Jednym z zewnętrznych znaków kultu mają być procesje eucharystyczne (szczególnie w dniu Bożego Ciała). Należy zachować zwyczaj godnego przechowywania Najświętszego Sakramentu w świątyniach i zanoszenia Go chorym. W przygotowaniu do przyjęcia Komunii św. trzeba zwrócić uwagę na odpowiednie uszanowanie i "świętość", czyli uprzednie zbadanie, czy nie jesteśmy zbrukani grzechem ciężkim (jeśli tak, należy skorzystać najpierw z sakramentalnej spowiedzi). Co do sposobu korzystania z tego sakramentu: jedni (grzesznicy) przyjmują go tylko sakramentalnie, inni (przez żywe pragnienie) tylko duchowo, jeszcze inni (odpowiednio usposobieni i przygotowani) zarówno sakramentalnie, jak i duchowo. Starożytny zwyczaj nakazuje, by kapłani udzielali Komunii św. świeckim oraz samym sobie, gdy sprawują Mszę św. Na jednej z następnych sesji Sobór podał naukę dotyczącą wyłączenia niemowląt i małych dzieci z konieczności przyjmowania Eucharystii, dopóki nie potrafią odróżnić zwykłego chleba od Komunii św. (nie mogą jeszcze zgrzeszyć, dlatego nie mogą też utracić łaski otrzymanej na chrzcie).

Jednym ze skutków jansenizmu, który błędnie przedstawiał zagadnienia natury i łaski, głosząc, że człowiek w zasadzie nigdy nie jest odpowiednio przygotowany do przyjęcia Komunii św., było ogromne osłabienie pobożności komunijnej na rzecz adoracji. Wzywanie do pokuty było, oczywiście, godne pochwały, ale utrwaliło na kilka wieków przekonanie, że Komunia św. jest "nagrodą dla godnych", dlatego - skoro nikt z nas nie jest prawdziwie godny - należy tylko wyjątkowo przystępować do Stołu Pańskiego. Kościół reagował na to, wskazując na konkretny czas (okres wielkanocny), w którym ta praktyka musi mieć miejsce, by wierny nie stracił kontaktu z Bogiem i wspólnotą katolicką. Jednak dopiero początek XX wieku przyniósł bardzo istotne przesunięcie akcentu. Stało się to za sprawą św. Piusa X, który zachęcał do częstej i wczesnej Komunii św.

Era Vaticanum II

Po II Soborze Watykańskim wskazuje się na bezpośredni związek między "uczestniczeniem we Mszy św." i "przyjmowaniem Ciała Pańskiego". Oddzielanie tych dwóch rzeczywistości oznacza fałszowanie prawdy, którą ukazywał już Kościół pierwotny. Co więcej, w ostatnich latach pozwolono na przyjmowanie Ciała Chrystusa nawet dwukrotnie w ciągu dnia, o ile przynajmniej ten drugi raz będzie połączony z uczestnictwem w Eucharystii. Również osoby świeckie mogą w określonych sytuacjach przystąpić do Komunii św. pod dwiema postaciami (szczegółowo wskazuje te przypadki nowe Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego).

Komunia św. jest istotną i integralną częścią Eucharystycznej Ofiary Chrystusa oraz Kościoła. Spożywając Ciało Pańskie, wyznajemy wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa i w prawdę, że "tu i teraz" dokonują się misteria Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa (chociaż jest to ofiara bezkrwawa, jest jednak tą samą ofiarą, która dokonała się na Golgocie, a tu się uobecnia).

Komunia św. jest znakiem jedności z Bogiem i braćmi, dlatego wymaga od nas najpierw postawy jedności i miłości wobec wszystkich. Daje ponadto siłę do trwania w jedności z bliźnimi i przygotowuje do jedności ze świętymi w niebie. Z nauki Ojców Kościoła czerpiemy pewność, że powoduje ona nasze stopniowe upodobnianie się do Mistrza ("spożywany pokarm materialny zostaje przetworzony w cząstkę naszego ciała, pokarm Eucharystyczny przemienia nas w Chrystusa"). Komunia św. chroni przed grzechem, umacnia naszą miłość, a tym samym oczyszcza z grzechów powszednich i zachowuje od przyszłych grzechów śmiertelnych.

Kościół w swoich przykazaniach określa niezbędne "minimum" życia chrześcijańskiego.

Oczekiwane "maksimum" oznacza zarówno dobre przygotowanie do Mszy św., pełne jej przeżycie powiązane z uczestnictwem w Komunii św., należyte dziękczynienie (sakramentalna obecność Zbawiciela trwa w nas, dopóki trwają postacie eucharystyczne), jak i odpowiednie "owocowanie", czyli życie według nauki Chrystusa mocą Jego łaski. Dlaczego tak ważny jest "czas wielkanocny"? Ponieważ wtedy Kościół wspomina najważniejsze wydarzenia zbawcze, które koncentrują się w Eucharystii. Na ten właśnie okres wyraźnie wskazuje Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 920).

Tygodnik "niedziela" Nr 21 - 27 maja 2007r.

 

4. przykazanie kościelne:
Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość
od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty
powstrzymywać się od udziału w zabawach

Ks. Tomasz Pełszyk

Post od samego początku chrześcijaństwa postrzegany był nade wszystko jako środek uświęcający (tak nauczał również judaizm i zgodne jest to w ogóle z duchem religijności). Podstawowe rozróżnienie to: post ścisły (łac. ieiunium) i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (łac. abstinentia).

Post w tradycji kościelnej

Początkowo, idąc za wzorem faryzeuszów, zachowywano post dwa razy w tygodniu, we środę i piątek. Ten drugi dzień wskazywał, oczywiście, na Mękę Pana Jezusa. Z czasów apostolskich (tzw. Sobór Jerozolimski z ok. 50r.) pochodził przepis o niespożywaniu krwi i mięsa zwierząt uduszonych. Papież Mikołaj I (858-67) stwierdza jednak, że zwyczaj ten na Zachodzie poszedł w zapomnienie, i pozwala na spożywanie mięsa "wszelkiego rodzaju", o ile "nie jest ono szkodliwe". Wschód tymczasem uznawał dalej praktykę pierwszych wieków. Kościół szanował zawsze zwyczaje przyjęte przez niektóre zakony o zupełnym powstrzymaniu się od spożywania mięsa, jednakże nigdy nie nakazywał ścisłego wegetarianizmu (to, co jest dostępne dla jednych, nie może być przenoszone na wszystkich). Wynikało to m.in. z przeciwstawienia się manicheizmowi i niektórym teoriom płynącym z religii Wschodu, które potępiają spożywanie pokarmów mięsnych. Św. Augustyn zaświadcza o praktyce postu sobotniego, istniejącej w wielu społecznościach na Zachodzie.

Wcześnie zaakceptowano posty na początku każdej pory roku: z okazji zasiewów na wiosnę, ofiarowania Bogu pierwocin zboża w lecie, winobrania w jesieni, zbioru oliwek w zimie (oczywiście, zwyczaj ten powstał w innej strefie klimatycznej!). Mowa tu o zwyczaju określanym jako "suche dni". Już od V wieku praktykowano go w Rzymie, wybierając w tym celu środę, piątek i sobotę (prawdopodobnie w związku z tradycją liturgiczną - w tych dniach sprawowano Mszę św.). Od samego początku wprowadzano post w przeddzień większych uroczystości liturgicznych, czyli w tzw. wigilie (najsławniejszą do dzisiaj jest Wigilia Bożego Narodzenia).

Okresy postne

Najważniejszym okresem postnym w całym roku liturgicznym jest Wielki Post ("Quadragesima"). Przez długi czas mówiło się o tzw. Przedpościu (od niedzieli "Siedemdziesiątnicy", czyli "Starozapustnej", poprzez niedzielę "Sześćdziesiątnicy" ("Mięsopustną") - aż po niedzielę "Pięćdziesiątnicy" ("Zapustną"), o właściwym Wielkim Poście (od Środy Popielcowej do IV niedzieli) i o okresie Męki Pańskiej, obejmującym Niedzielę Pasyjną (Męki Pańskiej, czyli Palmową) i Triduum Sacrum (według dzisiejszych przepisów okres ten kończy się przed Wigilią Paschalną, czyli w sobotę).

Św. Jan Chryzostom pod koniec IV wieku tłumaczył, że Wielki Post daje wiernym okazję do głębszego i intensywniejszego życia religijnego. Co do powstrzymania się w tym czasie od pokarmów mięsnych - istniały różne praktyki. Ewolucja szła w kierunku zaostrzenia, stąd zaczęto mówić o "czterdziestu dniach postu efektywnego". W związku z tym - skoro nie poszczono w niedziele - objęto tą zasadą jeszcze Wielki Piątek i Wielką Sobotę oraz dodano przed pierwszą niedzielą cztery dni (od środy, nazwanej później "Popielcową").

W podobnym duchu tworzył się okres Adwentu, obejmując nawet sześć tygodni, ale ostatecznie w Kościele katolickim ustabilizował się według zasady, że ma on początek w I niedzielę Adwentu i zawiera w sobie cztery niedziele. W starożytności istniał też post obchodzony po Zielonych Świętach. W każdym z tych okresów za istotę uważano "post ścisły", czyli spożywanie tylko jednego posiłku po zachodzie słońca i modlitwach wieczornych. Od XV wieku przeniesiono ten posiłek na godziny południowe.

Znaczenie przykazania

Szczególną odmianą postu jest post eucharystyczny, związany z przygotowaniem do przyjęcia Komunii św. Obejmował on dawniej czas od północy do Mszy św. włącznie. Później dyscyplina była stopniowo łagodzona i stąd mamy dzisiejszą praktykę, nakazującą powstrzymanie się od pokarmów (z wyjątkiem wody i lekarstw) na godzinę przed Komunią św. (chorzy nie muszą zachowywać nawet tej zasady).

Obowiązujące przykazania kościelne wskazują przede wszystkim na konieczność pokuty. Post jest widziany w tej właśnie perspektywie i nie jest w sztuczny sposób odrywany od całej postawy pokutnej człowieka. Wpisany jest ponadto bardzo ściśle w pobożność chrześcijańską. Kościół ustanowił dni i okresy pokuty. Są nimi wszystkie piątki całego roku i czas Wielkiego Postu. Do tych dni odnosi się nakaz powstrzymania się od zabaw (nie mówi się już o "hucznych zabawach" i "weselach", ale w ogóle o każdej formie zabawy obejmującej tańce i głośną muzykę - w tym mieszczą się też zabawy urządzane przez szkoły). Intencją Kościoła jest pomoc wiernym w opanowywaniu instynktów i kształtowaniu wolności serca. Nie wspomina się o Adwencie jako "okresie pokuty" z racji na fakt, że przygotowanie na przyjście Pana ma charakter radosny. Wydaje się jednak, że warto zachować zdrowe wskazania tradycji co do postawy wyciszenia, chociaż prawo kościelne tego wprost nie sugeruje.

Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje wszystkich po ukończeniu 14. roku życia we wszystkie piątki (zdarza się, że wierni są fałszywie przekonani o konieczności tej praktyki tylko w piątki Wielkiego Postu.) i Środę Popielcową. Kościół bardzo mocno podkreśla, że niemożliwość zachowania wstrzemięźliwości w piątek domaga się od chrześcijanina podjęcia innych form pokuty.

Oficjalny komentarz do IV przykazania kościelnego nie wspomina o Wigilii Bożego Narodzenia, wypada jednak pójść za dawnym prawem bardzo mocno zakorzenionym w Polsce (w wielu krajach tego nie ma) i potraktować ten dzień jako czas wstrzemięźliwości. Godne pochwały jest też łączenie abstynencji od pokarmów mięsnych z zupełną rezygnacją z alkoholu. Post, czyli przyjęcie w ciągu dnia tylko jednego posiłku do syta (mogą być jeszcze dwa inne, ale w bardzo ograniczonej ilości), obejmuje wiernych między 18. a 60. rokiem życia, wyjątek mogą stanowić ludzie chorzy. Obowiązuje on w Środę Popielcową i Wielki Piątek.

Kościół przypomina również o czynach pokutnych. Są nimi: modlitwa, jałmużna, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post. Wspomniane wyżej zasady stanowią więc tylko część nauki zawartej w IV przykazaniu kościelnym. Należy o tym pamiętać, by nie pominąć tak istotnych spraw, jak troska o biednych (jałmużna), poświęcenie swego czasu chorym, samotnym ("uczynki miłosierne co do ciała i co do duszy"), a także lepsze wykorzystanie czasu przeznaczonego na pracę i uczciwe wykonanie powierzonych nam zadań. Perspektywa ukazana przez czwarte przykazanie jest więc niebywale szeroka.

Tygodnik "niedziela" Nr 22 - 3 czerwca 2007r.

 

5. przykazanie kościelne:
Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła

Ks. Tomasz Pełszyk

Ostatnie z przykazań jest bardzo zwięzłe, gdy chodzi o sformułowanie, obejmuje natomiast niezwykle szeroki wachlarz zagadnień, które trudno będzie przedstawić wyczerpująco. Należy przede wszystkim odnieść się do samego pojęcia - Kościół. Wiemy, że tym terminem określamy wspólnotę ludzi wierzących, ochrzczonych, złączonych z Chrystusem jako swoją Głową, żyjących zgodnie z regułami wiary, w duchu miłości Boga i bliźniego. W szerszym znaczeniu mianem "Kościół" obejmujemy też ludzi, którzy pragną lub mogliby do niego należeć, chociaż w tej chwili jeszcze to się nie stało (przygotowują się do chrztu albo jeszcze nie słyszeli o Chrystusie, bądź też jako ochrzczeni zerwali świadomie i dobrowolnie łączność z Chrystusem i Kościołem). Treść 5. przykazania nikogo jednak nie wyklucza z kręgu miłości. Pokrótce trzeba powiedzieć o kilku płaszczyznach "troski o potrzeby wspólnoty Kościoła".

Troska o duchowe dobro człowieka

Obejmuje ona nade wszystko całą olbrzymią dziedzinę głoszenia Dobrej Nowiny zarówno ludziom ochrzczonym (jest to katecheza, nauczanie związane z sakramentami świętymi - głównie w formie kazań czy homilii mszalnych, zgodnie z zaleceniem Apostoła: "Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę; w razie potrzeby wykaż błąd, ilekroć nauczasz"), jak i nieochrzczonym ("wiara rodzi się ze słuchania"). Obowiązek ten jest prostym przełożeniem na język czynów Bożego pragnienia zbawienia każdego człowieka. Wszyscy mamy się znaleźć w zbawczym kręgu Miłości.

Tutaj również zawiera się niezwykle trudne działanie, zmierzające do zachowania i utrwalenia moralnego porządku w świecie, co zakłada nieustanne przekonywanie i uzasadnianie, że porządek ziemski nie jest jedyny i najważniejszy, ale jest niewątpliwie drogą do nieba i życia wiecznego. Istnieje więc również obowiązek przekonywania świata o "grzechu", "sprawiedliwości" i o "sądzie". Wszystkie te sprawy znajdą swój właściwy sens, gdy będą osadzone na prawdzie o Opatrzności i Miłosierdziu Bożym.

Oczywiście, tego rodzaju troska jest domeną działalności duszpasterskiej kapłanów, ale ludzie świeccy mają tutaj również olbrzymie pole do popisu. By nie być gołosłownym: rodzice nie przestaną być dla swoich dzieci "pierwszymi nauczycielami wiary" - to jest ich przywilej i obowiązek; ludzie wierzący zawsze będą mieli możliwość oddziaływania na współpracowników, by wszyscy spełniali swe obowiązki uczciwie i w duchu miłości; zdrowy osąd wspólnoty co do zachowań godziwych i niegodziwych zawsze będzie ważniejszy niż najlepsze prawo ludzkie - "nie wolno kraść", "nie wolno cudzołożyć", "nie wolno dawać fałszywego świadectwa" (Prawo Boże "wypisane jest w sercach ludzkich").

Warto w tym kontekście przypomnieć sobie tzw. uczynki miłosierne co do duszy, by lepiej zrozumieć, że tego rodzaju działania nie są niczym nadzwyczajnym i są dostępne dosłownie dla każdego człowieka (nikt nie może się od nich wymówić). Chociaż działania te nie są same z siebie czymś nadzwyczajnym, to skutki ich są nieraz wręcz cudowne: uzdrowienie duchowe (chociażby po dobrze przeżytej spowiedzi), nowa chęć do życia (wskutek nawet najprostszych słów pociechy i solidarności w bólu i nieszczęściu), radość ze zwycięstw nad pokusami (okazuje się, że jednak można!), świadomość, że nie jest się samotnym (sąsiedzkie odwiedziny), zbawczy wstyd (wskutek łagodnego, ale i zdecydowanego upomnienia osoby grzeszącej).

Troska o sprawy duchowe ma swój kres dopiero w momencie objęcia Chrystusowym zbawieniem wszystkich ludów i narodów (z praktyki codziennej widać, że spełni się to dopiero na końcu świata). Bardzo ważne jest zobaczenie, jak wspaniałą rolę odgrywają chociażby grupy modlitewne, tworząc przez swą posługę fundament wszelkiego skutecznego działania.

Troska o sprawy materialne Kościoła

Zawiera się tu nieodmiennie wspaniała praktyka Kościoła starożytnego (świadectwem są chociażby teksty z Dziejów Apostolskich), nakazująca przynosić na Mszę św. zwyczajne dary, z których część przeznaczano jako materię Eucharystii, a pozostałe rozdzielano potrzebującym. Świadomość biedy ludzkiej nakazywała również Ojcom Kościoła - za wzorem samego Chrystusa - rozważać: "który bogacz może być zbawiony". Wskazywano bardzo jasno, że dobra materialne dane są w ludzkie ręce, by były rozdzielane potrzebującym. To jest obowiązek. Dodawano do tego refleksję, że tak naprawdę biedak czyni łaskę obdarowującemu go. Jakże wspaniale odpowiadają tej prawdzie słowa z Dziejów Apostolskich: "Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu" (Dz 20,35), które Jan Paweł II uczynił niegdyś motywem przewodnim swego Orędzia na Wielki Post. Troska ta jest aktualna dopóty, dopóki są ludzie biedni. Chrystus natomiast zapewnia nas, że tych zawsze będziemy mieli między sobą.

Pytanie, które musimy sobie postawić, związane jest z miejscem, jakie sobie wyznaczamy. Czy staję po stronie tych, którzy "powinni dawać", czy też tych, którzy są biedni i "powinni otrzymywać"? W dość powszechnie panującym niedostatku okazuje się, że uczynki miłosierne co do ciała nie są nam obce. Ciekawe jest to (ale i zastanawiające), że właśnie ludzie najmniej zamożni mają też najmocniej rozwiniętą cnotę "dawania" ("głodnych nakarmić, spragnionych napoić."). Oczywiście, jest również wiele osób dobrze sytuowanych, które doskonale spełniają wolę Chrystusa.

W ramach tejże troski funkcjonują najróżniejsze stowarzyszenia kościelne niosące pomoc potrzebującym. Na pierwszy plan wysuwa się działalność ośrodków Caritas. Warto jednak pamiętać, że od wieków taką pomoc świadczyły (i świadczą) parafie, bractwa i stowarzyszenia kościelne. Trudno byłoby je wszystkie wymienić. Pytanie, jakie sobie powinniśmy zadać, to problem naszego zaangażowania w tego rodzaju pomoc ofiarowaną Kościołowi w konkretnym człowieku.

Troska o świątynię i parafię,
o diecezję i Kościół powszechny

Tytuł jest mało precyzyjny, ale chodzi tu głównie o zewnętrzny kształt budowli i dzieł kościelnych. Czasy komunistyczne nauczyły nas, że całość troski o świątynię, plebanię, sale katechetyczne należy do księdza proboszcza. Trudno jest dzisiaj, gdy żyjemy w demokracji, przekonać wiernych do włączenia się chociażby we współdecydowanie i współodpowiedzialność za budowę, remonty. Sytuacja jest, oczywiście, różna w różnych parafiach, niemniej Kościół stara się przez tworzenie rad parafialnych uczynić tę troskę czymś zwyczajnym i powszechnym.

Wyrazem naszego zaangażowania na pewno są: zainteresowanie się stanem budynków kościelnych, chętne udzielanie pomocy przy podejmowanych w parafii pracach (zwyczajne porządkowanie cmentarza, sprzątanie kościoła), składanie ofiar na tacę (to nie jest własność księdza i nie ma sensu mówienie, że "księdzu nie dam, bo on i tak jest bogaty"; ponadto ważne jest zwrócenie uwagi na rzucanie na tacę nawet maleńkich sum przez dzieci i młodzież - jeśli teraz tego nie robią, nigdy nie nauczą się ofiarności), regularne wnoszenie ustalonych składek itp.

Wszystko, co odnosi się do parafii, dotyczy również diecezji i całego Kościoła. W ten sposób wspieramy inicjatywy Księdza Biskupa czy samego Ojca Świętego, pomagamy budować kościoły, szpitale, szkoły w krajach misyjnych. Zawsze najistotniejsze jest dawanie "z serca" - bez przymusu i ponaglania.

* * *

Powyższe refleksje na temat przykazań kościelnych są tylko próbą przybliżenia zagadnień bardzo istotnych dla Kościoła na początku III tysiąclecia. Zainteresowanym problematyką podaję podstawową literaturę:

.
1. Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2002 (wyd. Pallottinum)
2. Katechizm dla dorosłych, Kraków 1999 (wyd. WAM)
3. Breviarium Fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1988 (wyd. Św. Wojciecha)
4. List apostolski "Dies Domini" Ojca Świętego Jana Pawła II do Biskupów, Kapłanów i Wiernych o świętowaniu niedzieli, Watykan 1998 (wyd. Libreria Editrice Vaticana).

Ks. Tomasz Pełszyk

W 1985 r. ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Drohiczynie, wykładowca historii Kościoła, patrologii, ascetyki, teologii duchowości - głównie w Wyższym Seminarium Duchownym w Drohiczynie, diecezjalny ojciec duchowny kapłanów diecezji drohiczyńskiej, diecezjalny egzorcysta.

Nasz cykl związany z przykazaniami kościelnymi został bardzo pozytywnie przyjęty przez czytelników "Niedzieli". Zainteresowanych tą tematyką odsyłamy do książki ks. Mirosława Parackiego pt. "Przykazania Kościoła Katolickiego" (Pelplin 2004), która szerzej prezentuje nauczanie Kościoła w tym zakresie.

Tygodnik "niedziela" Nr 23 - 10 czerwca 2007r.