Historia pieszych pielgrzymek na Jasną Górę

 

Z całego kraju na Jasną Górę zmierza ponad 40 pielgrzymek pieszych. Wędruje w nich ok. 100 tys. osób. Pątnicy przemierzają łącznie ponad 15 tys. kilometrów szlaków przecinających całą Polskę. Historia pieszego pielgrzymowania do Częstochowy rozpoczęła się niemal z chwilą czczenia Maryi w Jej Cudownym Wizerunku.

Pierwsza zorganizowana pielgrzymka piesza przyszła do Sanktuarium w 1434 r. kiedy to po odrestaurowaniu Obrazu Matki Bożej zniszczonego po rabunkowym napadzie na klasztor, w uroczystej procesji przeniesiono Ikonę z Krakowa do Częstochowy. - To była pierwsza oficjalna pielgrzymka – zauważa paulin o. prof. Zachariasz Jabłoński, dodając, że w publikacji z 1869 r. autor zauważa, że „krakowska ziemia zachwycona tym pochodem rozpoczęła coroczne pielgrzymki”.

Według zachowanych kronik w XVI w. pątnicy przybywali z prawie 300 miejscowości znajdujących się w granicach Rzeczypospolitej i z około 50 położonych poza jej granicami. Większość wędrowało z odległości powyżej 60 kilometrów.

Od XVII w. pielgrzymki na Jasną Górę stały się tak ważną praktyką religijną, że nie odważono się wydać zakazu uczestniczenia w nich chłopom pańszczyźnianym. Wtedy też zaczęły wykształcać się specjalne szlaki pątnicze np. z Błonia pod Warszawą. Na to stulecie przypadają tez początki stałego pielgrzymowania z Kalisza czy z Żywca, czytamy w publikacji z cyklu „A to Polska właśnie – Jasna Góra” autorstwa: Antoniego Jackowskiego i paulinów o. Jana Pacha i o. Stanisława Rudzińskiego.

Na początku XVIII w. (1711 r.) do Częstochowy zaczęła corocznie wędrować Warszawska Pielgrzymka Piesza, która w tym roku wyruszyła już 300. raz, co stanowi swego rodzaju fenomen religijny i społeczny w Europie.

 

Historia pątniczego szlaku ze stolicy na Jasną Górę sięga początków osiemnastego wieku

Członkowie istniejącego przy kościele Świętego Ducha Bractwa Pana Jezusa Pięciorańskiego złożyli ślubowanie, że w imieniu mieszkańców Warszawy odbędą pielgrzymkę pieszą na Jasną Górę, jeśli ustanie szalejąca zaraza. Ta rozpoczęła swoje straszno żniwo od 1707 roku. Szczególne nasilenie zanotowano w czerwcu następnego roku. W mieście chowano codziennie setki zmarłych, krążyli kopacze by wywozić zwłoki poza miasto, domy pozamykano, klasztory opustoszały, a sąsiedni dominikanów zamarł na pewien czas wskutek śmierci ostatniego gospodarza. Żniwo zarazy było przerażająco wielkie. Miasto straciło około 30 000 mieszkańców. Tymczasem każdy dzień niósł ze sobą wiele nowych wydarzeń.

 W 1711 roku przybył do Warszawy nowo inkardynowany do zakonu o. Bernard Pągowski, któremu zlecono obowiązki promotora Arcybractwa Pięciorańskiego. Swoją bezpośredniością porwał całą społeczność do dawnych i nowych praktyk nabożnych. To właśnie w tym środowisku powstała myśl udania się na pielgrzymkę na Jasną Górę w nadziei uproszenia u Boga odwrócenia epidemii w Warszawie. Źródła notują okoliczności, z których wynika, że ową historyczną pielgrzymkę, już z tablicą wotywną podjęło 20 mężczyzn pod kierunkiem kuratora Bractwa Antoniego Gromadzkiego. W dniu 2 VII 1711 r. złożyli na Jasnej Górze srebrne wotum, będące wyrazem wiary w odwrócenie nieszczęść. Zachowane do dzisiaj, pokazuje na najwyższym planie postać Duch Św.., pod Nim wizerunek Madonny Jasnogórskiej, niżej postacie św. Pawła Eremity, św. Stanisława Szczepanowskiego, Stanisława z Oporowa, Józefa, Walentego, Aniołów Stróżów, Katarzyny, Barbary i Rozalii. Pod spodem wkomponowano makietę kościoła Św. Ducha, pod nią modlących się wiernych, a obok leżące zwłoki zadżumionych mieszczan. Ramkę napisów wieńczy u góry herb Arcybractwa: serce, dwie przebite dłonie i dwie stopy, u dołu jako herb Warszawy: leżąca Syrena z mieczem. Całą tablicę obwiedziono ramą, na której wygrawerowano słowa modlitwy: Sub Tuum presidium. Motyw wdzięczności odgrywał tutaj istotną rolę i wyrażał raczej postawę zaufania względem Pana Boga, niż asekuracji. Jeśli jeszcze w roku 1770 marszałek wielki koronny Stanisław Lubomirski mobilizował mieszkańców Warszawy do budowania wałów ochronnych przeciw "morowemu powietrzu", to wcale nie dziwi takie odwołanie się do Bożej wszechmocy. Pierwsza zatem warszawska pielgrzymka piesza wyruszyła na Jasną górę w 1711 roku i była aktem wdzięczności oraz wypełnieniem złożonego ślubowania. Złożono wtedy specjalne wotum w formie dużej srebrnej plakietki. Wotum to przechowywane jest w jasnogórskim Skarbcu. Od tej pamiętnej daty Bractwo Pięciorańskie przyjęło na siebie obowiązek organizowania i odbywania pielgrzymki. Można powiedzieć, że funkcję tę pełniło Bractwo aż do połowy XX wieku.

Najstarsza notatka dotycząca ilości pielgrzymów wykazuje liczbę 250 osób i pochodzi z 1823 roku. Jednym zaś z najtragiczniejszych i jednocześnie najdawniejszych, żywo tkwiących w świadomości pątników, jest wymordowanie całej pielgrzymki wraz z księdzem w 1792 roku przez wojska zaborcze. Każdego roku w ósmym dniu zdążania na Jasną Górę wszyscy pielgrzymi zatrzymują się na modlitwę przy tzw. "Grobach Pątniczych". Zbiorowa ich mogiła znajduje się na trasie do Częstochowy w odległości 10 km od św. Anny pod Przyrowem w kierunku Mstowa.

 Okres II wojny światowej i czas powojenny

Panowało dotychczas przekonanie, że lata okupacji niemieckiej stanowiły przerwę w tradycji pielgrzymkowej sięgającej 1711 roku. Wydawało się wprost niepodobieństwem, aby w latach narodowej nocy zdołano utrzymać ciąg pątniczej tradycji. Okazało się jednak, że było inaczej, że nawet .Powstanie Warszawskie nie przerwało tradycji pielgrzymowania. We wszystkich wypowiedziach i przekazach dotyczących tamtego okresu przejawiają |się pewne jednoznaczne prawidłowości. Uczestnicy pielgrzymek w czasie okupacji posiadali przede wszystkim głęboką świadomość kontynuowania istniejącej od dawna tradycji, poczuwali się do obowiązku podtrzymywania jej mimo niebezpieczeństw, jakie istniały w tamtych czasach. W pisemnym oświadczeniu p. Irena J. zdążająca w roku 1944 na Jasną Górę stwierdza: "Szłam tą samą trasą i od ludzi po drodze dowiadywałam się, że pielgrzymka idzie do Częstochowy, lecz w małych grupkach, po kilka osób ". Świadectwo to zasługuje na szczególne podkreślenie, gdyż osoba ta do 1974 roku uczestniczyła w pielgrzymce 50 razy. Nadto jako młoda wtedy jeszcze osoba zapewniała, że podczas Powstania Warszawskiego nie przerwano pątniczych tradycji. Także cennym świadectwem są wypowiedzi p. Stanisława Zaboklickiego, który przejął kierownictwo pielgrzymki od 1940 r., a od 1930 roku aż do ostatnich lat brał w tych pielgrzymkach udział. Szedł on także w latach 1940, 1941, 1942, 1943. Według jego relacji podczas okupacji pielgrzymka zawsze wychodziła z kościoła paulińskiego Św. Ducha i każdorazowo liczyła około 60-80 osób. Podobne stwierdzenie znajduje się w pisemnym oświadczeniu p. Eustachego N., który powołując się na rozmowy ze "starymi" pątnikami potwierdza także grupowy charakter pielgrzymki "rozrzuconej w większej przestrzeni po kilka osób".

Po zakończeniu wojny w 1945 pielgrzymka także wyruszyła. Tej pierwszą po wojnie prowadził ks. Stefan Batory, który zaledwie wyszedł z obozu "koncentracyjnego. Kapłan ten ze zgromadzenia Księży Orionistów, poprowadził pielgrzymkę nie z kościoła paulińskiego, bo ten był doszczętnie zniszczony, lecz od św. Jakuba. Na Jasnej Górze złożyli wieniec cierniowy z napisem na szarfie: "Naszej Jasnogórskiej Pani - zawsze wierna Warszawa". Od 1946 r. przewodnictwo objęli księża Misjonarze z kościoła św. Krzyża w Warszawie. Przez ten okres aż do roku 1949 włącznie wyruszała ona z tego właśnie kościoła, a prowadził ją ks. Dymek. W 1950 roku pielgrzymkę na powrót przejęli paulini, którzy powrócili do swego odbudowanego kościoła. O. January Stawiarsk - pierwszy przeor klasztoru paulińskiego w powojennej Warszawie tak relacjonuje tamte wydarzenia: "W kilka tygodni po przybyciu do Warszawy oznajmiono mi, że tradycyjna pielgrzymka, ostatnimi laty prowadzona przez księży misjonarzy powinna wrócić do paulińskiego kościoła. Udałem się do proboszcza Św. Krzyża, by omówić tę sprawę. Zgodzili się odstąpić nam kierownictwo pielgrzymki. Nie znaliśmy ludzi, korzystaliśmy z usług najbardziej nam oddanych. (...) Pielgrzymkę pobłogosławił, mszę św. odprawił i kazaniem zaszczycił J. E. Ks. Prymas. Trasa wiodła ulicami: Podwalem, Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem, Alejami Jerozolimskimi do kościoła św. Jakuba. Zapisanych było około 4 tysiące osób, a w ostatniej chwili jeszcze dołączyli inni. (...) Pielgrzymka na czele z asystą (...) szła piątkami, prawą stroną ulicy. Nikt nie zakłócał spokoju i śpiewu pieśni." W tym roku pielgrzymka rozpocznie się Mszą Świętą. przed kościołem oo. Paulinów o godz. 6.00. Zgłoszenia i bliższe informacje: od 1 do 5 sierpnia w godz. 9.00-19.00 - kościół i klasztor Paulinów, ul. Długa 3, tel. 22 831 45 75, 22 831 45 75, www.wpp.paulini.pl


Jak podkreśla o. Jabłoński wyprawy pielgrzymkowe na Jasną Górę podejmowali przedstawiciele wszystkich warstw społecznych. Dla wielu uczestników tych wędrówek była to często jedyna w życiu podróż. Stąd zawsze miały one nie tylko charakter religijny, ale i krajoznawczy i edukacyjny.

Wędrujące grupy pielgrzymów nazywano kompaniami. Nazwa ta w niektórych regionach Polski utrzymuje się do dzisiaj. Kompanie prowadził przewodnik, który wyznaczał trasę, miejsca i godziny postoju, modlitwy. Przewodnikami byli zazwyczaj świeccy. Gdy z grupą szedł kapłan to on przejmował obowiązki przewodnika. Bagaż był transportowany wozami jadącymi na końcu kompanii.

U stóp Jasnej Góry każdą pielgrzymkę witał paulin, który wprowadzał ją do Sanktuarium. Pobyt pątnika trwał od 1 do 4 dni. Jeszcze do początku XX w. większość wracała do domów pieszo.

Ruch pielgrzymkowy nie zamarł nawet w czasie II wojny światowej. Piesza Pielgrzymka Warszawska przyszła nawet podczas Powstania Warszawskiego.

Po wojnie liczba pieszych pątników, ze względu na uwarunkowania polityczne i społeczne, znacznie zmniejszyła się. Do połowy lat 70. piesze pielgrzymowanie ograniczało się jedynie do grup wyruszających z Warszawy i Łodzi. Z powodu różnych szykan inne pielgrzymki nie mogły się odbywać.

Od końca lat 70. obserwuje się zdecydowany rozwój ruchu pielgrzymkowego. Od czerwca do września na Jasną Górę przybywa ok. 200 tys. pątników. Do największych pielgrzymek należą: warszawska, radomska i tarnowska.

Znaczący wpływ na zwiększenie liczby pieszych pielgrzymów przybywających na Jasną Górę miał wybór na Stolicę Piotrową kard. Karola Wojtyły.
Wędrowanie do Częstochowy tysięcy wiernych bez wątpienia pozostaje swoistym fenomenem w skali świata.

 

Dlaczego idą pieszą?
   Czy nie mają pieniędzy na bilety? Przecież jest tak gorąco; nie ma właściwego odżywiania, prymitywne warunki sanitarne... Czy wolno narażać swoje lub czyjeś zdrowie, może nawet życie, tym bardziej dzieci, starców, chorych lub osób niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich? Nie lepiej i nie łatwiej modlić się u siebie w kościele czy domu, bo Pan Bóg jest wszędzie, a do Częstochowy spokojnie i bezpiecznie pojechać pociągiem, autokarem lub samochodem?
alt   Nie są to problemy i pytania „wyssane z palca” – pielgrzymi słyszą je na własne uszy, zanim ruszą w drogę, a także podczas drogi lub czytając prasę. W wielu ludziach piesza pielgrzymka budzi niezrozumienie istoty „rekolekcji w drodze", które mają wymiar pokutny i ekspiacyjny - za siebie i za innych. Nawet pielgrzymi, idący po raz pierwszy na szlak jasnogórski, mają tę właśnie świadomość, umacnianą podczas pielgrzymki.
   – Ileż to było obozów, wczasów, kiedy do kościoła była daleko, może dwa, może cztery kilometry, odległości nie do pokonania. Trzeba jakoś Panu Bogu oddać te kilometry. A jeszcze tyle duchowego marazmu, obciążeń, niepokoju... Postanowiłam jeden urlop spędzić inaczej – wyznaje Małgorzata, która w tym roku wybiera się na pielgrzymkę.

Pielgrzymka, znaczy pokuta
   Charakter pokutny pielgrzymki nakazuje z góry zgodzić się na przyjęcie wszystkiego, co niesie ze sobą droga pielgrzyma – pogodę: upał, zimno, deszcz, błoto, kurz; wysiłek marszu: obolałe nogi, pęcherze, odciski, uczulenia; zmęczenie fizyczne i psychiczne; „turystyczne” jedzenie; skromne warunki noclegowe; rezygnacja z wygodniejszych form wypoczynku; podejmowanie milczenia; posłuszeństwo przewodnikom; liczne nabożeństwa i modlitwy... Nie jest to jeszcze pełna „lista czynów pokutnych” podczas wędrówki.
   Możliwość pielgrzymowania trzeba sobie poczytywać za wielką łaskę Bożą. Wiele już razy wróżono koniec dla Kościoła, dla ludzi wierzących – także dla pielgrzymek. Tymczasem ruch ten jest niezniszczalny – nawet gdyby w jakimś okresie liczba pątników zmalała.

Co nimi kieruje?
   Dlaczego decydują się zamienić dni wakacyjnej sielanki na trudy pielgrzymowania? – Obserwując zachowania i rozmawiając z ludźmi, wyraźnie widać, że dominuje potrzeba wewnętrznych przeżyć. Młodzi i starzy idą przede wszystkim dla potrzeb duchowych. Intencje i prośby ofiarowane przez nich Maryi często dotyczą bardzo osobistych przeżyć. Pewien młodzian idzie, aby podziękować Bogu, że dostał się na studia, pewna kobieta idzie w intencji swojego niedawno zmarłego męża; dla niektórych rekolekcje w drodze i modlitwa czy rozmowa z duszpasterzem są formą duchowej terapii, jeszcze inni traktują ten czas jako dziękczynienie. Raczej nie dostrzegamy, aby pielgrzymka traktowana była jako forma wakacyjnej wycieczki, wszyscy podchodzą poważnie do sprawy – mówią księża przewodnicy Archidiecezjalnej Pieszej Pielgrzymki Gnieźnieńskiej na Jasną Górę.
   Osobiście ośmiokrotnie wędrowałem w gnieźnieńskiej pielgrzymce na Jasną Górę i wiem, że największą wartością jest doświadczenie braterstwa i wspólnoty. W codziennych przeżyciach często przeważa brak jedności, a nawet obcość i agresja. Na pielgrzymce, po kilku dniach wspólnej drogi, dotychczas nieznajomi stają się dla nas braćmi i siostrami. Powstaje klimat życzliwości, uczynności i on właśnie człowieka rozbraja, wyzwala dobro i uszlachetnia. Jest pokrzepieniem i źródłem nadziei na możliwość innych, lepszych relacji z bliźnimi.