24 lipca.

.

Święta Kinga, Księżna Polski

PIÓRKIEM I RYLCEM O ŚWIĘTYCH

Księżna Kinga

Kult księżnej krakowskiej i sandomierskiej Kingi - Kunegundy (1234-1291) z rodu Arpadów - szerzył się od XIV wieku. Beatyfikowana była w 1690 r., natomiast kanonizował ją Ojciec Święty Jan Paweł II 16 czerwca 1999 r. w Starym Sączu, podczas swojej VII podróży apostolskiej do Polski. W uroczystościach kanonizacyjnych uczestniczyły siostry klaryski z założonego przez Kingę klasztoru starosądeckiego (ona sama złożyła profesję zakonną w 1289).

Święta Kinga poślubiła Bolesława Wstydliwego, księcia krakowsko-sandomierskiego. Po najeździe tatarskim w 1241 r. Kraków i Sandomierz były tak zniszczone, że siedzibę dworu przeniesiono do naszego Korczyna, do istniejącego tu od 1212 r. zamku. Korczyn, rodzinna miejscowość Bolesława Wstydliwego, stał się bliski jego małżonce, która w zamku (nie przetrwał do naszych czasów) urządziła swój pierwszy dwór. Książę doprowadził do lokacji miasta na lewym brzegu Nidy. Wówczas otrzymało ono nazwę Nowe Miasto Korczyn. Małżonkowie w 1248 r. ufundowali w grodzie klasztor franciszkanów, w którego podziemiach pochowany został brat Kingi, królewicz węgierski Andrzej, zamordowany w 1290 r. w Chrobrzu podczas drugiego najazdu tatarskiego.

Ziemię Biecką i Korczyńską księżna Kinga uważała za swoją własność. Przetrwała tu pamięć o wielu jej dobroczynnych dziełach. Wiemy, że posiadała wieś Baranów k. Skalbmierza. Ze względu na te wszystkie związki księżnej z obecnym terenem diecezji kieleckiej, mówimy o niej "nasza św. Kinga". Ślad pamięci o świętej odnajdujemy w tradycji ludowej ziemi nowokorczyńskiej, w zachowanych podaniach i legendach o niej, wydanych drukiem w 1995 r. pod redakcją Grażyny Kańskiej. Po zamku korczyńskim i kościółku św. Mikołaja, w którym lubiła przebywać na modlitwie i gdzie ludzie doznawali łask za jej wstawiennictwem, ślad żaden nie pozostał. Jest tylko źródełko św. Kingi, o właściwościach leczniczych, w którego pobliżu na wysokim obelisku stoi figura księżnej.

Swoistym rodzajem czci dla św. Kingi jest ekslibris Jana Dubaja z Kielc, dedykowany Kindze Dubaj-Rozmus. Autor przedstawił księżną w habicie zakonnym klarysek, trzymającą makietę sądeckiego klasztoru, którym kierowała przez 13 lat.

J. W.

* * *

Miłość Boskiego Oblubieńca, która w życiu księżnej Kingi wyraziła się tylu czynami miłości bliźniego - ta właśnie miłość sprawiła, że przemijanie, któremu poddany jest każdy człowiek na ziemi, nie zatarło jej pamięci. Po tylu wiekach Kościół na ziemi polskiej dzisiaj daje temu wyraz (z tekstu homilii Jana Pawła II podczas Mszy św. i kanonizacji bł. Kingi 16 czerwca 1999 r. w Starym Sączu).

Tygodnik "niedziela" Nr 29 - 21 lipca 2002r.

* * *

Św. Kinga, Księżna Polska
urodzony dla świata 1234 roku,
urodzony dla nieba 24.07.1292 roku,
beatyfikowany 1690 roku,
kanonizowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 16.06.1999 roku w Starym Sączu
wspomnienie 24 lipca

góra

* * *

.

24 lipca

Żywot błogosławionej Kunegundy,
księżny polskiej

(Żyła około roku Pańskiego 1260)

Kunegunda albo Kinga była córką króla i węgierskiego Beli IV, brata rodzonego świętej Elżbiety, księżny turyngskiej, i siostrzeńca świętej Jadwigi. Zaledwie na świat przyszła, na podziw i zdumienie wszystkich obecnych wyraźnie pozdrowiła Najświętszą Pannę jako "Królową Niebios i Matkę Króla aniołów". Od kolebki okazywała osobliwsze zamiłowanie w pokorze, postach i modlitwach i wielkie zdolności do nauk.

Zaledwie doszła lat piętnastu, osiemnastoletni Bolesław, książę krakowski i sandomierski usłyszawszy o jej wdziękach i niezrównanych zaletach, poprosił o jej rękę. Chociaż monarcha ten słynął z cnót i rzadkiej urody, Kunegunda długo się wahała, czy ma wstąpić w stan małżeński i dopiero łzy i usilne prośby rodziców wymogły na niej przychylenie się do ich życzeń. Ze smutkiem i obawą pojechała na ślub do Krakowa, ciągle zasyłając modły do Boga za siebie i za narzeczonego, błagając Niebo o łaskę, aby i jej małżonkowi pozwoliło zachować czystość ciała i serca.

Niebiosa wysłuchały jej szczerych modłów, gdyż narzeczony przyrzekł jej w dniu ślubu, że przez rok cały uszanuje jej skromność i wstydliwość.

Jako księżna była Kunegunda najdoskonalszym wzorem matki poddanych, otaczając ich pieczołowitością i starając się gorliwie o chwałę Bożą. Po upływie roku uklękła przed małżonkiem, ponawiając swą prośbę, ażeby jej jeszcze przez rok pozwolił zachować czystość dziewiczą "z miłości ku Niepokalanej Dziewicy". Po krótkim namyśle rzekł Bolesław: "Jeżelim przez rok cały z miłości ku tobie zrzekł się praw małżeńskich, zgrzeszyłbym, gdybym tego nie miał uczynić z miłości Maryi Panny".

Ucieszona zgodą męża dziękowała Kunegunda Bogu wśród łez, modlitw i postów za niespodziewaną łaskę i tym gorliwiej pełniła obowiązki matki swych poddanych, czyniąc jak najwstrętniejsze posługi około chorych i kalek po szpitalach i pielęgnując ich po całych nocach. Ze względu na wysokie dostojeństwo swoje nosiła wprawdzie szaty królewskie, ale pod nimi miała pokutną włosiennicę.

Gdy nadeszła druga rocznica ślubu, Bolesław zaczął się natarczywie dopominać, ażeby mu pozwoliła korzystać z praw małżeńskich, pragnął bowiem mieć potomka i spadkobiercę korony, ale Kunegunda, padłszy przed nim na kolana, znów go błagać poczęła, ażeby "z miłości do świętego Jana Chrzciciela" zechciał jeszcze poczekać rok jeden.

Młody monarcha uważał tę prośbę za szyderstwo, toteż rozgniewał się mocno, przeniósł swe mieszkanie do odległego zamku i zagroził jej, że na nią spadnie odpowiedzialność, jeśli jej nie dotrzyma wiary małżeńskiej. Niezachwiana w ufności do Boga odpowiedziała Kunegunda: "Zanadto mi jest znana sumienność twoja i bojaźń Boża, iżbym się miała lękać o twą wierność małżeńską". Bolesław zwrócił się teraz do spowiednika swojej małżonki i zapytał go, jak się ma nadal zachować. Spowiednik tak do niej przemówił: "Wolno ci było iść za mąż, albo zostać w stanie panieńskim, jeżeliś jednak poszła za mąż, powinnaś spełniać obowiązki przywiązane do tego stanu. Twa ciotka, święta Elżbieta, jako też święta Jadwiga, rodziły synów i córki, a jednak żyły świątobliwie na tej ziemi i zasłużyły sobie na koronę niebieską".

Przerażona tymi słowy błagała Kunegunda dzień i noc Boga wśród postów i serdecznego płaczu o oświecenie i wybawienie z tych udręczeń i wątpliwości. Bóg wysłuchał jej modlitw. Gdy w kilka dni potem Kunegunda spotkała swego kapelana, przemówiła do niego w ten sposób: "Mylisz się, zacny kapłanie, jeśli mnie porównujesz z świętą Elżbietą i Jadwigą. Tych niewiast wiara i cnota była silna i niewzruszona, ja zaś jestem istotą słabą i nieudolną, i obawiam się, abym się nie stała niewolnicą ciała i pokus zmysłowości. Zresztą nie jest to rzecz pewna, że Bóg mi da dzieci i nie warto wzamian za nadzieję potomstwa poświęcać wiekuistą chwałę dziewictwa".

Nieugięta stałość broniącej swego przekonania księżny ściągnęła na nią nowe strapienie, gorzkie wyrzuty męża i szemrania ludu, mimo to jednak Kunegunda nie upadała na duchu i jałmużną, życiem pokutniczym i modlitwą starała się uprosić swego patrona świętego Jana Chrzciciela i Matkę Boską, aby się za nią do Boga wstawić raczyli. Niebiosa wysłuchały jej gorących modłów. Pewnego dnia w zachwyceniu miała osobliwsze widzenie. Zdawało się jej, jakoby Bolesław wychodząc z nabożeństwa uprzejmie ją powitał i pochwalił jej wytrwałość, z solennym przyrzeczeniem, że przez całe życie stosować się będzie do jej woli. Po trzech dniach wszystko ziściło się co do słowa.

Święta Kunegunda

Radość Kunegundy nie miała granic. Pełna wdzięczności dla Nieba oddała się odtąd całkiem dziełom pobożności i niejednokrotnie ocaliła kraj od utrapień i najazdów wrogów. Cudownym sposobem odkryła też kopalnie soli w Bochni i Wieliczce, które stanowiły później jeden z najgłówniejszych dochodów kraju. Z dziwną roztropnością umiała usuwać i zażegnywać wielkie zgorzszenia, godzić powaśnione stadła, wspierać ubogie położnice, wyposażać biedne dziewczęta i pocieszać strapionych.

Król zatwierdził jej zamiar założenia klasztoru dla dziewic, które miały się nieustannie modlić o dobro ludu i zbawienie duszy fundatorów, i wkrótce stanął wspaniały klasztor klarysek w Starym Sączu, obliczony na sto panien.

Po śmierci Bolesława domagała się szlachta usilnie, aby Kunegunda objęła rządy po nim, ale pokorna wdowa nie dała się uprosić, lecz rozdzieliła całe swoje mienie między ubogich, nie wyjmując ślubnego pierścienia, i jako prosta zakonnica wstąpiła do założonego przez siebie klasztoru. Tu była dla sióstr zakonnych żywym przykładem posłuszeństwa, pobożności i świątobliwości, tu miewała częste objawienia, tu również zasłynęła rozlicznymi cudami. Umarła dnia 24 lipca 1292.

Polacy uważają ją za swą patronkę, co też papież Aleksander III dekretem zatwierdził.

Nauka moralna

Wszyscy młodzieńcy, nowozaślubieni i ci, którzy przystępują do ołtarza, aby zawrzeć wobec Pana nad pany śluby dozgonne, niech pomną na to, że odtąd mają zostać na całe życie połączeni węzłem nierozerwalnym, że ta chwila stanowi o ich dozgonnym szczęściu lub nieszczęściu i że jak wobec Boga podają sobie dłoń i ślubują wzajemną wiarę, tak też przed Bogiem kiedyś będą zdawali sprawę z zachowania tych ślubów. Śmierć ich tylko rozłączyć zdoła, bo zawarli związek nierozerwalny. Związek ten jest obrazem tajemniczego węzła łączącego Chrystusa z Jego Kościołem. Wielką tę prawdę głosi nam święty Paweł tymi słowy: "Sakrament to wielki jest, a ja mówię w Chrystusie i w Kościele" (Ef. 5,32). Syn Boski, Jezus Chrystus, wraz ze swą oblubienicą, Kościołem świętym, z którym się połączył na całe życie w chwili, gdy był rozpięty na krzyżu, jest obrazem stanu, do którego wstąpić zamyślają młodzi Kto to rozumie i uznaje, nie potrzebuje dalszych objaśnień o obowiązkach małżonków. Niech młodzi pamiętają o tym, że ich czeka krzyż w tym świętym stanie; niech wiedzą, że czekają ich różne troski, strapienia, smutki i boleść. Mimo to wszystko nie powinni upadać na duchu, lecz prosić Boga o łaskę Jego i skuteczną pomoc. Bóg jest niewyczerpanym źródłem wszelkich łask. W chwili, gdy kapłan stułą wiąże ich dłonie, staje sam Przedwieczny przed nimi, gotów zlać na nowe stadło obfity zdrój błogosławieństw i łask swoich, jeżeli serca młodych będą czyste, jeśli małżeństwo będą uważali za święte i za jedną z dróg do Nieba. Taką drogą do Nieba będzie tylko małżeństwo, które zawarte zostało nie w ziemskich widokach pychy, dla marnego grosza, wysokiego pokrewieństwa, lecz którego podstawą jest zgoda charakterów, wzajemna wyrozumiałość, jako też szczera i rzetelna pobożność.

Modlitwa

Boże, któryś świętą Kunegundę słodyczą błogosławieństw Twoich uprzedził i dziewicą na wet w małżeństwie zachował, spraw łaskawie, prosimy, abyśmy za jej wstawieniem, czystością obyczajów z Tobą się jednoczyli, a w jej ślady wstępując do Ciebie szczęśliwie dojść mogli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Słony rachunek

Tekst Marcin Jakimowicz

Władza deprawuje - narzekamy. Tymczasem z domu świętej Kingi (zwanej też Kunegundą) pochodziło aż kilkoro świętych. Była córką samego króla węgierskiego Beli IV i Marii, córki greckiego cesarza. Z jej najbliższej rodziny na ołtarze trafili: święty Stefan i jego syn, królewicz Emeryk, święty Władysław i Elżbieta oraz błogosławione: Małgorzata, Jolanta i Konstancja - siostry Kunegundy.

Kinga, pięcioletnia węgierska królewna, w 1239 została zaślubiona księciu sandomierskiemu Bolesławowi. Przybyła do Polski i w Wojniczu spotkała się z kandydatem na męża. Ślub nastąpił jednak dopiero po 1246 r., gdy Kinga ukończyła 12 lat. Podczas uroczystości weselnych nakłoniła męża, by na rok ślubował bezwzględną czystość. Bolesław zgodził się. Podobne śluby uczynił po roku, a po kilku latach w katedrze wawelskiej przysiągł dozgonną czystość. Stąd wziął się jego przydomek "Wstydliwy".

Kinga zamieszkała w Sandomierzu. Wielu było zdumionych jej skromnością i pokorą. Podobno ubłagała ojca, by w wianie nie dawał jej złota i kosztowności, gdyż związane są z cierpieniem i łzami, ani roju służby, bo jest znamieniem pychy. Pragnęła tylko jednego skarbu - soli. Była ona wówczas bardzo droga, czasem dorównywała wartością złotu. Król Węgier zgodził się. Podarował córce najbogatszą kopalnię Siedmiogrodu w Marmarosz. Kinga biorąc ją w posiadanie, miała wrzucić do szybu swój zaręczynowy pierścień.

* * *

Jest opiekunką ubogich. Nawet zamknięta za murami klasztoru własnoręcznie szyła dla nich odzienie. Czy widział ktoś taką księżną?

Do nieznanej Polski wzięła z sobą doświadczonych górników węgierskich. Zaczęli szukać soli nad Wisłą. Znaleźli ją w Bochni. I wówczas, powiada legenda, zdarzył się cud. "W pierwszym bałwanie (bryle) soli, który wykopano, pierścień się on jej znalazł, który ujrzawszy Kunegundą i poznawszy, dziękowała Panu Bogu, który dziwy czyni tym, którzy Go miłują" - notował ks. Piotr Skarga.

Tyle legenda. Ale rzeczywiście za życia Kingi rozwinęło się wydobywanie soli. Do dziś w kopalni w Wieliczce na głębokości 101 metrów można pomodlić się w wykutej na cześć Świętej i podziemnej kaplicy. Jest największa na świecie, cała wykonana z soli, może pomieścić nawet pięćset osób.

Kinga była prawdziwą ewangeliczną solą ziemi. Na książęcym dworze panowała franciszkańska atmosfera. Kinga zafascynowana życiem Biedaczyny z Asyżu kilka razy dziennie modliła się w kaplicy, rano słuchała w kościele Mszy, odprawiała nocne czuwania. Wspierała nędzarzy i chorych. Odwiedzała ich w domach i szpitalach.

Były to czasy ogromnych niepokojów. Kinga aż trzykrotnie przeżyła najazd Tatarów. W 1287 roku broniła się przed nimi na pienińskim zamku. Po śmierci męża, rozdawszy swe kosztowności ubogim, wyjechała do Starego Sącza. Założyła tu klasztor klarysek i zamieszkała w nim do śmierci. Wprowadziła pacierze, kazania i pieśni w języku polskim. Była bardzo popularna: pienińscy przewodnicy do dziś opowiadają legendy o cudownym odkryciu Dunajca i Tatrach, które powstały z porzuconej korony księżnej.

Kanonizowana przez Jana Pawła II w Starym Sączu, jest patronką Polski i Litwy i opiekunką ubogich. Kroniki wspominają, że nawet zamknięta za murami klasztoru własnoręcznie szyła dla nich odzienie. Czy widział ktoś taką księżną?

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 30 - 23 lipca 2006r.

góra

 

Żywot świętej Krystyny, panny i Męczenniczki

(Żyła około roku Pańskiego 200)

Święta Krystyna była córką poganina Urbana, który we Włoszech w mieście Tyrze pełnił służbę starosty. Nierzadko w jego domu pociągano chrześcijan do odpowiedzialności i kuszono ich rozmaitymi udręczeniami do porzucenia wiary Chrystusowej. Mała dziewczynka ze łzami w oczach podziwiała cierpliwość, niewzruszoną wytrwałość i ochoczość, z jaką wyznawcy nowej wiary znosili największe męki, a nawet śmierć, pytała przeto służebnicy, czemu ci ludzie wśród najsroższych cierpień okazują taką pogodę umysłu. Służebnica, która była chrześcijanką, wtajemniczyła ją w prawdy wiary Jezusowej i przysposobiła do chrztu świętego, a kapłan nadał dziewczątku imię Krystyny.

Urban, niechętnie widząc litość, jaką jego dwunastoletnia córeczka okazywała chrześcijanom, wyznaczył jej osobne mieszkanie, ozdobił je bożyszczami ulanymi ze złota i srebra, wręczył jej pewną ilość kadzidła i nakazał służebnicom dawać baczenie, aby ich pani codziennie składała bogom ofiary.

Krystyna modliła się żarliwie w samotności i ani świec nie paliła przed bożyszczami, ani kadzeniem czci im nie oddawała. Niewolnice przypomniały jej pewnego dnia: "Pani, już od tygodnia zaniedbujesz ofiary bogom; pomnij na to, że gniew ich spadnie na nas i przyprawi nas o zgubę". "Nierozsądne - rzekła dziewica - jakież brednie prawicie! Ślepym świec nie palę, głuchych nie proszę o posłuch; żywemu tylko Bogu, władcy Nieba i ziemi, przynoszę ofiarę prawdy i miłości". Niewolnice, przestraszone tymi słowy, uwiadomiły o tym ojca Krystyny, który zagroził jej: straszną zemstą, gdyby nieśmiertelnym bogom nie oddała czci przynależnej.

Krystyna nie ulękła się pogróżek i nie troszczyła się wcale o bożków, w nocy zaś wychodziła z domu na tajne nabożeństwa chrześcijan, odwiedzała więźniów, krzepiła ich na duchu, i rozdarowywała ubogim wszystko co posiadała. Wierzyła tak gorąco, że potłukła kosztowne posągi bożyszcz na drobne kawały, a za złoto tym sposobem uzyskane zakupywała chleb dla zgłodniałych. Gdy ojciec dowiedział się o tym co zaszło, wybuchnął srogim gniewem i zapytał córkę: "Czyś oszalała do tego stopnia, że ważysz się rękę podnieść przeciw bogom?" "Miły ojcze - odparła Krystyna - jacyż mi to bogowie, których zdruzgotać zdoła ręka dziecięca! Martwe to raczej postacie ulane z kruszcu. Jeden tylko jest Bóg, wiekuisty, niewidzialny, i tego wielbię". Zapalony niepohamowanym gniewem Urban znieważył ją czynnie, a potem kazał niewolnikom siec ją rózgami. Krew lała się z pleców i bioder dziecięcia, kawały skóry i ciała spadały pod silnymi razami na ziemię, ale Święta nie zachwiała się. Po tej strasznej kaźni kazał ją ojciec zamknąć w więzieniu, sam zaś usunął się do komnaty, oddany na łup gniewu, wstydu i żalu. Wszyscy krewni, znajomi i przyjaciele wśród łez i zaklęć błagali Krystynę, aby była posłuszna woli ojca, ale nadaremnie. Zdecydowana na wszystko panienka odpowiedziała: "Życia chętnie gotowam się wyrzec, ale nigdy nie porzucę swej wiary".

Okrutny Urban wpadł tedy na szatański pomysł. Kazał córkę przywiązać do koła, rozniecić pod nim ogień, obracać ją jak na rożnie i polewać olejem, ale anioł obronił ją od poparzenia i spalenia, podniósł się bowiem silny wiatr, skierował płomień i wrzący olej na katów i kilku z nich strasznie poparzył. Cud ten nie tylko nie przekonał Urbana, lecz przyprawił go o gniew wściekły i niepohamowany. Męczennicę wtrącono z powrotem do więzienia, a rozjątrzenie Urbana tak się wzmogło, iż paraliżem ruszony nagle umarł.

Święta Krystyna

Krystyna zalała się gorzkimi łzami dowiedziawszy się o śmierci rodzica i modliła się dzień i noc o łaskę wytrwałości.

Następca Urbana, Dion, kazał Krystynę zawieść do świątyni Apollina, aby uroczystą ofiarą starała się zjednać sobie przychylność bożka. Gdy Krystyna weszła do świątyni, posąg Apollina runął z ołtarza i rozprysnął się na tysiąc kawałków, zaczem Dion kazał ją wrzucić do żelaznej kołyski napełnionej wrzącą smołą. Krystyna przeżegnała się i weszła w nią ze słowami: "Słusznie czynicie, kładąc mnie w kołyskę, gdyż rok właśnie minął, odkąd chrztem świętym odrodziłam się w duchu", nie poniosła wszakże żadnej szkody na ciele i śpiewała hymny i pobożne pieśni na chwałę Boga. Dion, nie mogąc znieść poniżenia, jakiego doznała jego pycha, runął paraliżem ruszony martwy na ziemię. Wielu świadków tego zdarzenia przyjęło wiarę Chrystusową, a Męczennica wróciła do więzienia. Następcą Diona był Julian. Cieszył się on nadzieją przełamania uporu dziewicy i pozostawił jej do wyboru, co woli, czy uczcić bogów rzymskich, czy też zginąć w czeluściach rozpalonego pieca. Krystyna nie zawahała się w wyborze i przejęta nadziemskim zachwytem znowu opiewała w płomieniach chwałę Boga. Sąd, przypisując ten cud siłom czarodziejskim, kazał ją zamknąć w jamie napełnionej jadowitymi gadami, wszakże żaden wąż nie tknął jej, a dziewica wdzięcznością przejęta, wielbiła miłosierdzie Boże. Nie posiadając się w gniewie, kazał jej tyran wyrwać język, ale Krystyna za łaską Bożą i bez niego sławiła Zbawiciela. Widzowie, zdumieni tym cudem mimo woli uznali potęgę Pana nad pany i uwierzyli w Chrystusa, a Julian, zawstydzony stałością nieletniej dziewicy, kazał ją przeszyć strzałami. Ugodzona w samo serce, zakończyła żywot doczesny, po czym jeden z krewnych, wzruszony jej stałością i pobożnością, wyprosił sobie zwłoki Męczennicy i uczciwie je pogrzebał.

Nauka moralna

Czyimże dziełem była ta nieugięta stałość, nieulękłość, cierpliwość i niepojęta wytrwałość świętej Krystyny? Na to jedna tylko jest odpowiedź: cuda te sprawiła łaska uświęcająca.

Łaska ta wytwarza w człowieku trzy cnoty, trzy dary nadprzyrodzone, tj.

dar wiary w Boga Ojca,

dar nadziei w Jezusie Chrystusie jako oswobodzicielu i Zbawicielu naszym,

i dar miłości ku Duchowi świętemu, w którym jednoczy się niejako miłość Ojca i Syna.

Święty Tomasz z Akwinu tłumaczy i wyjaśnia to działanie łaski uświęcającej w ten sposób: "Jak łaska naturalna, która czyni człowieka człowiekiem, udziela mu sił i zdolności czynienia i osiągnięcia tego, co człowiek ma czynić i osiągnąć, tak łaska uświęcająca, która go czyni nową istotą, dziecięciem Boga, udziela mu tych sił i zdolności, za pomocą których może to czynić i to osiągnąć, co osiągnąć powinien jako dziecię Boże, tj. szczęście w Bogu". Okażmy przeto wdzięczność Bogu, uświęcając i oczyszczając skłonności i popędy naturalne aktami wiary, nadziei i miłości.

Łaska uświęcająca wytwarza w duszy naszej cztery cnoty kardynalne:

mądrość,

sprawiedliwość,

wstrzemięźliwość

i męstwo.

Toteż św. Antoni mówi jak następuje: "Jak ze słońca wychodzą promienie ogrzewające i ożywiające naszą ziemię, tak z łaski Bożej płyną cnoty zdobiące dusze". Podziwiajmy dobroć Boga, który nie tylko nas przyjął za dzieci swoje i stworzył nas istotami zdolnymi pojąć i miłować Go, ale opatrzył nas siłą budowania bliźnich, czynienia im dobrze i wpływania na ich poprawę. Korzystajmy przeto z tych nadprzyrodzonych sił i darów, tak jak św. Krystyna, abyśmy kiedyś mogli wejść do Królestwa niebieskiego i oglądać oblicze Stwórcy i Pana naszego.

Modlitwa

Prosimy Cię, Panie, aby święta Krystyna, Panna i Męczenniczka, wyjednała nam przebaczenie grzechów za pośrednictwem owych licznych zasług, jak również cnoty czystości i męstwa, którymi ją w męczeństwie obdarzyłeś. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937

Źródło Internet Parafia Matki Bożej w Rudzie Śląskiej