10 lipca

Żywot świętej Felicyty i jej synów, Męczenników

(Żyli około roku Pańskiego 150)

Za panowania cesarza rzymskiego Antonina (138 - 161) żyła w Rzymie wdowa, matka licznego potomstwa, święta Felicyta. Znakomita rodem i wysokimi zaletami duszy, przysięgła przed trumną męża, że zostanie zawsze wdową, aby wychować swych siedmiu synów na chwałę Boga i na prawdziwych wyznawców wiary świętej. Działalność i przykład tej św. niewiasty przeciągnęły tylu pogan na łono Kościoła, iż kapłani rzymscy stanęli przed cesarzem i żalili się przed nim, mówiąc: "Nie godzi ci się dłużej znosić zuchwalstwo tej niewiasty, wyznającej wiarę Chrystusa i odwracającej Rzymian od oddawania czci należnej nieśmiertelnym bogom, stróżom i opiekunom państwa. Bogów, zagniewanych na ciebie i kraj, w ten tylko sposób przebłagasz, jeśli Felicytę i jej dzieci zmusisz do uczczenia ich ofiarą i całopaleniem".

Antonin zdał tę sprawę w ręce prefekta miejskiego Publiusza. Publiusz starał się na wszelki sposób skłonić Felicytę do uczczenia bogów ofiarą, obiecywał jej łaskę cesarza, jak najprzyjemniejsze życie na ziemi, ziszczenie jej życzeń, a w razie oporu groził jej zemstą i srogimi karami, ale święta niewiasta odparła: "Smuci mnie, że tak mało znasz chrześcijan. Nie myśl, aby twe groźby miały mnie odstraszyć, a twe obietnice zachęcić. Pochlebiam sobie, że mocą Ducha św., który mi doda sił do walki, przezwyciężę pokusy i nagabywania szatana, na które mnie wystawiasz". "Nędznico! - zawołał Publiusz - czyż tak bardzo pożądasz śmierci, że nawet własnych synów życie lekce sobie ważysz? Bądź przekonana, że jeśli ciebie życia pozbawię, to i twych dzieci nie oszczędzę!" "Dzieci moje - odparła Felicyta - wiecznie z Chrystusem żyć będą. Byłyby stracone na zawsze, gdyby miały czołem bić przed twymi bożkami!"

Nazajutrz zwołał Publiusz grono sędziów, kazał przyprowadzić Felicytę i jej siedmiu synów i przemówił do jej serca macierzyńskiego: "Oto synowie twoi. Czy ci się serce nie kraje na ich widok? Wszystkie godności i dostojeństwa stoją dla nich otworem. Ulituj się nad nimi i nie odbieraj im życia, które im dałaś". Świątobliwa matka z uroczystą powagą odpowiedziała: "Miłosierdzie twoje zakrawa na bluźnierstwo. Gdybym posłuchała twej rady, byłabym wyrodną matką" - po czym zwróciwszy się do synów, dodała z rozczuleniem: "Spójrzcie w niebo, najmilsi, gdzie was oczekuje Chrystus w otoczeniu świętych Pańskich! Wytrwajcie przy Nim statecznie i walczcie mężnie na swoje zbawienie". Za te słowa Publiusz wypoliczkował ją i rozkazał najstarszemu z synów, Januaremu, oddać cześć cesarzowi i bożkom. Zagadnięty oświadczył, że nie usłucha przewrotnej rady, i że ma nadzieję w Bogu, iż ten doda mu sił do odparcia pokusy. Prefekt kazał go za to osmagać i zwrócił się do drugiego syna, Feliksa, ale z nielepszym skutkiem. Szlachetny młodzian odezwał się w te słowa: "Jeden tylko jest Bóg, którego wielbimy i do którego modły zanosimy. Nie marz o tym, ażebym ja lub którykolwiek z mych braci miał odstąpić Chrystusa. Ani biczowanie, ani wyrok śmierci nie zmusi nas do wyrzeczenia się wiary i uznania waszych bogów". Trzeci syn, Filip, podobnie odpowiedział na wezwanie: "Wasi bogowie nie są ani bogami, ani wszechmocni. Są to martwe bożyszcza, a kto ich czci, traci zbawienie wieczne". Do czwartego młodziana, Sylwana, przemówił Publiusz groźnym głosem: "Jak widać, zmówiliście się ze swoją matką na wzgardę i lekceważenie rozkazu cesarskiego". "Gdybyśmy chcieli uniknąć niebezpieczeństwa śmierci - odparł młodzian - wystawilibyśmy się na kary wieczyste. Wiemy, że sprawiedliwy wejdzie do chwały niebieskiej, a grzesznik zostanie odrzucony, dlatego też wolimy słuchać Boskich, aniżeli ludzkich przykazań". Publiusz przywołał potem piątego chłopca, Aleksandra, delikatne pacholę, i starał się ująć go pochlebstwami: "Miejże wzgląd na twe młode lata, oddaj cześć bogom i pozostań przyjacielem cesarza!" Zagadnięty odrzekł: "Jestem przyjacielem Chrystusa. Jego wyznaję ustami, Jego chowam w sercu, Jego wielbię nieustannie; wiek mój, nad którym się litujesz, ma roztropność starca, której wcale nie znasz. Ubóstwiam tylko jednego Boga, którego panowanie jest wieczyste, a twoi bogowie wraz ze swymi czcicielami przepadną na wieki". Potem zapytał prefekt szóstego syna. Witalisa: "Wszakże ci milej żyć, niźli umierać. Złóż przeto ofiarę bogom!" Chłopczyk nie ociągał się z odpowiedzią: "Właśnie dlatego - rzekł - że żyć pragnę, wielbię prawdziwego Boga, a nie fałszywych". - Rozjątrzony odmową wezwał wreszcie Publiusz najmłodszego z chłopców, Marcjalisa, aby oddał cześć cesarzowi i bogom, jeśli nie chce ulec srogiej kaźni, ale malec nieustraszony odpowiedział: "Niedawno temu ochrzcił mnie kapłan świątobliwy i ostrzegł mnie, abym pozostał wiernym Bogu i wyznawał Chrystusa, chociażbym miał znosić prześladowanie i poniewierkę. Chrystus za nas przelał krew i żąda od nas, abyśmy Go miłowali. Spełnię, com temu kapłanowi ślubował. Nie mów mi więcej o swych bogach. Wszyscy bowiem, którzy nie wierzą, że Chrystus Pan jest jedynym Bogiem, zostaną strąceni do piekieł".

Prefekt, zdjęty zdumieniem i gniewem wszystkie akta i protokoły wręczył cesarzowi, który rozjątrzony oporem, jaki śmiała stawić jego rozkazom słaba niewiasta z siedmiorgiem małoletnich dzieci, polecił sędziom, aby na winowajców wydali wyrok śmierci. Feliksa i Filipa zatłuczono na śmierć kijami; Januarego smagano rzemieniami, do których były przymocowane kule ołowiane, póki ducha nie wyzionął; Sylwana zepchnięto ze skały w przepaść; Aleksandra, Witalisa i Marcjalisa skazano na ścięcie. Felicyta musiała patrzyć na te egzekucje, lecz nie tylko okazała moc duszy niezwyczajną, ale zachęcała synów do wytrwałości i stałości. Trzymano ją potem jeszcze cztery miesiące w więzieniu i dopiero po upływie tego czasu skazano ją na ścięcie.

Nauka moralna

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: "Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszy ciel owi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Modlitwa

O święta Felicyto i wy wszyscy Święci! Wybłagajcie nam u Boga łaskę silnej i niewzruszonej wiary i niezachwianej nadziei, abyśmy, jeśli kiedykolwiek na nas spadnie utrapienie jakie, znieśli je z tą stałością i cierpliwością, jaka wam zjednała królestwo niebieskie i szczęście wiekuiste. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który siedzi po prawicy Ojca i króluje po wszystkie wieki wieków. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

Źródło Internet Parafia Matki Bożej w Rudzie Śląskiej