11 lipca.

św. Benedykt z Nursji

.

św. Benedykta - Patrona Europy

Głos naszych czasów, które przeżywamy z trwogą i drżeniem, mówi nam, że ludzie coraz bardziej dążą do jedności. Wyczuwa się potrzebę większej obustronnej znajomości między jednostkami i między narodami. Ale dzisiaj zwłaszcza Europa próbuje urzeczywistnić swoją jedność, nie tylko ekonomiczną, lecz także społeczną i polityczną, z poszanowaniem jednak poszczególnych narodowości.

Liczne i złożone są problemy, które muszą być podjęte i rozwiązane, od pola kulturalnego i szkolnego do pola prawnego i ekonomicznego.

Ale słuchając św. Benedykta, którego Pius XII określił mianem Ojca Europy i którego Paweł VI ogłosił jej niebieskim Patronem, czasy pobudzają do coraz intensywniejszego wzajemnego zrozumienia, które by zwyciężyło i przewyższyło nierówności społeczne, egoistyczną obojętność, przemoc, nietolerancję.

I czyż to nie jest orędzie wiary chrześcijańskiej? Takiej wiary chrześcijańskiej, która jest duszą i duchem Europy, i która wzywa nas, abyśmy byli cisi, cierpliwi, miłosierni, wprowadzający pokój, czystego serca, ubodzy duchem, łaknący i pragnący sprawiedliwości (por. Mt 5,1-12)...

Głos św. Benedykta łączy się w ten sposób z głosem czasów. Programem życia niech będą dla Europy i dla wszystkich Błogosławieństwa!

Pragniemy modlić się o pokój Chrystusowy; i jeżeli widzimy całe aktualne poszukiwanie większej jedności między narodami europejskimi, spodziewamy się, że zaprowadzi ono także do głębszej świadomości korzeni - korzeni duchowych, korzeni chrześcijańskich, ponieważ jeżeli trzeba budować wspólny dom, trzeba także zbudować głębszy fundament. Nie wystarcza fundament powierzchowny. A ten głębszy fundament - widzieliśmy go także w naszej analizie - musi być zawsze "duchowy".

Św. Benedykt
Fot. Archiwum Opactwa Tynieckieg

Skierujmy ku Najświętszej Maryi nasze spojrzenie i nasze serce! Niech nas Ona wspomaga, abyśmy wszyscy byli zgodni w zjednoczeniu Europy i całego świata w jednym słońcu, którym jest Chrystus!

Jan Paweł II

Tygodnik "niedziela" Nr 28 - 10 lipca 2005r.

góra

* * *

.

21 marca
obecnie 11 lipca

Żywot św. Benedykta,
założyciela zakonu na Zachodzie

(Żył około roku Pańskiego 540)

Święty Benedykt, założyciel wielkiego i sławnego zakonu, nazwanego od niego zakonem Benedyktynów, przyszedł na świat w księstwie spoletańskim we Włoszech, w Nursii, zamku rodzinnym, około roku Pańskiego 480. Ojciec jego imieniem Eutropiusz pochodził ze starożytnego rodu patrycjuszów rzymskich Anicjuszów, a matka Abundancja była udzielną hrabiną na Nursii. Początkowe nauki pobierał w domu rodzicielskim, po czym oddany został na wyższe szkoły do Rzymu. Rozpusta, jaka wówczas w Rzymie panowała, tak go przeraziła, że opuścił miasto, aby się schronić w niedostępne miejsce i prowadzić życie pustelnicze, chociaż liczył wtenczas dopiero lat szesnaście. Zatrzymany przez znajomych w miasteczku Elfrydzie, zamieszkał u swej dawnej mamki, ale po pewnym czasie udał się w puste, górzyste miejsce zwane Subiako i zamieszkał w niedostępnej prawie jaskini. Żywność przynosił mu inny pustelnik, imieniem Roman, którego poznał w drodze. Ponieważ jaskinia była niemal zupełnie niedostępna, przeto Roman oznajmiał swe przybycie dzwonkiem, a Benedykt spuszczał powróz, przy pomocy którego wyciągał żywność do góry.

Tak minęły trzy lata, po których Pan Bóg chciał go dać poznać ludziom, gdyż dotąd oprócz Romana nikt o nim nie wiedział. Stało się to w następujący sposób: Pewien kapłan nagotował sobie w sam dzień wielkanocny dobrych potraw. Zanim się zabrał do ich spożywania, rzeki mu Bóg w widzeniu: "Ty sobie smaczne potrawy gotujesz, a sługa Boży, znajdujący się w tym a tym miejscu, umiera z głodu". Kapłan wziął potrawy i udał się natychmiast na wskazane miejsce. Pozdrowiwszy się wzajemnie, odprawili modlitwy, po czym kapłan rzeki: "Wstań, bracie, i jedz, bo dziś jest Wielkanoc i nie godzi się pościć". Benedykt nie wiedział, że to święto wielkanocne, bał się więc przyjąć tak smakowite potrawy i zaczął jeść dopiero wtedy, kiedy mu kapłan opowiedział swe widzenie.

W krótki czas potem odkryli Benedykta pasterze. Z początku sądzili, że to jakiś dziki zwierz, ale przypatrzywszy się z bliska, poznali, że to mąż Boży i odtąd chodzili do niego po błogosławieństwo i naukę, a wzamian dostarczali mu żywności. Wkrótce wielu mężów, rzucając świat zaczęło się gromadzić wokół niego, aby z jego ust słuchać słowa Bożego i naśladować jego życie.

Niedaleko od pustelni Benedykta znajdował się klasztor. Po śmierci przełożonego zakonnicy obrali jego następcą Benedykta, ponieważ jednak klasztor ów nie cieszył się najlepszą sławą, Święty przyjął ten urząd dopiero po długim naleganiu. Nie trwało długo, a zakonnicy zaczęli żałować swego wyboru, gdyż Benedykt z całą surowością przestrzegał reguły zakonnej i dobrych obyczajów, czego oni nie byli zwyczajni. Wkrótce za podszeptem szatana postanowili go zgubić, postawili więc przed nim podczas obiadu szklankę wina zaprawionego trucizną. Gdy Benedykt przeżegnał owo wino, szklanka pękła. Domyślił się Święty, co zaszło zwoławszy więc wszystkich zakonników, tak się odezwał: "Bracia mili, co chcieliście uczynić! Wszakże wam mówiłem, że moje obyczaje z waszymi się nie zgodzą; szukajcie sobie przeto innego przełożonego, gdyż mnie mieć nie możecie. Niechaj was Bóg ma w swojej opiece". Opuściwszy klasztor, udał się na swe pierwotne miejsce i znowu wiódł surowe życie pustelnicze.

Sława jego świętości tak była wielka, że zewsząd gromadzili się koło niego mężowie różnych stanów, a liczba ich mnożyła się z dnia na dzień, tak, że musiał zbudować dwanaście klasztorów i każdy dwunastu braćmi obsadził. W jednym z tych klasztorów znajdował się brat bardzo oziębły w modlitwie, wskutek czego często wychodził z kościoła. Benedykt zwrócił na to uwagę i pewnego dnia zobaczył, że owego zakonnika ciągnie z kościoła czart w postaci małego, czarnego chłopca. Chcąc go uwolnić od prześladowcy, obił go rózgą, i czart istotnie ustąpił, jakgdyby sam otrzymał owe razy.

Święty Benedykt

Dzięki takim cudownym zdarzeniom, a przede wszystkim ustawicznym modlitwom i gorliwej pracy świętego Benedykta życie klasztorne zaczęło się wspaniale rozwijać. Cieszyło się tym Niebo, a ludność okoliczna odnosiła liczne korzyści. Ale i piekło nie spoczywało, lecz na wszystkie sposoby starało się zniszczyć święte dzieło. Mieszkający w pobliżu niegodziwy kapłan, imieniem Florencjusz, wiedziony zazdrością chciał zniesławić świętego Benedykta, a gdy to nie pomogło, dał mu zatrutego chleba, święty poznał zdradę i kazał ów chleb wynieść krukowi na bezludne miejsce, a wtedy Florencjusz, widząc, że w taki sposób nic nie dokaże, uczynił zamach na niewinność zakonników. Benedykt, chcąc się usunąć od prześladowcy, odszedł z tego miejsca z kilku uczniami i osiadł na Monte Cassino. Była tam stara świątynia pogańska, którą przebudował na kościół, a obok zbudował klasztor, który stał się później najsłynniejszym na całej kuli ziemskiej. Tu około roku 530 napisał Benedykt swą podziwienia godną, wiekopomną regułę zakonną, której on sam był żywym obrazem.

Oprócz mocy czynienia cudów, miał jeszcze Benedykt ducha proroczego. Braciom oznajmiał sprawy, które się daleko działy, przepowiadał przyszłość i znał myśli ludzkie. Gdy się o tym dowiedział Totyla, król Gotów, postanowił wystawić go na próbę. Przybywszy do Cassino, kazał Benedyktowi oznajmić swe odwiedziny, ale nie poszedł sam, lecz przebrawszy jednego z dworzan w swe szaty, posłał go do Świętego. Święty jednak już z daleka zawołał: "Synu, zrzuć te szaty, bo to nie twoje!" Przelękniony dworzanin padł na kolana, a wróciwszy do króla opowiedział mu, co zaszło. Teraz sam król udał się do Benedykta, padł przed nim na twarz i nie powstał, dopóki Benedykt go nie podniósł. Święty przepowiedział mu, że zdobędzie Rzym, przejdzie morze, a po dziesięciu latach umrze. Przepowiednia się spełniła, gdyż Totyla zająwszy Rzym udał się na Sycylię, a dziesiątego roku stracił królestwo i życie.

Pewnego razu uczeń Świętego, Teoprobus, usłyszał go w celi rzewnie płaczącego. Wszedłszy, zapytał, dlaczego tak narzeka. Benedykt odpowiedział, że klasztor zburzą poganie, lecz nikt z zakonników życia nie straci. Kiedy później Longobardowie zniszczyli klasztor, stało się według przepowiedni Benedykta.

Pewien chrześcijanin prosił Świętego, aby mu pozwolił założyć klasztor przy mieście Tartanosie. Benedykt posłał tam starszego z kilka zakonnikami i rozkazał: "Nie budujcie, aż tam sam przyjdę i wskażę wam miejsce". Zarazem oznaczył dzień swego przybycia. Gdy nadszedł ów dzień, ukazał się Benedykt dwóm zakonnikom we śnie i podał im dokładny plan budowy kościoła i klasztoru. Nazajutrz opowiedzieli sobie obaj swoje sny, ale nie wierząc im, czekali na Benedykta. Nie doczekawszy się, wrócili do klasztoru, ale Benedykt rzekł: "Ja tam byłem, kiedyście mnie przez sen widzieli, wracajcie i budujcie tak, jak powiedziałem".

Innego razu przyniósł pewien ojciec do klasztoru swego umarłego syna i prosił świętego Benedykta, aby go wskrzesił. "Nie jest to moje dzieło, lecz apostolskie" - odpowiedział Benedykt, ale ów człowiek zaczął rzewnie płakać i rzekł: "Nie wyjdę stąd prędzej, póki mi tego nie uczynisz". Benedykt, litując się nad nieszczęśliwym ojcem, zwołał braci na modlitwę i rzekł: "Panie mój, nie patrz na grzechy moje, ale na wiarę tego człowieka, który o wskrzeszenie ciała syna swego prosi!" - i dotknąwszy się ciała dziecka, wskrzesił je z martwych.

Na początku roku 543 przepowiedział Benedykt braciom bliski koniec swego żywota. Przed śmiercią spotkał się jeszcze ze swą siostrą, świętą Scholastyką, która cudownym sposobem sprowadziwszy burzę zatrzymała go u siebie przez noc, po czym wrócił do swego klasztoru. Święta Scholastyka umarła w trzy dni później, a św. Benedykt w czterdzieści. Szóstego dnia śmiertelnej choroby kazał się zaprowadzić do kościoła, gdzie w przygotowanym od dawna dla niego grobie spoczywały zwłoki świętej Scholastyki, a kazawszy go otworzyć, ukląkł nad nim, przyjął Komunię świętą i podtrzymywany przez braci umarł w tej postawie dnia 21 marca roku Pańskiego 543.

Tego samego dnia dwaj daleko od siebie znajdujący się zakonnicy mieli jednakowe widzenie. Ujrzeli oni niezliczone mnóstwo świateł niebieskich, tworzących niejako drogę wychodzącą z Cassino i sięgającą do Nieba, a zarazem usłyszeli głos: "To jest droga, którą Bogu miły Benedykt wstąpił do Nieba".

Święty Benedykt położył wielkie zasługi około Kościoła św. Z zakonu jego wyszło 24 papieży, 200 kardynałów, 1600 arcybiskupów, 400 biskupów i 1500 uznanych przez Kościół Świętych Pańskich.

Nauka moralna

Naucz się, chrześcijaninie, wszystkimi siłami zwalczać pokusy. Uskarżasz się, że czujesz się słabym wobec skłonności do złego, że napadają cię nieporządne myśli i pożądliwości i że namiętności twe są prawie niepodobne do pokonania. Ależ czyż sumiennie możesz powiedzieć, żeś całej siły i woli dołożył i wszelkich środków użył, aby odnieść zwycięstwo nad pokusami? Jeżeli starannie nie unikasz sposobności, jeżeli jej może nawet szukasz, jeżeli zmysłów swoich nie hamujesz, a zaniedbujesz modlitwę, jeżeli nie przystępujesz do Sakramentów świętych i nie umartwiasz swego ciała, natenczas nie uskarżaj się na swą słabość w pokusach i na swoje częste upadki. Bądź przekonany, według słów apostoła, że Bóg nigdy nikogo nad jego siły nie doświadcza, a jeśli na wzór Świętych będziesz toczył walkę przeciw pokusom, zostaniesz zawsze zwycięzcą. "Kto się Boga boi, temu się nic złego nie stanie, ale Bóg go ustrzeże w pokusie" (Ekkl. 33,1).

Modlitwa

Boże, któryś świętego Benedykta do tak wysokiego stopnia świętości i zasług wynieść raczył, daj nam także siłę, abyśmy podobnie jak on, złemu zawsze się oprzeć i w miłości do Jezusa żyć i umierać mogli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

św. Benedykt
urodzony dla świata 480 roku,
urodzony dla nieba 21.03.543 roku,
wspomnienie 21 marca

góra

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

* * *

.

Reguła nie tylko dla mnichów

Tekst ks. Tomasz Jaklewicz

Kardynał Ratzinger wybierając swoje papieskie imię, zwrócił uwagę świata na jedną z najważniejszych postaci europejskiej historii. Św. Benedykt z Nursji (ur. 480) żył na przełomie starożytności i średniowiecza. Stał się pomostem spinającym kulturę tych dwóch epok.

Rozpoczął studia w Rzymie. Przerwał je, by podjąć życie pustelnicze w Subiaco, 72 km na wschód od Rzymu. Okoliczni mnisi byli pod takim wrażeniem jego osobowości, że poprosili go, by został ich opatem. Wkrótce jednak zniechęcili się wymaganiami i próbowali go otruć. Benedykt powrócił do samotni w Subiaco. Wokół niego zaczęli znowu gromadzić się uczniowie. Na wzgórzu Monte Cassino, miejscu pogańskich kultów, założył klasztor. Tam zredagował słynną regułę, zaczynającą się słowami: "Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń ku nim ucho swego serca". Ten tekst na długie wieki ukształtował styl życia zakonnego na Zachodzie. Charakterystyczną cechą reguły jest umiar. Wiele innych reguł zakonnych grzeszyło nadmierną surowością. Reguła wyznaczała harmonogram dnia: posiłków, modlitwy i pracy - w myśl słynnej dewizy "módl się i pracuj". Uczyła mądrej równowagi. Praca fizyczna była uzupełniana pracą umysłową. To benedyktyńskim mnichom zawdzięczamy manuskrypty wielkich dzieł starożytności.

* * *

Życie bardzo łatwo przeistacza się w chaos. Narzucony sobie porządek chroni od zagubienia, od szaleństwa czy nerwowości, która często udziela się wszystkim wokół.

"Przykład reguły św. Benedykta dowodzi, że coś, co jest prawdziwie ludzkie, nigdy nie może się zestarzeć. Forma życia, która pochodzi z prawdziwych głębi, zawsze pozostanie aktualna" - mówił przed laty kard. Ratzinger. Czy reguła zakonna może nauczyć czegoś ludzi żyjących w świecie, pochłoniętych pracą, szkołą, rodziną? Wbrew pozorom, tak. Ewangelię trzeba przełożyć na konkret codzienności. A to bywa bardzo trudne. Kto słucha słowa Bożego, nieraz ma ochotę zawołać: "Boże! Jakie to piękne, chciałbym tak żyć!". Jeśli jednak ten szlachetny poryw serca nie przełoży się na prozę życia, na codzienną wierność, wszystko pozostanie w sferze "ochów" i "achów". Chrześcijanin potrzebuje sformułowania własnej reguły życia, ustalenia rytmu pracy, modlitwy, odpoczynku.

Chodzi o dobre wykorzystanie najcenniejszego z Bożych darów, jakim jest czas. Tu gdzieś leży klucz do wewnętrznej równowagi i osobistego rozwoju. Reguła jest też przejawem miłości bliźniego. Oznacza bowiem np. panowanie nad terminami, punktualność, dotrzymywanie obietnic, oddawanie pożyczonych książek, odpisywanie na listy czy e-maile. Człowiek, który żyje przyjętą regułą, jest przewidywalny w czynieniu dobra.

W 1964 roku papież Paweł VI ogłosił Benedykta patronem Europy. Święty umierał w kaplicy klasztornej na Monte Cassino w roku 543. Na stojąco, podtrzymywany przez braci, śpiewając psalm. Tak żyć, tak umierać...

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 28 - 9 lipca 2006r.

góra

* * *

.

Święty tygodnia

Św. Benedykcie z Nursji!
Dlaczego stałeś się tak bardzo sławny?

Ks. Antoni Tatara

Hm... Po prostu sam nie wiem, jak to się stało. W zeszłym stuleciu papież Paweł VI ogłosił mnie nawet patronem całej Europy. Właściwie z natury jestem człowiekiem, który stroni od ludzi. Niektórzy moi rówieśnicy w dzieciństwie nazywali mnie nawet sobkiem. Owszem, lubię samotność. Dlatego też zawsze jej pragnąłem, oddając się praktykom ascetycznym. Właśnie wtedy mogłem być tylko i wyłącznie z Bogiem, któremu zwyczajnie zadedykowałem całe moje życie. Będąc z Nim sam na sam, realizowałem swoje najskrytsze marzenia i pragnienia. Wtedy byłem naprawdę szczęśliwy, co jest zgodne ze znaczeniem mojego imienia. Pochodzi ono bowiem od łacińskiego przymiotnika benedictus, czyli błogosławiony, szczęśliwy.

Prowadząc pustelnicze życie na przełomie V i VI stulecia we Włoszech, zgromadziłem pomimo tego wokół siebie sporą grupę uczniów (benedyktynów). Dlatego też trzeba było ułożyć dla nich zasady, według których mogliby prowadzić wraz ze mną ascetyczne życie w klasztorze na Monte Cassino. Umiar we wszystkim stał się fundamentalną cechą stworzonej przeze mnie reguły zakonnej. Być może właśnie z tego powodu była ona niejako modelem mniszego życia dla szybko powstających innych zgromadzeń, m.in. dla Zakonu Benedyktynek, założonego przez moją siostrę bliźniaczkę - św. Scholastykę. Dewizą mojego życia stała się łacińska maksyma: Ora et labora! - "Módl się i pracuj!". Zalecałem moim współbraciom stosowanie jej w codziennym życiu. Inni zakonnicy, za moim przykładem, oddawali się też każdego dnia lectio divina, czyli lekturze Biblii. Benedyktyni zaś przez prawie sześć wieków (VI-XII) byli największą społecznością zakonną ówczesnego świata, dotarli też do Polski wraz ze św. Wojciechem. Obecnie najsłynniejszym opactwem w Waszym kraju jest Tyniec pod Krakowem.

Patronuję m.in. kościelnemu stowarzyszeniu Opus Dei, architektom, a nawet speleologom. W sztuce przedstawia się mnie zwykle w habicie benedyktyńskim z krzyżem w dłoni. Mam też wiele atrybutów, poczynając od anioła, poprzez kruka z chlebem w dziobie, a kończąc na wiązce rózg.

Niech dwa skrzydła mojego życiowego zawołania (modlitwa i praca) zawsze towarzyszą tym, którzy chcą tworzyć chrześcijański dom dla wszystkich mieszkańców Europy. Niech ich praktykowanie sprawi, że nasz kontynent odrodzi się duchowo i materialnie.

Z wyrazami szacunku - św. Benedykt z Nursji

Tygodnik "niedziela" Nr 28 - 9 lipca 2006r.

Żywot świętego Piotra Fouriera,
założyciela zakonu

(Żył około roku Pańskiego 1640)

Piotr był synem ubogich, ale wielce pobożnych wieśniaków z Mirecourt w Lotaryngii. Hojnie uposażony zdolnościami umysłu i serca poświęcił tak skutecznie cały wolny czas modlitwie oraz nauce, umartwieniu i czci Najświętszej Maryi Panny, że nazywano go powszechnie "uczonym" i "świątobliwym". Licząc lat dwadzieścia, wstąpił w Chamouoy, niedaleko miejsca rodzinnego, do klasztoru kanoników regularnych. W klasztorze tym nie trzymano się ściśle reguły, toteż jego przykładne życie było dla braci zakonnej solą W oku; aby się go pozbyć, ofiarowano mu trzy probostwa do wyboru. Wybrał sobie tedy Piotr plebanię w Matincourt, najuboższą w dochody, ale pełną znoju i utrudzającej pracy z powodu moralnego upadku i zepsucia parafian.

Przekonany, że nieuctwo i nieznajomość religii jest głównym powodem niewiary i bezbożności jego owieczek, nie tylko prawił żarliwe kazania w kościele, ale chodził do chat i domów, starając się usunąć złe nauczaniem i wyjaśnianiem prawd i artykułów wiary świętej. Z pieczołowitością matki gromadził dzieci koło siebie, pokazując, na czym polega wiara i życie prawdziwie chrześcijańskie, zachęcał je do uczęszczania na nauki dawaniem nagród, i tym sposobem dobroczynnie działał na samych rodziców, którzy ze wstydu przed dziećmi, umiejącymi więcej od nich, starali się niedostatki swej wiedzy jak najprędzej odrobić i powetować. Aby wszystkim ułatwić przystęp do Stołu Pańskiego, siadywał często bez posiłku po całych dniach w konfesjonale. Ilekroć domyślał się, że gracze i pijacy podczas nabożeństwa wysiadują w karczmie, szedł po nich i prowadził ich do kościoła, nigdy nie spotykając nieposłuszeństwa i oporu. Odwiedzał nadto zatwardziałych grzeszników, padał im do nóg i błagał, aby się nawrócili. Gdy prośby były daremne, szedł do ołtarza, żalił się przed Chrystusem, niósł Przenajświętszy Sakrament do domu grzesznika i trzymając przed nim Hostię świętą, zaklinał go, aby się lękał sprawiedliwości Bożej i uwierzył w Jego miłosierdzie. Po upływie trzech lat parafia jego należała do wzorowych, a "ojca z Matincourt" - tak go bowiem powszechnie nazywano - prosili kapłani sąsiednich parafii na odpusty i uroczystości kościelne. Niestrudzony Piotr nawrócił swoją świątobliwością i naukami tysiące niedowiarków i obojętnych w wierze.

Wiedząc, że tylko należyte wychowanie może być tamą przeciw szerzeniu się protestantyzmu, błagał Chrystusa Pana o miłosierdzie i pomoc. Bóg wysłuchał prośby jego, albowiem niezadługo zgłosiło się do niego kilka dziewic z jego parafii, oświadczając, iż chcą się poświęcić Bogu i pozostać w stanie panieńskim, i poprosiły, aby im przepisał regułę, jaką się mają rządzić.

Poczciwy pleban wśród postów i serdecznego płaczu błagał Boga, aby go raczył oświecić, zasięgnął rady ludzi pobożnych i przepisał owym dziewicom regułę świętego Augustyna, czarny habit z białym kornetem, nazwał je "Kongregacją Matki Bożej" (Notre-Dame) i zobowiązał je, aby kształciły dzieci płci żeńskiej w czytaniu, pisaniu, robotach ręcznych, religii i życiu cnotliwym. Już w roku 1600 powstał pierwszy klasztorek zakonu oddanego pod opiekę Najświętszej Maryi Panny. Papież Paweł V, widząc błogą działalność tych zakonnic, zatwierdził kongregację w roku 1616, a Piotr doczekał się pociechy, że za jego życia powstały 32 klasztory, które się później pomnożyły i miliony dzieci wychowały w wierze i chrześcijańskich cnotach. Zniesiono je za czasów rewolucji francuskiej, jednakże ks. Michał Wittmann, biskup ratyzboński wraz z ks. Sebastianem Jobem, spowiednikiem cesarzowej austriackiej Karoliny, utworzyli w Niemczech kilka nowych kongregacji tej reguły, które też wkrótce zakwitły i już nawet w Ameryce krzewić się poczęły.

Biskup diecezji Toul, otrzymawszy w roku 1621 polecenie od papieża, ażeby po klasztorach kanoników regularnych przywrócił rozluźnioną karność, prosił o pomoc ks. Fouriera. Piotr po długim wahaniu podjął się tego trudnego dzieła. Zwoławszy najgorliwszych członków zakonu z kilku klasztorów, nakłonił ich do ścisłego trzymania się świętej reguły i do niestrudzonej pracy około naukowego i religijnego wykształcenia młodzieży płci męskiej. Kilka klasztorów zgodziło się na tę reformę i utworzyło osobną gałąź zakonu, którą papież Urban VIII zatwierdził pod nazwą "Kongregacji Zbawiciela św." Piotr wstąpił do nowego zakonu i po trzech latach rządów ks. Quineta obrany został generałem.

Święty Piotr Fourier

Po wybuchu wojny trzydziestoletniej, która ogarnęła także Lotaryngię, ksiądz Piotr opuścił wraz z bracią zakonną strony rodzinne i przeniósł się do twierdzy Grai, gdzie jak najzbawienniejszą rozwinął działalność. Gdy wojna przeniosła się w inne strony, poczciwy pasterz wrócił do swej trzódki w Matincourt, wielce już opadły na siłach i schorzały. Obchodził tam jeszcze z rzadką pobożnością uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i umarł dnia 9 grudnia 1640.

Papież Benedykt XIII, uwzględniając jego dar proroczy i cuda, jakie zdziałał za życia i po śmierci, zaliczył go do Błogosławionych. Niedługo potem ogłosił go Kościół Świętym.

Nauka moralna

Zdarzyło się, iż pewnej zakonnicy Kongregacji Najświętszej Maryi Panny sprzykrzyło się życie klasztorne i posłuszeństwo przełożonym. Nie miała do niczego szczerej chęci, i rozmyślała tylko nad tym, jakby się wydobyć z klasztoru i wrócić do życia świeckiego. Gdy ani przestrogi, ani nauki na nic się nie przydały, rzecze do niej ks. Piotr: "Kiedy taka twoja wola, siostro, trudno ci się oprzeć, ale idź do ołtarza Matki Bożej, pożegnaj się z Nią i odmów modlitewkę, którą ci tu daję". Zakonnica usłuchała rozkazu, poszła do kaplicy i poczęła czytać: "Dziękuję Ci, Matko Boża, żeś mię raczyła przyjąć w poczet cór swoich. Ale nie chcę więcej: tej łaski. Grzeszny świat jest mi milszy od Ciebie i Synaczka Twego; wracam przeto do niego, a Tobie niech odtąd służy, kto chce". Wśród czytania wybuchła mniszka głośnym płaczem, namyśliła się i wróciwszy do klasztoru wiodła odtąd życie bogobojne aż do zgonu.

Nie ustawajmy w dążeniu do dobrego i nie dawajmy folgi skłonnościom ciała, nie kierujmy się względami na wygodę, nie składajmy winy na zewnętrzne okoliczności, jeśli się czujemy niezadowolonymi i nieszczęśliwymi. Przyczyna złego nie leży poza nami, lecz w nas, bądźmy więc baczni i ostrożni. W chwili pokusy przypomnijmy sobie, cośmy przyrzekli przy chrzcielnicy Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi świętemu, klęknijmy przed ołtarzem, gdzieśmy tylekroć pożywali Ciało Pańskie i odmówmy ze stosownymi zmianami powyższą modlitewkę świętego Piotra Fouriera. Odmówmy ją szczerze i z głębi serca, a z pewnością opuści nas zniechęcenie i wstręt, jakie ogarnęło wspomnianą zakonnicę. Powstaniemy pokrzepieni na duchu, a Przedwieczny natchnie nas duchem wytrwałości.

Modlitwa

Ojcze niebieski! Spraw łaskawie, abym podobnie jak pokorny Twój sługa Piotr wiódł życie wzorowe i pobożne, będąc również przykładem i zachętą do dobrego nie tylko dzieciom, ale także sługom i wszystkim, którzy mnie otaczają i z którymi w codziennej pozostaję styczności. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Św. Piotr Fourier, założyciel zakonu
urodzony dla nieba 1640 roku,

Źródło Internet Parafia Matki Bożej w Rudzie Śląskiej