1. Nowi ludzie

Prymas Stefan Wyszyński myśląc o przyszłości napisał kiedyś, że: idzie nowych ludzi plemię. Zmieniają się czasy, ale każde pokolenie, myśląc o przyszłości, musi stawiać sobie to pytanie: Jakich będzie to nowych ludzi plemię? Na czym ta nowość będzie polegała?
Zbliża się wyż demograficzny. Apogeum osiągnie w 2005 roku. Co oznacza wyż demograficzny? Od roku 1970 prawie przez 15 lat rodziło się rocznie 600 tys. dzieci. Dla porównania - aktualnie rodzi się rocznie ok. 360 tysięcy młodych Polaków. Co to oznacza dla sytuacji w Polsce?
Nastąpi wymiana pokoleń na skalę rewolucyjną: 45% społeczeństwa Polskiego nie będzie pamiętało doświadczeń Solidarności. Z dystansem będą odnosili się do historycznych podziałów. Nie będą znali świata innego niż ten, który kieruje się regułami demokracji, w którym panuje nieskrępowana swoboda przemieszczania się ludzi i idei. Będzie to grupa ludzi wykształconych. Otóż badania wykazują, że młodzież szkolna zamierza studiować w 55%. Studia wyższe rozbudzają apetyty, większe aspiracje, większe oczekiwania. Media głosić będą kult sukcesu, a pracy będzie coraz mniej. Pozostanie niemoc zrealizowania oczekiwań, marzeń, planów. Taka będzie rzeczywistość, w obliczu której optymizm młodych ludzi wydaje się imponujący. Około 57% to ci, którzy chcą coś robić ze sobą w Polsce, zrezygnowanych jest tylko 18%. Będzie to pokolenie ludzi myślących na serio i biorących życie na serio, znających swoją wartość i deklarujących: potraktujcie nas na serio; zagospodarujcie nasz potencjał na serio.
Może być tak, że pewna grupa młodzieży powie kiedyś: nawet jeśli nikomu nie zależy na nas, to my bierzmy życie na serio i będziemy radzić sobie sami. Ale może też wykreować się grupa młodych ludzi, którzy mogą powiedzieć: jeśli oni nas nie traktują na serio, to my im pokażemy, co znaczy zakpić sobie ze społeczeństwa i z rządu.
Młode pokolenie nie chce tego świata rozwalać, ale chce się weń jakoś wpisać. Świadczy o tym choćby to, że młodzi ludzie chcą robić karierę, ale ustawiają ją tak, aby mieć również czas dla rodziny.
Trudni do zdefiniowania
Nowych ludzi plemię nazywa się dziś "pokoleniem JP II". "Generacją R" albo "pokoleniem T". Co to oznacza? Pokolenie JP II to ludzie, dla których Jan Paweł II jest punktem odniesienia. Z fascynacji osobą Papieża zmieniają swoje postawy życiowe.
Generacja R - to skrót określający przekonania młodych ludzi. Otóż badania socjologiczne dowodzą, że rośnie przywiązanie do tradycji i wartości - choć nie wszystkich. Polska młodzież jest nie tylko bardziej konserwatywna od swoich rówieśników z Europy Zachodniej, lecz także od własnych rodziców. Gdyby ująć te przekonania w haśle reklamowym, mogłoby ono brzmieć "4 razy R": Rodzina, Rynek, Religia, Rozsądek. Oto wartości plemienia nowych ludzi.
Ale to nie wszystko o tym pokoleniu. Zostało ono nazwane też "pokoleniem T", tzn. pokoleniem transformacji. Janusz Czapiński i Tomasz Pank - opracowali tak zwaną Społeczną diagnozę 2005. W części poświęconej młodzieży ukazano, że dzieci, które urodziły się po 1978 roku, więc dzisiejszą młodzież charakteryzuje:
1. urodziło się więcej dziewczynek niż chłopców,
2. dziewczyny są bardziej wulgarne niż chłopcy,
3. dziewczyny częściej uciekają w alkohol,
4. dziewczyny częściej sięgają po narkotyki.
Co będzie określało tę młodzież w przyszłośći?

Pracy coraz mniej
Wzrasta tendencja do migracji młodych ludzi. Wyjeżdżają oni za granicę szukać pracy. Jest to już trzecia fala migracyjna. Pierwsza to wojenna. Ludzie, dla których dom ojczysty był najdosłowniej zamknięty. Druga fala wypłynęła w czasach stanu wojennego. Wtedy też mieliśmy do czynienia z pewnym przymusem i nieodwracalnością. Fala trzecia będzie natomiast falą emigracji zarobkowej, która może mieć nieco inny charakter. Ta nowa emigracja będzie miała drogę powrotu. Stanowić ją będą ludzie w dużej mierze wolni, kreatywni, ambitni. Być może, zechcą wracać do Ojczyzny nie tylko na emeryturę. Szkoda, że Ojczyzna dziś nie potrafi wykorzystać potencjału, który ze sobą niosą.

Sprawność ich podzieli
Wyodrębnią się dwie grupy młodego pokolenia. Ci, którym się uda i ci, którzy pozostaną przez całe życie na marginesie. Nowe elity - to ci, którzy znają języki, opanują nowe technologie, nowe sposoby komunikowania. Takich potrzebuje świat. Na tych czekają miejsca pracy, kariery…
Druga grupa to pariasi nowej Europy - ci, którym nigdy się nie uda, którzy przez całe życie będą pracownikami przy taśmie, ochroniarzami cudzych fortun, sprzątaczami bogatych ulic i bajkowych hipermarketów.

Nowe rozrywki
Media tworzyć będą w coraz większym stopniu gusta, styl, sposób myślenia. Badania wykazują, że tego samego dnia i o tej samej godzinie program "Big Brother" ogląda 230 tysięcy widzów, a program "Bar" - 460 tysięcy. Jeżeli jest tak nawet w Wielki Czwartek, Wielki Piątek i w Wielką Sobotę - jeśli oglądalność reality show tego rodzaju nie spada nawet w takie dni i jeśli zabawia się w ten sposób tak wielu ludzi, to prawdopodobnie za jakiś czas coś się zmieni w ich myśleniu i przeżywaniu.
Nie wolno niedoceniać wpływu mediów. Każdy Polak ogląda dziennie 4 godziny i 20 minut TV. W przeszłości ideologia dotykała struktur społecznych, szkoły, ale zatrzymywała się na progu domu rodzinnego. Dziś weszła ona przez telewizję w sam środek rodziny. To kazanie, co dzień trwa 4 godziny i 20 minut. To zmienia ludzi. Przyszłość należy do ludzi świadomie przeżywających swoje życie.

Operatywność za wszelką cenę
Cywilizacja, w której przyszło kształcić się i dojrzewać młodemu pokoleniu podkreśla słowo - operatywność. Dlatego mnożą się kursy, przeszkolenia, warsztaty, a wszystko to po to, aby wiedzieć jak coś wykonać, aby być operatywnym w danej dziedzinie. Na witrynach księgarni coraz więcej książek o znamiennych tytułach jak umeblować mieszkanie, jak urządzić ogród, jak obsługiwać komputer.
Jak to wszystko ma charakter instruktażowy. Ten styl zakrada się też programów edukacyjnych. Chodzi o to, aby przyszły Polak był sprawny, skuteczny po prostu operatywny. Sugeruje to, że najważniejszą rzeczą dla przyszłych pokoleń będzie nie tyle ważne wiedzieć, dlaczego coś robię, ale to żeby wiedzieć jak. Operatywność staje się kryterium edukacji młodzieży. A wydawało się, że w kształceniu należy pogodzić to żeby wiedzieć, dlaczego ktoś coś robi, z tym, jak to zrobić. Czyżby chodziło o nową grupę operatywnych robotników, którzy przeszkoleni "polską szkołą" będą wiedzieć jak, a nie będą szukać uzasadnień- dlaczego?

Otwarty świat
Popatrzmy przez chwilę, jak to wygląda w świecie - oczywiście chodzi o tę część świata, o której myślimy z zazdrością - o świecie starych, sytych demokracji. To społeczeństwo, w którym tak naprawdę liczą się najlepsi. W Polsce najlepszy ciągle jest jeszcze ten, który potrafi coś sobie załatwić. W świecie, do którego dążymy, rządzi konkurencja. Na stanowiskach utrzymują się ci, którzy są najlepsi. Reszta stanowi szary tłum klientów hipermarkietów. Nie wystarczy już zatem być dobrym. Warunkiem sukcesu jest być najlepszym.
W Miętnem koło Garwolina młodzież z grupy Focolare miała spotkanie z ambasadorem Szwecji. Pod koniec spotkania ktoś z uczestników postawił takie pytanie. Proszę pana, gdyby Pan był na naszym miejscu, co by pan teraz robił?
- Uczyłbym się języków i zadbałbym o dobrą formację duchową.

2. Nowa religijność

Religijność bez Kościoła
Aby mówić o zmianach religijności chciałbym dokonać pewnego rozróżnienia: Kościół i religia. Kościół to rzeczywistość, która ukazuje bardziej instytucjonalny charakter. Religia ujawnia charakter bardziej osobowy. Te dwie rzeczywistości: Kościół i religia są połączone układem wzajemnych powiązań i uzależnień. W okresie tzw. realnego socjalizmu dokonywał się w społeczeństwie polskim proces "ukościelniania" religijności. Ten, kto był religijny, czuł się równocześnie związany z Kościołem.
Od 1989 roku dokonuje się w Polsce pewien rozpad dotychczasowych struktur religijno-kościelnych. Zauważa się dwie tendencje. Pierwsza - liczba osób szukających religii, odczuwających głód transcendencji nie spada. Dla prawie 90% młodzieży wiara religijna, choć w różnym stopniu ma istotną wartość w ich życiu osobistym.
Druga tendencja - zwiększa się zbiorowość ludzi religijnych, którzy nie potrzebują Kościoła. Dla przykładu - około 5% deklarujących się jako głęboko wierzący w ogóle nie chodzi na Mszę św., nie przystępuje do spowiedzi. Ale są to ludzie, którzy deklarują, że mają kontakt z Bogiem. Krótko mówiąc: Kościół traci na znaczeniu, a religia zyskuje nowe oblicze.
Młody człowiek szuka odniesienia do Boga, potrzebuje duchowości, ale coraz częściej obojętnie odnosi się do Kościoła. Należy jednak dodać, że osłabienie czy utrata kościelności może pociągnąć za sobą negatywne przemiany a nawet rozpad religijności. Osłabienie zaufania do Kościoła będzie w przyszłości prawdopodobnie jednym z ważnych czynników generujących kryzysy religijne, obojętność, a także odchodzenie ku pozainstytucjonalnym formom religijności.

Wiara z wyboru
W Polsce przez wiele lat wiara była wartością narodową, kulturową. Wiara była wartością dziedziczną, przekazywaną w domu, w narodzie jako coś oczywistego, jako społeczna wartość. Diagnozy socjologiczne mówią o pewnych zmianach religijności. Nie zapowiadają upadku religijności w przyszłej Polsce, mówią jednak o zmianach. Zmiana ta polega na przejściu od religijności dziedziczenia do religijności przeżywanej. Religijność przestaje być wartością tradycyjną, ale staje się doświadczeniem osobistym. Oznacza to tyle, że jeśli ktoś urodził się w rodzinie wierzącej, to wiara nie zostaje mu przekazana automatycznie. Dziś człowiek sam chce zdecydować, wybierać. Krótko mówiąc - nie przewiduje się jakiegoś gwałtownego odwrotu od religii, ale przewiduje się, że nie będzie przekazywana - jak do tej pory - przez tradycję, ale przez osobisty wybór; świadoma osobista decyzja - to kierunek przyszłości ludzi wierzących.

Osobiste doświadczenie kluczem do Kościoła
Młody człowiek we współczesnej cywilizacji uznaje za swoje tylko to, czego sam doświadczył, co przeżył, co stało się jego udziałem. Również w kwestiach wiary ważne jest przede wszystkim to, co stało się jego udziałem, natomiast formy obrzędowości męczą, są mu obce.
Na uroczystość św. Andrzeja Boboli organizowana jest w Warszawie procesja ku czci patrona Metropolii. Idą kanonicy, prałaci, delegacje parafii niosą feretrony i chorągwie. Lud śpiewa: święty Andrzeju patronie nasz ... i tak idziemy na Nowe Miasto.
W maju, w ciepłe popołudnie właściciele kawiarni wystawiają stoliki na zewnątrz. Młodzież siedząc przy stolikach pije piwo, je lody i patrzy na dość liczną grupę modlących się w procesji. Modli się Kościół tradycyjny, sprawdzony, Polonia semper fidelis... A młode pokolenie, młody Kościół siedzi w kawiarni i patrzy ze zdziwieniem pytając: dlaczego oni tak chodzą? Czuć duże napięcie istniejące pomiędzy ową procesją i młodą klientelą okolicznych barów. Ci pierwsi patrzą na drugich ze zgorszeniem, ci drudzy odwzajemniają się mieszaniną zdziwienia i litości.
Po procesji wróciłem do domu, ale to napięcie nie dawało mi spokoju. Myślałem sobie - przecież w sierpniu tysiące młodych ludzi wyrusza na pielgrzymie szlaki do Częstochowy. Dlaczego nie szli oni dzisiaj z nami? Zacząłem analizować wyniki swoich badań dotyczących młodzieży. Współczesna młodzież w życiu ceni sobie najbardziej wolność, sprawiedliwość, miłość i uczciwość. To wszystko znajduje się przecież w Ewangelii. Te tęsknoty młodzieży to pragnienie rodem z Ewangelii. Dlaczego oni nie poszli dziś z nami w procesji? Nie poszli, bo ta forma bycia, manifestacji Kościoła jest im obca i trudna do zaakceptowania. Odrzucając jednak owe formy, nie odrzucają tym samym Ewangelii. Trzeba więc szukać innych sposobów wyrażania się Kościoła - takich, w których młody Kościół będzie czuł się "jak u siebie". Młody człowiek musi poznać najpierw "smak" spotkania z Bogiem. Owo doświadczenie, pewna satysfakcja będzie warunkiem przyjęcia wiary. Relacja osobowa: człowiek - Bóg, ja i On - wydają się być kluczem do osiągnięcia doświadczenia religijnego, a w konsekwencji do przyjęcia wiary. Osobiste doświadczenie, "dogadania się" z Bogiem, może być pomostem do świadomego i aktywnego uczestniczenia w życiu Kościoła.

Moralność własnej produkcji
Specyficzną cechą religijności Polaków jest odmienne jej funkcjonowanie na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to przyznanie się do wiary. Druga to przekonania moralne. Jeśli o pierwszej mówimy, to można powiedzieć, że nie jest jeszcze tak źle; to o moralności tak powiedzieć się nie da. Pękło coś w naszej obyczajowości.
Ogólnie biorąc nie odrzuca się religii. Jest ona jakoś potrzebna w życiu człowieka. W codziennym jednak myśleniu dominuje przekonanie, że bez Boga można po prostu się obejść. Wiara nie wydaje się konieczna do ułożenia sobie życia. Dlatego nie przeszkadza młodym ludziom, że z jednej strony wyznają wiarę, a drugiej żyją tak, jakby Boga nie było.
Autorytet Kościoła w kwestiach moralnych uznaje 31% młodzieży, w tym 65% głęboko wierzących i 34% wierzących. A więc jedynie, co trzecia osoba z tej grupy godzi się z tym, czego naucza Kościół w sprawach moralnych. Co drugi opowiada się za etyką sytuacyjną. Podstawowym arbitrem w sytuacjach wątpliwych moralnie wymieniane jest sumienie.
Dalej, moralny autorytet Kościoła uznaje jedynie 49% osób praktykujących systematycznie. Rozdźwięk między deklarowaną wiarą, a akceptacją nauki głoszonej przez Kościół wzrasta jeszcze bardziej w odniesieniu do zagadnień życia małżeńskiego. Ta sama młodzież, która opowiada się za dość liberalnym życiem intymnym, jeśli nie rozwiązłym, jako cel życia na pierwszym miejscu stawia szczęśliwe życie rodzinne, wielką odwzajemnioną miłość.
Ewidentny kryzys moralny zatacza w Polsce coraz szersze kręgi - wyszedł on już poza życie osobiste. Dotyka życia zawodowego i społecznego. Spada wrażliwość wobec kradzieży (76% na 63%) i szacunku dla osób starszych (z 78% na 68%). Towarzyszy temu zanikanie ocen krytycznych wobec postaw egoistycznych (z 51% na 37%).
Jakie proponuje się sposoby naprawy? Najczęściej proponuje się wzmożenie systemu kontroli. "Herbata od mieszania nie robi się słodsza" powiedział kiedyś S. Kisiel. To społeczeństwo, które przeżywa kryzys moralny nie tyle trzeba mieszać, ale trzeba dosładzać.
Jan Paweł II wołał w 1995 roku w Skoczowie o ludzi sumienia. Mówił wtedy Nasza ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia.
Ludzie, którzy przeżyli Katyń opowiadają, że pociągi, które wiozły ludzi na Wschód nie były prawie strzeżone, bo Polacy przyrzekli, że nie uciekną. Ci ludzie zostali zamordowani. Dopiero po 1989 roku wyszło na jaw, jak bardzo jest nam ich brak.

3. Agresywni więcej

Nowym zjawiskiem w naszym społeczeństwie jest strach przed młodym człowiekiem. To dość dziwne - bać się człowieka, a szczególnie młodego. Przecież młodość kojarzy się nam z nadzieją, życzliwością, żartem i przygodą. Dlaczego więc przyspieszamy kroku, kiedy widzimy grupę młodzieży? Bo się boimy, aby nas nie zaczepili, aby nas ktoś z nich nie uderzył. To nie jest normalne. Dlatego pytamy co się stało z młodzieżą, że się jej boimy?
Badania wykazują wzrost agresji wśród młodzieży. Ale czy tak jest naprawdę? Dlatego zapytano młodzież by sama wypowiedziała się o sobie. Na pytanie postawione młodzieży: Czy uważasz, że obecnie młodzi ludzie są bardziej agresywni niż kiedykolwiek wcześniej? 84% ankietowanych uczniów liceów warszawskich odpowiedziało, że tak. 16% było innego zdania. Młode pokolenie stwierdza, że agresja wśród młodzieży była zawsze, ale ich zdaniem w ostatnich latach fala agresji zaczęła narastać. Uczeń czwartej klasy liceum mówi: Na przestrzeni trzech lat widzę nasilenie agresji na przykładzie swojej szkoły. Tego nie było, gdy rozpoczynałem pierwszą klasę.
Dlaczego dziś więcej jest agresji? Młodzież mówi wprost, że dziś jest więcej czynników wywołujących agresję i zmieniły się też sposoby jej ujawniania. Powszechność agresji dopomina się o pytanie - dlaczego ona tak się rozprzestrzenia? Młodzież wskazuje na kilka przyczyn. Na pierwszym miejscu mówią o przyzwoleniu społecznym na agresję. Licealiści wprost stwierdzają, że społeczeństwo pozwala na wychowanie małych grup chuliganów, którzy przekształcają się w grupy przestępcze. Ludzie się boją, ale nic nie robią, aby ich powstrzymać.
W ramach społecznego przyzwolenia na agresję młodzi ludzie wskazują też na mass media. Zdaniem badanej młodzieży prawie wszystkie filmy zawierają przemoc. Zabijanie i walka pokazywane są jako sposoby do osiągnięcia celu. Na dodatek powszechna dostępność do gier komputerowych pozwala wielu młodym ludziom nauczyć się walczyć. Później - dodaje młodzież - trzeba to w konkretny sposób wypróbować. Walkę ukazuje się jako sposób na życie, który zapewnia powodzenie i zdobycie sukcesu towarzyskiego. Dominacja zła w mediach i otoczeniu według młodzieży tworzy klimat agresywności. Uczeń klasy pierwszej liceum mówi: w takim klimacie powszechnego zła trudno być dobrym.
Drugim powodem rosnącej fali agresji zdaniem młodzieży jest zatracenie pewnych wartości, które zatrzymywały ludzi przed złymi czynami. Uczeń trzeciej klasy liceum wydaje się być reprezentatywny dla swoich rówieśników. Mówi on: Kiedyś ludzie wychowywani byli surowiej i mieli jakieś zasady w życiu, byli czegoś nauczeni i każdy wiedział, co do niego należy. Po prostu wiedziano, co jest przyzwoite a czego robić nie wolno. Dzisiaj rodzice na więcej pozwalają swoim dzieciom. Dają im wolną rękę i młodzi robią, co chcą - głupieją. Czują się bardziej bezkarni i myślą, że co zechcą wszystko mogą robić. Wniosek nasuwa się sam: złe wychowanie, a może jego brak jest odpowiedzią na pytanie - dlaczego agresja staje się problemem młodzieży?
Gdzie można spotkać agresję? Agresja pojawia się wszędzie - idąc do szkoły, w tramwajach, na ulicy i w domu. Kim są młodzi ludzie przejawiający agresję? To nasi rówieśnicy i często my sami - odpowiada badana młodzież. Swoją postawę z zaskakującą szczerością młodzi ludzie nazywają po imieniu. Jestem często agresywny. Tak - pobiłam nie raz koleżankę. Tak - należę do grupy przestępczej. Myślę, że sama jestem osobą agresywną wobec najbliższych.
W świetle takich wypowiedzi nasuwa się kolejne pytanie - skąd tyle agresji wśród młodzieży? Wielu młodych ludzi stwierdza wprost: Agresywni są ci, którzy doświadczyli agresji w domu. Analiza wyników badań pozwala stwierdzić, że wielu młodych ludzi spotyka się z kłótniami, awanturami i wyzwiskami w swoim domach. Ten klimat wpływa na ich sposób odczuwania, przeżywania i zachowania. Jak na ironię kilku młodych ludzi stwierdziło - mój dom rodzinny jest dobrą szkołą, aby nauczyć się, jak kogoś zdenerwować i upokorzyć. Dom rodzinny według badanej młodzieży jest na pierwszym miejscu odpowiedzialny za stan narastającej agresji wśród młodzieży. Tak uważa 90% ankietowanych.
Rodzice nie uczą nas opanowania i powściągliwości. Nie pomagają nam w zdobywaniu silnego charakteru. Dlatego reagujemy jak umiemy. Często źle - ale nikt też zdaniem młodzieży - ich nie poprawia, nie koryguje ani w domu, ani w szkole. Robią to, co chcą, co uważają za słuszne. Brak wyrobienia karności, dyscypliny i szacunku praw innego człowieka leży jakby u podstaw rodzenia się w człowieku postaw negatywnych. Dochodzi do tego jeszcze brak stymulacji pozytywnej. Młodzież ma żal do swoich rodziców, że nie przekazują im gmachu wartości, na których mogliby budować swoje wybory i decyzje. Młodzież wprost mówi: Nie mamy, z kogo brać przykładu. Naszym miejscem spotkań jest ciemna brama lub ukryta w parku ławka, a tam nie trudno o złe przykłady. A kiedy wracamy do domu - to słyszymy najczęściej: "zajmij się pracą domową, nie przeszkadzaj". Czy tak można się czegoś od rodziców nauczyć?
Rodzice nie są jedyną grupą, według opinii młodzieży, odpowiedzialną za agresję wśród młodego pokolenia. Należałoby oczekiwać, że szkoła zostanie przez młodzież wskazana jako następne środowisko sprzyjające rozwojowi postaw agresywnych. Tak jednak według uczniów liceów nie jest. Szkołę umieszczono dopiero po środowisku społecznym, środkach masowego przekazu i po rówieśnikach.
Wzrost agresji wśród młodzieży skłania do postawienia jeszcze jednego pytania. Czy spotkałeś się osobiście z przejawem agresji? Aż 94% uczniów liceów stwierdziło, że tak. Zaledwie 6% młodzieży mówiło, że nie dotknęło ich tego rodzaju zjawisko osobiście. Chciałoby się zapytać dlaczego w was tyle agresji? Uczeń pierwszej klasy liceum mówi: Jesteśmy zagubieni, a zagubieni atakują zanim zostaną zaatakowani. A jego kolega stwierdza: "Nie potrafimy panować nad sobą, niepowodzenie i od razu agresja". Młodzi ludzie zdają sobie sprawę - to powraca w wielu wypowiedziach - że w ich wieku gromadzi się wiele intensywnych emocji i przeżyć. Nie wiedzą, jak nimi pokierować i jak je komuś przekazać. Rozładowują je tak, jak potrafią. Uczennica czwartej klasy licealnej stwierdza: "Agresja rodzi się z tego, że my nad sobą nie panujemy. Wobec nagromadzonych negatywnych emocji człowiek jest bezradny. Nikt nas nie nauczył pracy nad sobą. Targają nami namiętność i skrajność".
Agresja to przejaw bezradności. Dlaczego? Otóż młodzi ludzie świadomi swojej słabości psychicznej, niestabilności emocjonalnej nie znajdują u nikogo wsparcia. Pozostawieni sami sobie czują się odrzuceni, noszą w sobie poczucie niesprawiedliwości. Dochodzi do tego ich pesymistyczne spojrzenie na świat: "Szukamy sensu w bezsensie świata. Rodzi się w nas smutek i bezradność. Świat nas nie uskrzydla, świat nas dołuje" - stwierdza uczeń czwartej klasy liceum. W takim klimacie powszechnego zła trudno być dobrym. Wtedy szuka się czegoś mocnego by pokryć swoje zagubienie.

4. Przebudzeni miłością

Śmierć Jana Pawła II zatrzymała świat. Przebudziła się w nas drzemiąca dobroć i miłość. Wielu z nas było zaskoczonych samym sobą, że stać nas na życzliwość i solidarność międzyludzką. Padały wtedy pytania - na jak długo to wystarczy? Czy rzeczywiście Jan Paweł II odmienił człowieka? Właśnie ta ciekawość była u podstaw badań, które przeprowadziłem dwa miesiące po śmierci Papieża, wśród młodzieży szkół średnich w Warszawie. Trwa ich szczegółowe opracowanie. Ale pierwsze obliczenia pozwalają już powiedzieć - że ta śmierć, że osoba Jana Pawła II nie pozostała tylko na płaszczyźnie manifestacji uczuć.
W badaniach postawiono pięć pytań. Pierwsze: Co się zmieniło w twoim życiu po śmierci Jana Pała II? Najczęstsze rodzaje wypowiedzi dotyczyły pięciu spraw: pogłębienia wiary, zmiany podejścia do życia, zainteresowania osobą Papieża, odczucia pustki i tęsknoty oraz odpowiedzi - nic się nie zmieniło.
Jeśli chodzi o pogłębienie wiary, młodzież wskazała ją na pierwszym miejscu jako owoc śmierci Jana Pawła II. Można, zatem zadać pytanie: Co przez to rozumieją? Pozwalam więc na głos autentycznych wypowiedzi: Pierwszy raz od dwóch lat poszłam do spowiedzi, co było jak najbardziej szczere. Zaczęłam chodzić do kościoła i naprawdę słucham tego, co mówi ksiądz - uczennica trzeciej klasy LO. Uczeń II klasy technikum: Zacząłem poważnie podchodzić do kwestii wiary, nie zaniedbuję od dwóch miesięcy codziennej modlitwy.
Jeśli na drugim miejscu młodzi wymieniają zmianę podejścia do życia, to pytamy, o co naprawdę chodzi. Po śmierci Papieża - pisze uczennica trzeciej klasy LO - zrozumiałam, że każdy umiera nawet, osoba tak blisko związana z Bogiem. Nagle runął mój świat bezmyślnych zabaw. Zrozumiałam, że trzeba dobrze żyć, a nie bawić się życiem. Życie jest tylko jedno, a później... Jej koleżanka z drugiej klasy LO dodaje - Przez śmierć Papieża zdałam sobie sprawę jaką jestem egoistką. Doszłam do wniosku, że powinnam siać dobro wokół siebie, a nie patrzeć jak to robią inni. Zrozumiałam też, że do śmierci trzeba się przygotować i się z nią oswoić.
Przez śmierć Papieża - pisze uczeń pierwszej klasy technikum - dotarło do mnie, że wobec śmierci wszyscy są równi. Umiera każdy: bankier, kierowca, żołnierz i najświętszy Papież. Od śmierci Jana Pawła II większym szacunkiem otaczam osoby starsze i chore.
Na trzecim miejscu wskazań znalazła się opinia, według której śmierć Jana Pawła II zwiększyła zainteresowanie Jego osobą. Na ten temat młodzież mówi tak: Po śmierci Jana Pawła II zrozumiałem, że tak naprawdę niewiele wiem o jego nauczaniu. Straciłem wiele mądrych słów pouczeń i wskazówek, które on dawał na bieżący czas. Zacząłem bardziej interesować się jego życiem i tym, co mówił. I inna wypowiedź: Mam poczucie winy. Nie uczestniczyłem w jego pielgrzymkach i tak naprawdę niewiele się jego nauczaniem przejmowałem. Śmierć Jana Pawła II obudziła we mnie ciekawość - dlaczego ten Papież był takim człowiekiem. Od pogrzebu przeczytałem już dwie książki o nim. Ale najbardziej wzruszające są takie słowa: Odszedł ktoś bardzo mi bliski, komu ufałam. Umarł ktoś jakby z mojej rodziny. Utraciłem szczęście i pewną cząstkę mnie. Umarł wielki Ojciec.
Ale i nie brakowało też głosów przeciwnych. Nic się nie zmieniło w moim życiu po śmierci Jana Pawła II. To stwierdzenie - "nic się nie zmieniło" należy podzielić na dwie grupy. Pierwsza grupa respondentów stwierdza: Nic się nie zmieniło, bo tak jak przed śmiercią byłem wierzącym i chodziłem do kościoła, tak i po Jego pogrzebie. I druga grupa - nic się nie zmieniło, to znaczy śmierć nie poruszyła jego osobistego życia.
Jeśli pierwsze pytanie dotyczyło bezpośrednio osoby, którą pytaliśmy, to drugie odnosiło się do środowiska, w którym żyje młody człowiek. Zapytaliśmy, co zostało w twoim środowisku z tego duchowego poruszenia po śmierci Jana Pawła II? Choć na obliczenia procentowe trzeba jeszcze poczekać, to kolejność odpowiedzi układa się następująco: Pozostała pamięć i wspomnienia, smutek i żal, uczestnictwo w modlitwach, nic lub niewiele, pamiątki materialne i nawrócenia.
A konkretnie młodzi ludzie tak to formułują: Mój brat po śmierci Jana Pawła II nosi w portfelu przy dokumentach obrazek Ojca Świętego - pisze uczennica czwartej klasy LO. Zapytałam, dlaczego tak robi? Odpowiedział - on mi przypomina, jak mam żyć. On mi pomaga.
W moim środowisku - pisze uczennica trzeciej klasy LO - znam osoby, które się nawróciły po śmierci Jana Pawła II. Ktoś inny dodaje: Widzę na Mszy świętej takich ludzi, którzy nigdy do kościoła nie przychodzili - uczeń trzeciej klasy LO.
Zdarzają się i to nierzadko, i takie wypowiedzi: Zaraz po śmierci Jana Pawła II organizowano różnego rodzaju Msze święte, akcje typu - światełko dla Jana Pawła II. Było to chwilowe. Każdy wtedy chciał pokazać jak bardzo to przeżywa. A teraz? Teraz już mało kto pamięta. Żyjemy doczesnym życiem. Ta śmierć była takim oderwaniem od codzienności, czymś tragicznym. Ale czas leczy rany - uczeń czwartej klasy LO. To straszne, ale jakieś trzy tygodnie po śmierci wszystko umilkło. Ludzie wrócili do codzienności - uczeń pierwszej klasy technikum.
Trzecie pytanie dotyczyło nauczania Papieża. Zapytaliśmy: Co w nauczaniu Jana Pawła II jest dla ciebie najważniejsze? Wiara Jana Pawła II w młodzież, to klucz do intymnej relacji, która przewyższa całą treść pontyfikatu. Taka jest opinia młodzieży. Na kolejnych miejscach młodzi wymieniają, tolerancję Papieża, walkę o pokój, zdolność jednoczenia ludzi oraz miłość.
Trzy pytania odnosiły się do minionych dwóch miesięcy po śmierci Ojca Świętego i ewentualnych zmian w życiu pokolenia Jana Pawła II. Ale było też pytanie o przyszłość: Co mógłbyś zmienić w swoim życiu ze względu na Jan Pawła II? Kolejność pogrupowanych wypowiedzi układa się następująco, oto kilka przykładów: mógłbym zmienić swoje zachowanie, mogłabym przestać żyć rozpustnie, mógłbym przestać brać narkotyki, mógłbym nie kłócić się z mamą i przeklinać ją w duchu, mógłbym postarać się wkładać więcej wysiłku w naukę, mogłabym przestać buntować się przeciwko Kościołowi.
Mógłbym więcej się modlić i regularnie chodzić do Kościoła - to druga grupa odpowiedzi.
Trzecia - mógłbym nauczyć się gotowości pomagania innym.
A czego ci będzie najbardziej brakowało po śmierci Jana Pawła II? - to ostatnie pytanie ankiety.
Na pewno samego Papieża jak osoby. Jego pięknej czystej duszy, pozytywnej aury. Jego pogody ducha i naprawdę prawdziwego wewnętrznego dobra i wielkiej mądrości - uczeń pierwszej klasy LO. A jego kolega dodaje: Brakuje mi Jedynego Wielkiego Polaka, mądrego Polaka, który umiał zająć się swoimi rodakami, zadbać o nich, podnieść na duchu i zjednoczyć. Czuję, że stado łosiów zostało samo, że nie ma nikogo odpowiedzialnego za nas.
Będzie nam brakowało Jego poczucia humoru, Jego duchowego przywództwa. Braknie też Jego pielgrzymek jak i narodowych rekolekcji.
Jakie nasuwają się wnioski po lekturze kilku setek odpowiedzi młodych ludzi? Oto pierwszy - ktoś, kto kocha młodych ludzi ma moc ich przebudzenia. Ktoś, kto wymaga z miłością staje się ich przywódcą. Ktoś, kto nie tyle poucza, co ich uczy staje się ich mistrzem.
Co zostanie z tego wielkiego zasiewu Papieża Polaka?
Ziemia objawia swoje wartości dopiero po zasiewie, nie wcześniej. Owoce przyjdą - miejmy cierpliwość.

Zakończenie
Czy młodzież jest nadzieją?
Badania socjologiczne pozwalają zbadać tylko pewną część rzeczywistości. Człowiek jest w swoich przeżyciach, postawach bogatszy niż opis socjologiczny. Po drugie wiek dojrzewania jest czasem szybkich przemian, które się w człowieku dokonują.
Młodzi są jak łąka na wiosnę. Po zimie może być na tej łące dużo brudu, rozpadających się resztek, ale w wiośnie jest taka siła, że wszystko przezwycięży. Zieleń trawy pokonuje zimową szarość. Kwiaty wyrastają nawet na butwiejących resztkach. W młodzieży jest ogromna siła, moc przemiany. Dlatego w młodzieży jest nadzieja.


Ks. Krzysztof Pawlina
Profesor, Papieski Wydział Teologiczny Warszawa