ks. Marek Dziewiecki

Obojętność na katechezie czy zobojętnienie egzystencjalne?



Wstęp

Katecheci zauważają obecnie wyraźnie rosnącą obojętność w postawach dzieci i młodzieży. Obojętność ta dostrzegana jest zarówno w czasie katechezy, jak i w kontaktach poza katechezą. Z drugiej strony również niektórzy katecheci i nauczyciele stają się coraz bardziej obojętni i „wypaleni” w życiu zawodowym i osobistym. W analizie tego zjawiska grozi zatrzymanie się na aspektach drugorzędnych czy dostrzeganie marginalnych jedynie jego uwarunkowań, np. tego, że katecheza odbywa się w szkole czy że ktoś prowadzi zajęcia bez odwołania się w wystarczającym stopniu do metod aktywizujących i technik multimedialnych. Celem niniejszej analizy jest wskazanie głównych —często głęboko skrywanych— przyczyn rosnącej obojętności wśród wychowanków i wychowawców oraz wskazanie skutecznego remedium w świetle Ewangelii, która uczy sztuki życia w świętości i radości.

Obojętność i zobojętnienie

Nie zawsze i nie w każdej postaci obojętność jest zjawiskiem niepokojącym. W pewnym zakresie jest ona czymś naturalnym i nieuniknionym. Wynika bowiem z faktu, że nie wszystko, co się dzieje w nas i wokół nas, jest jednakowo ważne i interesujące. Niektóre osoby, rzeczy, wydarzenia, a nawet piosenki czy wiersze poruszają nas tak mocno, że dostajemy „gęsiej skórki” i że po wielu latach wspominamy je ze wzruszeniem czy entuzjazmem. Inne spotkania czy doświadczenia są dla nas mniej istotne. Wobec jeszcze innych pozostajemy niemal całkowicie obojętni i nieporuszeni.

Poważny problem zaczyna się wtedy, gdy niemal wszystko staje się dla nas obojętne i gdy — w konsekwencji — nikt i nic nas już nie porusza, nie zdumiewa, nie fascynuje. Tymczasem tym, czym dla zdrowia fizycznego jest ruch, tym dla zdrowia psychicznego i duchowego jest entuzjazm, fascynacja, zaangażowanie. Właśnie dlatego najbardziej dramatyczna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy komuś staje się obojętny jego własny los. Jest to tak skrajna forma rozpaczy, że eliminuje ona nawet instynkt samozachowawczy.

Obojętność i bierność uczniów — a po części także nauczycieli - to zatem nie jedynie problem katechetyczny. To typowa postawa wielu ludzi we współczesnym społeczeństwie, zdominowanym kulturą ponowoczesności. Okazuje się, że kultura ta prowadzi nie tylko do cywilizacji uzależnień i śmierci, ale także do egzystencjalnego zobojętnienia, gdyż proponuje chwilową przyjemność w miejsce trwałej radości oraz sugeruje, że to, co posiadamy jest ważniejsze od tego, kim jesteśmy i jak postępujemy. Tego typu naiwna i toksyczna filozofia życia jest najkrótszą drogą do znudzenia, rozczarowania, zobojętnienia i bezmyślności. Nie jest zatem dziełem przypadku to, że ponowoczesność promuje buddyzm, który programowo prowadzi do zobojętnienia człowieka na własny los (dieta wegetariańska również temu służy), aby osiągnąć samozbawienie (nirwanę), czyli aby na powrót stać się beznamiętną i nieświadomą siebie kroplą w bezosobowym oceanie istnienia.

Zobojętnienie a iluzja łatwego szczęścia

Im więcej dostrzegamy przejawów zobojętnienia współczesnego człowieka, tym mniej „poprawne” politycznie jest mówienie o tym zjawisku. W oficjalnej propagandzie ponowoczesność jest bowiem uznawana za szczyt rozwoju i szczęśliwości. Z tego właśnie względu modne jest — zwłaszcza wśród ludzi młodych - „szpanowanie”, czyli odgrywanie roli „szczęśliwego” człowieka nawet w obliczu wewnętrznej pustki czy prób samobójczych. Ukrywaniu obojętności służy sięganie po substancje chemiczne, które zniekształcają nasze stany emocjonalne i stany świadomości. Już nie tylko na katechezie czy w codziennym życiu, ale nawet na randce czy na dyskotece wielu młodych ludzi nie potrafi odnaleźć w sobie choćby minimum radości i entuzjazmu. Usiłują „czuć życie” i „bawić się” dopiero wtedy, gdy są pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Z drugiej strony również katecheci i inni nauczyciele niechętnie mówią o zobojętnieniu swoich wychowanków ze względu na lęk o własną pozycję zawodową oraz ze względu na obawę, że zostaną uznani za osoby prowadzące zajęcia szkolne w sposób nudny i niekompetentny.

Źródła zobojętnienia

W życiu społecznym nie ma zjawisk przypadkowych. To nie przypadek, że właśnie kultura ponowoczesności prowadzi do egzystencjalnego zobojętnienia społeczeństwa na nieznaną dotąd skalę. Podstawowym źródłem takiego zobojętnienia jest proponowanie iluzji łatwego szczęścia i łatwej przyjemności jako „postępowego” sposobu na życie. W świetle empirycznych faktów obietnica tego typu łatwego szczęścia jest oczywistą utopią. Właśnie dlatego taka obietnica to najgroźniejsza pułapka, jaką człowiek może zastawić na samego siebie lub w jaką może być wciągnięty przez innych ludzi. Dla ludzi niedojrzałych i nieszczęśliwych najbardziej kuszące są bowiem miłe iluzje i obietnice szczęścia osiągniętego „na luzie”, bez wysiłku.

Uleganie iluzji łatwego szczęścia nie jest niczym nowym. Jest to powtarzanie na wielką skalę dramatu pierworodnej naiwności i pierworodnego grzechu. Istotą tego dramatu jest mit o szczęściu osiągniętym bez wysiłku i czujności, bez dyscypliny i współpracy z Bogiem, bez respektowania zasad moralnych i głosu sumienia, bez wierności i odpowiedzialności, a zwłaszcza bez miłości i prawdy. Pierwsi ludzie uwierzyli, że własną mądrością odróżnią to, co ich rozwija, od tego, co ich krzywdzi i że poradzą sobie z życiem bez Boga, a nawet wbrew Bogu. Zdecydowali, że jeśli będą się w tej sprawie z kimś konsultować, to na pewno nie z Bogiem, ale z jakimś „syczącym” głosem z zupełnie innego drzewa, niż rajskie drzewo odróżniania dobra od zła. Co więcej, uwierzyli, że jeśli przekroczą Boże przykazania, to sami staną się „bogami”. Oto pułapka łatwego szczęścia w postaci najbardziej radykalnej i pierwotnej. Obecnie takie syczące głosy i podpowiedzi współczesny człowiek może znaleźć w wielu programach telewizyjnych czy radiowych, wyczytać w czasopismach i na plakatach reklamowych, a nawet usłyszeć z ust osób, które uważają siebie za pedagogiczne „autorytety”.

Iluzja łatwego szczęścia prowadzi do zobojętnienia na życie z podwójnego powodu. Po pierwsze dlatego, że to co, osiągamy łatwo i bez wysiłku, może dać jedynie chwilową przyjemność, a następnie w nieuchronny sposób prowadzi do rozczarowania i znudzenia. Po drugie, szukanie łatwego szczęścia prowadzi do popadania w łatwe nieszczęście i bolesne cierpienie, a wtedy równie łatwym „rozwiązaniem” wydaje się zobojętnienie na własny los i na własne cierpienie.

Obserwujemy obecnie wiele przejawów podążania za iluzją łatwego szczęścia, zwłaszcza u ludzi młodych. Czytelnym przykładem w tym względzie jest szukanie łatwych pieniędzy, a zatem takich, które nie zdobywamy poprzez uczciwą i wytrwałą pracę, lecz poprzez cwaniactwo, korupcję, kradzież, czy sprzedawanie własnego ciała i sumienia. Podobną filozofią życia kierują się ci, którzy szukają łatwej kariery. Nie dążą oni do osiągnięcia wysokiego poziomu zawodowych kompetencji i odpowiedzialności, ale chcą awansować w oparciu o znajomości, łapówki i rezygnację z zasad moralnych. Szybko jednak przekonują się, że łatwo zdobyte pieniądze czy łatwa kariera nie przyniosły im entuzjazmu i radości życia.

Inny przejaw podążania za iluzją łatwego szczęścia to „łatwy” seks, czyli współżycie seksualne oderwane od miłości i odpowiedzialności. Mimo, że znaczna część tego typu zachowań prowadzi do przemocy i przestępstw (np. gwałt, molestowanie seksualne), a nawet śmierci (choroba AIDS, aborcja), to mit o istnieniu „łatwego” seksu trwa nadal. Równie groźny mit to wiara, że antykoncepcja czy prezerwatywa zapewni „bezpieczny” seks, alkohol czy narkotyk zapewni „bezpieczne” samopoczucie, a polisa na życie zapewni „bezpieczną” starość. Typowy przejaw iluzji łatwego szczęścia to także mit o istnieniu „łatwych” więzi, a zatem więzi opartych na czymś innym niż miłość, wierność i odpowiedzialność. Przykładem są tak zwane związki „partnerskie”. Wielu współczesnych ludzi łudzi się, że relacje, na których opiera się handel czy polityka, mogą być wystarczającą podstawą dla więzi w małżeństwie i rodzinie.

Niemniej destrukcyjne mity to przekonanie, że istnieją „łatwe” wartości, „łatwa” moralność czy „łatwa” uczciwość. Mity te przejawiają się w twierdzeniu, że wartościowe jest to, co dana osoba sobie ceni (nawet jeśli to jest narkotyk czy przemoc), że moralne jest wszystko to, co robi tak zwana większość społeczeństwa czy że każdy człowiek (także morderca lub złodziej) jest uczciwy, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądowym. Doszliśmy już do tego punktu, w którym politycy, dziennikarze, a nawet wychowawcy tworzą „łatwy” język, w którym wszystko jest pozytywne i dobre, tylko „inaczej”: kłamstwo to prawda inaczej, zniewolenia to wolność inaczej, zabijanie to ochrona życia inaczej, a kradzież to uczciwość inaczej.

Uleganie iluzji łatwego szczęścia prowadzi ostatecznie do sytuacji, w której najważniejszą zasadą staje się szukanie doraźnej przyjemności. W ten sposób postępowanie typowe dla niemowląt, małych dzieci czy ludzi skrajnie niedojrzałych staje się obecnie ideałem i miarą „postępowości”. Dzieje się tak mimo oczywistego faktu, że kierowanie się doraźną przyjemnością jest najkrótszą drogą do uzależnień, przestępstw i dramatycznych krzywd, wyrządzanych samemu sobie i innym ludziom. Zawężanie pragnień i aspiracji do szukania chwilowej przyjemności dosłownie za wszelką cenę, to sytuacja rozpaczliwa, gdyż rzeczywiście przejawem rozpaczy jest sytuacja, w której człowiek nie ma większych dążeń i celów w swoim życiu.

Przyczyny promowania mitu o istnieniu łatwego szczęścia

Podstawową przyczyną podążania współczesnych ludzi za iluzją łatwego szczęścia jest naiwność i słabość z jednej, a cynizm i manipulacja z drugiej strony. W każdych czasach ludzie marzyli o łatwym szczęściu i część z nich ulegała mitowi, że takie szczęście naprawdę na tej ziemi istnieje. Symbolem tego typu ludzi naiwnych i niedojrzałych jest syn marnotrawny z przypowieści Jezusa, który opuszcza kochającego ojca, naiwnie licząc na to, że sam ma lepszy, bo właśnie łatwiejszy pomysł na osiągnięcie radości i szczęścia. Równie naiwni okazują się współcześni rodzice, którzy starają się kochać swoje dzieci, ale nie stawiają im wystarczająco jasnych i stanowczych wymagań. Wielu takich rodziców to ostatnie pokolenie tych, którzy słuchali swoich rodziców i pierwsze pokolenie tych, którzy słuchają swoich dzieci. W konsekwencji przegrywają na tym obie strony.

Obecnie mamy jednak do czynienia z bardziej niebezpieczną niż dawnej sytuacją, gdyż toksyczny wychowawczo mit o istnieniu łatwego szczęścia jest podtrzymywany nie tylko przez naiwnych i niedojrzałych wychowanków czy niektórych równie naiwnych rodziców. Mit ten stał się „poprawną” politycznie ideologią dominującej kultury. Niestety nawet liczni pedagodzy i psycholodzy — a zatem ci, którzy z definicji powinni uczyć realizmu i zdrowego rozsądku - obiecują iluzję łatwego szczęścia, zachęcając do tak zwanego „pozytywnego” myślenia (zamiast myślenia realistycznego) oraz do tak zwanego „pozytywnego” obrazu samego siebie (zamiast obrazu realistycznego i zróżnicowanego). Ponadto tego typu psycholodzy i pedagodzy obiecują, że pomogą swoim wychowankom w osiągnięciu lepszego samopoczucia psychicznego bez konfrontowania ich z własną sytuacją życiową i bez mobilizowania do modyfikowania tych zachowań, przez które dany człowiek wyrządza krzywdę sobie lub innym ludziom. Tymczasem „poprawiać” sobie nastrój bez poprawiania własnej sytuacji życiowej to wierzyć, że wystarczy pomalować lustro, w którym się przeglądam, aby korzystniej wyglądać. Część (anty)wychowawców zeszła już na tak niski poziom demagogii i populizmu pedagogicznego, że podtrzymują absurdalne mity o spontanicznej samorealizacji, o wychowaniu bezstresowym, o tolerancji jako podstawie wychowania czy o szkole neutralnej światopoglądowo.

Jednak główną przyczyną obecnej mody na mit o łatwym szczęściu nie jest naiwność czy słabość, ale świadomie zaprogramowane działania ze strony cynicznych dorosłych. Utopia łatwego szczęścia to oficjalny program ponowoczesności, a zwłaszcza znacznej części polityków, ludzi biznesu oraz ludzi związanych ze światem filmu, teatru, rozrywki i środków masowego przekazu. W konsekwencji współczesna cywilizacja promuje egoistyczny indywidualizm i hedonizm, naiwny subiektywizm, cyniczny relatywizm oraz pustkę aksjologiczną.

Motywem działania cynicznych dorosłych jest chęć zdobycia łatwej władzy i łatwego zysku. Ludzie ci wiedzą, że najłatwiej rządzić i manipulować tymi, którzy są naiwni, uzależnieni i nieszczęśliwi. Na takich ludziach można też najwięcej i najszybciej zarobić, gdyż ludzie naiwni i nieszczęśliwi kupią najbardziej nawet toksyczne towary i usługi (np. alkohol, narkotyk, nikotynę, pornografię, prostytucję, antykoncepcję czy „usługi” aborcyjne) w poszukiwaniu choćby namiastki szczęścia czy ulgi. Z tego właśnie względu cyniczni politycy obiecują w kampaniach przedwyborczych, że zapewnią wszystkim łatwe szczęście i że dadzą im pełną „wolność” w życiu osobistym, rodzinnym i obyczajowym, łącznie z „wolnością” zabijania własnych nienarodzonych dzieci czy własnych rodziców - staruszków. Podobnie twórcy reklam obiecują, że kupno określonej rzeczy z pewnością zapewni kupującemu trwałe szczęście. W konsekwencji drugą — obok syna marnotrawnego — ikoną współczesnego człowieka jest biblijny Józef egipski, sprzedany do niewoli przez własnych braci, którzy zazdrościli mu jego snów i aspiracji, a jednocześnie chcieli na nim zarobić.

Konsekwencje mitu o łatwym szczęściu

Nieuchronną konsekwencją podążania za iluzją łatwego szczęścia jest ucieczka od prawdy i rzeczywistości w świat subiektywnych przekonań. Prawda bowiem otwiera nam oczy na oczywisty fakt, że na tej ziemi musimy wybierać między trudnym szczęściem (poprzez miłość i odpowiedzialność) a łatwym nieszczęściem (szukanie chwilowej przyjemności). Iluzja łatwego szczęścia prowadzi do stawiania subiektywnych i coraz bardziej absurdalnych przekonań w miejsce oczywistej, obiektywnej prawdy. Okazuje się, że w systemach totalitarnych ludzie boją się mówić o tym, co myślą, a w „nowoczesnych” demokracjach ludzie boją się... myśleć. Boją się myśleć zwłaszcza o własnym postępowaniu i o jego naturalnych konsekwencjach. Uleganie iluzji łatwego szczęścia prowadzi zatem do tchórzostwa wobec prawdy i do kierowania się w życiu samobójczą strategią typu: róbcie, co chcecie.

Równie dramatyczną konsekwencją ulegania iluzji łatwego szczęścia jest ucieczka od miłości. Mądra i wierna miłość, za którą najbardziej tęsknimy, stawia nam bowiem twarde wymagania. Jest nie tylko szczytem dobroci, ale też szczytem inteligencji i roztropności. Zamiast miłości, której uczy nas Chrystus, naiwny człowiek proponuje sobie tak zwane „wolne” związki. Tymczasem „wolne” związki nie istnieją, podobnie jak nie istnieje sucha woda czy kwadratowe koło. To wewnętrznie sprzeczne wyrażenie oznacza w rzeczywistości związki niewierne, nietrwałe i niepłodne. Do „wolnych” związków odwołują się jedynie ci, którzy nie wierzą, że istnieje chociaż jeden człowiek, który mógłby ich pokochać miłością wierną i nieodwołalną i że oni sami mogliby pokochać kogoś taką właśnie miłością.

W konsekwencji podążania za iluzją łatwego szczęścia i kierowania się doraźną przyjemnością, gwałtowanie rośnie liczba ludzi młodych, którzy są niezdolni do kierowania się prawdą i miłością, którzy nie doświadczają radości życia, którzy popadają w śmiertelne uzależnienia, rozpacz i obojętność na własny los, tworząc cywilizację naiwności, egoizmu i śmierci.

 

Katecheza miejscem rozwoju i budzenia radości życia

Katecheza jest nie tylko miejscem obserwowania rosnącej obojętności czy wręcz egzystencjalnego zobojętnienia wychowanków. Katecheza przeprowadzana w sposób merytorycznie pogłębiony (skoncentrowana na osobie Chrystusa i na Jego fascynującej miłości) oraz formalnie kompetentny (właściwy dobór tematyki, formy, języka i argumentów) staje się miejscem rozwoju i doświadczania radości życia przez dzieci i młodzież. Celem katechezy jest bowiem przyprowadzanie wychowanków do Chrystusa, by mieli oni szansę modlić się, myśleć i kochać na wzór Syna Bożego, który stał się człowiekiem. To właśnie dlatego chrześcijaństwo jest tak agresywnie atakowane zarówno przez ludzi naiwnych, jak — jeszcze bardziej — przez ludzi cynicznych. Ci ostatni będą zawsze odnosić się z agresją i przewrotnością do tej religii, która uczy trzeźwo myśleć i mądrze kochać.

W obecnym kontekście społecznym konieczna jest pogłębiona formacja katechetów duchownych i świeckich, by prowadzona przez nich katecheza stała się punktem wyjścia w procesie wyrywania wychowanków z letargu i zobojętnienia na własny los w oparciu o Bożą miłość i prawdę. Spotkania katechetyczne to ważny element wychowania chrześcijańskiego, czyli fascynowania wychowanka Bożą prawdą, która wyzwala oraz Bożą miłością, która przemienia i przynosi zaskakującą radość.

Dojrzały katecheta —zafascynowany Chrystusem i ewangeliczną drogą życia- to ktoś, kto dosłownie ratuje życie młodemu pokoleniu, gdyż chroni wychowanków przed iluzją łatwego szczęścia i kieruje się pedagogiczną mentalnością zwycięzcy, czyli proponuje dzieciom i młodzieży wyłącznie optymalną drogę życia: w prawdzie i miłości do Boga, samego siebie i bliźniego. Nic mniej nie wystarczy wychowankowi, by zmierzył się z własną tajemnicą i z własnym życiem w duchu entuzjazmu i by doświadczył radości, którą przynosi nam Chrystus. Życie w przyjaźni z Bogiem i ludźmi oraz promowanie (a czasem wskrzeszanie) w wychowanku Bożych pragnień i aspiracji to wprawdzie najtrudniejszy, ale też najpewniejszy sposób na przezwyciężanie zobojętnienia i egzystencjalnej apatii człowieka ponowoczesnego. Prawdziwą alternatywą dla cywilizacji uzależnień, zobojętnienia i śmierci jest wychowanie w oparciu o Ewangelię miłości i prawdy, czyli prawdziwej miłości.