ORĘDZIA MATKI BOŻEJ Z AMSTERDAMU
 


Czwarte ukazanie się: 29 sierpnia 1945

Widzę Panią. Daje mi znak, abym spojrzała na moją rękę. Patrzę i widzę dziwne rzeczy wychodzące z mojej dłoni. Rozpoznaję wielki smutek. Tak, wielkie strapienie leżące tu, na mojej dłoni, na które muszę patrzeć. Pani uśmiecha się i mówi:

Ale potem nadejdzie wielka radość.

Widzę promienie, jasne promienie, potem wielkie budowle, kościoły, liczne kościoły.

Trzeba, by to się stało wielką Wspólnotą.

Odczuwam na mojej dłoni straszliwy ból. I widzę wszelkiego rodzaju zawieruchy, które się rozpętały nad tymi kościołami. Potem Pani ukazuje mi trzech Papieży. W górze, po lewej - Pius X, pośrodku nasz Papież, a po prawej - przyszły Papież. Pani mówi:

Ci trzej przedstawiają całą epokę. Aktualny Papież i nowy to Bojownicy.

Pani ukazuje mi wojnę, która nadejdzie o wiele później. To nowa wojna, dziwna, wywoła straszliwe spustoszenia.

W łonie Kościoła wiele powinno się zmienić. Powinna być zmieniona formacja duchownych.

I widzę, jak przechodzą jeden za drugim, młodzi kapłani.

Formacja bardziej nowoczesna, lepiej przystosowana do tych czasów...

Pani dodaje, kładąc nacisk na te słowa:

...ale w dobrym znaczeniu, w dobrym Duchu.

I widzę Gołębicę fruwającą wokół mojej ściśniętej dłoni, która wysyła nowe promienie.

Wskazując Papieża Pani mówi: Szerokie spojrzenia, bardziej społeczne. Trzeba to osiągnąć. Liczne prądy skłaniają się ku socjalizmowi. Dobrze, ale pod warunkiem, że będzie to pod kierunkiem Kościoła.

Na twarzy Pani maluje się przygnębienie.

Mówi: Wiele, wiele musi się zmienić w formacji.

Widzę, jak się wznosi w opozycji do siebie wiele silnych przeciwstawnych prądów. Wielka walka rozpoczyna się w Kościele. I wtedy nagle Pani znika.

Piąte ukazanie się: 7 października 1945

Widzę na Dalekim Wschodzie słońce i księżyc. Księżyc jest w połowie do pełni. Czerwona flaga powiewa nad Chinami. Potem widzę muzułmanów i wszystkie ludy Wschodu. Ponad tymi ludami jest z jednego boku czerwień, a z drugiego - czerń. O wiele mniej czerni niż czerwieni. Słyszę głos:

To tak jakby to się zacieśniało i całkiem zawężało.

Długa, piękna droga otwiera się przede mną. Muszę nią iść, ale nie mam wcale ochoty. W tej chwili wiem, że reprezentuję ludzkość. W końcu podejmuję decyzję. Idę tą drogą. Strapiona, zmęczona idę powoli, bardzo powoli... A jednak idę i dochodzę do końca drogi.

Wtedy staję przed rodzajem wielkiego zamku ze wzniesionymi wieżami. Otwiera się brama, poruszana od wewnątrz i jakaś ręka zachęca mnie do wejścia, ale ja nie chcę. Mam ochotę zawrócić z drogi. W końcu wchodzę. Jakaś dłoń ujmuje moją dłoń. Wtedy rozpoznaję Niewiastę, odzianą na biało, Panią. Uśmiecha się i mówi: Chodź!

Dłoń mnie boli - to ból nie do wytrzymania - jednak Pani ściska ją silnie we własnej. Prowadzi mnie. Dochodzę do wspaniałego ogrodu. W pewnym miejscu tego ogrodu mówi:

To jest Sprawiedliwość. Trzeba jej szukać na zewnątrz.

Wykonuje szeroki gest jakby mi pokazywała otoczenie.

Trzeba ją odnaleźć, w przeciwnym razie świat się na nowo zagubi.

A dłoń mnie tak boli! Nie mogę już znieść tego bólu. Pani się uśmiecha i prowadzi mnie dalej. Dochodzimy do innego otoczonego miejsca ogrodu. Mówi:

To jest Prawda. Posłuchaj dobrze...

Kiwa palcem ostrzegawczo.

Prawda także tu jest, wewnątrz, ale nie ma jej tam, na zewnątrz... Nie, tam jej wcale nie ma.

O, jakże bym chciała, żeby Pani puściła moją dłoń! Trzyma ją tak silnie. Lecz oto nagle, jakbym leciała ponad czymś, co pokazuje mi Pani... Unoszę dwa palce i nagle widzę Papieża. Watykan jest ponad nim. Po chwili kontempluję cały Kościół Rzymski. W przestworzach jest wypisane słowo. Czytam:  ENCYKLIKI.

Oto - mówi Pani - dobra droga.

Wypowiada te słowa przenikliwym tonem. Potem ze smutkiem dodaje:

Ale nie są wprowadzane w życie.

Widzę Watykan i wokół cały Kościół katolicki. Pani patrzy na mnie i kładąc palec na ustach mówi:

To jak sekret między tobą a mną.

Znowu kładzie palec na ustach i bardzo cicho dodaje: Nawet nie zawsze tutaj.

Uśmiecha się, jakby dla dodania mi otuchy i mówi: Ale to może się ułożyć.

Wtedy dostrzegam inne kościoły różnych wyznań. Pani unosi palec w geście ostrzeżenia. Ukazując mi na nowo cały Kościół katolicki mówi:

Kościół katolicki może się oczywiście powiększyć, ale...

Zatrzymuje się. I widzę wszelkiego rodzaju ludzi na służbie religii: studentów, kapłanów, zakonników, zakonnice i innych przechodzących w zwartych szeregach. Pani potrząsa głową i powoli z naciskiem mówi:

Smutno to mówić, ale to niewiele warte.

Patrzy przed siebie. Jej spojrzenie jest surowe. Pokazując mi na nowo wszystkich tych studentów, kapłanów, duchownych, dodaje głosem w najwyższym stopniu stanowczym:

Lepsza formacja... Przystosować się do tego czasu, w sposób bardziej aktualny, bardziej społeczny.

I widzę, jak nad naszym Kościołem unosi się czarna gołębica. Dobrze mówię: gołębica koloru czarnego. Pani wskazuje ją palcem i mówi: To jest stary duch. On musi zniknąć.

Rzeczywiście - znika, gdyż szybko czarna gołębica staje się białą.

Oto nowa Gołębica. Wszędzie i na wszystkich rozlewa swą jasność. Ponieważ świat właśnie niszczeje, stacza się. Jeszcze kilka lat i świat już by nie istniał. Oto jednak nadchodzi nowy Duch. On odnowi świat. Ale...

Pani przerywa. Odczuwam powagę ostrzeżenia: Muszą...

Wymawia te słowa z surowością:

Muszą posłuchać. Chcą zawrócić i wyjść stąd. Odmawiają przyjścia w to miejsce...

Jesteśmy w Zamku.

To nic ludziom nie mówi.

Idąc naszą drogą znikłyśmy w głębi ogrodu i oto znalazłyśmy się przed wielkim Krzyżem. Pani mówi: Nieś go! On cię poprzedził.

Odmawiam. Wiem, czuję, poprzez moją odmowę, że wszyscy ludzie na ziemi odmawiają i odwracają się od Krzyża. Jakaś ręka chwyta moją dłoń. I widzę Panią, stojącą przede mną: Jej dłoń trzyma moją dłoń. Mówi: Chodź!

Widzę jakąś Osobę całą w świetle. Okrywa ją długi płaszcz. Idzie przed nami. Niesie bardzo wielki Krzyż, nie, wlecze go. Nie widzę twarzy tego Człowieka, bo jest cała rozświetlona. Idzie w świat obarczony Krzyżem, ale nikt nie idzie za Nim. Pani mówi:

Całkiem sam! Kroczy tam, całkiem sam, po świecie. I to będzie się tylko pogarszać, aż do dnia, kiedy coś bardzo poważnego nadejdzie. I nagle, dokładnie pośrodku tego świata Krzyż zostanie na nowo wzniesiony. Oto muszą na niego teraz patrzeć, czy tego chcą, czy nie.

Potem ukazują się liczne dziwne znaki. Widzę pod Krzyżem swastyki. Spadają. Potem - gwiazdy. Też spadają. Są sierpy i młoty. I wszystko to upada pod Krzyż. Czerwień też, ale czerwień nie ginie całkiem. Pani mówi:

Obecnie wszyscy podnoszą oczy. Teraz zgadzają się, ale za jaką cenę!... Było tak czarno nad ziemią i oto wszystko się rozjaśniło!

Dodaje: Teraz widzisz, że wszystko to jest bez znaczenia.

Zwalnia uścisk, jakim ktoś trzymał moją dłoń. I oto nagle widzę Panią. Stoi trzymając w dłoni różaniec. Mówi:  Trzeba wytrwać w modlitwie. Cały świat musi się modlić.

Wskazuje na Krzyż.

Trzeba, aby ludzie do niego powrócili, wielcy i mali, ubodzy i bogaci, ale ile to będzie kosztowało cierpienia...

Jest przede mną kula ziemska. Pani mówi:

Stawiam na świecie moją stopę. Pomogę im. Poprowadzę ich i doprowadzę do celu. Muszą mnie jednak słuchać.

Wszystko znika.

Szóste ukazanie się: 3 stycznia 1946

Słyszę głos: Anglio, bądź czujna!

Widzę w Anglii wielki kościół. Wydaje mi się, że to opactwo Westminster. Widzę jakiegoś biskupa, ale nie z kościoła rzymskiego.

Potem ukazuje mi się Papież. Siedzi z zatroskanym obliczem. I znowu biskup. Wiem, że to wszystko dotyczy Anglii. Widzę napisane słowo: Walka.

Co się dzieje we mnie? Jaki zamęt, jaki nieład. To tak, jakby cały mój byt się przekształcał. To odczucie nie do wyjaśnienia, nie do wyrażenia. Podnoszę oczy. Jest tam Pani, na lewo, stoi, na pewnej wysokości. Jest cała ubrana na biało. Coś mi pokazuje. Patrzę. To Anglia. Pani mówi:

Nadejdzie walka w całej Europie i poza nią.

Straszliwe odczucie paraliżu ogarnia moje członki.

Ta walka będzie ciężka: walka duchowa.

Pani mówi mi: Chodź!

Wskazuje na moją dłoń. Coś jakby krzyż jest na niej położone. Pani daje mi wtedy do zrozumienia, czego ode mnie oczekuje: mam, trzymając w dłoni krzyż, obejść cały glob ziemski i ukazać ten krzyż. Pani mówi:

Tak. Spójrz na ten krzyż.

Patrzę. W tym czasie krzyż znika z mojej dłoni. Zamykam dłoń i zaciskam pięść. Wiem, że mam dobrze obserwować: zaciskam pięść.

Pani mówi: Spójrz na nowo na krzyż.

I na nowo krzyż jest na mojej dłoni. Pani kiwa palcem w geście ostrzegającym.

Usiłują zastąpić ten krzyż innymi krzyżami.

Różne emblematy ukazują się w przestworzach, jakby powiewały. Rozpoznaję komunistyczny i także jakiś inny rodzaj: obalający, jeszcze nieznany, rodzaj pomieszania komunizmu i nazizmu. Pani mówi:

Chrześcijanie będą zmęczeni walką.

Ze smutkiem akcentuje słowo: "zmęczeni."

Ukazuje mi jakiś przedmiot. Rozpoznaję ambonę. Zostaje zabrana i zaraz przede mną widzę pustynię. Słyszę wezwanie. Wiele razy ta scena przesuwa się przed moimi oczyma. Potem na nowo Pani ukazuje mi Watykan w centralnym punkcie świata. Wygląda to tak, jakby się kręcił wokół własnej osi. Papież siedzi poważny, nieruchomy, z dwoma podniesionymi palcami, spoglądając przed siebie. Mam uderzyć się trzy razy w pierś. Ktoś przybywa. Jest na koniu i odziany w zbroję. Pytam: Kto to?

 

Słyszę: Joanna d'Arc.

Następnie jestem jakby zmuszona spojrzeć na moje dłonie. Mam wewnętrzne przekonanie, że to, co się ze mną dzieje, dotyczy całej ludzkości. Mówię: One są puste.

Pani wpatruje się w moje dłonie. I oto czuję się nakłoniona, by je złożyć. Unoszę oczy ku Pani. Ona się do mnie uśmiecha i porusza się, jakby miała zstąpić. Mówi: Chodź!

I oto znowu my, razem, ponad światem, przemierzając go. Nagle całe moje ciało ogarnia jakby najwyższe zmęczenie. Mówię:

Jestem tak zmęczona, tak straszliwie zmęczona!

Jednak, jakby nie zważając na to, Pani idzie swą drogą, pociągając mnie za sobą. Ukazuje się słowo napisane wielkimi literami. Czytam je głośno: Prawda.

Idziemy dalej. Poważnie, ze smutkiem Pani potrząsa głową i mówi mi:

Czy widzisz Miłość Bliźniego?

Patrzę na moje dłonie i odpowiadam: Mam puste dłonie.

Pani ujmuje mnie za rękę i idziemy dalej. Przede mną pustka, ogromna pustka. Mówi:

Gdzież więc znaleźć Słuszność, Sprawiedliwość?

Na nowo ukazuje się Krzyż. Jest wzniesiony w centralnym punkcie świata. Ukazując go gestem Pani zachęca mnie do jego podniesienia. Zamiast to uczynić odwracam się. W tej chwili wiem, że przedstawiam sobą ludzkość. Ujmuję krzyż, ale po to, aby go odrzucić. Pani mówi:

Nie!... Ten krzyż musi zostać podniesiony i umieszczony w samym centrum. Będą ludzie, którzy będą walczyć, którzy będą o to zabiegać. To ja ich do tego doprowadzę.

W czasie tych słów odczuwam straszliwy ból w całym moim ciele. Jęczę i uskarżam się: O! jakże mnie to boli! Wtedy słyszę potężny głos: Jerycho!

Pani się unosi i znowu jest w górze. Spogląda w dół. Patrzy na mnie i mówi:

Musisz to ogłosić. Dopóki to nie zostanie uczynione, dopóty nie będzie Pokoju.

Ponownie widzę Papieża. Liczni duchowni jak i inne osoby są u jego boku. Mówię:

Można by rzec, że uczestniczą w konferencji.

Pani mówi do mnie:  Walka duchowa rozszerza się po świecie. Ona jest jeszcze poważniejsza niż inna. I świat jest nią wstrząśnięty.

I nagle mam wrażenie, że dotykam Ziemi. To tak jakbym wchodziła do jej wnętrza. Czuję, że wnikam w głębiny Ziemi. Przechodzę przez różnego rodzaju korytarze.

Słyszę: Jestem tu.

Jakiś głos mówi: Ego Sum.

Ja mówię całkiem cicho: Świat jest mały.

Pani wskazując palcem mówi:

Idźcie i rozpowszechniajcie.

Nagle wszystko znika.

Siódme ukazanie się: 7 lutego 1946

Widzę nagle Panią. Unosi palec w geście ostrzegawczym:

Przyjrzyj się Europie.

Ostrzeż ludy Europy.

Jej spojrzenie jest nieruchome i poważne. Dodaje z tym samym gestem ostrzegawczym:

Ora et labora.

Pani pokazuje mi wilka. Idzie, przychodzi, przechodzi i wraca. Znika. Potem Pani ukazuje mi głowę barana z rogami wokół głowy, które są jakby przeplecione. Pani mówi:

Europa powinna mieć się na baczności.

Ostrzeż narody Europy.

Pani pokazuje mi Rzym. Widzę bardzo wyraźnie Watykan. Watykan kręci się wokół własnej osi. Pani - jakby po to, aby mnie wezwać - daje mi znak palcem. Mówi:

Chodź! Przypatrz się dobrze.

Patrzę. Pani unosi trzy palce, potem pięć palców. Wiele razy powtarza ten gest.

Patrz dobrze i posłuchaj:

Wschód przeciw Zachodowi.

Europo, uważaj!

I nagle: Anglia. Pani czyni krok, jakby chciała zejść na dół. Stawia stopę na Anglii. Składa ręce. Mówi: Anglio, biada tobie!

Pani na nowo daje mi znak, abym dobrze patrzyła. Widzę Rzym. Widzę Papieża. Siedzi. Trzyma otwartą księgę. Pokazuje mi ją. Nie umiem rozpoznać, co to za książka. Wtedy Najwyższy Kapłan pokazuje tę księgę wokół siebie. Pani mówi:

Wiele spraw musi się tam zmienić.

I wskazuje miejsce, na którym jest Papież. Przyjmuje poważny wyraz twarzy, potrząsa głową i znowu unosi trzy palce, potem - pięć. Jestem zmieszana. Słyszę, jak Pani mówi:

Nowe plagi spadną na świat.

Nagle otwiera się przede mną szeroka równina. Widzę na niej wielkie jajo i uciekającego strusia. Potem spostrzegam mnóstwo dzieci czarnej rasy. Przychodzi nowe ostrzeżenie i teraz widzę dzieci białe. Słyszę:

Pozwólcie dzieciom

przychodzić do Mnie.

Widzę Kogoś: to jaśniejąca sylwetka. Myślę, że to musi być nasz Pan. Stoi. Dzieci Go otaczają. Ukazują się słowa. Czytam:

Dzieci powinny być wychowywane

w nauce chrześcijańskiej.

Teraz przede mną fragment mapy geograficznej. Słyszę: Judea i widzę napis: Jerozolima. Rysują się dwie strzały. Jedna wskazuje: Rosja, druga: Ameryka.

Wtedy znowu widzę Panią. Widzę też księżyc. Mówię: Coś się dzieje z tym księżycem.

Czuję się, jakby Pani unosiła mnie ponad kulę ziemską, w przestworza. Wszystko, co widzę wokół mnie, jest dziwne i zadaję pytanie: Czy chodzi o jakieś zjawisko natury?

Pani mówi:

Narody Europy, zjednoczcie się.

Nie wszystko idzie dobrze. W centrum Europy widzę, że Niemcy podejmują liczne wysiłki, jakby chciały ją opuścić. Potem widzę Anglię i muszę dwiema rękami, mocno, trzymać Koronę, jakby się kołysała. Okrywam nią kraj. Słyszę:

Anglio, pojmij dobrze, jakie jest twoje zadanie. Anglio, musisz powrócić do Najwyższego.

I nagle Pani znika.

(c.d. w następnym numerze)

Na podstawie: LES MESSAGES DE LA DAME DE TOUS LES PEUPLES, wydanie z roku 1993

Stichting Secretariat "Vrouve van alle Volkeren",

Diepenbrockstraat, 3 1077 VX Amsterdam


Panie Jezu Chryste, Synu Ojca Przedwiecznego,
ześlij teraz Ducha Twego na ziemię. 
Spraw, by Duch Święty zamieszkał w sercach wszystkich narodów 
i chronił je od upadku, nieszczęścia i wojny. 
Daj, by Pani Wszystkich Narodów, która dawniej była Maryją, 
była Naszą Orędowniczką. Amen.

Czternaste ukazanie się: 26 grudnia 1947

 Nagle - wielka światłość i ból w mojej dłoni. Moja dłoń jest jakby zraniona przez snop promieni. W świetle stoi Pani. Mówi:

Zarysowuje się kopuła. Wydaje mi się, że to jest kopuła Jerozolimy. Słyszę:

Nagle widzę wyraźnie Kair i ogarnia mnie dziwne uczucie. Potem widzę wszelkiego rodzaju ludy Wschodu: Persów, Arabów i innych. Pani mówi: <Świat będzie jakby rozdarty na dwoje.>

Ukazuje mi się świat i widzę ziemię popęka­ną w poprzek przez wielką szczelinę. Ponad nią - wiszą gęste chmury. Pani mówi:

Mam odczucie nieszczęścia i nędzy. Wschód ukazuje się przed moimi oczyma. Widzę jego wioski o płaskich i białych dachach. Coś ciężkiego wchodzi do mojej ręki. Patrzę. Widzę jak się formuje krzyż. Mam go wznieść na ziemi. Krzyż jest ciężki. Chwieje się i kołysze, niebezpiecznie się kołysze od prawej do lewej i od przodu w tył. Zaraz upadnie... Nie, prostuje się, utwierdza i w końcu solidnie staje w ziemi. Wydaje mi się, że stał się lżejszy.

Teraz patrząc na podstawę krzyża widzę rozrzucone hełmy pośród kości. Wielki klucz zostaje mi włożony w ręce. Wymyka mi się. Upada pośrodku kości i hełmów. Sznur ludzi się zbliża. To młodzi żołnierze. Słyszę:

Ukazują się białe groby. Pojawiają się małe krzyże. Na nowo ból w mojej ręce. Widzę Europę u boku Ameryki. Są kreślone słowa:

Liczne symbole ukazują się i znikają szybko. Widzę pochodnie. Dają światło tylko na trzy strony: na zachód, północ i wschód. Widzę też ślady przeplecione, niebieskie i białe, a potem gwiazdy.

Następnie nadchodzi sierp i młot. Młot się odrywa od sierpa i wszystkie te symbole stykają się w jednym wirze. I oto do tego wiru wchodzi słońce i półksiężyc. W końcu jakieś zwierzę, kozioł lub kozica podskakuje pośród tego nieładu i kiedy wszystko się rusza na lewo formuje się okrąg, w którego centrum kręci się glob. Nagle wielki zegar słoneczny. Słyszę:

Zegar słoneczny zaciera się. Inny obraz zastępuje go, lecz tak szybko, że ledwie mam czas, żeby go dostrzec, gdyż to obiekt latający, który mnie mija w pobliżu. To rodzaj cygara lub torpedy, jakby z aluminium. Eksploduje. Dotykam się dłonią. Mam straszliwe doz­na­nia. Najpierw jest to pełne, całkowite odrętwienie: na raz jestem żyjąca i martwa. Potem ukazują się twarze - szerokie twarze - pokryte straszliwymi wrzodami, jakby rodzajem trądu. I oto ja obecnie odczuwam udręki straszliwych chorób śmiertelnych.

Jakieś bardzo małe rzeczy fruwają w powietrzu. Nie umiem ich ujrzeć gołym okiem. Patrzę przez coś. Wtedy widzę w powiększeniu na białych przestrzeniach te małe rzeczy. Nie wiem, jak to wyjaśnić.

Pytam:

Pani mówi:

Moja twarz puchnie. Moja głowa nabrzmiała i naprężyła się. Nie umiem nią poruszyć.

Pani mówi:

Jej głos staje się całkiem cichy:

Dodaje: Znika.

Piętnaste ukazanie się: 28 marca 1948 - Wielkanoc

Pani mówi:

W przeciwnym razie: zguba! Wszyscy chrześcijanie muszą się połączyć. Towarzyszyć temu będzie wiele bólu i wiele nędzy. Zjednoczcie się, walka się zaczyna. Bramy się otwierają. W Jeruzalem ludy Wschodu zakrywają sobie oblicza rękoma. Będą płakać i uskarżać się nad swoim miastem. Jest wielkie źródło, w którym wszyscy będziecie się mogli obmyć.>

Ukazują się słowa. Czytam:

Pani mówi dalej:

I oto Krzyż jest ustawiany na ziemi. Oplata go wąż. Ciemności zapadają wokół mnie. Widzę miecz. Jest zawieszony pomiędzy Europą i Wschodem. Z Zachodu przychodzi światłość. Słyszę, jak Pani mówi:

Wtedy ukazuje mi się Papież. Otacza go gwardia - gwardia wzmocniona. Pani mówi:

Wielkie chmury ciążą nad bazyliką św. Piotra. Pani mówi:

Na nowo bolesny krzyż staje na mojej dłoni. Jest tak ciężki, że ledwie mogę go utrzymać. Pani mówi:

I nagle jakby wielkie promienie światła odrywają się od niego. Światło znika, Pani również.

Szesnaste ukazanie się: 7 maja 1949

Muszę podnieść dwa palce. Podnoszę je. Widzę jakiegoś biskupa. Ma na sobie bardzo uroczyste szaty. Jest mi ukazywany kamienny katafalk. Na katafalku leży wysoki dostojnik kościelny. Ponad nim kardynalski kapelusz, nad nim - miecz i korona. Korona jest przechylona.

Widzę wielkie drzwi. Otwierają się. Jakaś osobistość w długiej szacie stoi przed drzwiami. Muszę przez nie przejść. Odczuwam niechęć przed przekroczeniem tego progu. Nagle ukazuje się Pani. Mówi:

Po wejściu do środka odróżniam obszerną przestrzeń kolistą.

Widzę Panią: siedzi żałobnych szatach. Na głowie ma biały welon. Jej rysy są zniszczone, twarz okrywają zmarszczki. Jest przygnębiona, pochylona w przód.

Odzywa się słowami:

Zauważam Krucyfiks i Ciało Chrystusa, które się od niego odrywa i zsuwa. Pozostaje tyl­ko nagi Krzyż.

- mówi Pani. Wielkie łzy toczą się w bruzdach zmarszczek jej twarzy.

Pogrążamy się - Ona i ja - w ciemnościach. Dalej, coraz dalej i dalej w ciemnościach! Przybywamy do jakiejś groty. Pytam:

Pani nakłania mnie do dotknięcia ściany. To kamień, naturalny kamień. A teraz dotykam podłogi: jest na niej trochę słomy. Leży na niej dziecko. Wtedy zewsząd przybywają ludzie. Pani mówi:

Nagle ta grota zamienia się w kościół, w nieskończony szereg kościołów. W tym koś­ciele jest też słoma i na tej słomie - dziecko. Pani zabiera mnie ze sobą. Idziemy wzdłuż wszystkich kościołów. Ona wskazuje mi ławki. Są puste. Mówi:

Kiedy tak patrzymy, ławki pokrywają się małymi białymi karteczkami, podobnymi do wizytówek. Jeszcze raz powtarza:

Pani przesuwa dłonią po wszystkich tych szeregach ławek, wtedy są na nowo bez kartek, nagie, puste.

Wydaje mi się, ze odczuwam jej chęć zapełnienia wszystkich tych wolnych miejsc. Wtedy ukazuje się biskup. Pani mówi:

Wskazuje na kościoły i dodaje: <Świat musi się oderwać od wszystkiego, a zwłaszcza Kościół.>

Widzę ponownie bazylikę św. Piotra. Papież siedzi z pochyloną głową. Przy nim, jego gwardia. Ta scena zostaje jakby przeniesiona do groty. Pani kreśli następujący znak: wielkie P, przekreślone przez X. Kładzie ten znak u stóp Papieża. Przed Papieżem jest umieszczony krzyż. Ten krzyż jest odwrócony pionową belką w górę. Pani mówi:

Papież siedzi, ma podniesione palce. Ponad jego głową jest napisane słowo:

Coraz więcej walki. Za Papieżem ukazują się żołnierze. Mają wysokie czapki. Oni także mają dwa palce podniesione. Pani mówi:

I widzę dwie potęgi przeciwstawne sobie. Wtedy nagle scena stała się równiną z polami zbóż, które powoli się kołyszą.

Pani mówi:

Powtarza:

Mówi jeszcze:

I jest mi ukazywany świat. Można by powiedzieć, że się cofnął. Pani mówi:

Jakiś głos woła:

Idę po omacku i słyszę:

I widzę można by rzec tego ducha.

Oto przybyliśmy do groty. Rozpoznaję w niej, zgromadzone na stosie wszystkie owoce, wszelkie bogactwa ziemi. Pani mówi:

I ukazuje mi nagi Krzyż. Kładzie go na ziemi. Widzę coś, czego jeszcze nie znamy. To coś centralnego, całkiem niebieskiego, jak przestrzeń o nieskończonej głębi. Wokół są obręcze o cudownych kolorach. Czuję się przyciągnięta jakby przez rodzaj magnesu. Pani mówi:

Idziemy dalej i nagle wchodzimy w światło. Dochodzę do innego kręgu. Ponad nim moje dłonie drętwieją, stają się obciążone, nieskończenie ciężkie. Odczuwam w moich dłoniach jakiś rodzaj cierpienia. To straszliwe bóle. To jest krąg jasny.

Obecnie widzę znowu, nagle, bazylikę św. Piotra. Przy niej: Kościół anglikański, potem Kościół armeński, potem Kościół rosyjski. Sznur opasuje Kościoły, a Papież trzyma obydwa końce. Papież przewodniczy.

Rozlega się słowo:

I ateiści tworzą półokrąg. Potem przychodzi inny półokrąg, który kończy opasanie Kościoła. Słyszę Panią. Mówi:

Widzę osła i uciekających ludzi. Na ośle siedzi kobieta trzymająca dziecko. To scena orientalna.

Widzę przede mną Europę i z boku Amerykę. W pełnym sercu Ameryki Północnej zauważam coś, co się rozszerza na Europę. Nie wiem, o co chodzi. Ludy Wschodu ukazują się z dala, bardzo daleko.

- Mówi Pani. Widzę to w oddali. Ukazuje mi się głowa trupa. Słyszę:

Wtedy muszę pociągnąć linię od Północy na Zachód, ukośnie, w dół. Nie wiem, co to oznacza. Pani mówi: Pani odchodzi.

 Fragment przesłań zanotowanych przez Idę Peerdeman w Amsterdamie, które zostały uznane za nadprzyrodzone. (c.d. w następnym numerze)

Na podstawie: LES MESSAGES DE LA DAME DE TOUS LES PEUPLES, wydanie z roku 1993

Stichting Secretariat "Vrouve van alle Volkeren",

Diepenbrockstraat, 3 1077 VX Amsterdam


Panie Jezu Chryste, Synu Ojca Przedwiecznego,
ześlij teraz Ducha Twego na ziemię. 
Spraw, by Duch Święty zamieszkał w sercach wszystkich narodów 
i chronił je od upadku, nieszczęścia i wojny. 
Daj, by Pani Wszystkich Narodów, która dawniej była Maryją, 
była Naszą Orędowniczką. Amen.