1Pochodzenie słowa „karnawał

Samo słowo „karnawał” wywodzi się z łaciny. Jednak różnie tłumaczy się samo pochodzenie tego słowa. I tak, niektórzy znaczenie tego słowa odczytują w odniesieniu do Wielkiego Postu, twierdząc, iż oznacza ono tyle, co „żegnaj mięso!” (łac. caro — mięso, vale — żegnaj). Inni doszukują się pochodzenia słowa „karnawałw łacińskim wyrażeniu carrus navalis, oznaczającym wóz w kształcie okrętu. Taki wóz prowadził parady w czasie rzymskich bachanalii, czyli uroczystości na cześć Bachusa, boga płodów i wina.

 

Pochodzenie karnawału

Karnawał wywodzi się z kultów płodności i z kultów agrarnych. Od głębokiej przeszłości utrzymywało się przekonanie, że im wyższe będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże. Między innymi dlatego karnawał jest tak ściśle związany z tańcami. W wielu krajach europejskich, zwłaszcza na wsiach praktykowano także tańce dookoła ogniska, najczęściej w formie koła. 

 

Chrześcijańskie znaczenie karnawału

Początkowo tradycja chrześcijańska zderzając się z nieodpowiednim moralnie  przeżywaniem karnawału ustanowiła w tym czasie tzw. okres Przedpościa, który był przygotowaniem do Wielkiego Postu. Okres Przedpościa obejmował trzy niedziele poprzedzające Środę Popielcową. Owo przygotowanie istniało w liturgii Kościoła do czasów związanych z reformą liturgiczną Soboru Watykańskiego II. Kościół obecnie nie sprzeciwia się uczestniczenia w zabawach karnawałowych, gdyż są one wyrazem ludzkiej radości („Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” – 1Kor 10,31). Należy jednak przeżywać ten czas zgodnie z moralnością chrześcijańską. Karnawał to okres trwający od uroczystości Objawienia Pańskiego (6 stycznia) aż do Środy Popielcowej. Kojarzony jest on przede wszystkim z zabawą i tańcem, który w okresie Wielkiego Postu będzie zakazany.  

Udział wierzących w zabawach karnawałowych jako wyraz chrześcijańskiej radości:

Często niesłusznie uważa się, że Kościół to wspólnota „ponuraków”, że jest On wrogiem ludzkiej radości, gdyż zabrania wielu rzeczy, które przynoszą człowiekowi radość. Należy jednak pamiętać, że prawdziwa radość nie polega tylko na zmysłowej przyjemności, zwłaszcza wtedy, gdy dążenie do egoistycznych uciech odbywa się kosztem innych osób. Prawdziwa zaś radość jest owocem Ducha Świętego, który daje nam moc do przeżywania każdej chwili naszego życia w Bożej radości, zgodnie z wolą Bożą. Radość tą można przeżywać na dyskotece, w szkole. W moralności chrześcijańskiej nie chodzi o to, aby walczyć z radosnym duchem karnawału, ale też nie należy traktować tego czasu jako okresu zawieszającego obowiązywanie chrześcijańskich zasad moralnych.

 
 

Karnawał poświęcony Matce Boskiej

Edyta Moczulska , Wojtek Wójcik

Karnawał w Oruro jest drugim po Rio de Janeiro karnawałem w Ameryce Południowej. W tym czasie centrum Boliwii na kilka dni staje się górnicze miasto Oruro, na którego ulicach trwa wielka fiesta w rytm tańca El Diablada. Historia karnawału w Oruro sięga czasów przedkolonialnych. W festiwalu Ito obchodzonym przez plemiona Uru poświęconemu hołdzie inkaskiej Matce Ziemi - Pachamamie oraz władcy podziemi - Tio Supay. W czasie, kiedy Hiszpanie opanowali ziemię południowo- wschodniej Boliwii i założyli pierwsze kopalnie srebra, festiwal został zakazany, a następnie wznowiony i oficjalnie przetransformowany w wersję chrześcijańską. Symboliczna postać Pachamamy została przemieniona w postać Matki Boskiej, a Tio Supay w postać Diabła. Na zróżnicowanie karnawału wpłynęła dodatkowo kultura niewolników sprowadzanych z Afryki do pracy w kopalniach.

Dzisiaj oficjalnie karnawał poświęcony jest Matce Boskiej z Socavon, opiekunce górników, która jest również patronką miasta Oruro. To właśnie kaplica Matki Boskiej Socavon jest celem paradujących procesji, które w niedzielę składają jej hołd i obwieszczają, że Dobro zwyciężyło Zło. Oprócz tej chrześcijańskiej wersji dni karnawału są dniami szaleństwa i pretekstem do niczym nieskrępowanej, dzikiej zabawy, podczas której wciąż dominują wpływy przedkolonialne i pogańskie wierzenia górników.

Główne uroczystości zaczynają się w sobotę przed środą popielcową i trwają przez trzy dni i noce. Każda z grup tanecznych ma do przejścia ulicami miasta ponad 4 kilometry. Paradujące zespoły reprezentują różne kultury i przedstawiają różne historie. Najbardziej znane to La Diablada i La Morenada. Pierwsza to taniec Diabła druga - Taniec Czarnych Niewolników. Oba tańce pochodzą z czasów kolonialnych, kiedy to górnicy przebierali się w fantazyjne kostiumy i paradowali ulicami miasta. La Diablada poświęcona jest El Tio, władcy podziemi, który czuwa nad dobrym losem górników. Co ciekawe, niektóre kroki są parodią sposobu poruszania się hiszpańskich prześladowców. Inne tradycyjne tańce to Caporales, Kantus, Kullawada, Llamerada, Potolo, Pujllay, Suri Sikuris, Tinku, Tobas and Waca Waca, każdy z nich reprezentuje inną grupę społeczną i opowiada inną historię. Na te kilka dni do Oruro zjeżdża się blisko 30 tysięcy tancerzy, ponad 10 tysięcy muzyków i 400 tysięcy gości z Boliwii i z zagranicy.

Centrum karnawału to 4 kilometry ulic, po których paraduje procesja. Wzdłuż ulic ustawione są trybuny dla publiczności. W tym czasie do Oruro przyjeżdża prawie pół miliona ludzi i to co się dzieje na ulicach, trudne jest do opisania. Karnawał to czas szaleństwa i oprócz strony oficjalnej, a więc pięknie przystrojonych tańczących procesji jest również druga strona: wielka fiesta podczas, której wszyscy tańczą i spożywają mnóstwo alkoholu. Nieodłącznym elementem karnawału w Oruro jest wielka bitwa wodna. Przypomina ona obchodzony w Polsce lany poniedziałek, jednak tutaj zaczyna się już kilka tygodni wcześniej. Podróżując w tym czasie po Boliwii nie sposób przejść przez ulicę nie będąc oblanym wodą, ku uciesze dzieci i dopingujących im rodziców. Główne narzędzie walki to karabiny wodne, zasięg: do 30 metrów, baloniki napełniane wodą, zasięg: ograniczony siłą wyrzutu oraz najbardziej dające popalić puszki z pryskającą pianą, zasięg: kilka metrów. Na czas karnawału przypada kulminacja tej zabawy. Podczas przejścia procesji walka na chwile ustaje. Karnawałowe stroje przygotowywane są miesiącami i niekiedy kosztują tysiące dolarów. Przyjęta jest żelazna zasada, że tancerzy pod żadnym pozorem się nie oblewa. Jednak już kilka metrów za procesją, niekiedy jeszcze w trakcie jej przejścia, ponad głowami tancerzy przelatują setki baloników wypełnionych wodą. Trybuna walczy z trybuną, ci z prawej biją na tych z lewej, ci z góry na tych z dołu, ci z dołu na tych co obok, dziewczyny na chłopaków, chłopaki na dziewczyny, dzieci, dorośli, staruszkowie. Jedna wielka zabawa, śmiech i krzyki, a czasem jakaś strapiona mina doszczętnie przemoczonej ofiary. Gringos, turyści z zachodu są traktowani z szczególną troską i żaden nie powinien przejść bez co najmniej jednego trafienia.

 

KARNAWAŁ PO STAROPOLSKU

Zpowodu surowego klimatu i przywiązania szlachty do życia na wsi, w Polsce nie ukształtowała się tradycja organizowania karnawałowych korowodów czy tańców pod gołym niebem. Nikt nie wytrzymałby całonocnej zabawy na trzaskającym mrozie, więc zastępowano ją wizytami u sąsiadów i znajomych. Naszym odpowiednikiem włoskich czy francuskich przebierańców stali się kolędnicy. Nie było wśród nich Arlekinów i Colombin, ale pojawiły się inne postacie: Bocian porywający kęsy dobrego jedzenia, Diabeł, który - tak jak wenecka maska - potrafił znienacka uszczypnąć i pocałować piękną dziewczynę, wzbudzająca strach Śmierć i król Herod, na którym można było wyładować swą niechęć do władzy. Najbardziej efektowną i lubianą imprezą karnawałową był jednak kulig. Przejażdżka saniami ciągniętymi przez przybrane w ozdobną uprząż konie, z muzyką i pochodniami, dostarczała nie mniejszych wrażeń jak parada kolorowych wozów z roztańczonymi maskami w ciepłych krajach Południa. Zwłaszcza gdy sypnął śnieg i zalśnił księżyc. Mniej radosną minę miał właściciel dworu, do którego zajeżdżało rozbawione towarzystwo. Jak pisał ksiądz-kronikarz Jędrzej Kitowicz, goście intensywnie opróżniali gospodarzowi spiżarnie, a "gdy już wyżarli i wypili wszystko co było, brali owego nieboraka z sobą, z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada".

PĄCZKI NA TŁUSTY CZWARTEK

Tradycję objadania się pączkami w dniu rozpoczynającym karnawałowe ostatki zawdzięczamy krakowskim przekupkom. W czwartek, wraz z innymi kobietami, przejmowały władzę nad miastem i wymierzały mężczyznom sprawiedliwość za całoroczny ucisk - przywiązywały ich do ciężkiej drewnianej kłody, obcinały guziki od kaftanów, obwieszały wiechciami słomy. Jak głosi legenda, w XVII w. akurat w tym dniu zmarł lubiany przez nie rajca Comber. Z powodu żałoby nie wypadało się bawić, więc zamiast straszyć mężczyzn, częstowały ich pączkami. Nie były to jeszcze przysmaki podobne do znanych obecnie. Przyrządzano je z ciasta chlebowego, faszerowano słoniną i smażono na smalcu - czwartek nie bez powodu nazywano tłustym. Pod koniec XVIII w. pojawiły się pączki słodkie, ale jeszcze bez nadzienia. W kilku ukrywano orzechy, a ich znalezienie stanowiło zapowiedź szczęścia w nowym roku. W XIX w. pączki nabrały dzisiejszego smaku i na trwałe wpisały się do ostatkowego menu.
 

Post a karnawał. Radość i asceza w chrześcijaństwie

ks. Czesław Galek

Zaniedbanie korzystania z możliwości odprężenia i rozrywki może mieć bardzo szkodliwe konsekwencje dla zdrowia, a nawet życia człowieka, czego przykładem są pracoholicy. Cywilizacja, 29/2009

Zarówno działalność zawodowa, jak i aktywność psychiczna oraz różnego rodzaju niepowodzenia życiowe, przeżywane sytuacje stresogenne męczą i wyczerpują człowieka, tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym, stąd też dla regeneracji sił, nabrania energii życiowej i sprawności psychicznej potrzebuje on odprężenia, odpoczynku oraz rozrywki, która skupia jego uwagę na czynnościach interesujących go i radosnych. Zaniedbanie korzystania z możliwości odprężenia i rozrywki może mieć bardzo szkodliwe konsekwencje dla zdrowia, a nawet życia człowieka, czego przykładem są pracoholicy.
Jednak w dzisiejszych czasach poważniejszym problemem moralnym, zwłaszcza wśród młodych ludzi, jest nadmiar rozrywki. Często współczesnego człowieka określa się jako homo ludens, czyli jako bawiącego się, oddanego rozrywce. Wielu ludzi istotny cel swojego życia upatruje właśnie w rozrywce, przyjemności sensytywno-witalnej, zabawie, alkoholu i seksie. Taki styl życia, charakterystyczny dla cywilizacji konsumpcyjnej, propaguje też większość mediów liberalnych[1], stąd też o współczesnej cywilizacji Jan Paweł II napisał, że jest to „cywilizacja skutku, użycia – cywilizacja «rzeczy», a nie «osób», cywilizacja, w której osoby stają się przedmiotem użycia, podobnie jak używa się rzeczy” [2].
Człowiek, kierując się rozumną troską o siebie, powinien zachować pewien umiar, jeśli chodzi o rozrywkę. Św. Tomasz z Akwinu wiąże to z przedmiotem specjalnej cnoty, którą nazywa eutrapelią. Rozumie przez nią złoty środek między niedocenianiem rozrywki i radości w życiu człowieka, a przesadnym oddawaniem się jej w sposób niepohamowany[3].

Radość i zabawa w życiu chrześcijanina
Przez radość rozumie się duchowo-psychiczne przeżycie dynamicznej równowagi działających na człowieka sił, oparte na rzeczowej ocenie wartości i ułatwiające rozwiązywanie konfliktów. Radość skupia energię człowieka na pozytywnych stronach życia. Jej ośrodkiem dyspozycyjnym jest świadomość ukształtowana na zdrowym światopoglądzie, stąd jej korzenie nie tkwią w zmysłach czy podnietach, ale w głębiach ludzkiego ducha, nie można więc jej utożsamiać wyłącznie z wesołością, humorem czy komizmem.
Radość duchowa może być także udziałem człowieka doświadczonego ciężkim cierpieniem lub przeciwnościami życiowymi i niekoniecznie musi się objawić wesołością. Psychologia widzi w radości przyjemność wywołaną uczuciami pozytywnymi. Jednak wiązanie radości tylko ze sferą afektywną utożsamia ją niesłusznie z wesołością. Tymczasem radość i zadowolenie obok elementów uczuciowych zawierają także element myślowy, który przejawia się w sądach wartościujących treść przeżyć[4].

Radość w tekstach biblijnych

By głębiej zrozumieć fenomen radości, należy sięgnąć do tekstów biblijnych. Już w Starym Testamencie można znaleźć wiele tekstów mówiących o niej. Psalmy podkreślają, iż człowiek pobożny znajduje swoją radość w Bogu (Ps 16, 11).

Przyczyną radości są także dobra ziemskie, które człowiek posiada (Pwt 12, 7). Naród izraelski radował się ze szczególnego wybrania go i prowadzenia przez Boga (Iz 44, 23). Okazją do radości były święta, często związane z ucztowaniem, muzyką i tańcami. Do takich radosnych momentów należała także uczta ofiarna (Pwt 12, 7). Stąd w czasie świąt naród wybrany przypominał sobie o „dniu, który Pan uczynił; radujmy się zeń i weselmy” (Ps 118, 24).

Ludzie radowali się z powodu miłości, jaką ich Bóg otaczał za życia, obiecując im szczęście wieczne: „Wyśpiewuj, Córko Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca […] Pan twój Bóg jest pośród ciebie. Mocarz – On zbawi” (Sf 3, 14.17).

Ludzie starotestamentowi odczuwali radość z powodu darów, które otrzymywali od Stwórcy, a przede wszystkim odpuszczenia grzechów: „Spraw bym usłyszał radość i wesele: niech się radują kości, któreś skruszył! Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! […] Przywróć mi radość z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ochoczym” (Ps 51, 10-14). Świadomość miłości Bożej wykracza poza sferę doczesną, sięga także do nadziei radości mesjańskiej, która urzeczywistni się z chwilą odkupienia, która będzie „radością i weselem na wieki” (Bar 4, 23).

Zagadnienie radości w jeszcze większym stopniu podkreślane jest w Nowym Testamencie, który ukazuje, że przyczyną tej radości jest Osoba Jezusa Chrystusa i związane z nią zbawienie. Orędzie o Jezusie nazywa się Ewangelią (Mk 1, 1) oraz orędziem radości, radosną nowiną (Łk 2, 10). Już w scenie Zwiastowania Maryja raduje się w Bogu, swoim Zbawicielu (Łk 1, 47).

Z chwilą przyjścia Chrystusa radość głoszona jest w sposób definitywny: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11). Również Mędrcy ze Wschodu radują się ujrzawszy gwiazdę na Wschodzie (Mt 2, 10).

Ewangeliści piszą również na temat radości samego Jezusa. Raduje się On z tego powodu, że uczniowie stali się świadkami wskrzeszenia Łazarza (J 11, 15). W przypowieści o zagubionej owcy Pan Jezus okazuje swoją radość z powodu nawrócenia grzesznika (Łk 15, 5). Do tej radości Pan Jezus zachęca swoich uczniów, pomimo że z jego powodu narażą się na prześladowanie: „Błogosławieni [szczęśliwi] jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5, 11-12).

Jednak kiedyś ich smutek zamieni się w radość (J 16, 20n). Nawet w obliczu męki i śmierci Chrystusa, jego uczniowie nie mogą popadać w rozpacz, mając na uwadze perspektywę Jego Zmartwychwstania: „Także i wy teraz doznajecie smutku, znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16, 22-23).

Uczniowie Chrystusa powinni się radować, ponieważ ich imiona zapisane są w niebie (Łk 10, 20) oraz doznają miłości Boga Ojca i Syna: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15, 10-11). Człowiek taką radość może wyprosić sobie w modlitwie: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16, 23).

Radość znajduje się też w centrum przypowieści Pana Jezusa, w których Królestwo Boże porównywane bywa do uczty albo uroczystości weselnych, jakie były okazją do wielkiej radości (Mt 9, 15). Radość z naśladowania Chrystusa i osiągnięcia Królestwa Niebieskiego jest porównywana do radości człowieka, który znalazł skarb ukryty w ziemi lub drogocenną perłę (Mt 13, 44n). Pan Jezus budził w ludziach radość swoją działalnością polegającą na uzdrawianiu chorych, wypędzaniu złych duchów, wskrzeszaniu umarłych i odpuszczaniu grzechów.

Źródłem wielkiej radości dla uczniów Chrystusa było Zmartwychwstanie. W poranek wielkanocny kobiety były pełne radości z powodu pustego grobu Chrystusa (Mt 28, 8). Również uczniowie radowali się widząc Zmartwychwstałego Pana (J 20, 20). Z radością uczestniczyli w łamaniu się chlebem (Dz 2, 46). Pierwotny Kościół jest przepełniony radosną wiarą w Chrystusa (1P 1, 8), dlatego radość w Panu jest jego istotną cechą (Flp 4, 4).

Św. Paweł zachęca współwyznawców do radości (2 Kor 13, 11). Źródłem radości może być nawet cierpienie dla Chrystusa (Kol 1, 24). W sposób szczególny radość z miłości Bożej staje się obecna dzięki działaniu Ducha Św. Pocieszyciela wobec tych, którzy naśladują Apostoła Narodów w pójściu za Chrystusem: „A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana” (1 Ts 1, 6). Radość jest owocem Ducha, który sprawia, iż wierzących w Chrystusa ogarnia tajemnica miłości Trójcy Świętej doświadczana w wierze i miłości: „A Bóg nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15, 13).

Żywy kontakt z Trójcą Świętą sprawia, że człowiek doświadcza radości ożywianej przez modlitwę i dziękczynienie: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Ts 5, 16-18). Głoszenie dobrej nowiny budzi i ożywia tę radość: „Oznajmiamy wam, co ujrzeliśmy i usłyszeliśmy, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna” (1 J 1, 3-4).

Chrześcijańska radość, która jest darem Bożym, jest czymś więcej, niż ucieczką w pocieszenie. Jest ona ściśle połączona z miłością do Chrystusa. Chrześcijanin powinien z Nim nieść brzemiona własne i cudze: „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorakich doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; w Niego teraz, choć nie widzieliście, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz” (1 P 1, 6-9).

Duch Św. w różnych sytuacjach historycznych odnawia radość ze Zmartwychwstałym, antycypując radość w wieczności: „Rzekł mu Pan: «Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię, wejdź do radości twego pana»” (Mt 25, 21 i 23).


Na podstawie analizy tekstów biblijnych można powiedzieć, że radość jest znakiem wyróżniającym uczniów Chrystusa. Zgodnie z logiką Kazania na Górze powinna ona im towarzyszyć nawet w ubóstwie, cierpieniu, wśród prób, prześladowań, w zaangażowaniu dla sprawiedliwości i pokoju, w służbie dla Królestwa Niebieskiego (Mt 5, 3-12).

W świetle wiary przy współdziałaniu z łaską Bożą chrześcijanin odnajduje odpowiedź na dręczące go pytania. W związku z tym przeżywa wewnętrzny pokój i zajmuje pogodną postawę wobec życia. Radość związana jest ściśle z czystym sumieniem. Źródłem radości chrześcijańskiej jest Chrystus Zmartwychwstały i Jego dar zbawienia. Radość jest uczestnictwem w Jego radości. Jej pełnia nastąpi u kresu życia[5].

Radość jest trwałym stanem ducha. Stąd powinna ona promieniować na innych. Chrześcijanin powinien być człowiekiem radosnym, a więc powinien utrzymywać kontakty towarzyskie z innymi ludźmi, uczestniczyć w zabawach i godziwych rozrywkach. Znany pedagog Aleksander Kamiński pisał: „Zabawa – to coś szerszego niż rozrywka, można by ją postrzegać jako odpoczynek czynny, wyrażający potrzebę ruchu, przygody, hazardu, zmienności wrażeń, iluzji” [6].

Johan Huizinga definiuje zabawę następująco: „Zabawa jest dobrowolną czynnością lub zajęciem, dokonywanym w pewnych ustalonych granicach czasu i przestrzeni według dobrowolnie przyjętych, lecz bezwarunkowo obowiązujących reguł, jest celem sama w sobie, towarzyszy jej zaś uczucie napięcia i radości i świadomość «odmienności» od «zwyczajnego życia»”[7]. Niestety, nieraz dla wielu ludzi rozrywka sprowadza się do bezkrytycznego korzystania z mass mediów. Wielu ludzi szuka też sztucznej radości w alkoholu, narkotykach czy nieuporządkowanym seksie, co zwykle kończy się dla nich tragicznie.

Asceza w życiu chrześcijańskim


Zadaniem chrześcijanina jest naśladowanie Chrystusa w Jego życiu i męce, których owocem jest chwała Zmartwychwstania. Powinien on upodabniać się do Chrystusa. Osiąga się to przez „krzyżowanie starego człowieka”, ażeby z czystym sercem dojść do kontemplacji Boga i doskonałej miłości. Pan Jezus zachęca swoich uczniów, by zostawili wszystko, poszli za Nim i naśladowali Go. Królestwo Boże jest tak wielkim darem, że domaga się pewnych wyrzeczeń i pracy nad sobą w celu zdobycia doskonałości.

Stąd św. Jan od Krzyża pisał: „A zatem, by wola mogła wznosić się do Boga, musi się raczej uwalniać od wszystkich rozkosznych i smakowitych rzeczy, niż opierać się na nich, gdyż wtedy dopiero spełnia należycie przykazanie miłości, mianowicie miłuje Boga ponad wszystkie rzeczy, czego nie może osiągnąć bez ogołocenia i wyzbycia się wszystkiego” [8].

Praktyki pokutne, zmierzające do zdobycia doskonałości przez człowieka, już w czasach starożytnych nazywano ascezą. Encyklopedia katolicka podaje: „asceza (od gr. askesis – ćwiczenie, od askein – obrabiać, kształtować ćwiczyć), trud (duchowy lub fizyczny) podejmowany przez człowieka dla osiągnięcia doskonałości moralnej, zjednoczenia z Bogiem i zbawienia przez opanowanie namiętności, samozaparcie, ograniczenie potrzeb życiowych, wyrzekanie się przyjemności i rezygnację z wygód” [9].

Asceza w rozumieniu chrześcijańskim oznacza pewien trening religijno-moralny, który zmierza do usunięcia wszelkich przeszkód stających na drodze do zbawienia oraz do ukształtowania sprawności niezbędnych do realizacji doskonałości i świętości. Walka z wadami i złem nazywa się ascezą negatywną, natomiast walka o urzeczywistnienie się ideału moralno-religijnego nosi nazwę ascezy pozytywnej[10].

Tak rozumiana asceza nie jest celem sama w sobie, lecz środkiem do zapewnienia prawdziwego dobra osobowego. Posiada też wartość dla całej wspólnoty nadprzyrodzonej, którą jest Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa. Stąd Jan Paweł II zachęcał do odkrycia na nowo praktyk ascetycznych, gdyż asceza „pomaga opanować i korygować skłonności natury zranionej przez grzech” [11].

Często pod adresem chrześcijańskiej ascezy padają zarzuty, że jest wroga człowiekowi i światu, że zmierza do przekreślenia ludzkich wartości doczesnych i radości życia. U ich podłoża stoi błędne posądzanie chrześcijaństwa o dualizm metafizyczny widzący w materii i ciele ludzkim przyczynę zła w świecie i człowieku. Jednak autentyczne chrześcijaństwo dalekie jest od tego manichejskiego podejścia, ponieważ Bóg jest stwórcą zarówno materii i ciała ludzkiego, jak i duszy ludzkiej: „i widział Bóg wszystkie rzeczy, które był uczynił, i były bardzo dobre” (Rdz 1, 31).

Grzech pierworodny nie zniweczył dobrego charakteru bytów, ale je skaził. Pomniejszył piękno i ład świata, ale nie zniweczył jego metafizycznego dobra. Stąd asceza nie jest negacją wartości materii, ciała i doczesności. Z drugiej strony chrześcijaństwo, pomimo że głosi optymizm metafizyczny, jednak nie popiera optymizmu moralno-historycznego, głoszącego, że człowiek z natury jest dobry, ponieważ dobro i ład moralny są w nim zagrożone[12].

Sobór Watykański II tłumaczy to następująco: „Człowiek, stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku historii nadużył swej wolności sprzeciwiając się Bogu i pragnąc osiągnąć cel swój poza nim. […] To, co wiemy dzięki Bożemu objawieniu, zgodne jest z doświadczeniem.

Człowiek bowiem, wglądając w swoje serce, dostrzega, że jest skłonny także do złego i pogrążony w wielorakim złu, które nie może pochodzić od dobrego Stwórcy. Wzbraniając się często uznać Boga za swój początek, burzy należyty stosunek do swego celu ostatecznego, a także całe swoje uporządkowane nastawienie czy to w stosunku do siebie samego, czy do innych ludzi i wszystkich rzeczy stworzonych. Dlatego człowiek jest wewnętrznie podzielony. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłem a ciemnością” (KDK 13).

Podział wewnętrzny i zło często są tak wielkie, że człowiek jest wobec nich bezsilny w swych ascetycznych zabiegach. Z pomocą musi przyjść mu Pan Bóg: „Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać o własnych siłach napaści zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami. Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnawiając go wewnętrznie i wyrzucając precz księcia tego świata” (KDK 13).

Asceza jest współpracą człowieka z Bogiem zmierzającą do przywracania ładu moralnego w człowieku, utraconego na skutek grzechu pierworodnego. Wg Jana Pawła II celem ascezy jest przemiana serca, czyli odwrócenie się człowieka od zła, a otwarcie się na zbawcze działanie Boga. Dokonuje się to przez „konkretny codzienny wysiłek człowieka wspartego łaską Bożą, aby stracić swe życie dla Chrystusa, co jest jedynym sposobem, by je zyskać; aby porzucić dawnego człowieka i przyoblec człowieka nowego” [13].

Potrójne kuszenie Jezusa przez szatana na pustyni oraz pouczenie św. Jana o pożądliwości ciała, oczu, i pysze życia (1 J 2, 16) wskazują na trzy zasadnicze kierunki ascezy chrześcijańskiej, które mają być środkiem zaradczym w nieładzie trzech podstawowych pożądań, czy też instynktów człowieka: instynktu samozachowawczego i posiadania, instynktu przekazywania życia oraz znaczenia. W życiu zakonnym niejako antidotum na te instynkty są potrójne śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Trzeba bardzo mocno podkreślić, że te instynkty nie są czymś złym czy godnym pogardy. Jeżeli jednak człowiek nie podda ich ślepej żądzy pod panowanie rozumu i woli, to nie tylko nie osiągnie pełni doskonałości chrześcijańskiej, ale także odpowiedniego poziomu życia na ludzkim poziomie, czyli życia rozumnego i wolnego. Zadaniem ascezy nie jest więc niszczenie instynktów tkwiących w człowieku, ale przywracanie im ładu działania poprzez podporządkowanie ich rozumowi i woli, a całego człowieka Duchowi Bożemu[14].

Chrześcijańskie powołanie do doskonałości i świętości związane jest z pokutą, która jest jednym z przejawów ascezy. Do jej istoty należy wewnętrzna przemiana, odnowa ducha (metanoia) poprzez zerwanie z grzechem i nawrócenie się do Boga w Jezusie Chrystusie. Duch pokuty powinien skłaniać człowieka do podejmowania różnorakich dzieł pokutnych.

Ich minimum zawarte jest w przykazaniach kościelnych, z których jedno mówi, żeby w czasach zakazanych nie urządzać zabaw hucznych, a inne wzywa do zachowania postu i wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. Jeśli chodzi o uczynki pokutne, to zgodnie ze starodawną tradycją chrześcijańską należą do nich modlitwa, post i uczynki miłosierdzia (jałmużna). Szczególny charakter pokutny posiada czterdziestodniowy okres Wielkiego Postu. Dniami obowiązkowej pokuty są także wszystkie piątki w ciągu roku oraz Środa Popielcowa[15].

Jan Paweł II zachęcał do ascezy poszczególne stany. Kapłanów pouczał, że podołają swoim trudnym obowiązkom, jeśli ufna modlitwa wraz „z sakramentami Kościoła i z ascezą, będzie pośród trudności umacniać nadzieję, zachęcać do przebaczenia, będzie dodawać ufności i odwagi do podjęcia drogi na nowo” [16].

Natomiast osobom zakonnym radził, by pamiętały iż „praktykując ascezę osobistą i wspólnotową, która oczyszcza i przemienia całe życie” i przeciwstawiając się „pokusie egocentryzmu i zmysłowości dają świadectwo autentycznego poszukiwania Boga” [17]. Natomiast małżonkom przypominał, że „dochowanie wierności bywa niekiedy trudne i wymaga ofiary, umartwienia i zaparcia się siebie” [18]. Do młodzieży apelował: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” [19].

Również wielcy pedagodzy podkreślali rolę ascezy w kształtowaniu charakteru[20]. Dla przykładu znany pisarz i publicysta, a zarazem znakomity pedagog, Bolesław Prus (1847-1912) zachęcał do niej następującymi słowami: „O ukochana młodzieży polska! mów sobie, co chcesz, stosuj się do sezonowej mody, drwij sobie ze starych zacofańców, ale – szanuj moralność i nie żartuj z tak zwanego ascetyzmu, czyli z panowania nad sobą. Naród bowiem, który wyparłby się etyki, byłby próchnem, a naród, którego obywatele nie umieliby panować nad sobą, nieodwołalnie stać by się musiał cudzym niewolnikiem”[21].

Polecał metodę „drobnych kroków”, którą już w tamtych czasach proponowała św. Teresa z Lisieux. Jej ducha oddają następujące rady: „Wstawać rano o kwadrans wcześniej, zjeść o jedną łyżkę mniej, powstrzymać się od drobnego wydatku, pójść na spacer o godzinie, którą wyznaczyliśmy sobie przed tygodniem, złożyć wizyty, kiedy się nie ma ochoty, oto drobne zwycięstwa, po których możemy przystąpić do wyplenienia z siebie złych nałogów, a z czasem ważyć się na czyny bohaterskie. Czy to są trudne zadania?... a przecież mogą zmienić charakter!” [22].

Reasumując, raz jeszcze trzeba wyraźnie podkreślić, że chrześcijańska asceza nie jest sprzeczna z radością, czego przykładem jest postawa tych świętych, którzy z jednej strony byli wielkimi ascetami, a z drugiej – ludźmi niezwykle radosnymi. Przykładem takiej postawy może być św. Franciszek z Asyżu, który często śpiewał na cześć Boga i brał udział w ucztach. Przed śmiercią prosił, by jeden z braci zakonnych zagrał mu na skrzypcach. Do postawy radości zachęcał też współbraci[23].

Jeden z autorów stwierdza wręcz, że „nie ma, nie może być prawdziwej religijności bez radości. Święci są najwyższym świadectwem życia oświeconego. «Smutny święty jest smętnym świętym» – mówiła św. Teresa, która coś o tych sprawach wiedziała” [24]. Dlatego każdy chrześcijanin z jednej strony powinien uczestniczyć w zabawach, których symbolem jest karnawał, ale nie powinien też zaniedbywać praktyk pokutnych, które symbolizuje Wielki Post. Z

achowanie odpowiednich proporcji między tymi dwoma okresami jest warunkiem prawidłowego rozwoju człowieka i źródłem prawdziwej radości, bo „prawdziwa radość nigdy nie jest tania. A niektóre karnawałowe hulanki nie potrafią ukryć piętna smutku, który w sobie noszą, ani poczucia samotności, do którego prowadzą. Wielu z przebierańców uważa, że ogarnia ich radość, gdy tymczasem jest to zaledwie komizm i błazeństwo” [25].

*****

ks. Czesław Galek - Doktor pedagogiki, adiunkt w Katedrze Pedagogiki Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Zamościu; publicysta „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego” oraz zamojskiej edycji „Niedzieli”. Przedmiotem jego naukowych zainteresowań są pedagogiczne aspekty historii i kultury Zamojszczyzny oraz polska myśl pedagogiczna przełomu XIX i XX w. Autor książek: Roztoczańskie zamyślenia (2000), Myśl pedagogiczna Bolesława Prusa na tle pozytywizmu polskiego (2005), Pamięć i krzyże. Szkice pedagogiczno-historyczne (2007) oraz artykułów: Bolesława Prusa ziemia ojczysta „ostoją dla narodu” (2004), Zagrożenia wychowawcze związane z dominacją ikonosfery w mass mediach (2006), Ideały wychowawcze Bolesława Prusa (2006).