św. Franciszek Salezy

Opoka

24 stycznia obchodzimy święto św. Franciszka Salezego, od którego wzięło nazwę Zgromadzenie Salezjańskie.

http://spm.salezjanie.pl/wp-content/uploads/2010/01/sales.jpg

Św. Franciszek Salezy /1567-1622/
Pięć zasad życia duchowego według św. Franciszka Salezego
1. „Trzeba rozkwitać tam, gdzie Bóg nas zasadził”
2. „Ćwiczenie w cnotach”
3. Spotykać Boga w wydarzeniach codziennych
4. Łączyć modlitwę i życie
5. Codzienność przemieniona
/Na końcu znajduje się również krótka nota historyczna/

 

1. „Trzeba rozkwitać tam, gdzie Bóg nas zasadził”
To zdanie, przypisywane Franciszkowi Salezemu, bez najmniejszej wątpliwości wskazuje na jeden z podstawowych rysów tej duchowości. Na pierwszym miejscu polega ona na szczerym umiłowaniu własnego stanu życia. Pani Brûlart, która zazdrościła sytuacji swojej siostry zakonnicy, tłumaczył: „Trzeba kochać to, co kocha Bóg; otóż On kocha pani powołanie; my też je naprawdę kochajmy i nie upierajmy się przy myśli o powołaniu innych” (LTY II 351). Powód jest oczywisty: „Jeśli chcemy być święci według naszej woli, nigdy nimi nie będziemy naprawdę; musimy nimi być zgodnie z wolą Bożą. Otóż wolą Bożą jest, by pani, z miłości do Niego, szczerze kochała praktykowanie swojego stanu” (LTY III 214).
Kiedy indziej napisze do pani Brûlart: „Proszę nie siać swoich pragnień w ogrodzie bliźniego; proszę uprawiać wyłącznie własny ogród. Niech pani nie pragnie nie być tym, czym jest, ale pragnie bardzo mocno być tym, czym jest. […] Czemu służy budowanie zamków w Hiszpanii, skoro musimy mieszkać we Francji? Taka jest moja stara nauka,    i proszę ją zastosować; powiedz mi, droga córko, czy naprawdę tak postępujesz” (LTY II 167).
Tutaj dotykamy palcem duchowego realizmu Franciszka Salezego, który niczego bardziej się nie obawia, jak mnożenia bezowocnych pragnień. „Dobrze jest wiele pragnąć, ale trzeba wśród pragnień zaprowadzić porządek i w rzeczywistości wydobywać każde z nich zgodnie z czasem i z własną możliwością. […] Najmniejsze dokonanie jest bardziej pożyteczne niż wielkie pragnienia rzeczy oddalonych od naszych możliwości, jako że Bóg bardziej pragnie u nas wierności w małych rzeczach, które stawia w granicach naszych możliwości, niż zapału do wielkich, które od nas nie zależą” (LTY II 182). Mówił także: „Niekiedy nazbyt się upieramy, żeby stać się dobrymi aniołami, a zaniedbujemy bycia dobrymi mężczyznami i dobrymi kobietami” (LTY II 204).
Tego typu duchowość unika „wyjątkowości”, zwłaszcza w sferze pobożności, w której naraża się na zbytnią widoczność. W jednej z Rozmów ze swoimi córkami z klasztoru wizytek mówił        w związku z jedną z nich: „Jeśli chce zostać świętą świętością wyjątkową, to jej sprawa, ale takich świętości stale trzeba się obawiać. Gdy chcemy być świętymi świętością prawdziwą, trzeba by była ona wspólna, jak świętość naszego Pana i Matki Bożej” (RZM XVIII 1256). Jednym z ulubionych jego powiedzeń było, że „nie trzeba pragnąć dojścia do świętości całkiem nagle; należy postępować wspólną i zwyczajną drogą, która jest najpewniejsza” (TMB….).
Póki co, nigdy nie wolno mylić doskonałości, do której są wezwani wszyscy, niezależnie od swojej sytuacji, ze „stanem doskonałości”, który normalnie dotyczy życia zakonnego. „Bo wielka zachodzi różnica między stanem dos­konałości a doskonałością. Wszyscy biskupi i zakonni­cy są    w stanie doskonałości, a nie wszyscy są doskonali. Co, niestety, aż nadto rzuca się nam w oczy” (FIL, s. 175). Wszyscy zostali wezwani nie tylko do doskonałej miłości, jaką jest świętość, a doskonałość jest dostępna dla wszystkich. Znamienny jest jego wniosek: „A my, gdziekolwiek jesteśmy, wszędzie możemy i powinniśmy troskliwie się starać o życie doskonałe” (FIL, s. 23).


2. „Ćwiczenie w cnotach”
Jak dotąd, owa duchowość wydaje się raczej pasywna: trzeba zgodzić się na życie takie, jakie się jawi, na swoją własną rzeczywistość, i starać się ją kochać jako wyraz woli Bożej i Jego miłości wobec nas. Ale to stanowi jedynie punkt wyjścia. Teraz chodzi o rozwinięcie konkretnej postawy działania, którą Franciszek Salezy nazywa „ćwiczeniem w cnotach”. Po uznaniu i wyrażeniu zgody na chwilę obecną  i na opatrznościowe miejsce, w którym Bóg „nas zasadził”, trzeba „zakwitnąć” i wydać owoc, ale zawsze licząc się z sytuacją konkretną i z powołaniem każdego.
W życiu chrześcijańskim wszystko jest owocem łaski Ducha Świętego, ale dar łaski wymaga współpracy człowieka. Nabywanie cnót wymaga w każdym razie sporej dozy wysiłku, odwagi, zdecydowania, wytrwałości i bezinteresowności. Do swoje siostry Gaspardy pisał: „Wierz mi, prawdziwa cnota nie wzrasta w odpoczynku zewnętrznym, podobnie jak dobre ryby w zgniłych wodach bagien” (LTY IV 339). Chodzi tu o prawdziwe ćwiczenie – taki jest sens słowa asceza – albo „walka duchowa”.
Cnoty do praktykowania są różne w zależności od osoby, a „w wyborze cnót, w których mamy się ćwiczyć, winniśmy się skłaniać raczej do tych, które są bardziej zgodne z naszym powołaniem i z naszymi obowiązka­mi, aniżeli do tych, które nam bardziej przypadają do smaku. […] Każde powołanie wymaga ćwiczenia się w osob­nej, jemu właściwej, cnocie. Inne są cnoty duchownych, a inne świeckich; inne żołnierskie, inne biskupie, a inne królewskie; inne panieńskie, inne małżeńskie, a inne wdowie” (FIL, s. 131-132).
Żeby jednak nie pomylić drogi przez odwracanie priorytetów, trzeba wiedzieć, że istnieje hierarchia cnót. Dla Franciszka Salezego nie ma najmniejszej wątpliwości: na czele staje miłość, podczas gdy inne towarzysza jej lub ją naśladują: „Matka i królowa pszczół nie wychodzi w pole ina­czej, jak z całą swą dziatwą, z całym swoim ludem. Po­dobnie i miłość, wchodząc do serca wprowadza z sobą cały rój wszystkich cnót, szykując je i ćwicząc, niczym wódz żołnierzy” (FIL, s. 130). Inne cnoty – szczególnie łagodność – zależą od miłości, są jej wyrazem i konkretnymi realizacjami lub także środkami do ich jej nabywania, bowiem wielką prawd a jest, że „jedynie miłość czyni nas doskonałymi” (FIL, s.174).
Czym stają się w tym wykazie cnót tradycyjne ćwiczenia ascetyczne? Nie ulegają zniszczeniu, ale przesunięty jest akcent. Tak właśnie Franciszek Salezy poleca raczej pracę niż post, raczej umiarkowanie w przyjemnościach niż wyrzeczenie. Zamiast wybierać stale najgorsze jako pokutę, lepiej jest wstrzymać się od wyboru:
Większą wydaje mi się cnotą jeść bez wyboru to, co nam podadzą, i w takim porządku, w jakim nam podadzą, czy nam do smaku, czy nie do smaku, aniżeli zawsze wybierać co gorsze. Bo choć ten ostatni sposób może się wydawać ostrzejszy, to jednak w pierwszym jest więcej zaparcia się siebie samego, tym bowiem sposobem wyrzekamy się nie tylko sma­ku, ale i własnej woli; bo niemałym jest umartwieniem poddawać się w sprawach smaku obcej ręce i zdać go na wszelki traf. A przy tym ten rodzaj umartwienia – dla nikogo niewidoczny, nikogo nie zasmucający – jest jedynie właściwy w życiu społecznym (FIL, s. 217-218).


3. Spotykać Boga w wydarzeniach codziennych
Życie duchowe, tak jak je pojmuje Franciszek Salezy, nie dotyczy „wyłącznie spraw nadzwyczajnych, ale głównie codziennej drobnej krzątaniny”. Wydaje mu się to tak ważne, że nalega: „Dobrze jest zmierzać ogólnym dążeniem do najwyższej doskonałości życia chrześcijańskiego, nie należy jednak filozofować w odniesieniu do szczegółów, chyba tylko na temat poprawy i na temat postępu zgodnie z codziennymi wydarzeniami z dnia na dzień” (LTY IV 122). Nie trzeba czekać na okoliczności nadzwyczajne, by praktykować niektóre cnoty, jak spokój czy panowanie nad sobą w strapieniach. Właśnie pośród najbardziej banalnej codzienności może dokonać się spotkanie w Bogiem. „Czy chcesz podobać się Bogu? Jeśli nie wybrałeś rodzaju życia, wybierz go; jeśli go wybrałeś, wykonuj obowiązek swego stanu: tu znajdziesz Boga, Bóg się tobą zaopiekuje” (KAZ II 194).
Po aktywnym aspekcie duchowości dnia codziennego, trzeba przyjrzeć się „szczytowi” tej duchowości, którym może być jedynie szczytem gotowości, gościnności, oddania się. Jeżeli jest jakiś ważny punkt w duchowości Franciszka Salezego, to jest nim „święta obojętność”, streszczona w formule: „Niczego nie żądać, niczego nie odmawiać”
Autor wychodzi od zasady, że wszystkiego, co zdarza się w życiu – z wyjątkiem grzechu – Bóg chce, a przynajmniej to dopuszcza. Wobec tego ten, kto naprawdę Boga kocha, gotowy jest przyjąć każde wydarzenie, jakie by nie było, z „prostym usposobieniem” przyjmowania tego, co przyjdzie, jako przychodzące „z Bożego upodobania” (TMB IX 15). Bóg daje się poznać w wydarzeniu czy to gdy je zsyła, czy gdy je tylko dopuszcza.
Gdy idzie o pasywność i o świętą obojętność, która w istocie polega na skrajnej obojętności woli w odniesieniu do tego, co się zdarzy, Franciszek Salezy sam uściśla sprawy, biorąc przykład   z choroby. Filotei poleca: „Gdy zachorujesz, użyj lekarstwa, na jakie cię stać i podług Boga, bo inaczej czyniąc, kusiłabyś Go. Ale to uczyniwszy, wyczekuj skutku z zupełnym zdaniem się na wolę Bożą. Jeśli Mu się spodoba, żeby lekarstwo zwyciężyło chorobę, dziękuj Mu w pokorze; ale jeśli zechce, żeby choroba zwyciężyła leki, błogosław Mu w cierpliwości” (FIL, s. 142). Tak właśnie mądrość i świętość doprowadzają mnie do przyjęcia tego, co nieuniknione, lecz nie tylko do przyjęcia, ale do pragnienia tego, czego chce Bóg, spajając własną wolę z Jego wolą.
Ostatnia Rozmowa założyciela wizytek na dwa dni przed śmiercią dotyczyła właśnie „świętej obojętności”. Poproszony o to, by powiedział „to, co najgłębiej nam się wyryje w pamięci”, odpowiedział: „Co mam ci powiedzieć, droga córko? Wszystko już ci powiedziałem w tych dwóch słowach: niczego nie odmawiać, niczego nie pragnąć; nie mam nic innego do powiedzenia” (RZM… )


4. Łączyć modlitwę i życie
Kiedy autor Filotei podejmuje temat modlitwy, usiłuje przede wszystkim przekonać symboliczną rozmówczynię, że chodzi tu o konieczność żywotną: „Modlitwa stawia nasz umysł w światłości i jas­ności Bożej, a naszą wolę w ogniu miłości Niebieskiej. Nic zatem bardziej nie oczyszcza rozumu z jego nie­wiedzy, a woli ze złych skłonności, jak modlitwa.
Docenia i poleca modlitwę ustną lub zewnętrzną, czy to liturgiczną, czy wspólnotową lub osobistą. Jednakże jakość takich modlitw wypływa z wnętrza, z serca modlącego się: „Bo jedno Ojcze nasz odmówione z uczu­ciem więcej jest warte od wielu mówionych z pośpie­chem” (FIL, s. 76). Na modlitwie należy stosować nastawienie wewnętrzne i unikać popadania w pobożną gadaninę i w puste formuły, jak to czyni papuga. Istotnie, „nie świadczy o odprawianiu modlitwy jakieś mamrotanie wargami, jeśli nie wiąże się z tym skupienie serca”, oraz modlitwy tych, którzy je odmawiają niczym ta papuga, są w pogardzie u Boga, który patrzy bardziej do serca tego, kto się modli, niż na słowa, jakie wypowiada” (KZN IX 62).
Cenił przede wszystkim modlitwę myślną”, którą polecał wszystkim, nawet ludziom świeckim. Lepsza jest dlatego, że daje naprawdę pierwszeństwo nastawieniu wewnętrznemu przed zewnętrznym. Jej jakość zależy od miłości, ponieważ modlitwa warta jest tyle, ile warta jest miłość. Chociaż w Drodze do życia pobożnego nie zapomniał o podaniu „prostego sposobu rozmyślania” (FIL, s. 78), stwierdzał, że „tajemnica tajemnic podczas modlitwy polega na pójściu w prostocie serca za upodobaniem” (LTY VIII 238), albowiem „prawdziwa miłość wcale nie posiada metody” (LTY VIII 239). Istnieje ścisły związek pomiędzy sposobem modlitwy a sposobem życia: „Wielu bardzo się myli, sądząc, że do dobrego jej wykonywania trzeba mnóstwa rzeczy, licznych metod. Widzimy niektórych, co z wielkim natężeniem szukają wszelkich możliwych metod, aby zdobyć pewną sztukę, która wydaje im się konieczna do dobrego jej odprawiania, i ustawicznie wokół rozmyślania rozdrabniają się i czynią skrupulatne dociekania” (KZN III 259). Przy czym święty pokpiwa sobie z tych, którzy sądzą, „iż nie wolno zakasłać lub się poruszyć z obawy, żeby Duch Święty się nie przestraszył” (KAZ IX 259). Ta modlitwa myślna, którą on nazywa także „modlitwą serdeczną”, ma dwie formy: medytacja i kontemplacja. Obydwie podtrzymują życie duchowe, jak jedzenie i picie podtrzymują życie ciała: „jedzenie znaczy tutaj rozmyślanie, […] kontemplację można porównać do picia” (TMB, s. 320).
Jeżeli modlitwa myślna wymaga zabezpieczenia sobie dla tego ćwiczenia określonego czasu w ciągu dnia, to istnieje także trzecia forma modlitwy, o wiele bliższa życia i możliwa do pogodzenia z każdym rodzajem zajęcia. Chodzi o modlitwą życiową, którą można także nazwać modlitwą przeżywaną (oratio vitalis, sive operum). Jej opis znajdujemy w kazaniu na temat postaci Poprzednika Chrystusa: „Wszystkie czyny tych, którzy żyją w bojaźni Bożej, są ciągłymi modlitwami, a to nazywa się modlitwą życiową. […] Jego życie było ustawiczną modlitwą. To samo można powiedzieć o tych, którzy dają jałmużnę, którzy nawiedzają chorych i przykładają się do wszystkich tego typu dzieł, że odprawiają rozmyślanie, a wszystkie te dobre uczynki doznają nagrody od Boga” (KAZ X 61-62). Zajęcia żadną miarą nie zdołają przeszkodzić zjednoczeniu z Bogiem, a ci, którzy praktykują tę formę modlitwy, nie potrafią o Bogu zapomnieć, tak jak nie mogą o sobie wzajemnie zapomnieć zakochani:
A jak ci, co kochają miłością ludzką, przyrodzo­ną, niemal zawsze mają myśl zwróconą ku przedmio­towi swojej miłości i serce pełne dla niego uczucia, a usta pełne wdzięcznych słów i pochwał, podczas nie­obecności zaś szukają tego przedmiotu miłosnymi lis­tami i na każdym drzewie wypisują jego imię (FIL, s. 100).
Pośród czynności każdego dnia i „nacisku spraw doczesnych” zawsze można znaleźć chwilkę samotności, aby złączyć się z sercem Boga: „Nie omieszkuj więc, Filoteo, podczas zewnętrznych zajęć i wśród gwaru świata uciekać się często do samotności swojego serca. A tej twojej samotności nie zdoła cię pozbawić panujący wokół ciebie zgiełk ludzki, bo przecież ludzie nie są wokół twojego serca, ale wokół ciała, a więc i twoje serce może być zawsze samotne w obecności Boga” (FIL, s. 96). Ćwiczenie to jest łatwe, bo „może się odbywać wśród wszystkich naszych spraw i zajęć” (FIL,         s. 99).
Metodę Franciszka Salezego znakomicie ukazuje ta uwaga domowników baronowej de Chantal w chwili, kiedy zmieniła swego kierownika: „Pierwszy kierownik Pani – mówili – kazał jej modlić się tylko trzy razy dziennie, i to nas wszystkich nudziło; zaś biskup Genewy każe jej się modlić o każdej godzinie dnia, i to nikomu nie przeszkadza”[2].
Jak twierdzi Michel Favre, Franciszek Salezy żył tym, czego nauczał innych: „Wszystko to, co robił, robił dla Boga i w Bogu. To nazywał zazwyczaj modlitwą czynną; uważał ją za najlepszą ze wszystkich modlitw, jak to często od niego słyszałem” (PRC I 33). Matka de Chantal wydała takie zaskakujące świadectwo na temat życia modlitwy swojego duchowego ojca: „Na wiele lat przed śmiercią już prawie wcale nie poświęcał czasu na rozmyślanie, jako że miał na głowie mnóstwo spraw; pewnego dnia zapytałam go, czy je odprawił” ‘Nie – odpowiedział – ale przecież robię to, co ma tę samą wartość’. Znaczy to, iż zawsze trwał w tym zjednoczeniu z Bogiem; mawiał, że    w tym życiu trzeba odprawiać rozmyślanie dzieła i czynu. Prawdą więc jest, że jego życie było ustawiczną modlitwą”[3].


5. Codzienność przemieniona
Życie codzienne składa się z chwil, ale – jak pisze do hrabiego de Bellegarde – „w chwilach tych wszakże, niczym w małej pestce, zawarte jest nasienie całej wieczności” (LTY VII 130). Zegar podaje nam ilościową miarę czasu, ale jego jakość zależy od nas. Jeżeli tego chcemy, „możemy uczynić świętymi wszystkie nasze lata, nasze miesiące, nasze dni i godziny poprzez dobre ich wykorzystanie” (LTY III 348).
Autor Filotei chce nas przekonać, że obok „wielkich dzieł” winniśmy brać pod uwagę „drobne i mało ważne: „drobne przykrości i niedostatki, i mało ważne szkody i straty codzienne”, „drobne okazje”, „codzienne drobne czyny miłości”, „określoną drobną przykrość”, „to drobne zawstydzenie”, „te małe cierpienia”. Wszystko zależy od intencji, z jaką podchodzimy do naszych czynów: „Nie stajemy się doskonali i nie jesteśmy bardziej mili Bogu z powodu wielości ćwiczeń, pokut i wyrzeczeń, ale oczywiście poprzez czystość miłości, z jaką ich dokonujemy” (RZM IX 1100).
Podczas ostatniej Rozmowy z siostrami wizytkami w Lyonie, na dwa dni przed śmiercią, powtórzy swoją ulubioną naukę: „Nie przez wielość naszych dzieł podobamy się Bogu, ale przez miłość, z jaką ich dokonujemy”.
Życie kontemplacyjne samo w sobie jest lepsze od życia czynnego, ale „jeżeli w życiu czynnym istnieje większe zjednoczenie [z Bogiem], ono jest lepsze”. Dlatego też „jeżeli jakaś siostra, pracując w kuchni, przestawiając garnki na ogniu, robi to z większą miłością niż inna, ogień materialny niczego jej nie pozbawi, przeciwnie, pomoże jej, Bogu będzie bardziej miły”. Samotność z Bogiem jest dobra, ale zdarza się dość często, „że będziemy z Bogiem tak samo złączeniu w działaniu jak i w samotności”.


[1] Na podstawie książki: Morand Wirth sdb, François de Sales et l’éducation. Formation humaine et humanisme integral,  Paris, Éditions Don Bosco, 2005, s. 417-429. Przekład : ks. Tadeusz Jania sdb (2006).
[2] F.-M. de CHAUGY, Mémoires sur la vie et les vertus de Sainte Jeanne-Françoise de Chantal, s. 64-65.
[3] Zob. list matki de Chantal do mnicha Jean de Saint-François, z dnia 26 grudnia 1623 roku, in JEANNE-FRANÇOISE FRÉMYOT DE CHANTAL, Correspondance, t. II, s. 305.


Nota historyczna
Św. Franciszek Salezy urodził się 21 sierpnia 1567 roku w zamku de Thorens, dziedzicznej posiadłości rodu Salezych, jako wątłe, ledwo żywe dziecko. Był pierworodnym synem z jedenaściorga dzieci państwa Franciszki i Franciszka de Boisy. Thorens to miejscowość w Sabaudii w Alpach, położona w bliskości Włoch, skąd powiewały prądy renesansu, oraz w pobliżu Szwajcarii – stolicy reformacji. Prądy te wycisnęły swoiste piętno na obliczu spo­łecznym, kulturalnym i politycznym Sabaudii.
Gdy Franciszek ukończył sześć lat, ojciec posłał go do szkoły w La Roche. Potem uczył się w kolegium w Annecy (1576-1582), następnie studiował w Paryżu (1582-1588) oraz w Padwie (1588-1591). Z okresu paryskiego odnotowuje się kryzys wiary Franciszka, a raczej pokusę zwątpienia, o której on sam wspomina w listach. Chodziło o dyskutowaną między teologami paryskimi kwestię predestynacji. Przez pewien czas wydawało mu się, iż jest przeznaczony na potępienie. Z rozpa­czy i zwątpienia został wyrwany, gdy w pewnym kościele natrafił na modlitwę św. Bernarda „Memorare”. W całym okresie studiów Franci­szek dał się poznać jako zdolny uczeń, dociekliwy, o żywym usposobieniu, ale też o wielkiej cierpliwości i posłuszeństwie wobec swojego wychowawcy, ks. Déage. Pan de Boisy żywił wobec syna wielkie ambicje: zapewnił mu znakomite wykształcenie. W 1591 roku Franciszek ukończył studia, uzyskawszy doktorat in utroque iure (z prawa cywilnego i z prawa kościelnego). Odsłania się przed nim błyskotliwa kariera. Ojciec widzi go już jako adwokata i członka Senatu w Chambery; przewiduje też dla swego pierwo­rodnego narzeczoną z wyższej sfery szlacheckiej.
Jednak w głębi duszy Franciszek pragnie zostać kapłanem. Nieomal wbrew ojcu, do swoich studiów literackich i prawniczych dołączył jako dodatkowy przedmiot, poza obowiązkowymi studiami, teologię. Ale w jaki sposób realizować może powoła­nie i jednocześnie ojcowskie plany? Pan de Boisy jest jednak człowiekiem głębokiej wiary. Kiedy więc jego syn otrzymuje godność dziekana Kapituły Kanoników w Genewie, ojciec poddaje się woli Bożej.
Święcenia kapłańskie przyjął Franciszek 18 grudnia 1593 roku. Od 1594 roku rozpoczyna się jego słynna misja w Chablais, centrum reformacji – słynna z racji licznych trudności, przygód, a zwłaszcza sukcesów w nawracaniu kalwinów na katolicyzm. W 1599 roku zostaje koadiutorem Genewy, a w 1602 roku jej biskupem. Jako biskup dał się poznać z najlepszej strony; zatroskany o wszystkich w swej diecezji, także o odstępców. Szczególną zaś troską objął kapłanów, dbał, aby byli na jak najwyższym poziomie duchowym i intelektualnym.
W 1610 roku wraz z Joanną Franciszką de Chantal założył Kontemplacyjny Zakon Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Zmarł w 1622 roku w Lyonie. Zostawił po sobie ogromną spuściznę literacką. Poszczególne traktaty duchowe były i są nadal wydawane i tłumaczone na wiele języków. Bp Salezy zapisał się, o czym świadczą jego listy, jako niestrudzony przewodnik duchowy, zwłaszcza ludzi świeckich. Na podstawie swoich listów publikuje dzieła z dziedziny duchowości, które zyskują olbrzymi rozgłos. W 1608 r. powstaje Filotea. Wstęp do życia pobożnego, dzieło napisane z myślą o ludziach świeckich, którzy pragną dążyć do świętości. W 1616 r. Franciszek publikuje Traktat o Bożej miłości, mający za zadanie wspierać tych, którzy już trwają w woli dążenia do doskonałości, czyli zakonników i duchownych, oraz im pomagać.
Wielu historyków podkreśla rolę, jaką św. Franciszek Salezy odegrał w zwróceniu uwagi na świeckich. Biorąc pod uwagę epokę, w której żył, należy stwierdzić, iż doskonałości i świętości nie szukano wówczas w świecie, a słowo „powołanie” kojarzono z kapłaństwem bądź kratą klauzury. Pobożność tej epoki mocno bazowała na dziełku Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Pisma Jana od Krzyża i Teresy z Avila też były kojarzone raczej ze stanem duchownym i zakonnym.
W tej atmosferze religijnej św. Franciszek Salezy zwraca uwagę na świeckich. Zapewne przyczyniły się do tego ówczesne prądy, zwłaszcza humanizm. To, czego dokonał Bp Salezy, było wielkim novum w życiu religijnym tamtych czasów.
Jakby na światło dzienne wyprowadził poboż­ność z klasztorów i kościołów, przedstawiając ideał doskonałości jako dostępny dla wszystkich i podkreślając wyraźnie wielkość powołania do życia w świecie.
Charakterystyczne dla Franciszka Salezego jest także wskazanie na indywidualny charakter powołania, a co za tym idzie, indywidualną drogę do doskonałości. To ponowne odkrycie ideału świętości, dostępnego dla wszystkich, należy poczytać jako jego wielką zasługę dla Kościoła.
Św. Franciszek Salezy - doktor Kościoła i ostoja kontrreformacji


Św. Franciszek Salezy - jedna z najwybitniejszych postaci katolickiej kontrreformacji we Francji, uważany jest przez współczesnych za najdoskonalsze odbicie Zbawiciela w swoich czasach.

Nadzieja w Bogu wiecznym, nieśmiertelnym Na początku listopada 1622 roku św. Franciszek Salezy, biskup Genewy, towarzyszył księciu Sabaudii w wyprawie z Chambéry do Awinionu, udającej się na spotkanie króla Francji Ludwika XIII. Biskup skorzystał z okazji, aby odwiedzić jeden ze znajdujących się po drodze klasztorów Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (ss. wizytek), którego to zgromadzenia był współzałożycielem. 11 listopada dotarł do klasztoru w Belley. Wśród żyjących tam sióstr była jedna, którą biskup darzył niezwykłym szacunkiem z powodu jej niewinności, cnoty i prostoty, dla których nazywał ją Klarą (na podobieństwo obdarzonej tymi cnotami świętej). Siostra Klara na widok biskupa zaczęła rozpaczliwie płakać: - "O Przewielebny! Wasza Miłość umrze w tym roku! Błagam Was, abyście poprosili Naszego Pana i Jego Najświętszą Matkę, aby tak się nie stało". "Jak to, moja córko!" - odpowiedział zaskoczony biskup."Nie uczynię tego. Nie cieszycie się, że nareszcie odpocznę? Zrozumcie: tak jestem umęczony dźwiganiem tylu ciężarów i trosk, że już nie mogę wytrzymać. A poza tym nie możemy pokładać naszych nadziei w ludziach, którzy są śmiertelni, ale tylko w Bogu, który jest wieczny". Te słowa podsumowują niejako życie i dzieło św. Franciszka Salezego.

Pod opiekę Najświętszej Dziewicy Franciszek z Sales, pierworodny z 13 dzieci baronów de Boisy, urodził się 21 sierpnia 1567 roku. Imię otrzymał z powodu czci, jaką jego rodzice otaczali św. Franciszka z Asyżu, a osiągnąwszy wiek młodzieńczy sam wybrał świętego na swojego przewodnika i wzór do naśladowania. Młody baron osiedlił się w Paryżu, gdzie rozpoczął studia w jezuickim kolegium Clermont. Mając poczucie odpowiedzialności i intuicję czynienia zawsze wszystkiego ku większej chwale Boga, Franciszek zgłębiał przede wszystkim retorykę, filozofię i teologię. W tym okresie przyszły święty coraz bardziej przekonywał się, że Bóg pragnie, aby całkowicie Mu się poświęcił. Uczyniwszy ślub czystości, oddał się przeto pod opiekę Najświętszej Dziewicy.

Odrzucając dobra tego świata... W wieku 24 lat Franciszek, mając za sobą ukończone studia prawnicze z tytułem doktora praw, powrócił do rodziny. Ojciec wybrał już dla niego żonę: młodą dziedziczkę jednej z najlepszych rodzin szlacheckich w okolicy. Mimo młodego wieku ofiarowywano mu również stanowisko członka Senatu Sabaudii. Z czysto ludzkiego punktu widzenia, czyż można było pragnąć czegoś więcej? Jednak ku przerażeniu ojca, Franciszek odrzucił obie te propozycje... W tym czasie zmarł dziekan katedry w Chambéry. Kanonik i krewny Franciszka, Ludwik z Sales, otrzymał wtedy polecenie od papieża, aby mianował na to stanowisko swojego siostrzeńca. Baron de Boisy, po wahaniach, zezwolił w końcu synowi, aby ten poświęcił się całkowicie służbie bożej. Nie mógł jednak przewidzieć, że przeznaczeniem Franciszka będzie wyniesienie na Ołtarze i zaszczytny tytuł doktora Kościoła!

Zapał antykalwiński Pierwsze pięć lat po święceniach kapłańskich ks. Franciszek poświęcił na ewangelizację Chablais, miasta położonego na południowym krańcu Jeziora Genewskiego, nawracając z narażeniem życia zagorzałych kalwinistów. W ten sposób z powrotem przyprowadził na łono prawdziwego Kościoła tysiące dusz uwiedzionych przez herezję Kalwina. W tym samym czasie sprawował obowiązki duszpasterza żołnierzy na zamku Allinges, którzy mimo iż nazywali siebie katolikami, bylijeśli chodzi o sprawy religijne - rozwiązłymi ignorantami. Powoli jednak dzięki pokorze i wytrwałości w czynieniu dobra, zaczęła się rozchodzić jego sława jako wielkiego spowiednika i przewodnika sumień. W 1599 r. Franciszek, dziekan Chambéry, został mianowany prepozytem - biskupem pomocnikiem Genewy, a trzy lata później, po śmierci głównego biskupa, objął zwierzchnictwo nad tą diecezją.

Apostoł wśród szlachetnie urodzonych Ten fakt znacznie poszerzył pole działania Franciszka Salezego. Zakładał szkoły, nauczał katechezy dzieci i dorosłych, prowadził ku świętości wiele dusz szlachetnie urodzonych, które odegrały doniosłą rolę w reformie religijnej zapoczątkowanej w tej epoce, jak np. Madame Acarie (jedna z pierwszych karmelitanek we Francji, zmarła w opinii świętości) i św. Joanna z Chantal, z którą zakładał klasztory pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Wszyscy pragnęli słuchać świętego biskupa. Zapraszano go w wiele miejsc, aby głosił kazania. Wszędzie otaczany był wielką czcią. Również rodzina królewska Sabaudii, nie mogąc się oprzeć sławie i autorytetowi biskupa Genewy, zapraszała go wielokrotnie, aby głosił swoje kazania na dworze. W 1608 r. św. Franciszek uporządkował i opublikował swe zapiski i rady (dawane swojej kuzynce) w książce "Wprowadzenie do życia pobożnego". Dzieło to stało się przyczyną wielu nawróceń i przyniosło zakonowi wizytek wiele powołań. Św. Franciszek Salezy rozwinął potem hasło swego życia w niezwykłej książce, którą napisał dla swoich cór z klasztoru Nawiedzenia na prośbę św. Joanny z Chantal, słynnym traktacie o miłości do Boga: "Miarą kochania Boga jest kochanie Go bez umiaru".

Otoczony chwałą w Niebie i na Ziemi Współcześni biskupa Genewy nie mieli wątpliwości co do jego świętości. Św. Wincenty é Paulo zawsze ilekroć wychodził z jakiegoś spotkania z Franciszkiem Salezym, mawiał: "Ach, jakże dobry musi być Pan Bóg, jeśli biskup Genewy jest tak przepełniony dobrocią!" (*). Na łożu śmierci jego oblicze jaśniało tak niezwykłym światłem, że otaczający go ludzie nie mogli wyjść z podziwu. Gdy tylko skonał, tłumy nawiedziły klasztor Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Lyonie we Francji, aby móc ucałować jego stopy i przyłożyć do świętego ciała różaniec. Kult świętego rozpoczął się już w momencie jego śmierci. Często zdarzały się niezwykłe cuda. Podczas zarazy w Lyonie, siostry wizytki nie mogły nadążyć z rozdawaniem kawałeczków relikwii świętego. W Orleanie Matka de la Roche zanurzała relikwie przezacnego biskupa w wodzie rozdawanej tłumom podczas trwania zarazy. To św. Joanna z Chantal zapoczątkowała czynności związane z procesem kanonizacyjnym swojego ojca duchowego. Cieszyć się z wyniesienia go do chwały ołtarzy mogła jednak dopiero w Niebie, jako że powolne trwanie procesu pozostawało w tyle za pragnieniami jej żarliwego serca. Św. Franciszek Salezy zmarł 28 grudnia 1622 r. Został kanonizowany 19 kwietnia 1665 r. Papież Pius IX ogłosił go Doktorem Kościoła w 1877 roku, a w 1923 roku Ojciec Święty Pius XI - patronem dziennikarzy i pisarzy katolickich.

 

Litania do św Franciszka Salezego

 

Kyrie, eleison, Chryste, eleison, Kyrie, eleison.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo, módl się za nami.
Święty Franciszku Salezy, któryś szczególną miłością ukochał Maryję i u stóp Jej ołtarza odzyskał pokój i nadzieję,
Święty Franciszku, któryś o cześć Matki Bożej był wielce gorliwy,
Święty Franciszku, któryś opamiętaniem przyrodzoną niecierpliwość i gniewliwość swoją poskramiał,
Święty Franciszku, któryś pośród wszelkich zniewag zachowywał zawsze pełen słodyczy i dobroci spokój,
Święty Franciszku, któryś niewzruszenie, stale i do końca kierował się łagodnością,
Święty Franciszku, któryś wszystko znosił cierpliwie, i przez którego nikt nigdy nie cierpiał,
Święty Franciszku, któryś sercem cichym i pokornym był najściślej z Bogiem złączony,
Święty Franciszku, któryś dobrocią i powagą przypominał Chrystusa w obcowaniu z ludźmi,
Święty Franciszku, umiarkowany w radości, mężny w przeciwnościach, roztropny w pośpiechu,
Święty Franciszku, w cierpliwości niezachwiany, w pogodzie ducha i pokoju serca zawsze zrównoważony,
Święty Franciszku, któryś postanowił niczego nie pragnąć, o nic nie prosić, niczego nie odmawiać,
Święty Franciszku, któryś we wszystkim widział wolę Boga i Jego dobrotliwą Opatrzność,
Święty Franciszku, któryś wciąż pałał ogniem miłości,
Święty Franciszku, któryś wziął za hasło „kochać lub umrzeć", bo bez miłości żywot byłby ci cięższy od śmierci,
Święty Franciszku, któryś zaspokojenia w niczym nie znajdował, tylko w Bogu i Jego świętej woli,
Święty Franciszku, którego każde tchnienie miłością dla Boga przepojone było,
Święty Franciszku, któryś pośród rozlicznych zajęć zewnętrznych zachowywał stale pełną miłości,
uszanowania i ufności pamięć na obecność Boską, Święty Franciszku, któryś ku Przenajświętszemu Sakramentowi niezwykłą pałał miłością,
Święty Franciszku, któryś mieszkanie Chrystusa Pana na ołtarzach niebem ziemskim nazywał,
Święty Franciszku, którego życie było nieustającą modlitwą,
Święty Franciszku, któryś Kościołowi świętemu w rozlicznych pismach zostawił skarbnicę rad mądrych, niosących umysłom czystym skarby pobożności,
Święty Franciszku, miłośniku bliźnich,
Święty Franciszku, któryś we wszystkich ludziach upatrywał Brata - Chrystusa,
Święty Franciszku, któryś z najtkliwszą miłością przygarniał grzeszników,
Święty Franciszku, dobry pasterzu, któryś wśród prześladowań z narażeniem życia zagubionych owieczek szukał,
Święty Franciszku, któryś na wzór Chrystusa, płaczącego nad Jeruzalem, płakał nad heretycką Genewą,
Święty Franciszku, któryś ponad siedemdziesiąt tysięcy innowierców mocą swej słodyczy dla Kościoła pozyskał,
Święty Franciszku, założycielu zakonu Nawiedzenia,
Święty Franciszku, najlepszy przewodniku dusz, do Boga dążących,
Święty Franciszku, któryś w miłości żył i w miłości umarł,
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
W.: Będę szukał moich owiec i ustanowię nad nimi pasterza, O.: Który je będzie prowadził. Ja, Pan, będę ich Bogiem.
Módlmy się.
Boże, z Twojej woli - dla zbawienia ludzi - święty Franciszek Salezy stał się wszystkim dla wszystkich. Spraw, abyśmy za jego przykładem służyli bliźnim i dawali im odczuć Twoją ojcowską dobroć. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Boże, któryś dla zbawienia dusz ludzkich świętego Franciszka Salezego duchem bogobojności i cichości napełnił, racz nam dać tę łaskę, abyśmy słodyczą miłości świętego sługi Twego zachęceni, słuchając napominania zbawiennego i naśladując go w cnotach i doskonałości, wiecznego wesela za jego przyczyną dostąpić mogli. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki. Amen.

Krótkie rady św. Franciszka Salezego.
O modlitwie
Powinnaś ustalić czas modlitwy proporcjonalnie do swoich zajęć. Ponieważ spodobało się Bogu umieścić cię w takim rodzaju życia, gdzie jesteś ustawicznie rozrywana na wszystkie strony, trzeba przyzwyczajać się do krótkich modlitw. Należy jednak włączyć je w codzienny regulamin i nigdy nie opuszczać - z wyjątkiem wielkiej konieczności. Chciałbym, abyś po porannym wstaniu uklękła w adoracji przed Bogiem, przeżegnała się i prosiła Go o błogosławieństwo na cały dzień. To nie powinno zająć więcej czasu, niż odmówienie jednego lub dwóch "Ojcze nasz". (...) Wieczorem przed kolacją możesz pomodlić się żarliwie przez czas około jednego "Ojcze nasz". Bowiem nie ma tak zniewalającej przyczyny, abyś nie mogła wykraść jednego skoku w swobodę.
Wieczorem przed udaniem się na spoczynek doko­nasz sumarycznie przeglądu czynności dnia. Proś Boga o przeba­czenie za popełnione winy. Proś Go, by czuwał nad tobą i raczył cię pobłogosławić. Może to trwać krótko, przez czas odmówienia Zdrowaś Maryjo. Przede wszystkim jednak pragnę, abyś w ciągu zwracała serce do Boga i w kilku słowach wypowiadała Mu swoją wierność i miłość.
Jeśli ma modlitwie uświadamiamy sobie, że się modlimy, już przez to samo odwracamy uwagę od Boga, do którego powinniśmy kierować modlitwę. Myślimy o wykonywanej czynności - o modlitwie, a nie o Bogu. Nawet sam wysiłek w celu uniknięcia roatrgnień bywa niekiedy wielkim roztargnieniem.
W czynnościach duchowych najbardziej polecenia godna jest prostota. Chcesz się wpatrywać w Boga? Wpatruj się w Niego i na to jedynie zważaj. Człowiek zatopiony w żarliwej modlitwie