Oblicze Chrystusa w Manoppello i całun Turyński
 

Manopello - Boskie Oblicze cz.1 Manopello - Boskie Oblicze cz.2 Manopello - Boskie Oblicze cz.3

Całun Turyński

Święte Oblicze w Manoppello
to z pewnością największy cud, jaki mamy.
(św. Ojciec Pio)

W małej górskiej wiosce

Manoppello to mała wioska we włoskim regionie Abruzji. Leży na wzgórzu między wysokimi masywami górskimi Gran Sasso i Majella a wybrzeżem Adriatyku. Nad wioską na stoku zalesionego wzgórza stoi sanktuarium Volto Santo - Świętego Oblicza, którego kustoszami są od wieków kapucyni. Z placu przed kościółkiem widać ładną neoromańską fasadę świątyni, wzniesioną z różowych i beżowych kamiennych bloków, tworzących geometryczny wzór. Wnętrze jest proste, trzynawowe. Nawa główna, w której stoi barokowy ołtarz, zakończona jest prostokątną absydą z trzema oknami. Nad tabernakulum wznosi się ozdobiona kolumnami konstrukcja, w której umieszczono srebrny relikwiarz przypominający monstrancję. W jego prostokątnym przeszklonym otworze nie ma jednak Hostii. Znajduje się tutaj tajemnicza tkanina, na której obu stronach można dostrzec oblicze mężczyzny. Od wieków miejscowi ludzie czczą ten niezwykły welon jako prawdziwe Oblicze Chrystusa. Powtarzana tutaj legenda głosi, że w 1506 r. tajemniczy pielgrzym podarował znanemu obywatelowi Manoppello, niejakiemu Leonellemu, paczuszkę. Gdy Leonelli rozwinął ją, okazało się, że znajduje się w niej delikatna tkanina z Obliczem Chrystusa. Przez 100 lat cudowny welon był w rękach jego potomków, a następnie stał się własnością niejakiego de Fabritiisa, który w 1638 r. podarował go miejscowym kapucynom. Kapucyni umieścili tkaninę na drewnianej ramie, którą zabezpieczyli dwoma szybami. Na początku XVIII wieku sporządzono srebrny relikwiarz w formie monstrancji, w którym umieszczono welon rozpięty na ramie. Dziś możemy go podziwiać nad ołtarzem kościółka.
Uczestniczenie we Mszy św. w sanktuarium Volto Santo w Manoppello jest przeżyciem niezwykłym i niezapomnianym. Któż z nas chociaż raz w życiu nie błagał Pana słowami Psalmów: "Dusza moja pragnie Boga żywego. Kiedy wreszcie przyjdę i ujrzę oblicze Twoje, Boże?" (por. 42, 3). Jeżeli mają rację Ci, którzy utrzymują, że welon w Manoppello to święte Oblicze Boga żywego, pragnienie zobaczenia Pana można spełnić w tym małym wiejskim sanktuarium. Gdy podczas Mszy św. kapłan wypowiedział słowa: "Oto Ciało moje" i podniósł Hostię, dostałem gęsiej skórki. Być może Ciało z przemienionej Hostii należało do człowieka, który patrzył na mnie z welonu. Nie ukrywam, że byłem wstrząśnięty. Przez wieki prostym wiernym z Manoppello i okolic wystarczała legenda, że w 1506 r. anioł pod postacią pielgrzyma podarował im cudowny welon z prawdziwym Obliczem Chrystusa. Traf jednak chciał, a może było to zrządzenie Opatrzności Bożej, że obrazem zainteresowała się trójka dociekliwych Niemców: zakonnica, jezuita - historyk sztuki i dziennikarz.

morski jedwab

Całun z Manopello bywa nazywany Chustą Weroniki. Jest to być może chusta, ale raczej nie należała do żadnej Weroniki. Nie mogła zostać użyta do otarcia krwi i potu, ponieważ wykonana jest z bardzo delikatnej tkaniny. Mowa tu o bisiorze, czyli morskim jedwabiu - jednym z najdroższych materiałów starożytności. Tkanina ta jest ręcznie robiona z nici pozyskiwanych z wydzieliny olbrzymich małży Pinna noblis żyjących w Morzu Śródziemnym. Materiał jest niemal przezroczysty i niezwykle cienki. Oblicze Chrystusa widać z obu stron. Tkanina zmienia kolor w różnym świetle. W ciemności materiał jest grafitowo szary, w sztucznym świetle jarzeniówek nabiera barwy miodowozłotej, a w jasnym świetle wizerunek robi się trójwymiarowy jak hologram. Obraz nosi też cechy zdjęcia, szkicu, malowidła, ale nie jest żadnym z nich. Nie ma śladów obecności farby na tkaninie, a taka w przypadku malowania na pewno zostałaby w przestrzeniach między pojedynczymi nitkami. Chiara Vigo z Sardynii, która jako jedna z ostatnich potrafi wytwarzać morski jedwab, potwierdziła, że nie można na nim niczego namalować.

płótna pogrzebowe

Dlaczego więc Volto Santo nazywa się Chustą św. Weroniki. Łacińsko-grecka zbitka słowna vera eikon, czyli Weronika oznacza prawdziwy obraz. Chodzi tu więc o prawdziwy obraz Chrystusa utrwalony na tkaninie. W średniowieczu powstanie obrazu na tkaninie tłumaczono tym, że jedna z kobiet podczas drogi krzyżowej otarła chustą twarz Chrystusa, a On podarował jej swój wizerunek. O Weronice nie ma jednak mowy w Ewangeliach.

Po śmierci Pana Jezusa i zdjęciu Go z krzyża, jak nakazywała tradycja żydowska, należało zatamować krew, aby nie spływała na ziemię. Krwotok był prawdopodobnie duży, użyto więc sporego kawałka lnianej tkaniny. W katedrze w Oviedo (Hiszpania) jest przechowywany zakrwawiony materiał, który uważa się za to właśnie płótno. Grupa krwi, która pozostała na nim i na Całunie Turyńskim jest ta sama - AB - i krew ta pochodzi od tego samego człowieka. Podczas pogrzebu, z pośpiechem, ponieważ zbliżał się szabat, owinięto szczelnie ciało Chrystusa w lniany całun (uważa się, że to właśnie ponad czterometrowy Całun Turyński), a na twarz położono tzw. chustę potową. Zwyczajowo używano do tego celu płótna, którym ocierano twarz zmarłego. Czy i w tym przypadku było podobnie - nie wiemy.

Materiał był mocno przesiąknięty krwią. Prawdopodobnie został on także złożony w grobie, ponieważ Żydzi wierzyli, że to, co miało kontakt z krwią zmarłego, powinno być razem z nim pochowane. Być może na twarzy położono dwie chusty - jedną pod lnianym całunem, a cienką tkaninę z morskiego jedwabiu, na której odbił się wizerunek Jezusa, na całunie. Po zmartwychwstaniu Jezusa, tkaniny, w które był owinięty, pozostały na swoim miejscu. Takie świadectwo pozostawiają nam uczniowie, którzy przybyli do grobu w poranek wielkanocny. "Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu" (J 20,3-7).

Zakonnica

Siostra Blandina Paschalis Schlömer z zakonu trapistek w Maria Frieden, w Eifel (Niemcy) rości sobie pretensje do odkrycia faktu, że Chusta z Manoppello - wizerunek Chrystusa, utrwalony na niezwykle delikatnym i najcenniejszym materiale tj. bisiorze o wymiarach 24 x 17,5 cm, dokładnie odpowiada wizerunkowi Jezusa utrwalonemu na Całunie Turyńskim. Sr. Schlömer z iście niemiecką dokładnością odkryła i naukowo dowiodła, że obraz z Manoppello dokładnie odpowiada proporcjom i wymiarom portretu utrwalonego na Całunie Turyńskim. Studiowała, kserowała, zamawiała foliogramy obu wizerunków, które nakładała jeden na drugi. Wypracowała własną metodę badań, zwaną "suprapozycją". Siostra jest absolutnie przekonana, że od IV wieku chrześcijanie posługiwali się wizerunkiem z Manoppello oraz obrazem z Całunu Turyńskiego, czyli odbiciem żyjącego i portretem umarłego, jako dwoma "niepisanymi dokumentami" wiary chrześcijańskiej. Istnieją dwa - a nie jeden - pierwowzory autentycznych wizerunków Chrystusa. Z obu obrazów patrzy na nas jeden i ten sam, prawdziwy Pan. Jeżeli musiało minąć sto lat - mówi siostra Schlömer - by naukowcy uznali fakt, że każdy szczegół na Całunie Turyńskim dokładnie odpowiada ewangelicznym opisom męki Chrystusa, to nie powinno nikogo dziwić, jeśli badanie autentyczności obrazu z Manoppello też będzie długo trwało. Fakt ten nie może zachwiać mojego przekonania, o prawdziwości wizerunku.

Dla podjęcia dalszych badań zakonnica przeniosła się do Manoppello, by wieść życie pustelnicze. Z inicjatywy Siostry Schlömer na terenie klasztoru kapucynów w Manoppello, gdzie przechowywany jest Święty Wizerunek, zwany "Weroniką" (vera icona), została zorganizowana wystawa, składająca się z 27 paneli, na których przedstawiono wspólnie różne zdjęcia oblicza z Manoppello oraz Całunu Turyńskiego, by udowodnić, iż oba wizerunki rzeczywiście pokrywają się ze sobą, co w konsekwencji oznacza, że odnoszą się do tej samej osoby.


Jezuita

Prawdziwą rewelacją była teza wspomnianego tu już, jezuity prof. Henryka Pfeiffera, który w maju 1998 r. w Rzymie ogłosił, że chustę z Manoppello bez wątpienia należy utożsamiać z chustą zwaną "Weroniką", która znikła z Rzymu w 1608 r., kiedy to w toku budowy nowej Bazyliki św. Piotra zburzono kaplicę, gdzie przechowywano od wieków drogocenne płótno. Zdaniem profesora, obraz z Manoppello pochodzi z grobu Chrystusa w Jerozolimie. Chusta z bisioru została położona na twarz Ukrzyżowanego, czyli na wielkim całunie, w który owinięto ciało Chrystusa. To by wyjaśniało, dlaczego na Całunie Turyńskim zachował się negatyw, zaś na Chuście - zgodnie z prawami fizyki - pozytyw odbicia oblicza Jezusa.

W lutym 2004 r. ojciec Pfeiffer wygłosił w domu generalnym Salwatorianów w Rzymie przy Via della Conciliazione 5l wykład na temat: Boskiego Oblicza z Manoppello. W słowie wstępnym rzymski duszpasterz pielgrzymów niemieckich powiedział: "Manoppello, to najwłaściwsze miejsce dla całunu! Pan ukrył się w sercu ludowej pobożności jak w żywym tabernakulum. Ludzie tam mieszkający nie muszą się borykać z trudnościami, na które napotykają uczeni. Pan, jak w Ewangelii, stał się na chwilę niewidzialny, by dziś, może jutro, powrócić w widzialnej postaci". Podczas wykładu prof. Pfeiffer opowiadał o sięgającym Średniowiecza procesie depersonalizacji Boga. "Święty Tomasz z Akwinu niegdyś powiedział, że Bóg przyjął ludzką naturę. Nie przyjął jej jednak w jakiś abstrakcyjny sposób, lecz stał się konkretnym człowiekiem, konkretnym indywiduum, o niepowtarzalnej, indywidualnej twarzy. A wiemy przecież, że cechy indywidualne oddaje obraz, nie słowo". Zdaniem o. Pfeiffera Święte Oblicze z Manoppello stanowi wzór wszystkich obrazów Chrystusa, swoisty korzeń drzewa genealogicznego chrześcijańskich wizerunków Syna Bożego. "Wobec całkowitej zgodności, widocznej, gdy nałoży się oblicze z całunu Turyńskiego na oblicze z Manoppello, stwierdzić należy, że wizerunki z chusty i z całunu powstały w tym samym momencie" - twierdzi od lat prof. Pfeiffer. Jeśli chodzi o czas powstania i miejsce? Profesor wyjaśnia: "w grę wchodzą tylko dni od złożenia Chrystusa w grobie do Zmartwychwstania. Dokonało się to we wnętrzu grobu. Całuny z Turynu i z Manoppello, to jedyne na świecie prawdziwe obrazy oblicza Chrystusa zwane "acheiropoietoi" - obrazami, których nie namalowała ludzka ręka". Tak jak ślady na całunie są pamiątką Męki i Śmierci Jezusa, tak oblicze na chuście jest świadectwem Jego Zmartwychwstania. Historia Wizerunku z Manoppello - jak twierdzi o. Pfeiffer jest faktycznie ekscytująca.

U źródeł leży jego wielka miłość do Całunu Turyńskiego, który musiał wywrzeć wpływ na całą chrześcijańską ikonografię. Pfeiffer prześledził drogę Relikwii z Manoppello - pierwszy artykuł na temat "Weroniki" napisał w 1983 r. - od czasów, kiedy Maryja, rodzona Matka, po ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Jezusa, przechowywała cenne relikwie z grobu Jej Syna, poprzez Kamulianę i Konstantynopol, gdzie relikwię wraz cząstkami Krzyża Świętego powitano z wielkimi honorami, i w końcu Rzym, gdzie papież Innocenty III zarządził procesjonalne przenoszenie "Weroniki" w drugą niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego z Bazyliki św. Piotra do pobliskiego kościoła Ducha Świętego. Dopiero w Średniowieczu powstała legenda o świętej Weronice, kobiecie ukazującej całun z obliczem Jezusa. Chustę, "Weronikę", którą publicznie pokazywano w Rzymie, prawdopodobnie w 1608 r. w związku z planami zburzenia starej kaplicy Weroniki, w celu zgromadzenia wszystkich relikwii w jednym miejscu, w nowej bazylice św. Piotra, lub jak chcą niektórzy uczeni, już w 1527 r. podczas najazdu na Rzym przez wojska cesarskie "Sacco di Roma", cenna relikwia została przewieziona w bezpieczne miejsce, w górach Abruzji nad Adriatykiem. Sensacyjne odkrycie w Manoppello, dokonane przez siostrę Blandinę Paschalis Schlömer i ojca prof. Henryka Pfeiffera, nazwano odkryciem autoportretu Jezusa Chrystusa.

Święty Ojciec Pio, który miał dar bilokacji i często modlił się przed Boskim Obliczem z Manoppello, powiedział, że "Święte Oblicze z Manoppello to z pewnością największy cud jaki mamy". W tym miejscu modlił się l IX 2006 r. papież Benedykt XVI i wtedy do zgromadzonych pielgrzymów między innymi powiedział: "Szukanie oblicza Jezusa musi być pragnieniem wszystkich chrześcijan". Arcybiskup Kolonii, kard. Joachim Meisner, który wyjątkowo zainteresował się odkryciem z Manoppello, napisał w posłowiu do książki Paula Badde pt. "Boskie Oblicze. Całun z Manoppello", Radom 2006, następujące słowa: "Czy to nie znak Bożej Opatrzności, że właśnie w naszych czasach odnalazł się i został ukazany całemu światu prawdopodobnie najstarszy wizerunek oblicza Jezusa". To zaprawdę wielka łaska Boga, że dziś otrzymujemy w darze prawdziwe oblicze Chrystusa [.] możemy kontemplować oblicze Pana, tak by potem mogli je na naszych twarzach odkryć nasi bliźni". Manoppello zaprasza nas do kontemplacji, która nie jest biernym procesem, ale czynnym działaniem, w oczekiwaniu na tę, która nas czeka w wieczności.

Dziennikarz

Rezultaty badań przeprowadzonych przez "ekscentryczną" zakonnicę i "dziwacznego" profesora pozostałyby znane jedynie w ograniczonym kręgu eklezjalno-akademickim, gdyby całą sprawą nie zainteresował się trzeci Niemiec - Paul Badde, rzymski korespondent gazety Die Welt. Badde dowiedział się o istnieniu welonu z Manoppello od samego o. Pfeiffera 6 czerwca 1998 r. Od tego dnia zaczął swoje dziennikarskie śledztwo, którego rezultatem była seria artykułów w wielu czasopismach oraz książka opublikowana w naszym kraju przez Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, zatytułowana Boskie Oblicze. Całun z Manoppello. Książka Badde jest fascynująca i czyta się ją jednym tchem. Kard. Joachim Meissner - arcybiskup Kolonii - stwierdził, że dziennikarz - niczym w pasjonującym "kryminale sakralnym" - opisuje dzieje odkrycia świętego Całunu, na którym widnieje prawdziwy wizerunek Jezusa. Badde tak bardzo był zafascynowany swoimi niezwykłymi odkryciami, że dzielił się nimi ze wszystkimi znajomymi. Mnie również o tym wspomniał kilka lat temu, ale uznałem to za ekstrawaganckie, dziennikarskie hobby kolegi. Nie wiedziałem wówczas, że Paul przesyłał informacje o rezultatach swojego śledztwa również kard. Ratzingerowi - ówczesnemu prefektowi Kongregacji Nauki Wiary oraz był w kontakcie z jego sekretarzem - Georgiem Gänsweinem. Okazuje się więc, że dzięki tupetowi i przedsiębiorczości jednego dziennikarza historia Boskiego Oblicza z Manoppello, całkowicie nieznanego zdecydowanej większości katolików, była dobrze znana człowiekowi, który od ponad roku zasiada na katedrze św. Piotra. To wyjaśnia również, dlaczego Benedykt XVI pragnął złożyć 1 września br. "niespodziewaną" wizytę w zagubionym w Abruzji sanktuarium, o którego istnieniu do tej pory nikt prawie nie wiedział. Warto też dodać, że Manoppello znajduje się na terenie diecezji Chieti, gdzie pasterzem jest bp Bruno Forte, znany włoski teolog, ceniony również przez dawnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary.

Boskie oblicze w publikacjach

Coraz więcej faktów wskazuje na to, że w Manoppello znajduje się nienamalowany ludzką ręką, prawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa.
Okazuje się, że znana z tradycji "Chusta św. Weroniki" naprawdę istnieje. Ta bezcenna relikwia chrześcijaństwa - tkanina z wizerunkiem Zbawiciela wykonana z bisioru, najcenniejszego materiału starożytności - jest przechowywana od przeszło 400 lat w małym kościele Kapucynów w Manoppello, 200 km na wschód od Rzymu.
Najnowsza publikacja wydawnictwa POLWEN, zatytułowana Oblicze Chrystusa, która ukazała się w przeddzień papieskiej wizyty w Manoppello, prezentuje dwa tajemnicze płótna: Chustę Weroniki, czyli Boskie Oblicze z Manoppello, i Całun Turyński. Jej autorem jest o. Andreas Resch.
Ogromnym zainteresowaniem czytelników cieszy się nadal pierwsza publikacja POLWEN-u, poświęcona wizerunkowi z Manoppello, zatytułowana Boskie Oblicze. Całun z Manoppello, autorstwa znanego watykanisty Paula Badde.

CAŁUN TURYŃSKI

W Turynie znajduje się jedna z najcenniejszych i zarazem kontrowersyjnych, relikwii chrześcijaństwa - słynny całun Santa Sindone. Całun stanowi lniane prześcieradło o rozmiarach 436 cm długości i 110 cm szerokości, w które - według tradycji - owinięte było złożone do grobu ciało Chrystusa. Można postawić pytanie: dlaczego Ewangelie, Dzieje Apostolskie czy Listy nic nie mówią o tak ważnej relikwii? Według opinii niemieckiego jezuity Henryka Pfeiffera, znawcy sztuki chrześcijańskiej, w świecie żydowskim przedmioty pochodzące z grobu uchodziły za nieczyste. Nie można było mówić o całunie i to z dwóch powodów: ze względu na owocność misji, oraz dlatego, że płótno należało ustrzec przed próbami zniszczenia. Gdyby mówiono o nim otwarcie, relikwia byłaby poważnie zagrożona. Ta cenna relikwia została przekazana Maryi, Matce Jezusa, co potwierdza wspomniany wcześniej tekst "Transitus" z VI wieku. Całun, początkowo uważany za zaginiony, został odnaleziony w Edessie (Urfa), a w 944 r. trafia do Konstantynopola. W czasie oblężenia miasta przez krzyżowców, został w 1204 r. wywieziony na Zachód Europy. Najpierw był zdeponowany we Francji: Lirey i Chambery, a od 14 IX 1578 r. znajduje się w Turynie, najpierw w kościele św. Wawrzyńca, a po wybudowaniu w latach 1657-1694 specjalnej kaplicy Guarini, w miejscowej katedrze pw. św Jana Chrzciciela. Od XV wieku całun był własnością dynastii sabaudzkiej.

W 1983 r. po śmierci wywodzącego się z tej dynastii króla Włoch Humberta II, testamentalną decyzją monarchy, właścicielem całunu został papież Jan Paweł II, który strażnikiem relikwii ustanowił arcybiskupa Turynu. Sto lat wcześniej, 28 V 1898 wykonano pierwszą fotografię całunu. Dzięki tym zdjęciom okazało się, że całun jest ogromnym, utrwalonym na płótnie negatywem, na którym widzimy z niespotykanym realizmem zamęczonego człowieka. Widzimy wyraźnie odbicie zmaltretowanej przed śmiercią ofiary, z tysiącem ran. Całun jest starszy od najstarszych rękopisów Ewangelii św. Mateusza, której autor opisuje, jak Józef z Arymatei po śmierci Jezusa wyprosił od Piłata ciało Mistrza, owinął je w płótno i złożył w grobie (Mt 27, 57-60). Badania nad całunem trwają od 1898 r. Na tym lnianym płótnie w tajemniczy sposób zachowało się wielkie, podwójne odbicie wychłostanego i ukrzyżowanego mężczyzny. Jego martwe ciało położono na prawym skraju pasa tkaniny, przykrywając je lewą połową, tak, że na prawej części całunu odbiły się plecy, na lewej zaś twarz, klatka piersiowa i nogi. Szczupłe dłonie zostały skrzyżowane na łonie zmarłego. Nadgarstki i stopy noszą wyraźne ślady gwoździ. Badania wykazały też, że ofiara wielokrotnie podciągała się na przebitych rękach, by zaczerpnąć powietrza. Krwawa plama po prawej stronie piersi jest tak wielka, że w ranę, którą w tym miejscu okrywał całun, można by bez problemu włożyć trzy palce. Kiedy ciało zawinięto w całun, z rany wypłynęły krew i woda.

Autentyczność całunu była nieraz kwestionowa. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez naukowców z USA, całun liczy prawie 2000 lat. Błąd w poprzednich pomiarach spowodowany był pokrywającą całun warstwą bakterii i grzybów. Uczeni odnaleźli w tkaninie cztery rodzaje mikrobów, które zawierały maści do balsamowania zwłok stosowane za czasów Chrystusa. W 1978 r. minęło 400 lat od sprowadzenia całunu do Turynu. Z tej okazji relikwia została wystawiona na widok publiczny. Dnia l IX 1978 r. całun nawiedził abp krakowski kard. Karol Wojtyła. Jako papież modlił się przed nim 13 IV 1980 r. ( w czasie prywatnego wystawienia) oraz publicznego wystawienia w dniu 24 V 1998 r. Wtedy papież powiedział: "Dla człowieka wierzącego istotne jest przede wszystkim to, że całun to zwierciadło Ewangelii. Refleksja nad całunem każe, bowiem uświadomić sobie, że widniejący na nim wizerunek jest tak ściśle związany z tym, co Ewangelie opowiadają o męce i śmierci Jezusa, że każdy człowiek wrażliwy, kontemplując go, doznaje wewnętrznego poruszenia i wstrząsu [.] W całunie odzwierciedla się obraz ludzkiego cierpienia. Przypomina on współczesnemu człowiekowi, często oczarowanemu dobrobytem i zdobyczami techniki, o dramacie wielu jego braci, i skłania go do zastanowienia się nad tajemnicą cierpienia, aby mógł lepiej zrozumieć jego przyczyny. Ślad udręczonego ciała Ukrzyżowanego jest świadectwem straszliwej ludzkiej zdolności zadawania bólu i śmierci bliźnim, a tym samym jawi się jako ikona cierpienia niewinnych każdej epoki: ofiar niezliczonych tragedii, jakie naznaczyły naszą przeszłość, i dramatów dokonujących się we współczesnym świecie".

Spotkanie z całunem odmieniło życie niezliczonej rzeszy ludzi. Na płótnie widzimy wyraźny zarys ludzkiej postaci. "To właśnie tu Chrystus zmartwychwstał - zanotował w 1201 r. Nicolas Mesarites, pisząc o przechowywanej wówczas w cesarskiej kaplicy Pharos w Konstantynopolu relikwii, którą trzy lata później krzyżowcy wywieźli do Francji. Całun, to matka wszystkich ikon, które zostały w ciągu dziejów namalowane. Jednakże żaden obraz i żadne pismo na ziemi nie odzwierciedla z taką dokładnością i autentyzmem tego, co o męce i śmierci Jezusa mówią cztery Ewangelie. Najważniejszym dotąd dziełem o całunie jest praca Jana Wilsona "The Turin Shroud" będąca zarazem światowym bestsellerem.