Pozwólcie Mu się prowadzić!

     Msza w intencji uzdrowienia, jaka odbywa się w każdy ostatni poniedziałek miesiąca w kościele Ojców Jezuitów w Łodzi, jest dla wielu czasem szczególnej nadziei. Autokarami, samochodami i pociągami przyjeżdżają wierni z całej Polski. A że każdy, kto sam doświadczył "jak dobry jest Pan", nie zostawił tej radości dla siebie, lecz podzielił się nią z bliskimi - coraz częściej ratunku szukają tu także Polacy z zagranicy. Wzruszeni jesteśmy często wiarą tych, którzy potrafią dobę spędzić w podróży, pokonując setki (lub tysiące) kilometrów, żeby spotkać się z Jezusem Miłosiernym na Eucharystii. Podobnie pewnie było i wtedy, gdy On w sposób widzialny przemierzał okolice Jerozolimy, szukając stroskanych, zmęczonych, chorych i opuszczonych. Jezus jest taki sam wczoraj i dziś, tak samo podnosi na duchu, przywraca wiarę, przebacza grzechy, uwalnia i uzdrawia. Oblężone podczas mszy konfesjonały uświadamiają nam nieustannie, że to uzdrowienie duszy jest największym darem, nawet jeśli pozostanie choroba ciała. W końcu wszyscy kiedyś umrzemy. Ale pojednanie z Bogiem, nawrócenie i przebaczenie innym (po którym często następuje uzdrowienie) - są tym, co poniesiemy stąd na dalsze życie, a nawet poza nie. Bóg nie tylko pragnie; abyśmy byli zdrowi - On daje nam łaskę współcierpienia z Chrystusem w trosce o zbawienie innych. A kocha nas tak bardzo, że chce spędzić z nami później całą wieczność...

     Posłuchajmy podziękowań, jakie składali ci, którzy w czasie jednej z takich mszy doświadczyli łaski uzdrowienia:

* * *

     Chciałabym serdecznie podziękować Panu Bogu za dar macierzyństwa. Jesteśmy trzy lata po ślubie. W lutym ubiegłego roku doświadczyliśmy uzdrowienia." Lekarze twierdzili, że bardzo długo będę musiała czekać na dziecko. Przyjechałam więc z przyjaciółką na mszę z modlitwą o uzdrowienie i gorąco modliłyśmy się o to, aby stało się to jak najszybciej. I Pan Bóg zadziałał w cudowny sposób! Msza była w poniedziałek, w środę byłam umówiona na wizytę u lekarza, który jeszcze raz stwierdził, że to jeszcze dłuższy czas będzie trwało. A jak się okazało - w lutym zaszłam w ciążę... Obecnie mój synek ma pięć i pół miesiąca. Lekarz mówił, że jeśli nawet stanie się to w krótkim czasie, to nie gwarantuje, że dziecko będzie zdrowe. Dziecko jest zdrowe! Dziękuję Panu za to, co się wydarzyło. Chwała Ci, Panie!

* * *

     Żona: Przez kilkanaście lat mój mąż nie mógł sobie poradzić z piciem alkoholu. Dochodziło do strasznych historii. Szukaliśmy lekarstwa, ale nie tam, gdzie należy. Chrystus był obok, wystarczyło tylko sięgnąć ręką, wystarczyło tylko powiedzieć: "Ufam Ci, Panie, bezgranicznie". Ale człowiek jakoś tak: tu do lekarza, tam do lekarza... Wszystko na nic. Wreszcie od księdza, który opiekuje się ministrantami w katedrze, dowiedzieliśmy się o mszach, jakie tu się odbywają. Uzgodniliśmy z mężem, że przyjdziemy. Bardzo cieszył się, przygotowaliśmy się, ale tego dnia nałóg znowu był silniejszy od niego. Jednak my z synem nie poddaliśmy się. Przyszliśmy tutaj miesiąc temu i oddaliśmy Chrystusowi swój największy problem, nie do pokonania przez kilkanaście lat. Od czasu tej mszy mój mąż został uzdrowiony i uwolniony!

     Jezu, jestem żywym świadkiem tego, mój syn, mój mąż i moja teściowa - że jesteś żywy, że uzdrawiasz! Mówiłam: "Nie jestem godna, abyś przyszedł do mojego domu, ale jedno Twoje tchnienie, jedna Twoja myśl sprawi, że mój mąż będzie zdrowy". I tak się stało! Będę świadkiem Twojej obecności do końca moich dni i na wieki wieków. Chwała Ci, Panie!

    Mąż: Ja chcę Ci podziękować, Jezu, że wreszcie stałem się człowiekiem. Zacząłem szanować siebie i wiem, co to znaczy rodzina. Teraz wiem, jak pięknie wygląda świat. Jestem przekonany, że Chrystus jest tu z nami. On jest jedynym Lekarstwem na wszystko! Ile razy próbowałem nie pić kilka dni - chodziłem rozdygotany, nerwowy. Teraz jestem spokojnym człowiekiem, bez problemów. Budzę się rano : przyjemnością i z radością idę do pracy. Wracam z pracy - widzę mojego syna uśmiechniętego, który rzuca mi się na szyję, a przecież przez kilka lat oddaliłem się od nich tak bardzo... Boże, ufam Ci! Wiem, że jesteś w moim sercu na zawsze!

* * *

    Mam na imię Klaudia, mam 29 lat, pochodzę z Kalifornii. Zeszłego roku zostałam nowonarodzona i uzdrowiona, a stało się to, gdy zmarł nagle mój trzyletni syn. Nie był chory, Bóg go powołał. Będąc z nim w szpitalu, dwie godziny po jego śmierci, mówiłam sobie, że ja tego nie przeżyję, że umrę, że nie wyjdę z tego szpitala. Byłam zszokowana i nie mogłam pogodzić się z tym, że utraciłam go tak nagle. Ale stał się cud. Wkrótce potem wstąpiłam do grupy modlitewnej, przeszłam Seminarium Odnowy i chrzest w Duchu Świętym, przeżyłam rekolekcje prowadzone przez o. J. Kozłowskiego SJ z zespołem „Mocni w Duchu" w San Jose. To wszystko zmieniło moje życie. Wcześniej, po śmierci syna straciłam sens życia, nie wiedziałam, jak mam żyć bez niego. To nie był mój plan. Ja sobie inaczej planowałam swoje życie: z rodziną, z moimi dziećmi. A wszystko to rozpadło się w jednej sekundzie. Ale Jezus uzdrowił mnie, On daje mi łaskę nawrócenia, poznania prawdy o sobie. A przede wszystkim dał mi nowe życie! Podał mi rękę i wyprowadził mnie z ciemności. Teraz moje życie ma sens! Straciłam dziecko, ale zyskałam Jezusa, którego nie znałam, chociaż chodziłam do kościoła i wierzyłam, jednak okazało się, że moja wiara była bardzo płytka. Teraz pogłębia się z dnia na dzień i wciąż poznaję nowe drogi Pana.

* * *

     Mam na imię Teresa, przyjeżdżam ze Zgierza. Pan uwolnił mnie z wielu chorób, najważniejsze dla mnie było uzdrowienie z epilepsji. Stało się to w wyniku przeżywania Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, w domu, gdy korzystałam z książki Jezus uwalnia w Eucharystii.

     W tutejszym kościele też zostałam dotknięta ciepłem miłości Bożej - poczułam je na plecach i Pan powiedział, że uzdrawia mój kręgosłup i moją lewa nogę, na której znów będę mogła stać. Chcę jeszcze oddać Bogu chwałę i podziękować Mu bardzo, że zabrał mi depresję. Dwa miesiące temu padło takie słowo poznania: "42-letnia kobieta będzie uzdrawiana z depresji" i Pan powiedział: "Córko, uchwyć się mojej miłości. Zaufaj Mi". Kupiłam tu książkę „Jak zwyciężyć depresję", zaczęłam ją czytać i analizować. I coś się stało. Najpierw dziękowałam Panu Jezusowi za to, że jestem na tym świecie, że żyję; za moment mojego poczęcia, za to, że zaplanował mnie i kochał mnie jeszcze przed poczęciem. Poczułam, że bardzo chcę przebaczyć wszystkim, którzy mi zawinili. Kiedy był tu ks. Falvo, mówił nam, że trzeba chcieć przebaczyć. Więc powtarzałam przez cały tydzień: "Panie Jezu, chcę przebaczyć wszystkim". I zrozumiałam coś - jeśli sama nie będę mogła przebaczyć, to On za mnie przebaczy. Chwała Panu!

* * *

     Nazywam się Aneta, mam 33 lata, od 25 lat mieszkam w Szwecji. Pierwszy raz byłam tutaj wkrótce po poronieniu. To było bardzo oczekiwane dziecko, zaraz po Natalce - Natalka miała dostać rodzeństwo... Moim wewnętrznym pragnieniem było przyjechać tutaj. To była taka pielgrzymka duchowa, żeby powtórnie odnaleźć Boga w swoim życiu, ponieważ wydawało mi się, że jak dał mi dziecko i zabrał, to tak jakoś "nie po kolei". Konsekwencją tamtego przyjazdu było to, że o. Kozłowski wraz z częścią zespołu "Mocni w Duchu" został zaproszony do Malmo w Szwecji i tam też mogli pomóc wielu ludziom.

     Drugi raz byłam tu z prośbą o pomoc dla umierającego taty. Wiele łask otrzymaliśmy. I choć tato umarł, ale to, co działo się przy jego zgonie i w mojej rodzinie - było naznaczone Bożą opatrznością. Teraz jestem tu razem z Mariuszem, moim mężem, Natalka i Magdalenką, która urodziła się rok po moim pierwszym pobycie tutaj. A przecież lekarze po poronieniu nie dawali mi szans na to dziecko... Dziękuję Jezusowi za wszystko, co czyni dla mojej rodziny. Chwała Ci, Panie!

     Mąż: Bardzo dużo przeszedłem w swoim życiu. Moi rodzice zostali bardzo wcześnie zabrani do Boga, oboje chorowali na raka. Zostałem sam, lecz Pan Bóg nigdy mi nie pozwolił stracić wiary. Zawsze z nadzieją w sercu patrzyłem w przyszłość i modliłem się. Dzisiaj dziękuję Ci, Jezu, za moją rodzinę...

* * *

     Mam na imię Tadeusz, przyjeżdżam z Oleśnicy. Chcę podziękować Jezusowi za moje uzdrowienie. Chciałem rzucić nałóg palenia papierosów i nie mogłem sobie z tym poradzić. Dowiedziałem się o tych mszach i przyjechałem tu pierwszy raz we wrześniu 1999r. Podobało mi się bardzo, więc przyjechałem też na następną, w październiku. Padły słowa poznania, że Jezus uzdrawia człowieka, który chce rzucić nałóg. Więc po przyjeździe zostawiłem papierosy i od tego czasu nie zapaliłem żadnego. Dziś w rocznicę chciałem więc złożyć temu świadectwo. Chwała Panu Bogu!

* * *

     Mam na imię Alina. Chciałam złożyć mojemu Panu najgorętsze uwielbienie za pracę, jaką mnie obdarował. Jeszcze miesiąc temu stałam pośród was jako osoba bezrobotna. Pracy szukałam przez pół roku. Chodziłam wszędzie tam, gdzie usłyszałam, że jest jakieś wolne miejsce, ale nigdzie nie byłam przyjęta. Po prostu wybierano inną osobę. Po każdym takim niepowodzeniu nie czułam jednak żadnego rozgoryczenia. Mówiłam: "Panie, Ty wiesz, co mam na myśli. Ty mnie prowadź, a ja pozwalam Ci, abyś mnie prowadził". I w końcu po pół roku znalazłam taką pracę, o jakiej do tej pory nawet mi się nie śniło. Błogosławię Pana za to. I jeśli mogę wam coś powiedzieć - jeśli prosicie o coś Pana, to ofiarujcie Mu swoją cierpliwość, swoją wytrwałość, pozwólcie Mu się prowadzić, a On wybierze dla was to, co najlepsze...


Oprac: A.Z.


Tekst pochodzi z Dwumiesięcznika
Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej