Widzieli Maryję?

     Tysiące mieszkańców Warszawy, a także przyjezdnych z całej Polski, wpatrywało się w wieżę stołecznego kościoła św. Augustyna. Wielu twierdziło, że widzi Matkę Bożą. Władze zareagowały nagonką na Kościół. Był październik 1959 r.

     Helena Kozicka do kościoła na Nowolipki przyjechała z Ochoty. - Podczas modlitwy różańcowej na kopule wieży kościelnej ukazała się jasność i dostrzegłam postać Matki Bożej. Witaliśmy Ją modlitwą i płaczem, bo objawienie wyraźnie dostrzegło wielu ludzi - zanotowała w świadectwie złożonym w parafii.

     - W duchu prawdy i odpowiedzialności przed Panem Bogiem i Matką Najświętszą, pragnę dać świadectwo z wydarzeń, jakie miały miejsce w październiku 1959 r. Byłam z moją mamą pod kościołem św. Augustyna. Milicja reflektorami oświetlała wieżę kościoła. W pewnym momencie zobaczyłam Matkę Najświętszą. Widziałam Ją tak dokładnie, jakbym stała pięć metrów od Niej. O pięknie Matki Bożej nie piszę, bo po prostu nie ma słów na jego opisanie. Na Jej twarzy widziałam wielką miłość, radość, ale też wielkie zatroskanie. Wzrok miała skierowany w dół, jakby chciała nim objąć nas wszystkich zgromadzonych pod kościołem. Dziś mam 75 lat, ale dokładnie pamiętam każdy szczegół - pisała w swoim świadectwie Barbara Przeździecka, która mieszka w parafii św. Klemensa.

     - Mieszkając niedaleko, bardzo często przychodziłam w godzinach wieczornych pod kościół i zawsze widziałam wyraźną postać Matki Bożej. Korzystając z lornetki mogłam zauważyć, że Maryja była w długich, świetlistych szatach. Objawienia miały miejsce w czasie, gdy władze komunistyczne nasiliły ateizację Polaków i usuwały świeżo przywróconą religię oraz krzyże ze szkół. Matka Boża umocniła naszą wiarę, co pozwoliło żyć w duchu prawdy i przezwyciężać zło, które starało się zapanować nad krajem - wspomina po latach Elżbieta Knych.

     Także inne osoby wskazują na duchowe owoce związane z wydarzeniami sprzed pół wieku. - Matka Boża okazała mi pomoc, gdy rodziłam dziecko. Mimo iż syn urodził się w niedotlenieniu porodowym i przez 45 minut był przywracany do życia, to wszystko odbyło się szczęśliwie dzięki Matce Bożej. Lekarz ratujący moje dziecko należał do Żywego Różańca przy parafii św. Augustyna. Za pośrednictwem Niepokalanej otrzymałam wiele innych łask - wspomina w swoim świadectwie Helena Kozicka.

     - Podobnych świadectw parafia posiada kilkadziesiąt - podkreśla ks. prał. Walenty Królak, miejscowy proboszcz i dziekan muranowski. - Świadectwa ciągle zbieramy, aby wydarzenia sprzed pół wieku ocalić w pamięci.

     A wciąż pamięta o nich wiele osób, nie tylko dawnych parafian. Niektórzy z nich mieszkają dziś w różnych częściach Polski, a także za granicą, m.in. w USA i Niemczech.

     Na wiadomość o tłumach zbierających się codziennie pod kościołem św. Augustyna władze PRL zareagowały agresją. Ogromne siły milicji i SB przeganiały wiernych, legitymowały ich, a przez megafony ogłaszały, że zabrania się zatrzymywania pod kościołem. - Utrudniano nawet w ten sposób, że tramwaje i autobusy nie zatrzymywały się na przystankach przy ul. Nowolipki. Tłum ludzi musiał iść pieszo - zapamiętała Stefania Dubrowska, dawna parafianka, która obecnie mieszka w Przemyślu.

     Propagandziści PZPR do akcji włączyli stołeczne dzienniki. "Życie Warszawy" użalało się nad mieszkańcami okolicznych domów, którym tłum utrudniał dotarcie po pracy do domów. "Kurier Polski" z 3 listopada grzmiał: "Ludzie, gdzie my żyjemy? W połowie XX wieku na warszawskiej ulicy kłania się nam średniowiecze".

     Dużo groźniejsze od komunistycznej propagandy okazały się represje. Kilkaset osób w trybie administracyjnym zostało ukaranych grzywnami 300 zł, z zamianą na 14 dni aresztu. Ostatecznie władze postanowiły całą sprawę zakończyć zamalowując wieżę kościoła na... czarno! Zdaniem Hanny Antosiewicz, autorki jednego ze świadectw, wieżę zamalował jakiś więzień, któremu obiecano za to wolność. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych wieża odzyskała swój pierwotny wygląd.

     - Nasza parafia jest bardzo maryjna - mówi ks. prał. Walenty Królak. Szczególnym kultem cieszy się obraz Matki Bożej Częstochowskiej ofiarowany po wojnie przez bp. Karola Niemirę, który w latach 1929-1933 był tu proboszczem. Później został biskupem pomocniczym Pińska, skąd przez władze komunistyczne został wygnany. Kultem cieszy się też figura Matki Bożej stojąca pod kościołem od 1913 r. Przetrwała wojnę, a od wielu lat codziennie modlą się przed nią wierni, nawet w nocy - podkreśla ks. Królak.

     - Wydarzenia sprzed pół wieku są mocno zatarte w pamięci. Jeśli jednak uczestniczyły w nich tysiące ludzi, to nie można udawać, że ich nie było. Ten fakt historycznie zaistniał. A przede wszystkim ważny jest kult Matki Bożej - zauważa ksiądz proboszcz. Zaprasza też na Mszę św. w niedzielę 4 października na godz. 10.00, kiedy wspominane będą wydarzenia sprzed 50 lat.